
W Instytucie Słowackim w Warszawie otwarto kolejną wystawę malarstwa, tym razem Petera Šoltó zatytułowaną „Chwile”. Wstęp na nią, jak zawsze, jest bezpłatny.
Niewiele wiadomo o autorze tych obrazów i jego drodze twórczej, gdyż tym razem niewiele znalazło się na ten temat w wystawowym folderze. Podobnie było w prezentacji podczas wernisażu. Niewiele znalazłem również w Internecie, poza informacją, że urodził się 18 lipca 1965 roku w niewielkim uzdrowisku Bojnice, które kiedyś poznałem i opisałem, miasteczku w środkowo-zachodniej Słowacji, w kraju (województwie) trenczyńskim, w którym stoi m.in. średniowieczny zamek oraz jest Prepoštská jaskyňa, gdzie znaleziono najstarsze u naszych południowych sąsiadów siedlisko człowieka neandertalskiego.
Mieszka zaś, i tworzy, w powiatowym mieście Prievidza, w tym samym województwie oraz jest członkiem Słowackiego Forum Sztuki i Stowarzyszenia Artystów Plastyków Zachodniej Słowacji. A także, że od początku lat 90. brał udział we wszystkich ważniejszych wystawach zbiorowych i indywidualnych artystów nieprofesjonalnych w regionie, powiecie i całej Słowacji. Jest ich wielokrotnym laureatem, jak również laureatem ogólnopolskiego konkursu i wystawy „Výtvarná Dubnica” oraz „Výtvarné spektrum”.
Kuratorka obecnej wystawy w IS, Amália Lomnická we wspomnianym folderze, który reprodukuję z autografem artysty, napisała o nim:
„Czyste płótno jest dla artysty przestrzenią dziewiczą – tabula rasa, jałową ziemią czekająca na ziarno wyobraźni. Zanim powoła do życia postacie, symbole i znaki, przygotowuje dla nich grunt: tło nasycone kolorem, który współbrzmi z jego aktualnym nastrojem. Na tym fundamencie buduje kompozycje pełne charakterystycznych dla niego motywów – realistycznych, a jednak onirycznych.
Królują w nich świetliste, niemal boschowskie kobiece torsy: jedne wrośnięte w ziemie, inne dryfujące w głębinach wód lub zawieszone w bezkresie nieba. Malarska inwencja autora zdaje się nie mieć granic, podobnie jak źródła jego natchnienia. Czerpie on nie tylko z widzialnego świata czy historii, lecz przede wszystkim z poezji i muzyki. To one, dotykając jego głębokiej wrażliwości, stają bezpośrednim impulsem do tworzenia.”
W ustnej prezentacji artysty zwróciłem uwagę na dodatkowe informacje: „Impulsy do rysowania i malowania autor odkrywał w sobie wraz z rozwojem podstawowych zmysłów, którymi poznawał świat. Tej działalności oddaje się nieprzerwanie od dziesięcioleci. W swoich obrazach dosłownie materializuje własną wizje świata, marzenia i sny…
Twórczość Petera Šoltó, dzięki jego udziałowi w licznych wystawach zbiorowych i indywidualnych, stała się przedmiotem analiz i porówna. Autor nie maluje jednak programowo – jego twórczość jest autonomiczna, a on sam unika bezpośrednich wpływów z historii sztuki.
Sam autor tak wyraził swój program twórczy: „…chcę namalować to, co nienamalowalne – coś, czego nie da się uchwycić, sfotografować, zarejestrować…”. I tym właśnie jest prawdopodobnie rzeczywistość duszy i snu. Poprzez przeniesienie na płótno powstaje z niej nowa rzeczywistość obrazu.”
Wystawione w Instytucie Słowackim obrazy oglądałem z zainteresowaniem, a niektóre z przyjemnością. Wystawę w towarzystwie autora obrazów i zaproszonych gości otworzył dyrektor IS, Milan Novotný. Oprawę muzyczną zapewniło trio rodzeństwa Manickich, uczniów Zespołu Państwowych Szkół Muzycznych im. Karola Szymanowskiego: Masza – saksofon, Naraz – klarnet i Maksymilian – fortepian.
Zdjęcia autora


































