
W Instytucie Słowackim w Warszawie otwarto kolejną, bardzo interesującą wystawę. Tym razem prezentuje ona Słowackie malarstwo naiwne z miejscowości Kovačica w… Serbii. A żeby było jeszcze ciekawiej, wpisane w roku 2024 na Listę Kulturalnego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO.
Historia tej słowackiej diaspory w dosyć odległej od jej historycznej ojczyzny serbskiej Wojwodinie sięga czasów monarchii austriackiej oraz jej cesarzowej, Marii Teresy (1717-1780), której – wtrącę przy okazji – „zawdzięczamy” I rozbiór Polski. Przypomnę, że Austria była wówczas jedną z głównych europejskich potęg, w której granicach znajdowały się nie tylko, przez 10 wieków !!!, ziemie słowackie nazywane oficjalnie „Górnymi Węgrami”, ale również kawał ziem bałkańskich. Sławna cesarzowa postanowiła blisko 3 wieki temu umocnić granice między jej, habsburską monarchią i ciągle potężnym, pomimo dotkliwej klęski zadanej jej pod Wiedniem w roku 1683 m.in. przez polską husarię Jana III Sobieskiego, Imperium Osmańskim.
I na pogranicznych ziemiach zaczęła osiedlać swoich obywateli, a wśród przedstawicieli innych narodów, także Słowaków. Ten fragment Wojwodiny nazywany był i jest przez nich Dolną Ziemią. Nie byłoby w tym niczego dziwnego, gdyby nie fakt, że pomimo upływu tak długiego czasu, potomkowie tamtych, dobrowolnych osadników, nadal we wsi Kovačica w obecnej Republice Serbii posługują się na co dzień językiem słowackim, chociaż znają oczywiście również serbski, pisany, przypomnę, cyrylicą. I pielęgnują narodowe tradycje, wśród nich, już w siódmym pokoleniu, malarstwo naiwne, nazywane przez nich insitnym.
Czyli tworzonym przez amatorów bez wykształcenia artystycznego. Malującym, głównie farbami olejnymi na płótnie to, co widzą i z czym spotykają się na co dzień. Pracę na roli i w zagrodach w różnych porach roku: siewy i zbiory plonów, m.in. kukurydzy, żniwa, omłoty, dojenie krów i kóz, bielenie płotów itp. A także tradycje i zwyczaje ludowe: schadzki, czyli randki młodych, wesela, nowożeńców, wnętrza chat i zagród, miejscowe pejzaże, zabawy z dyniami czy potańcówki na łące, wyszywanie wzorów, śnieżne zamiecie i zabawy dzieci ze śnieżkami itp.
Wszystko z naiwnym, ale uroczym realizmem, czego interesujące przykłady można właśnie obejrzeć na wystawie, która potrwa niestety tylko do 7 lipca. Jak ta twórczość jest ważna nie tylko dla narodowej tożsamości Słowaków, ale również kraju, którego są obywatelami od pokoleń, najlepiej świadczy fakt, że malarstwo to wpisane zostało w roku 2012 na listę kulturalnego dziedzictwa Serbii, a w grudniu 2024 roku na wspomnianą wyżej Listę Kulturalnego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Tradycje tego malarstwa są pielęgnowane i promowane także wśród słowackich dzieci w Serbii.
Na warszawską wystawę przywieziono nie tylko eksponowane obrazy, ale również ładnie wydaną i bogato ilustrowaną, rozdawaną bezpłatnie broszurę „SL’UK – Slovenské insitné maliarstvo v Srbsku”. Zawiera ona informacje również w językach: serbskim i angielskim. A także liczne reprodukcje obrazów, z których kilka można obejrzeć w Warszawie, pomyślane jako wycinanki dla dzieci oraz rysunki, które należy rozmalowywać farbami. Wśród informacji jedna dotyczy Elementarza – pierwszej książki, z którą dzieci stykają się w szkole. Po słowacku nazywa się on Šlabikár, a po serbsku Абецедар.
Jest też informacja o osadnictwie słowackim na Dolnej Ziemi, osobna o malarstwie naiwnym, ciekawa historia jednego z obrazów „Córka kowala” (Kovačická dievka) namalowanego w 2001 roku przez Evę Husárikovą, z jego reprodukcją oraz informacją, że pokazywany był już na wystawach w: Ameryce, Japonii, Hiszpanii, we Włoszech, Francji, Szwajcarii, Niemczech, Anglii, Belgii, Chinach, Zjednoczonych Emiratach Arabskich, Serbii, Austrii i oczywiście na Słowacji. A książeczkę tę zamyka informacja o słowackich malarzach naiwnych żyjących i tworzących w Serbii, z ich imionami, nazwiskami oraz latami życia.
Najwięcej – 46 – z nich mieszka lub mieszkało we wsi Kovačica, 12 w miejscowości Padina, dwaj w Vojlovicy i po jednej w Aradáču, Hajdučicy, Hložanach, Jánošiku (widać, że Słowacy nadawali nowym miejscom osiedlenia bliskie im nazwy) i Starej Pazovej. Wystawę w Instytucie Słowackim otworzył jego dyrektor Milan Novotný, a w wernisażu uczestniczyły również, zabierając głos: J.E. Ambasadorka Słowacji w Polsce Pani Andrea Elscheková i reprezentująca J.E. Ambasadora Serbii w Warszawie Pana Nebojša Košutiča Pani radca – minister Vanja Radonjić-Rakić.
Ponadto kurator wystawy Pavel Babka i przedstawicielka autorów reprezentowanych na wystawie Klara Babka. Część muzyczną wernisażu zapewnił duet: skrzypaczka Amelia Dobroch i pianista Maksymilian Manicki z Zespołu Państwowych Szkół Muzycznych im. Karola Szymanowskiego w Warszawie. Otwarcie tej niezwykłej wystawy, na której znajduje się 18 obrazów oraz 2 rysunki, cieszyło się dużym zainteresowaniem. Publikuję zdjęcia wszystkich eksponowanych obrazów, ale wszystkim zainteresowanym sugeruję obejrzenie oryginałów, bo warto. A czasu do zamknięcia tej wystawy pozostaje niewiele.
Zdjęcia: Cezary Rudziński





































