
To nie dziennikarz wymyślił tę nazwę z „kowboizmami”, jak nazywam angielskie wtręty językowe nawet wtedy, gdy nie brak słów polskich, lecz jest ona oficjalną nowej akcji promocyjnej mniej znanych, lub wartych popularyzacji atrakcji turystycznych województwa Świętokrzyskiego.
Promocja tego, co warte jest poznania
Czyli już nie tylko najbardziej znanych: najstarszego w Polsce pasma górskiego z klasztorem na Św. Krzyżu, pięknych zabytków „Klerykowa”, kluczowego miasta „Syzyfowych prac” Stefana Żeromskiego, czyli Kielc (przepraszam Kielczan, jeżeli poczuli się dotknięci przypomnieniem jak je nazywał nasz wielki pisarz, ale to przecież literatura i odległe czasy zaboru rosyjskiego) oraz Sandomierza, lub JuraParku w Bałtowie i sporo innych miejsc oraz obiektów znanych, popularnych i często odwiedzanych, ale coś nowego, wartego poznania. Przy czym „w rytmie slow”, czyli bez pospiechu, stresu, ale w wersji relaksowej. Nie bardzo jednak wiem, co mieli na myśli autorzy nazwy tego programu dodając jeszcze kolor srebra.
Mnie kojarzy się on przede wszystkim z siwymi włosami ludzi, a także turystów, w „pochyłym wieku” jak nazywają go nasi wschodni sąsiedzi Ukraińcy, czyli u nas podeszłym. A to też coraz ważniejsza grupa w polskiej turystyce. Może, oczywiście, chodzić również o zimę z oszronionymi drzewami i srebrzystą bielą dookoła. I chęci oraz potrzeby zwiększenia o tej porze roku liczby gości, bo przecież całorocznych atrakcji turystycznych w tym regionie Polski nie brakuje. Nazwa ma jednak chyba drugorzędne znaczenie. Ważny jest przede wszystkim cel tej akcji: promocja tego, co jest mało lub praktycznie nieznane, a zasługującego na to.
Gagaty Sołtykowskie
Tę Kampanię promocyjną Województwa Świętokrzyskiego dofinansowywaną przez Ministerstwo Sportu i Turystyki zgodnie z umową, jej numer pomijam, zawartą 16 czerwca 2025 roku realizuje ROT, czyli Regionalna Organizacja Turystyczna Świętokrzyskie. W sposób ciekawy, który mogłem poznać jako zaproszony do udziału w studyjnym wyjedzie prasowym, a więc zasługujący na poparcie i rzetelną informację o tym, co znalazło się w jego programie. Jak zwykle po takim wyjeździe opiszę najpierw, „jak w liście do cioci”, to, co zaserwowano nam przez trzy dni.
A następnie obszerniej, w pewnych odstępach czasowych, opublikuję osobne relacje poświęcone poszczególnym obiektom i miejscom – na podstawie zebranych informacji, materiałów i zrobionych kilkuset zdjęć. Zapowiada się ich siedem, które moim zdaniem warto nieco przybliżyć potencjalnym turystom. Wyjazd prasowy rozpoczął się, i zakończył w Kielcach, ale był to tylko punkt kontaktowy. Od razu pojechaliśmy do dwu świętokrzyskich „płuc” – rezerwatów przyrody. Najpierw do Gagatów Sołtykowskich. Pierwsza część tej nazwy jest chyba mniej powszechnie znana, wspomnę więc, że gagat to kamień, bitumiczna odmiana węgla brunatnego.
Tropy dinozaurów sprzed 200 milionów lat
Polerowany wykorzystywany jest do wyrabiania ozdób i amuletów posiadających rzekomo szczególne właściwości. Pomagają one, według tradycji ezoterycznej, podczas medytacji i sprzyjają duchowej transformacji człowieka oraz jego rozwojowi osobistemu. W Polsce występują dosyć rzadko i w tym rezerwacie można je zobaczyć tylko na zdjęciach zamieszczonych na tablicach informacyjnych. Bardziej realną tutejszą atrakcją są natomiast odkryte w 1999 roku tropy Kayentapus, dwunożnych dinozaurów drapieżnych – teropodów oraz młodych roślinożernych zauropodów pozostawione około 200 milionów lat temu w błocku, które następnie skamieniało.
Niestety współczesne ma się nadal doskonale, o czym mogliśmy przekonać się przedzierając przez nie do wytyczonego szlaku, także biegnącego przez drewniane pomosty wbite w bagna.
Samo dojście do tego szlaku zabiera jednak sporo czasu, gdyż odchodzi on od dosyć długiego odcinka drogi leśnej, co prawda ze śladami wielu opon, ale wjazd wymagałby chyba zezwolenia, więc od szosy musieliśmy pokonać go pieszo. Więcej na temat Gagatów (nie mylić z gagatkami!) wkrótce. Podobnie było z marszem do Skałek Piekło pod Niekłaniem, w kolejnym rezerwacie. Normalnie do początku leśnej ścieżki do niego można dojechać samochodami, ale aktualnie w przebudowie jest wjazd na leśną drogę oraz budowa nowego, dużego parkingu.
Niezwykła sosna
Wjazd fizycznie jest więc niemożliwy. A atrakcja, jaką stanowią te stare, zwietrzałe skały piaskowcowe na tyle duża, że trzeba było „nabijać” kolejne kilometry dróg na własnych kopytkach. Ale już do przyszłorocznego sezonu wiosennego, jest nadzieja, że drogowcy zakończą tę inwestycję. Obiad w restauracji hotelu „Promień” w Skarżysku-Kamiennej podreperował jednak naszą kondycję. Krem z dyni z prażonymi pestkami, filet z kaczki z apetycznymi dodatkami, a dla zwolenników diety gnocchi z młodym szpinakiem i parmezanem, dla wszystkich zaś na deser sernik z owocami, były całkiem niezłe.
Żeby skończyć z „terenami zielonymi” w programie, który realizowaliśmy dodam, że następnego dnia byliśmy jeszcze w Wełczu aby obejrzeć niezwykłą sosnę. W roku 2002 została ona pomnikiem przyrody. Rośnie nadal mając około 2 metrów w obwodzie i z odsłoniętymi na wysokość do chyba ponad 3 metrów korzeniami. Tak okoliczna ludność wybrała dookoła niej, i spomiędzy korzeni piasek. Ale stare drzewo przetrwało. Popołudniu pierwszego dnia zaliczyliśmy jeszcze dosyć dokładne zwiedzanie Muzeum Przyrody i Techniki w Starachowicach, czyli dawnej huty z unikalnymi obecnie urządzeniami. A w nim również wystawy „Park Jurajski” i samochodów oraz konstrukcji „Star”.
Opactwo cystersów w Wąchocku
Odmienny program mieliśmy następnego dnia. Na dobry początek wspaniałe romańsko – gotyckie, z barokowymi wnętrzami Opactwo Cystersów w Wąchocku. Tym razem na dojście do pomnika słynnego „Sołtysa z Wąchocka” i przypisywanych mu złośliwych dowcipów czasu nie starczyło. Spieszyliśmy się do następnego punktu programu. Województwo promuje bowiem również leczenie rehabilitacyjne i uzdrowiskowe niezależnie od tego, czy są to placówki publicznej, czy prywatnej służby zdrowia. Odwiedziliśmy więc ładny Ośrodek Rehabilitacyjny „Polanika” w Chrustach k/ Zagnańska i Baseny Mineralne – Malinowe Hotele w Solcu Zdroju zapoznając się z ich ofertą uzdrowiskową. Ponadto zaś rewelacyjną moim zdaniem Świętokrzyską Zagrodę Kultury „Harmonia” prezentującą ludowe zwyczaje regionu.
Kuchnia świętokrzyska też przedstawiła nam swoje dania. Obiadowe w Karczmie „Dobrego Smaku” z Zalewajką Świętokrzyską bardzo różniącą się od łódzkiej, którą pamiętam z czasów młodości: poza ziemniakami z grzybami, kiełbasą i jajkiem. Dla zwolenników lżejszych zup – pomidorowa. Kotlety gryczane (czego to ludzie nie wymyślą?) z plastrami schabu, sosem kurkowych i surówkami. Lub pierogi ruskie i z ciecierzycą. Te zdecydowanie nie przypadły mi do smaku. Odmiennie niż na deser ciasto baniocek + sok z lokalnej tłoczni. Kolacja w bardzo sympatycznym, kameralnym hoteliku Rezydencja Elżbiecin w Busku Zdroju, w którym nocowaliśmy, też okazała się smaczna.
Żartobliwe Muzeum Motoryzacji i wielki skansen w Tokarni
Krem z buraka z chrzanem i śmietaną, tagliatelle (włoski makaron z regionu Emilia – Romagna) w kremowym sosie z warzywami i, jak przystało na region sadów jabłkowych, szarlotka. Aby skończyć już z programem „dla podniebienia” dodam jeszcze obiad następnego dnia z degustacją produktów regionalnych w restauracji Willaneska Tokarnia. Były to: śledź po kielecku z borowikami, deska serów z lokalnej manufaktury, spyrok – tradycyjna pieczeń z boczku, ptysie wytrawne z pastą z pieczonych warzyw i smalec wiejski z chlebem na zakwasie. A po tym „normalny obiad”: parzybroda (kapuśniak) chłopska z kminkiem i ziemniakami lub rosół z makaronem, konfitowane udo z gęsi chmielnickiej, domowe kluseczki kładzione z natką, buraczki zasmażane z… konfiturą z czereśni
Ewentualnie zamiast gęsi sandacz z sosem chrzanowym, reszta bez zmian. A na deser fondant czekoladowy z sosem krówkowym i śliwką szydłowską. Do następnego już nie śniadania, lecz obiadu było tego aż nadto. Program przedpołudnia ostatniego dnia też był intensywny. Najpierw Muzeum Motoryzacji ARS OLD CAR we wsi Wolica k/ Chęcin, a po nim Muzeum Wsi Kieleckiej w Tokarni, jeden z największych i najciekawszych skansenów w Polsce. Niestety, w trakcie jego zwiedzania pogoda nam nie sprzyjała. Przerywanej mżawce, bardzo utrudniającej zwłaszcza fotografowanie, towarzyszył ostry, chłodny wiatr. W sumie był to jednak wyjazd prasowy bardzo udany. Szczegóły z miejsc, w których byliśmy, wkrótce.
Zdjęcia © Cezary Rudziński

