INSTYTUT SŁOWACKI: JAROSLAV HOREČNÝ I PAVOL HAMMEL

Brawa na wernisażu dla artystów. Fot. Cezary Rudziński
Brawa na wernisażu dla artystów. Fot. Cezary Rudziński

W Instytucie Słowackim w Warszawie otwarto wystawę fotografii, fotogramów i skanogramów Jaroslava Horečnego „Zapiski z osobistego notatnika”. Twórca urodzony w roku 1956 zajmuje się nimi od połowy lat siedemdziesiątych XX wieku.


Autorskie spojrzenie na świat

Zalicza się do grona autorów, którym udało się uwolnić fotografię od jej tradycyjnego pojmowania i przekształcić ją w narzędzie eksperymentu, wizualnych refleksji i wspomnień – czytam na informacji Milana Mazúra, teoretyka sztuki, umieszczonej na jednej ze ścian ekspozycji. A otwierają ją, przy wejściu do IS kartki noworoczne z życzeniami, tzw. PF-ka. Horečný od lat wysyłał swoim przyjaciołom chcąc sprawić im radość, wywołać uśmiech, przekazać wiadomość, może nawet wzbudzić krótką refleksję. Drobny upominek stał się zamkniętym cyklem, miłym przypomnieniem, że nawet mała rzecz może nas ogrzać, o ile odczytamy zapisane w niej radość i człowieczeństwo – to kolejny, podobnie jak następne, fragmenty lub wykorzystanie tej informacji.

Twórca przez swoje fotografie patrzy na świat z szacunkiem, pokorą i zachwytem. Z natury, tak jak i w swojej fotografii jest wrażliwy, ale potrafi też być emocjonalny i krytyczny. Jego prace nie opowiadają o wielkich rzeczach. Dotyczą codzienności, wspomnień i porządku, światła domu, które pozostaje w nim nawet wtedy, gdy ludzie odchodzą. Już w latach 70-tych tworzył fotogramy, czyli fotografie tworzone bez użycia aparatu, poprzez bezpośrednie naświetlanie przedmiotów umieszczonych na papierze światłoczułym. W ciemni autor umieszcza półprzezroczyste lub nieprzezroczyste przedmioty na papierze fotograficznym i naświetla je.

Częściowo bez użycia aparatu fotograficznego

Na papierze powstaje obraz w formie cienia, czyli zdjęcia bez użycia aparatu. Później zastąpił tę technikę skanerem jako narzędziem do tworzenia optycznych zapisów artystycznych – skanogramów. Swoje prace prezentował na licznych wystawach na Słowacji. W Żylinie, w której mieszka, Trenczynie, Liptowskim Mikulaszu Bratyslawie, Poważskiej Bystrzycy, Topolczanach. A także za granicą. W Pradze, Brnie, Ostrawie, Essen, Londynie, Cedar Rapids, Waszyngtonie, Ottawie, a obecnie w Warszawie. Na tej wystawie prezentuje swoje prace w kilku cyklach.

Znacząca jej część stanowią :”Dziedzictwo – Matka” i „Dziedzictwo – Ojciec”. Powraca w nich do pustego domu rodziców. Znajduje notatki, narzędzia, kredens, kilka śrubek, szafę z ubraniami i notatki za szybą witryny. Nie są to rekwizyty, lecz zmaterializowane wspomnienia. Czuć w nich dotyk rodziców, ich porządek, cierpliwość i cichą wdzięczność. „Dziedzictwo” nie oznacza tu majątku, lecz wspomnienia, zwyczaje i pamięć domu. Oznacza to, co pozostaje po człowieku w przestrzeni, w której żył. Jednym z wystawionych cykli są obiekty fotograficzne nazwane „Čičmianske domy”.

Źródła inspiracji

Inspiracją do ich powstania była wieś o tej nazwie słynąca z drewnianych domów z charakterystycznymi białymi zdobieniami. Dla autora ma ona znaczenie osobiste: pracował tam jako nastolatek w czasie wakacji dostarczając mieszkańcom rano mleko. Na tych fotografiach wręcz czuć poranne światło i wieczorny zmierzch, skondensowane, w precyzyjnych szczegółach. Kompozycje domów opowiadają historie ludzi zarówno radosne, jak i pełne goryczy, dla których ochrona tradycji i tożsamości jest naturalnym obowiązkiem. Autor podkreśla również artystyczną wartość ludowych ornamentów będących znakiem pamięci i kulturowej ciągłości.

W cyklu „Geopolityka” pojawiają się błyszczące elementy i materiały. Autor przemienia je w obrazy, które mieniąc się przywodzą na myśl stare powiedzenie „nie wszystko złoto, co się świeci”. Za blichtrem często kryje się pustka. Reklama, powierzchowność i seksizm wydają się atrakcyjne, ale nie ma za nimi niczego głębszego. Świat może być , zwraca uwagę autor, olśniewająco błyszczący, ale przy tym wewnętrznie pusty. Koresponduje z nimi dyptyk „Czy Pepsi smakuje najlepiej?”. Są to poddane koloryzacji niemal rentgenowskie zdjęcia butelek nawiązujące do pop-artu, a jednocześnie stawiające pytanie jak reklama i opakowanie nas kształtują.

Gość specjalny: znany słowacki muzyk

Bardziej intymny wydźwięk mają „Skanogramy z osobistego notatnika”. Są na nich okulary, lekarstwa a nawet śniadanie. Zwyczajne przedmioty uzyskuj ą szczególną, cichą aurę a zarazem przywołują wspomnienia. W cyklu „Miejskie Iluzje” autor wykorzystuje odbicia w sklepowych witrynach. Reklamy, twarze kobiet i szyldy mieszają się z blaskiem ulicznych latarni odbitym w oknach wystawowych. Tworząc wielowarstwowe obrazy na granicy snu i jawy. Przynosi to zaskakująco silny efekt: napięcie, melancholię, poczucie bliskości i ekscytacji.

Celem jest pokazanie ile miasta faktycznie widzimy, a ile sobie o nim dopowiadamy. W odbiciach tych rzeczywistość łączy się ze snami a spacerując po mieście i widząc siebie odbitych w szkle stajemy się częścią jego zgiełku i ujęcia, czy tego chcemy, czy nie. Gościem specjalnym wernisażu był znany słowacki muzyk Pavol Hammel, którego pieśni z akompaniamentem gitary, na której grał, spotkały się z żywiołowym przyjęciem zaproszonych gości, z których wielu towarzyszyło artyście również śpiewając znane im teksty pieśni i piosenek.

Zdjęcia autora.

Komentarze

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Scroll to Top