BEZDROŻA: SZWECJA MAŁO ZNANA

Szwecja ciągle chyba jest dla nas przede wszystkim kierunkiem wyjazdów emigracyjnych, a przynajmniej zarobkowych, nie zaś turystycznych. Chociaż i tych ostatnich przybywa, gdyż jest to kraj piękny i interesujący. Przy czym ciągle mało u nas znany i wart zarówno poznawania, jak i odkrywania. W tym ostatnim bardzo pomocna może okazać się nowa książka wydawnictwa Helion w serii „Bezdroży”: „Na północ. Szwecja znana i nieznana”. Jej autor, m.in. skandynawista i jak go przedstawia na tylniej okładce wydawnictwo „nałogowy obserwator wydarzeń rozgrywających się po drugiej stronie Bałtyku, miłośnik skandynawskiej przyrody i człowiek wciąż odkrywający nowe niuanse nordyckiej psychiki” zaproponował czytelnikom lekturę dosyć niezwykłą. Ksiązka ta nie jest ona, jak sam napisał we wstępie, klasycznym przewodnikiem, chociaż znajdują się w niej opisy godnych polecenia celów podróży – zarówno sztandarowych atrakcji turystycznych jak i miejsc mniej znanych.

 

 

W ogóle, dodam, nie jest to przewodnik turystyczny, czy relacja z podróży. Ani książka typu monograficznego o kraju. Składa się ona z, chyba w sumie setek, faktów, ciekawostek, opisów, anegdot itp. dobranych niekiedy w sposób zaskakujący, a nawet zdumiewający. I równie niebanalnie uporządkowanych w pięciu rozdziałach. Można nawet zaryzykować stwierdzenie, że chaotycznie, przeważnie bez związku kolejnych tematów z poprzednimi i następnymi.

 

Nawet to, co trafiło do poszczególnych rozdziałów, zwłaszcza „Ludzie” i „Kultura”, jest tak nieoczekiwanie wybiórcze, że wydaje się, a może rzeczywiście jest, zupełnie przypadkowe. W sumie jednak lektura tej książki, napisanej lekko i świetnie, którą czyta się znakomicie, bardzo przybliża nam kraj naszych sąsiadów z północnej strony Bałtyku. I zawiera prawdziwą kopalnię wiedzy o nim, chociaż głównie w wersji ciekawostkowej. Byłem w Szwecji kilkakrotnie. Trochę też, skromnie mówiąc, o niej i jej dziejach przeczytałem. Ale z książki tej dowiedziałem się wiele nowego.

 

Przy czym tylko częściowo o miejscach czy faktach marginesowych, chociaż na ogół też ciekawych. Aby nie być gołosłownym, nie mogę pominąć faktu, że w rozdziale „Ludzie” – w domyśle, jako ważnych lub charakterystycznych dla Szwecji, znalazły się sylwetki osób, lub ich grup, nie ukrywam, że dla mnie zaskakujących. Są to: Zlatan Ibrahimović – piłkarz, syn imigrantów z b. Jugosławii. Bea (Beata) Szenfeld, projektantka mody polskiego pochodzenia. Następczyni tronu, obecnie 2,5 –letnia królewska wnuczka Estelle Bernadotte.

 

I Östen Makitalo, twórca wielu nowoczesnych technologii. Ponadto Partia Piratów i Misjonarski Kościół Kopizmu, dla „wyznawców” którego każdy akt kopiowania plików (w Internecie) jest „nabożeństwem”. A także partia Szwedzkich Demokratów głoszących hasła „Szwecja dla Szwedów”. I to już wszyscy ludzie w tym kraju warci wspomnienia.

 

W przypadku „Kultury”, w rozdziale tym znalazły się: grupa muzyczna Rednex; firma motoryzacyjna SAAB; symbole Szwecji: flaga, hymn, godło; fenomen popularności w tym kraju festiwalu muzycznego Eurowizji; twarze na szwedzkich banknotach: obecnych i przygotowywanych do wprowadzenia na przełomie 2015/2016 roku; rodzinne oglądanie filmu o Kaczorze Donaldzie w wigilię Bożego Narodzenia; rowery Monark; historia problemów Szwedów z napojami wyskokowymi; dzieje wzornictwa marki Absolut; szwedzcy muzycy Jansson i Karlsson, którzy grali z „samym” Jimmim Hendrixem oraz Czerwień Falińska – typowy kolor szwedzkich domków.

 

Zdumiewający dobór, jak na prezentację szwedzkiej kultury. Najwięcej najciekawszych, przynajmniej dla mnie, informacji znajduje się w najobszerniejszym (niemal 100 stron, prawie połowa objętości książki) rozdziale „Miejsca”. Chociaż również w kolejności „bez ładu, bez składu”. Zaczyna się on od prezentacji muzeum wieszaków (ponad 1,5 tys. eksponatów) oraz aparatów i sprzętu fotograficznego (z górą 900 eksponatów) w Olofström. Kończy zaś historią sabatów czarownic na wysepce Blå Jungfrun, „Błękitnej dziewicy” – o szwedzkiej Łysej Górze, od 1926 roku parku narodowym.

 

Między nimi znajduje się 35 innych tematów. M.in. Turning Torso w Malmö – najwyższy „drapacz chmur” w Szwecji. Kamień runiczny w Björketorpsstenen z wyrytym przekleństwem sprzed 1300 lat. Wycieczki „safari wśród klasy wyższej” do Saltsjöbaden – najdroższych domów w Sztokholmie. „Hotel” dla zakwasu chlebowego do wypiekania chleba w domu – miejsce w stolicy, w którym wyjeżdżając można pozostawić go na przechowanie, z gwarancją, że będzie on regularnie „karmiony”.

 

Przylądek Torkamm, 30 minut jazdy od przystani promowej w Karlskronie, gdzie znajduje się rezerwat ptaków, ale kilka dni w roku otaczające go wody stają się poligonem dla marynarki wojennej. Inne ciekawostki, to Kozioł z Gävle, na tamtejszym placu Zamkowym, zbudowany ze słomy i czerwonego materiału, wysoki na 13, długi na 7 m, o wadze 3 ton. Podpalany już 28 razy, demolowany 4, a raz przejechany przez samochód. Przy nim więc tęcza na placu Zbawiciela w Warszawie, to pikuś!

 

Jest złomowisko wraków starych samochodów z lat 40-50-tych XX w. na bagnach w krainie Småland odwiedzane średnio przez 200 osób dziennie. Bekas Ullared – największe szwedzkie centrum handlowe (trudno w to uwierzyć, ale przytoczone fakty na jego temat, rzeczywiście ciekawe, zajmują blisko 4 stron tekstu) będące atrakcją turystyczną. Odwiedza je więcej gości niż Sztokholm i Göteborg. Rekordem było 81 autokarów wycieczkowych jednego dnia, a kolejka chętnych do wejścia miała 1,5 km długości.

 

Jest wieża w Sölvesborgu, nielegalna, 7 metrowej wysokości konstrukcja drewniana wykonana przez 15-latka w przydomowym ogródku, zalegalizowana jako ciekawostka samowoli budowlanej. Hotel na drzewach w Harads, w którym jest nowoczesna toaleta spalająca ścieki w temperaturze 600ºC. Miasto kościelne Gammelstad, dokąd w epoce przed motoryzacyjnej dojazd wiernych na msze wymagał nawet 2 dni podróży. Zezwolono więc na budowanie obok kościoła jednoizbowych budynków z przedsionkiem i stajnią, w których daleko mieszkające rodziny mogły przenocować.

 

Zachowało się ich 408, trafiły na Listę Dziedzictwa UNESCO. Ale są w tej książce opisane również m.in. Glimmingehuis – duńska warownia z lat 1499-15050 w Skanii, świątynia buddyjska na północy kraju w Frederikos, hotel lodowy w Jukkasjårvi, czy Wyspy Alandzkie. Formalnie fińskie, ale z ludnością głównie szwedzkojęzyczną. O niecodziennym statusie. Jest to bowiem terytorium poza unijne w środku UE, bezcłowe, ale w strefie Schengen. I z jedyną twierdzą Kastelholm na tych wyspach.

 

Z orłem białym na czerwonym tle wewnątrz, bo niegdyś władała nią Katarzyna Jagiellonka, żona króla Szwecji Jana III i matka polskiego króla Zygmunta III Wazy. To nie jedyne polonicum. Autor napisał bowiem również o szwedzkim kościele w Gdyni z lat 30-tych XX wieku (działalność zawiesił on w 2007 roku) oraz sąsiadującym z nim Domem Marynarza Szwedzkiego, też obecnie już w innej roli. A także o radiostacji w Grimeton (Lista UNESCO) zbudowanej w 1924 r. dla szybkiej i bezawaryjnej łączności z USA.

 

Nadal sprawny w niej jest, już jedyny zachowany na świecie, alternator Alexandersona o mocy 200 kW i częstotliwości 17,2 kHz. Z informacją, że bliźniacza stacja pracowała w forcie Babice na warszawskim Bemowie, ale jej maszty zostały wysadzone przez Niemców 16 stycznia 1945 r. Pozostała po niej tylko nazwa ulicy: Radiowa. Inną ciekawostką – już w rozdziale „Zdarzenia” – związaną z naszym krajem jest opis „Najazdu husarii” – wizyty w Sztokholmie delegacji urzędu marszałkowskiego województwa pomorskiego z załogą z zamku w Gniewie, na wystawie szwedzkich łupów wojennych w Zbrojowni Królewskiej.

 

Podziękowała ona, na piśmie – tekst ten znajduje się w książce, królowi Szwecji za wielowiekową opiekę nad skarbami zrabowanymi w Polsce i prośbą o ich zwrot. Jak na razie, bezskuteczną. W tym samym rozdziale można przeczytać również o 800 zabawkach – puszystych misiach z karteczkami popierającymi antyłukaszenkowską opozycję na Białorusi, zrzuconych z małego samolotu 4.7.2012 r. nad Iweńcem k/ Mińska. A także o najmniejszym na świecie promie w Törebodzie, przez Kanał Gotajski, którego rejs z jednego brzegu na drugi trwa niecałe… 30 sekund i kosztuje, z przeliczeniu 45 groszy.

 

Sporo ciekawych informacji, a w niektórych przypadkach również receptur i przepisów na przyrządzanie, znalazło się w rozdziale „Jedzenie”. M.in. o Dniu Gofra, czy Tłustym Wtorku z jedzeniem Semli – bardzo kalorycznej bułce z wsadem z białej masy. Migdałowej ze śmietaną, lub w wersjach bezglutenowej ewentualnie także bez laktozy. I „zachęcającą” do konsumpcji informacją, że zjedzenie semli, jako deseru po obfitym posiłku, skończyło się dla króla Szwecji Adolfa Fryderyka udarem mózgu i śmiercią.

 

Przeczytać można również o dorocznych kolacjach noblowskich na 1250 osób, obsługiwanych przez 450 kucharzy i 260 kelnerów, z użyciem m in. 10 tys. sztućców. Których menu publikuje następnego dnia cała szwedzka prasę. No i o niektórych szwedzkich specyficznych przysmakach, których już sama lektura ich opisów budzi „mieszane” odczucia, jeżeli nie odruch wymiotny.

 

To tylko wybrane tematy, które szczególnie zwróciły moją uwagę. Książkę wzbogacają dodatkowe, przeważnie krótkie informacje na niebieskim tle włamane w tekst. M.in. o największych w świecie: wieszaku, postaci Pinokio, drewnianym trollu, łopatce do sera, drewnianym koniku, itp. Jest więc o czym poczytać, a i obejrzeć na zdjęciach zamieszczonych w tekście.

 

NA PÓŁNOC. SZWECJA ZNANA I NIEZNANA. Autor: Maciej Zborowski. Wydawnictwo Helion, Gliwice 2015, str. 222, cena 30 zł. ISBN 978-83-283-0871-8

Komentarze

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Scroll to Top