HISZPANIA: CISZA NA IBIZIE

Gdy Amnesia i Space zamykają swoje podwoje, a ostatnie disco-busy rozwożą klubowiczów do San Antonio, w hotelach na drugim końcu Ibizy budzą się miłośnicy tej drugiej strony wyspy. Choć może brzmieć to niedorzecznie, zważywszy na sławę klubowej Ibizy, wydaje się być ona doskonałym miejscem na spokojne i ciche wakacje. Pomijając najbardziej znane kurorty, czyli San Antonio oraz Eivissę, reszta wyspy pozwala na odetchnięcie od tłumów i hałasu.

 

 

 

Isla Blanca, Biała Wyspa, jak kiedyś była nazywana, od zawsze była oazą spokoju na Morzu Śródziemnym. O konieczności obrony przypomina jedynie Dalt Vila, stare miasto w Eivissie, stolicy wyspy. Górujący nad nim zamek, jak i armaty do dziś chroniące bramy nie miały większego zastosowania, gdyż wszelkie wojny raczej omijały wyspę. Jeśli już jakaś o nią zahaczyła, dotyczyło to raczej podpisania traktatów pokojowych, jak w przypadku Rzymian i Kartagińczyków. Być może dzięki temu mieszkańcy wyspy są tak otwarci na wszelkich przybyszów.

 

 Nie dotyczy to tylko miłośników różnorakiej maści muzyki elektronicznej. W latach 60. i 70. XX wieku Ibiza była jedynym miejscem w Europie, gdzie chętnie przyjęto hipisów. Aby móc się utrzymać, otwarli oni tak zwane hippi markets, gdzie sprzedawali swoje rękodzieło. Do dzisiaj ostało się kilka. W tym ten najbardziej znany i największy – Hippy de Es Canar niedaleko Santa Eularia. Chociaż bardziej przypomina on już typowy jarmark, na którym można kupić wszelkie pamiątki, koszulki i czapeczki, to jednak pojawiające się od czasu do czasu zespoły tworzą tu niesamowity klimat.

 

 

 

Hipisi uznali wyspę za swój raj na Ziemi. Mogąc bez większych problemów pływać nago w morzu, odnaleźli Vedrę. Doskonale widoczna z Cap L’Olivia wysepka, w całej okazałości jest widoczna jedynie od strony morza bądź z pokładu samolotu. Niesamowity kształt wyspy przypominający potężną katedrę na długo zostaje w pamięci. Nic więc dziwnego, że ta malutka wysepka u zachodniego brzegu Ibizy stanowi praktycznie święte miejsce hipisów.

 

 

 

 

Położona niedaleko przylądka L’Olivia niewielka plaża Cala d’Hort stanowi fantastyczne miejsce do pływania – biały piasek, gorące słońce, niesamowicie przezroczysta woda, a kawałek dalej Vedra. Woda wokół wyspy jest bardzo zwodnicza. Ciągle widać dno, a jest ono jednak kilka metrów niżej niż się wydaje. Tą niezwykła przezroczystość spowodowana jest obecnością posidonii. Ta podwodna roślina filtruje i natlenia wodę zapewniając jej transparentność, a także tworząc specyficzny mikroklimat. Dzięki niemu w tutejszych wodach można bez problemów zobaczyć ryby i inne morskie stworzenia, które w innych zakątkach Morza Śródziemnego są spotykane bardzo rzadko. Jednak zwierzęcym symbolem wyspy stały się endemiczne jaszczurki. Te występujące tylko na Ibizie gady, jako jedne z niewielu zwierząt na Ziemi, potrafią zmieniać płeć. Doskonałą okazją ich zobaczenia jest wyprawa rowerowa w poprzek wyspy.

 

Ponad 700 kilometrów bardzo zróżnicowanych ścieżek rowerowych pozwoli każdemu znaleźć swoją drogę. Szczególnie gęsto pokryta jest nimi północno-zachodnia część wyspy. Oczywiście mało kto przylatuje tutaj z własnym rowerem, dlatego bez większych problemów można sprzęt wypożyczyć w kilku firmach. Poza samymi rowerami oferują one także wycieczki rowerowe, a dla największych miłośników górskiej jazdy również dość ekstremalną jazdę w lokalnych górach.

 

Gdy jednak turystów jest za dużo, a z nieba leje się żar, doskonałym pomysłem jest nurkowanie. Absolutnie przezroczyste wody zrobią niezapomniane wrażenie nawet na doświadczonych nurkach. Zarówno rowery, jak i nurkowanie można zorganizować przez Mammoth Ibiza (www.ibizasport.com). Dla tych, którzy jednak chcieliby być jeszcze bliżej natury można polecić jazdę konną albo samodzielny trekking.

 

W parku Ses Salines, na olbrzymich powierzchniach, kwitnie druga najważniejsza gałąź wyspiarskiej gospodarki – wydobycie soli morskiej. Ogromne baseny wypełnione są parującą przez rok solanką. Oddzielają one Cap Falcó od jedynego lotniska na wyspie. Z samego Falcó rozprzestrzenia się wspaniały widok na park, morze i pięciogwiazdkową plażę stanowiącą ciekawą konkurencję dla osławionej Cafe del Mar w San Antonio.

 

Właśnie San Antonio, leżące nad uroczą zatoką, jest głównym centrum turystycznym wyspy. W momencie najazdu turystów gros z nich przebywa w San Antonio bądź okolicach. A jest ich sporo, bo w szczycie sezonu pojawia się ich na wyspie ponad ćwierć miliona. Taka koncentracja turystów w tym regionie sprawia wrażenie jakby przyjezdnych było jeszcze więcej. Wtedy Ibiza traci swój trochę sielski i spokojny klimat. Na szczęście są jeszcze spokojniejsze miejsca, jak Santa Eularia na przeciwległym końcu wyspy.

 

Sam sezon rozpoczyna się spokojnie i powoli wraz z otwarciem letnich serii imprez w najważniejszych klubach. I jest to zdecydowanie najlepszy moment na wizytę na wyspie. Doskonała pogoda, niewielka liczba innych turystów, niskie, przedsezonowe ceny w hotelach sprzyjają wakacjom na Ibizie. Właśnie wtedy, w połowie czerwca, DJ-e masowo zjeżdżają na Ibizę, by grać dla dziesiątek tysięcy fanów w niezliczonych klubach i barach, praktycznie w każdej miejscowości. Wśród miłośników elektronicznych dźwięków krąży wręcz legenda, że wystarczy wejść do najbliższego baru, by usłyszeć kogoś z listy najlepszych DJ-ów świata. Brzmi nieprawdopodobnie, ale jednak w tej legendzie jest więcej niż ziarno prawdy.

 

A mimo to można w dalszym ciągu znaleźć spokojne miejsce dla siebie w nie obleganych częściach Ibizy. Odkryć trochę prostoty, nawet tej wzorowanej na lokalnej modzie adlib, która przypomina o tym, że Ibiza to wciąż ta sama Biała Wyspa. Wyspa radości, pokoju i oderwania się od codziennych problemów.

 

 Zdjęcia: Wojciech Zamiar

Komentarze

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Scroll to Top