Stolica tradycji i rzemiosła Cesarski Fez

Garbarnia skór
Marokańska garbarnia. Fot.: Andrzej Zarzecki

– Uwaga, głowa! Uwaga, w prawo! Uwaga, w lewo! – dyryguje nami po polsku Ahmed. – Uwaga, mina! – śmieje się do rozpuku, że nas „nastraszył”. Marokańska eskorta pomaga turystom w przejściu przez labirynt prawie 9500 ulic i uliczek Fes el-Bali, czyli Starego Fezu.

Co krok słychać też pokrzykiwania poganiaczy mułów i osłów: Balek ! (Uwaga!), którzy z objuczonymi zwierzętami przedzierają się przez tłum handlarzy, kupujących i ludzi z całego świata. Uwielbiam koloryt arabskiej medyny. Mimo przestróg przed złodziejami, nie słyszałam, by ktoś tam kogoś okradł. Jeden z kolegów, zajęty targowaniem się, zapomniał na suku (targu) kamerę. Gdy po jakimś czasie udało mu się wrócić w to miejsce, leżała tam, gdzie ją zostawił.

Marokańczycy, zwłaszcza dzieci, zwykle proszą turystów o długopisy lub cukierki. Nawet żebracy nie są tu namolni. Wiedzą, że zagraniczni goście nie są skorzy – w odróżnieniu od wyznawców islamu – do dawania jałmużny. W sklepikach feskiej medyny można kupić wszystko: od wspaniałych wyrobów ze skóry, jak np. szpiczaste, z zadeptanymi piętami klapki babouche, torby i paski, wyroby ze szlachetnych gatunków drewna, aż po stare, zdezelowane telewizory czy też telefony komórkowe. Bez liku tam warsztatów rzemieślniczych oraz zakładów krawieckich, w których szyciem zajmują się mężczyźni. – Cześć, Sebastian! – co krok kupcy i rzemieślnicy witają naszego pilota z Rainbow Tours. Znają go tu chyba wszyscy, bo od lat oprowadza po cesarskich miastach Maroka polskich turystów.

 

Na straganach piętrzą się dorodne owoce, jaskrawo kolorowe i niemiłosiernie słodkie desery, misternie poukładane kopce różnokolorowych oliwek, słoje z marynowanymi cytrynami. Kupcy oferują świeże ryby o przedziwnych kształtach. Najtrudniej przebrnąć przez tę część suku, w której handluje się mięsem. Zapach i wygląd rąbanki, czy też czekające na nabywcę całe łby wielbłąda, odstraszają. Wielka wyżerka czeka zaś w Maroku miłośników ślimaków. Mało kto chyba wie, że je się ich tam więcej niż we Francji.

Zmęczeni spacerem po tym pełnym harmideru labiryncie, mogą ugasić pragnienie wyśmienitą herbatą miętową lub mocną kawą. Cieczy sprzedawanej przez nosiwodów w kolorowych strojach nie radzę nawet tykać! Przygotujmy się natomiast na to, że za zrobienie im zdjęcia trzeba zapłacić. Wędrując po cesarskim mieście nie sposób pominąć tamtejszych słynnych garbarni. Ich bliskość zapowiada charakterystyczny zapach przygotowanej do wyprawienia skóry. Choć pracę garbarzy i farbiarzy ogląda się z wysokiego tarasu, arabscy przewodnicy podtykają pod nozdrza turystów gałązki mięty. Z nią łatwiej oddychać. Garbarnie znajdują się koło rzeki Fez, której wody wykorzystuje się do obróbki skór. Stosowane do tego metody nie zmieniły się tu od wieków. Najpierw oczyszcza się skóry z sierści, a potem zanurza się je w wapiennej kąpieli. Następnie podlegają specjalnej obróbce w kadziach z cegły. Na samym końcu płucze się je, farbuje, garbuje i zmiękcza. Za tę katorżniczą pracę zarobek jest groszowy.

Odurzona fetorem, wychodzę na ulicę. Ahmed wykorzystuje to na naukę polskiego, bo turystów z naszego kraju z roku na rok w Maroku przybywa. Teraz będzie ich chyba jeszcze więcej, bo zniesiono wizy. Przewodnik dopytuje, jak jest kurczak, chleb, miłość. W ten sposób sporządza sobie podręczny słowniczek. Charakterystyczne dla marokańskich miast jest to, że w każdej dzielnicy jest meczet, łaźnia, piec piekarniczy, do którego przynosi się przygotowane w domu ciasta i chleb, szkoła i studnia z wodą. Czyli wszystko co potrzebne do życia w każdej społeczności. W krętych zaułkach często można się natknąć na znak stopu dla …osłów!

Uwagę przyciągają wymalowane na murach kwadraty z arabskimi napisami. Okazuje się, że są to wyznaczone miejsca na umiszczanie afiszy czy komunikatów. Obok szyldów dentystów i lekarzy można zaś się natknąć na stragany znachorów, handlujących amuletami czy suszonymi szczurami. Fez (siekiera) to jednak nie tylko wspaniała medyna, wpisana na Listę Światowego Dziedzictwa Kulturalnego i przyrodniczego UNESCO, ale i duchowa oraz kulturalna stolica Maroka. To miasto, w którym założono jeden z najstarszych uniwersytetów świata, uchodziło niegdyś za Ateny Afryki. Uczelnia mieści się w dumie islamu – meczecie Karawijin, w którym jest słynny zegar wodny „magana”. Fassi, czyli mieszkańcy miasta, uchodzą za strażników marokańskiej tradycji. Tu właśnie narodził się narodowy ruch niepodległościowy, tu także wszelkie protesty zazwyczaj mają najbardziej burzliwy przebieg.

To także w tym mieście stworzono pierwszą w Maroku żydowską dzielnicę, czyli mellah. Można w niej zwiedzić m.in. synagogę Aben Danan z XVII wieku, odrestaurowaną dzięki wsparciu UNESCO w latach 1998/99, a także urzekający cmentarz. Zamieszkałe dziś przez nielicznych Żydów getto można rozpoznać po tym, że okna i balkony ich domów wychodzą na ulicę, w odróżnieniu od muzułmańskich, otwierających się zawsze na wewnętrzny dziedziniec. Getto leży na południe od okazałych, zajmujących ok. 80 hektarów zabudowań pałacu królewskiego – Dar el-Makhzen. Przed jego bramą zawsze się kłębi tłum turystów z aparatami. Łudzą się, że pojawi się w niej lubiany król Maroka?

Podczas wędrówki przez miasto nie sposób pominąć wspaniałych bram miejskich, medres (szkół) oraz licznych meczetów. Najpiękniejsza panorama Fezu – najstarszego miasta królewskiego i stolicy pierwszej dynastii Maroka – rozciąga sią ze wzgórza grobowców merynidzkich. Ocalało z nich niewiele, ale widok jest wspaniały. Warto tu zacząć zwiedzanie, a wieczorem je tam skończyć, podziwiając z góry miejsca, które się widziało.

 

Komentarze

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Scroll to Top