Największy kamień Świata

Fot.: Andrzej Zarzecki

Ten ląd w dole globu podniecał wyobraźnię Europejczyków już wtedy, gdy o nim mieli mgliste pojęcie. Ptolemeusz nakreślił 150 lat przed naszą erą na mapach wielki ląd, nazwany Terra Australis Incognita. Za czasów Haruna al-Raszyda żeglarze arabscy prawili dziwy o cudacznych stworzeniach, które noszą swą dziatwę w torbie. Wszystko, co do XVIII stulecia Europa wiedziała o Australii, opierało się na domysłach i pogłoskach.

Krajobraz środkowej Australii

Kilkanaście tysięcy kilometrów w linii prostej od starej Europy pod Krzyżem Południa od ponad dwustu lat istnieje przedziwny twór różnych cywilizacji i tradycji. Ten olbrzymi kraj o powierzchni siedmiu i pół miliona kilometrów kwadratowych zamieszkuje około 18 milionów mieszkańców. Gdyby całą ludność Australii równomiernie rozprowadzić na kontynencie, to Australijczycy staliby osiemset metrów jeden od drugiego. Postanowiłam śladami Johna McDoualla Stuarta, który jako pierwszy przemierzył kontynent z południa na północ, poznać olbrzymią wyspę w podobny sposób. W pobliżu Alice Springs, prawie w centrum kontynentu znajduje się jedna z większych australijskich osobliwości.

Obóz u podnóża skały

Samotna przydrożna tablica obwieszcza granicę dwóch stanów – Australii Południowej i Terytorium Północnego. Zmienia się kolor ziemi: z dojrzałej ochry przechodzi w pomarańczowo-ceglastą czerwień. To zasługa zawartych w niej tlenków żelaza. Ten kolor właśnie sygnalizuje, że zbliżamy się do środka kontynentu. Wreszcie jest. Na ziemi idealnie płaskiej wyrasta na 348 metrów największy kamień świata – Ayers Rock. Osobliwy twór geologiczny liczący około 600 milionów lat. Jedyny ślad po wypłukanych przez wodę górach. Widać tylko jego niewielką część, reszta zapadła się głęboko w ziemię. Oświetlony zachodzącym słońcem kamień kilkakrotnie zmienia barwę. Jest ognistoczerwony, fioletowy, brązowy, wreszcie gaśnie w czerni.

Skąpe rośliny dają nikły cień

Następnego dnia, o świcie wita nas druga część tego osobliwego przedsięwzięcia – Ayers Rock – w świetle wchodzącego słońca. Informacje w przewodnikach na temat wchodzenia na tę najdziwniejszą górę Australii są skąpe. Spotkani rodacy zapewniali mnie, że Ayers Rock przypomina naszą Gubałówkę, czyli zdobycie jej szczytu nie przysporzy większych trudności. Dopiero o podnóża góry, z bliska można docenić jej rozmiar, jak i zostać zaskoczonym wyszlifowaną do połysku powierzchnią. Nie ma szczeliny, pęknięcia, ustępu i krzaczka, który pomogłyby we wchodzeniu na ten skalny twór.

Próby wejścia własną drogą zakończyły się niepowodzeniem. Nie daję rady. Szkoda kaleczyć ręce i nogi. Pozostaje przygotowany do wspinaczki szlak na wierzchołek kamienia. Przytrzymuję się specjalnie zamieszczonych łańcuchów, co ułatwia wspinaczkę na wiejącym wietrze.

Po 3 godzinach dotarłam na szczyt. W dole rozpościera się wspaniały panoramiczny widok na otaczającą równię, czerwona płaska ziemia, gdzieniegdzie urozmaicona zielonymi wysepkami buszu i pojedynczymi eukaliptusami łączy się z błękitną kopułą na szczycie, panorama jak na drodze na Giewont w Tatrach.

Ayers Rock jest dla Aborygenów świętym miejscem. Według nich nadal żyją tu potężne duchy z prapoczątku, władcy żywiołów i ich twórcy. Ayers Rock zdobią rysunki sprzed kilkudziesięciu tysięcy lat. Tu przodkowie tubylców osobno kobiety, osobno mężczyźni odprawiali swoje tajemnicze obrzędy. Aborygeni domagają się od rządu australijskiego, by uwolnił święty kamień od turystów.

 

Komentarze

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Scroll to Top