HELION: BIAŁORUŚ OD WEWNĄTRZ

 

O Białorusi piszemy na naszych łamach dosyć sporo. Każdy kolejny wyjazd tam stanowi bowiem okazję do odwiedzenia, a następnie prezentacji zabytków – lub zmian jakie w nich zachodzą, ciekawych miejsc oraz obiektów – zwłaszcza związanych z naszymi wielkimi rodakami tam urodzonymi lub mieszkającymi w przeszłości. Lub wspólnych kilkuwiekowych dziejów oraz innych atrakcji turystycznych. A jest ich dużo. Tamtejsze parki narodowe, rezerwaty i inne tereny zielone należą do najobszerniejszych i szczególnie wartych poznania w Europie. Zaś mieszkańcy kraju są gościnni, życzliwi obcym, a z nami, Polakami, szybko znajdują wspólny język. Przynajmniej ja przeważnie tylko takich spotykam odwiedzając Białoruś już ponad pół wieku. Ale turysta wpadający tam na krótko może tylko bardzo powierzchownie poznawać kraj. Zobaczyć, że jest czysty i zadbany, ma niezłe, zwłaszcza główne drogi. Dobrze zaopatrzone sklepy, chociaż z na ogół drogimi towarami. Czuć się osobiście bezpiecznie, o ile zachowuje tak, jak gościom przystało.

 

 

Pod wieloma względami, także tym ostatnim, może być nawet bardzo zaskoczony, zwłaszcza gdy udaje się tam po raz pierwszy. Nasze media bowiem, jeżeli piszą coś, lub pokazują z Białorusi, to na ogół bardzo wybiórczo. Szukając niepochlebnych dla niej sensacji, scen brutalnych rozpraw z opozycją czy biadając nad tamtejszym poziomem życia. Są to przeważnie fakty prawdziwe, tyle że stanowiące fragment obrazu kraju, którego większość mieszkańców żyje normalnie.

 

Co nie znaczy, że wszyscy zadowoleni są z tego życia. I nie borykają się z problemami, zwłaszcza materialnymi, chociaż nie tylko, które ono niesie. Lepiej jednak poznać jakiś kraj można tylko dłużej w nim żyjąc. Lub z książek napisanych przez stałych mieszkańców. Obliczu Białorusi mniej, lub wcale nieznanej przez większość turystów, poświęcona została książka tamtejszego wieloletniego korespondenta „Gazety Wyborczej”, a zarazem działacza mniejszości polskiej w Grodnie, która właśnie ukazała się nakładem wydawnictwa Helion.

 

Autor przedstawia w niej w ogromnym skrócie najnowsze dzieje tego kraju oraz jego unikatowy w Europie system polityczny. Określany przez niego jako dyktatura jednego człowieka, pierwszego i dotychczas jedynego od blisko 20 lat prezydenta Alaksandra Łukaszenki. W trzech częściach tej książki, z których pierwsza poświęcona twórcy obecnego systemy politycznego i jego drogi na szczyt władzy zajmuje dwie trzecie całości, pozostałe zaś prezentacji działalności systemu oraz życiu w czasach dyktatury, opisuje swój kraj.

 

W sposób rzeczowy, z tysiącami faktów i informacji oraz w oparciu o liczne źródła. Z 275 cytatami i odsyłaczami do nich. Obraz ten, chociaż dla zagranicznego czytelnika chwilami zbyt szczegółowy, z mnóstwem niewiele mówiących mu nazwisk lub opisem wydarzeń o których na ogół wcześniej nie słyszał, bywa w wielu miejscach zaskakujący czy wręcz szokujący.

 

Opis drogi prostego wiejskiego chłopaka z biednej rodziny do funkcji „Baćka” – Ojca (narodu) czyta się chwilami jak sensacyjną powieść. Jego upór w dążeniu do znalezienia się na szczycie władzy, przebojowość, wykorzystywanie okoliczności i sytuacji, zawierania i zmienianie sojuszy w wielu przypadkach imponuje. Są w tej biografii opisane lata szkolne oraz studenckie przyszłego prezydenta, działalność w komunistycznym związku młodzieży – komsomole i towarzystwie „Znanje” (Wiedza).

 

Autorytarne kierowanie sowchozem – państwowym gospodarstwem rolnym z takimi epizodami jak pobicie traktorzysty, podobno nie jednego. Ale przede wszystkim starania najpierw o dostanie się, jako deputowanego, do Rady Najwyższej – parlamentu, a następnie wybór na stanowisko prezydenta Republiki Białoruś. A działo się to w okresie agonii ZSRR, odkrywania stalinowskich zbrodni – zwłaszcza zbiorowych grobów ofiar NKWD w Kuropatach pod Mińskiem.

 

A następnie arcytrudnych gospodarczo i politycznie początków lat 90-tych na Białorusi. Ze społeczeństwem rozbudzającym się, na krótko, pod względem dążeń niepodległościowych i przerażoną komunistyczną „nomenklaturą” – funkcjonariuszami aparatu partyjnego i urzędników oraz stanowiących większość w parlamencie deputowanych. Na drodze na szczyt spotykały Łukaszenkę porażki, chociażby przegrane wybory do Rady Najwyższej.

 

Pierwsze w których startował, ale przeciwko ówczesnemu premierowi kraju i niewielką różnicą zdobytych głosów. Ale i sukcesy. Najważniejszym był wybór, gdy w następnych wyborach został deputowanym, na stanowisko przewodniczącego parlamentarnej komisji do walki z korupcją. Znakomicie to wykorzystał, nagłaśniając – a „lud” pragnął ukarania winnych jego biedy – wykryte sprawy korupcyjne.

 

Chociaż jak pisze autor „Politycznie raport (o ustaleniach komisji) Łukaszenki był wielkim sukcesem w zakresie walki z korupcją, chociaż okazał się totalnym niewypałem”. Jedynym jego skutkiem była bowiem dymisja przewodniczącego Rady Najwyższej Stanisłaua Szuszkiewicza, a z wymienionych „łapowników” nikt praktycznie nie poniósł odpowiedzialności. Ale raport ten stał się dla jego autora trampoliną na najwyższe stanowisko w państwie.

 

Chociaż niewiele brakowało, aby skreślono jego kandydaturę w tamtych wyborach, gdyż w dokumentach rejestracyjnych napisał nieprawdę. Że pracuje w Mińsku w Radzie Najwyższej i mieszka w stolicy, chociaż nie było wówczas zawodowych parlamentarzystów, a on nadal był urlopowanym dyrektorem sowchozu zameldowanym na wsi. Ale taka informacja mogła zostać źle odebrana przez wyborców… W tych, zwycięskich, wyborach pod hasłem walki z korupcją, były też brudne karty i nieczyste metody walki.

 

M.in. sfingowany rzekomy napad ze strzelanina na kandydata, czy czarny PR skierowany przeciwko kontrkandydatowi. Później, już na stanowisku prezydenta, sukcesywne ale konsekwentne zagarnianie całej władzy w kraju. Bezpośredni nadzór nad resortami „siłowymi” oraz stworzenie dodatkowo Służby Bezpieczeństwa Prezydenta i wszechmocnego Urzędu Obsługi Prezydenta nadzorującego wszystkie parki narodowe, dysponującego około 400 budynkami i tajemniczym Funduszem Prezydenckim z budżetem – podobno – większym niż całego kraju, a do dyspozycji wyłącznie A. Łukaszenki.

 

Dekretami prezydenta, wymuszonymi decyzjami parlamentu czy w wyniku ogłaszanych – i jak twierdzi opozycja – fałszowanych referendów, zniesienia wybieralności burmistrzów i szefów obwodów (województw) oraz centralizację władzy. Nawet wbrew decyzjom Sądu Konstytucyjnego. Bo, jak pisze autor, „Postkomunistyczna większość parlamentarna posłusznie wykonywała te polecenia”. Co zapoczątkowało tworzenie nowego systemu władzy.

 

Gdy Sąd Konstytucyjny podjął niekorzystną dla prezydenta decyzję, ten – znowu zacytuję – „… wydał kolejne rozporządzenie, którym wprowadził obowiązek wykonywania jego rozporządzeń dla wszystkich urzędników państwa, niezależnie od decyzji jakie podejmie Sąd Konstytucyjny”. I były one wykonywane. W innym przypadku prezydent, nie mając takich uprawnień, a jedynie siłę, odwołał znanego z uczciwości i wybranego przez parlament Wiktara Hanczara z funkcji przewodniczącego Centralnej Komisji Wyborczej.

 

I pomimo żądań przewodniczącego Rady Najwyższej Simona Szareckiego i prokuratora generalnego gen. Wasilija Kapitana, SBP nie wpuściła Hanczara do gmachu CKW. Są w tej książce także opisy brutalnej rozprawy fizycznej antyterrorystycznego oddziału „Alfa” z opozycyjnymi deputowanymi w sali parlamentu, którzy spodziewali się nawet, że zostaną rozstrzelani. Oraz historia – z odsyłaczami do źródeł – utworzenia w MSW specjalnego „szwadronu śmierci”.

 

Najpierw zlikwidował on kilku kryminalistów – „worow w zakonie” czyli złodziei w majestacie prawa, najwyższych autorytetów w świecie przestępczym, a później kilku porwanych opozycjonistów. Prowadzono w tej sprawie śledztwo, które jakoś „rozpłynęło się”, a część prowadzących je w obawie o życie schroniła się zagranicą. Zaś obwiniany szef państwa odparł zarzuty krótkim: ”Powiedzcie mi, kto uwierzy, że białoruski prezydent to morderca? Czy są na to jakieś dowody?”.

 

To tylko parę przykładów z walki o zdobycie i utrwalenie władzy prezydenta. Którego 12.8.2004 „Lud poprosił” prezydenta aby go nie opuszczał po zakończeniu drugiej kadencji. Więc wygrał w tej sprawie kolejne referendum i kolejne wybory. Brutalnie rozprawiając się po ich zakończeniu z kontrkandydatami. W drugiej części książki: „System. Jak to działa” autor koncentruje się na trzech obszarach działaniach systemu.

 

Kwestiach bytowych społeczeństwa („Chleb”) uzależnionego od władzy kraju w którym ponad 80% miejsc pracy należy do państwa, a prezydent osobiście mianuje ważniejszych szefów zakładów, kołchozów i sowchozów. Przy czym autor obala mit o rzekomym niskim bezrobociu (0,5–1%), gdyż statystyki obejmują tylko zarejestrowanych, a przy zasiłku rządu 25 $ wiele osób nie rejestruje się. Faktyczne bezrobocie zdaniem niezależnych analityków to na Białorusi co najmniej 5-6%.

 

Jest też w książce sporo innych informacji gospodarczych. O nierentowności połowy przedsiębiorstw państwowych i gospodarstw rolnych. I systemie „pomocy” dla nich. Należy to do obowiązków rentownych firm państwowych oraz części prywatnych. Tak np. Narodowy Bank Republiki Białoruś „opiekował się” 12 kołchozami i tylko w 2012 r. „zainwestował” w nie 600 milionów $. Ale kraj funkcjonuje i ludzie nie chodzą głodni.

 

„Głównym sukcesem prezydenta – pisze Poczobut – jest to, że białoruski robotnik ma zagwarantowaną niewielką, ale stabilną wypłatę.” W jaki sposób wszystko się jednak kręci? „Baranem – znowu zacytuję autora – który za to płaci jest Kreml”. Jego wsparcie gospodarcze, zwłaszcza tanie dostawy ropy i gazu, warte były w latach 1994 – 2008, według badań , 49 mld $. Według innych badań wartość tych ulg za surowce energetyczne w latach 2004-2009 wyniosła 37,7 mld $.

 

Ponadto Rosja przyjmuje zapłatę w niekonkurencyjnych jakościowo telewizorach, pralkach, traktorach itp. Łukaszenko sądził, że podobny model stosunków gospodarczych zastosuje w transakcjach z zachodem, ale się pomylił. A ponieważ Rosja wprowadza coraz ostrzej normalne zasady handlowe, rosną kłopoty gospodarcze Białorusi i konieczne są, wprowadzane w br. niepopularne oszczędności.

 

Drugim obszarem działalności systemu, nazwanego przez autora „Show”, są dobrze przygotowane i wyreżyserowane wystąpienia telewizyjne prezydenta z zadawaniem mu przez „prostych ludzi” pytań oraz natychmiastowych odpowiedzi, a niekiedy nawet podejmowaniem korzystnych dla danej wsi czy miasta decyzji. No i wszechogarniające wdrażanie „Ideologii państwowej” uzasadniającej potrzebę autorytarnych rządów.

 

A „mocna władza jest wyrazem świadomości narodowej Białorusinów”. „Białoruś przedstawia się jako prawdziwie niepodległe państwo, które jest ostoją cywilizacji słowiańskiej i przykładem dla innych państw.” Autor cytuje też za Wikileaks fragment tajnego raportu ambasady amerykańskiej w Mińsku na ten temat: „Ideologia państwowa Białorusi ma za zadanie utwierdzanie obywateli w przekonaniu, że kraj kwitnie i rozwija się, a wszystko to dzieje się tylko dzięki zasługom Łukaszenki.”

 

Jest to możliwe tylko w warunkach całkowitego podporządkowania mediów władzy. Tylko wobec Internetu staje ona bezradna. Trzeci obszar działania systemu, to „Strach”. Według zacytowanych w książce badań 25-33% Białorusinów źle ocenia władzę i jej lidera, podobnie tyleż popiera, reszta waha się. Jako narzędzia strachu autor wymienia: zabójstwa, wtrącanie opozycyjnych liderów do więzień za wymyślone przestępstwa, głównie rzekome nadużycia finansowe.

 

Ponadto blokadę informacyjną, skuteczne zastraszanie utratą pracy – z konkretnymi przykładami. No i odmowy rejestrowania nowych partii politycznych i organizacji społecznych oraz karanie za działalność w nie zarejestrowanych. W rezultacie władze tak zmarginalizowały opozycję, że wzrostu sympatii do niej nie powoduje nawet spadek popularności Łukaszenki.

 

„Najważniejszym celem prezydenta – pisze autor – było zbudowanie lojalnego i gotowego wykonać każdy rozkaz aparaty państwowego. I cen cel Łukaszenka osiągnął”. Stosując zresztą metodę kija i marchewki, zmian współpracowników itp., co też jest bogato udokumentowane. Trzecia część książki „Życie w czasach dyktatury” przedstawia, na przykładach różnych ludzi, zarówno zwolenników jak i przeciwników prezydenta, lub rozczarowanych jego działalnością, współczesne życie na Białorusi.

 

Warunki pracy, zarobki, zaopatrzenie, konflikty w rodzinach na tle ocen sytuacji itp. Dobrze oddaje to wypowiedź emerytki, byłej maszynistki, o czasach życia w ZSRR, nostalgię do których ma wielu Białorusinów: „Wtedy żyliśmy, jak nam się wydawało, normalnie. O niczym nie wiedzieliśmy. Ani o demokracji, ani o niepodległości, ani o dobrobycie.” Znaleźć można w tej książce również sporo ciekawostek.

 

W czasach rządów Łukaszenki liczba mieszkańców kraju spadła, głównie w rezultacie emigracji, o niemal milion, czyli prawie o 10%. Białorusini są największymi konsumentami ziemniaków w świecie. Spożywają ich średnio… 850 kg na głowę rocznie. Należą też do ścisłej czołówki pod względem samobójstw na 100 tys. ludności. W 2012 r. znacznie więcej ich zginęło z własnej ręki, niż w wypadkach drogowych. Problemem jest alkoholizm. Białoruś jest jedynym krajem w Europie w którym orzekana i wykonywana jest kara śmierci.

 

W latach 1990-2011 orzeczono 326 takich wyroków i tylko w jednym przypadku skazany został ułaskawiony. Kraj ten zajmuje też drugie na świecie miejsce pod względem liczby więźniów na 100 tys. mieszkańców. Chociaż ostatnio zdaniem władz, które kwestionuje opozycja, liczba ta spada. To tylko najważniejsze kwestie poruszone w tej książce oraz zawarte w niej fakty i przykłady.

 

Jest to lektura szalenie ciekawa, miejscami wstrząsająca, chociaż raczej nie dla masowego czytelnika. Ale wszyscy interesujący się nie tylko sytuacją w kraju naszego wschodniego sąsiada, lecz także mechanizmami dochodzenia, gdy pozwalają na to okoliczności, do władzy absolutnej oraz utrzymywania jej przez lata, powinni ją przeczytać. Przecież i u nas nie brakuje zwolenników rządów „silnej ręki”.

 

P.S. Czytając tę książkę natrafiłem na kilka rusycyzmów, a ściślej użyciu polskich słów w ich rosyjskim znaczeniu. Tak np. autor używa określenia lekcje zamiast prelekcje (str.23-24 i 186) w odniesieniu do odczytów wygłaszanych przez członków „Znania” oraz propagandzistów prezydenta. Słowo pytania (ros. woprosy – str.46: „Komisja (parlamentarna) ds. pytań rolniczych”) w polskim znaczeniu powinno być ds. problemów lub zagadnień. Grób ( ros. grob – str. 144) zamiast polskiego słowa trumna: „Chcesz by groby Zacharenki i Hanczara (zaginionych i najprawdopodobniej zamordowanych opozycjonistów) po Mińsku noszono” – cytowane słowa A Łukaszenki do prokuratora generalnego gen. Aleha Bażełki. Grobów ( ros. mogiła) nie nosi się, trumny tak. Może uda się to poprawić w przypadku dodruków lub kolejnego wydania.

 

SYSTEM BIAŁORUŚ. Andrzej Poczobut. Wydawnictwo Helion, Gliwice 2013, stron 248, cena 37 zł.

Komentarze

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Scroll to Top