ŚWIĘTOKRZYSKIE: DINOZAURY, GAGATY I FANTASTYCZNE KSZTAŁTY PIASKOWCÓW ORAZ… SOSNY „NA SZCZUDŁACH”

Drogowskaz do rezerwatu. Fot. Cezary Rudziński
Drogowskaz do rezerwatu. Fot. Cezary Rudziński

Gdy patrzy się na mapę województwa świętokrzyskiego, w oczy rzuca się mnóstwo obszarów zielonych. Ale aż trudno uwierzyć, że na jego niewielkim terytorium poza powszechnie znanym Świętokrzyskim Parkiem Narodowym założonym w roku 1950 i zajmującym 76 km² i ośmioma parkami krajobrazowymi, jest także aż 77 (!) rezerwatów przyrody oraz 3 kolejne miejsca czekające na otrzymanie tego statusu.


Stanowią one ogromne bogactwo tego regionu i poważny magnes dla ruchu turystycznego. Nie wszyscy zdają sobie jednak sprawę z tego jaki to wielki „zielony skarb”. Przypomnę więc, że wspomnianymi parkami krajobrazowymi są, każdy o powierzchni około 20 tys. hektarów nie licząc ich otuliny, należące do obszaru Gór Świętokrzyskich: Cisowsko – Orłowiński, Jeleniowski, Sieradowicki, Suchedniowsko – Oblęgorski i Chęcińsko – Kielecki. Zaś do Ponidzia: Nadnidziański o pow. blisko 23 tys. ha, Szaniecki i Kozubowski. Jeżeli chodzi o tutejsze rezerwaty przyrody, to trudno je wymienić wszystkie w krótkiej relacji.

Gagaty i „gagatki”

Wspomnę więc tylko o niektórych: Bukowa Góra, Góra Miedzianka, Góry Pieprzowe, Jaskinia Raj, Kadzielnia, Krzemionki Opatowskie, Wolica, Wąwóz w Skałach. I dwa, które ze względu na szczególne w nich atrakcje, były celem naszego wyjazdu: Gagaty Sołtykowskie i Skałki Piekło pod Niekłaniem. Oba znajdują się w jednym nadleśnictwie Stąporków w powiecie koneckim. Ten pierwszy słynie z tego, że w latach 70-tych XX w. znaleziono w nich gagaty od których rezerwat otrzymał nazwę. Są to dosyć rzadkie minerały będące jurajską odmianą skamieniałego węgla brunatnego. O czarnej barwie i stosunkowo miękkie, a więc nie bardzo nadające się do celów jubilerskich.

Ale właśnie ze względu na barwę wykorzystywane były do wyrabiania biżuterii, traktowanych jako żałobne ozdób, naszyjników, różańców itp. po Powstaniu Listopadowym. Ich niewielką kolekcję można obejrzeć m.in. w gablotach części muzealnej Opactwa Cystersów w Wąchocku. Mniej znany jest fakt, że z gagatów wyrabiano też biżuterię i ozdoby noszone przez naszych XIX-wiecznych, dosyć dwuznacznych elegantów – „dandysów”. W czasach, gdy chyba poza sygnetami rodowymi, mężczyźni nie nosili tego rodzaju ozdób. Od nazwy tych kamieni nazywano ich dosyć pogardliwie „Gagatkami”.

Teropody, zauropody, allozauroid…

Drugim, znacznie ważniejszym odkryciem na obszarze tego rezerwatu, okazały się skamieniałe tropy dinozaurów sprzed około 200 milionów lat. I to nie tylko pojedyncze, ale także spore ich nagromadzenie w jednym miejscu. Odkryto je w roku 1997 i to, obok znajdowanych w pobliżu gagatów, zdecydowało o utworzeniu tego rezerwatu o powierzchni nieco ponad 13 hektarów. Dodam, że niegdyś, w trakcie „gorączki” ich poszukiwań, koczowały w tych miejscach całe grupy „kopaczy skarbów”. Tropy dinozaurów, i to kilku gatunków, odciśnięte zostały przez te zwierzęta w błocku.

Które następnie stwardniało, pokryte zostało kolejną warstwą naniesionego przez wodę rzeczki piasku oraz gliny. I tak przetrwały tyle milionów lat aż do ich odkrycia oraz zabezpieczenia przez współczesnych naukowców. Są to tropy drapieżnych, dwunożnych dinozaurów teropodów (Kayenatapus). Oraz czworonożnych dinozaurów roślinożernych zauropodów (Parabrontopodus), co stało się światowym ewenementem, gdyż pozwalało stwierdzić, że przynajmniej małe osobniki tego gatunku prowadziły życie stadne. Ponadto natrafiono na jeden ślad dużego – ma on wielkość 60 cm – drapieżnego allozauroida.

W byłej kopalni glinki ceramicznej

W 1999 roku obok wyrobiska gliny odkryto także wyraźne tropy jeszcze dwóch gatunków dinozaurów: dilofozaura i wulkanodona. Droga do tego rezerwatu utworzonego na terenie byłej kopalni glinki ceramicznej i gliny wydobywanej do roku 1977 dla cegielni w Sołtykowie, ma status leśnej, szutrowej, odchodzącej od szosy Nr. 42 z Kielc na Płaczków. Są na niej liczne ślady opon, ale nie mamy zgody aby nią dojechać do początku szlaku wytyczonego w rezerwacie. Trzeba przejść pieszo, na szczęście przez ładny las. Sam szlak turystyczny prowadzi przez teren bagnisty, częściowo długim, drewnianym pomostem.

Ale po ostatnich deszczach wejście nań stanowi problem. Nie da się bez, chociażby częściowego, zanurzenia butów w błocku. Dalej jest już lepiej. Główne skamieniałe ślady dinozaurów nakryte zostały wiatą z dużym dachem i otoczone kilkudziesięciocentymetrowym płotkiem, aby uniemożliwić wchodzenie na nie. Szczerze mówiąc są optycznie niezbyt interesujące. Ważny jest jednak fakt pobytu w miejscu tak znaczącym dla nauki. Stojące w pobliżu tablice zawierają sporo informacji na temat rezerwatu oraz tropów poszczególnych gatunków dinozaurów.

Gdzie i czy są te znaki?

Na jednej z nich: „Mapa szlaków tropów dinozaurów w Sołtykowie” czytam: Kolory: zielony, niebieski – 2 dorosłe zauropady wędrujące z północy na południe. Żółty, pomarańczowy, czerwony, brązowy – stadko czterech młodych zaueropadów przemieszczających się z południa na północ, przyśpieszające i skręcające lekko na północny zachód. Czarny, szary – dwa dilfozaury posuwające się koncentrycznie ze wschodu na zachód. Tropy pozostawione bez kolorów nie mogą być przyporządkowane do żadnego ze szlaków”. Rozglądam się uważnie, ale żadnych oznakowanych kolorami szlaków nie widzę.

Podobnie inni członkowie naszej grupy. I to na całej trasie od szosy. A wracamy drogą trochę okrężną aby obejrzeć również dawne wyrobiska gliny, powstałe w nich oczka wodne, malowniczą o tej porze roku roślinność oraz suche już rośliny i krzewy. Jedyny znak, jaki zauważam w drodze powrotnej znajduje się na przydrożnej sośnie znacznie wyżej, niż umieszczane są turystyczne. I jest chyba jakimś oznaczeniem leśniczym. Pomimo pochmurnej pogody i tylko chwilowo pojawiającego się słońca, jest to bardzo malownicza oraz atrakcyjna trasa

Skałki Piekło pod Niekłaniem

Rezerwat Skałki Piekło pod Niekłaniem znajdują się w tym samym nadleśnictwie i gminie. Utworzony został w 1959 r. aby chronić znajdujące się w tym miejscu bardzo malownicze, a zarazem dosyć osobliwe formacje skalne. Są to skupiska ostańców „wyrzeźbionych” w trakcie trwających miliony lat procesów erozyjnych piaskowców triasowych i dolnojurajskich. Mają wysokość od 2 do 8 metrów, fantastyczne kształty, m.in. grzyba, maczugi, komina, czy kościelnej ambony oraz piękne zabarwienie. Trochę przypominają mi, w miniaturze, podobne ostańce jakie oglądałem na pustyniach w Izraelu i Jordanii.

Osnute są też legendami, co znalazło odzwierciedlenie także w ich nazwie. Związana jest ona z lokalną legendą o diable, który rzekomo ukarał nieposłuszne osobniki swojego gatunku zamieniając je w kamienie. Zaś niektórym oglądającym ten skalny kompleks dzielący się na dwie części, też kojarzy się on kształtami oraz barwami z piekłem. Aktualnie dotarcie do niego jest nieco utrudnione. Wjazd na drogę prowadzącą do podejścia do tych skałek jest bowiem w przebudowie. Powstaje w tym miejscu spory parking, ale na razie nie ma mowy, aby dało się obecnie przejechać je samochodem.

Wojenna przeszłość i „Sosna na szczudłach”

Pozostaje spacer, około 1,5 – 2 km w jedną stronę, na własnych kopytkach. Na szczęście też przez piękny jesienny las. Ma on również przeszłość „wojenna” związaną z ruchem partyzanckim ZWZ-AK w latach II wojny światowej. W grudniu 1940 r. i lutym 1941 r. żołnierze – dywersanci z tutejszego obwodu pod dowództwem por. Jana Stoińskiego „Górskiego” zorganizowali w nim, a konkretnie na jednej z leśnych polan, placówkę odbiorczą „cichociemnych” – spadochroniarzy Wojska Polskiego w Wielkiej Brytanii, nazwaną „Kosz”. Czekali w niej, jako pierwsi w kraju, na uczestników spadochronowej operacji powietrznej „Adolphus”. Przypomina o niej tablica pamiątkowa ufundowana w 2023 roku przez społeczeństwo powiatu koneckiego.

Trzecim „zielonym” miejscem, które odwiedzamy w trakcie tego prasowego wyjazdu studyjnego, ale już następnego dnia, jest niesamowite drzewo nazywane „Sosną na szczudłach”. Rośnie ona na terenie piaszczystym, w miejscu z którego piasek wydobywali okoliczni mieszkańcy. Tak dokładnie, że nawet spomiędzy odsłoniętych kilkumetrowej wysokości jej korzeni. Drzewo jednak przetrwało, rośnie nadal wzbudzając ciekawość oglądających je. A musi być dosyć stare, bo w obwodzie ma już ponad dwa metry. Co w tym przypadku jest sporo, gdyż po wielu latach sosny dochodzą do 2,5 m średnicy. A „pomnikowa” w Kampinoskim Parku Narodowym osiągnęła 3,6 m w pierśnicy.

Zdjęcia © Cezary Rudziński
Autor uczestniczył w studyjnym wyjeździe prasowym na zaproszenie Regionalnej Organizacji Turystycznej Świętokrzyskie.

Komentarze

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Scroll to Top