GOŚCIE GLOBTROTERA: AMBASADOR MOŁDAWII

Gościem pierwszego w maju Spotkania Globtrotera był J.E. Ambasador Republiki Mołdawii w Polsce Iurie Bodrug. Ze względu na długi weekend na początku miesiąca oraz wyjazd do Moskwy dużej grupy dziennikarzy – „globtroterowców” spotkanie to odbyło się dopiero w połowie miesiąca.

 

I nie było pierwszym z naszym gościem. W węższym gronie uczestników wyjazdu na Ukrainę oraz do Mołdawii na przełomie marca i kwietnia spotkaliśmy z panem ambasadorem już wcześniej.

 

Pierwsze relacje dziennikarskie z tego wyjazdu już ukazały się w naszym portalu, kolejne zamieścimy wkrótce. Nasz gość mówił przede wszystkim o problemach politycznych, gospodarczych i społecznych swojego kraju.

 

 

 

O nadziejach związanych z wyborem nowego prezydenta Republiki Mołdowa po bardzo długim okresie starań o to. Głowę państwa mołdawskiego wybiera bowiem parlament, a w nim układ sił jest taki, że opozycja mogła przez wiele miesięcy blokować wybór kandydatów niewygodnych dla niej. Nowy prezydent złożył już pierwsze wizyty zagraniczne, są szanse na sukcesywne rozwiązywanie z jego udziałem problemów przed jakimi stoi kraj.

 

Przypomnę, że Mołdawia jest członkiem Wspólnoty Niepodległych Państw. Równocześnie, co podkreślał kilkakrotnie nasz gość, jej priorytetem w polityce zagranicznej i gospodarczej jest integracja z Unią Europejską. Jest to jednak problem złożony. Niedawne jeszcze entuzjastyczne, 72 % poparcie społeczeństwa dla tej integracji spadło ostatnio do niewiele ponad 40%.

 

Sytuacja gospodarcza, a więc i społeczno – polityczna w Mołdawii jest bowiem trudna. Kraj zaliczany jest do najbiedniejszych w Europie. Panuje w nim duże bezrobocie, a emigracja zarobkowa – w tym znaczna także do Federacji Rosyjskiej – przekroczyła milion osób, co stanowi ponad jedną piątą wszystkich obywateli. Równocześnie transfery pieniędzy od emigrantów dla ich rodzin pozostałych w kraju przekraczają miliard euro rocznie, co ma bardzo istotne znaczenie dla gospodarki.

 

O stosunku obywateli do własnego kraju świadczy również przytoczony przez ambasadora fakt, że około 800 tysięcy (!) obywateli Mołdawii stara się o obywatelstwo Rumunii, a dalsze około 100 tys. Bułgarii. Rumunia przyznaje je bowiem ludziom którzy, bądź ich przodkowie, mieszkali na terenach należących do niej do 1944 roku. A bułgarska diaspora w Mołdawii też jest spora.

 

Prawo mołdawskie nie zabrania zresztą posiadania – poza określonymi kategoriami obywateli będącymi w służbie państwowej – obywatelstwa także innego kraju. O przyczynach tak znacznego spadku poparcia społeczeństwa dla idei członkostwa w Unii Europejskiej, pan ambasador bezpośrednio nie mówił. Wynikało to jednak pośrednio z przytaczanych przez niego faktów i ocen.

 

Bardzo trudne dla obywateli Mołdawii jest otrzymywanie wiz „schengenowskich”. A ich koszt, biorąc pod uwagę tamtejsze zarobki, jest wysoki. Dodam, że podobnie jak np. na Ukrainę objętą również systemem wizowym, także do Mołdawii obywatele krajów członkowskich UE wjeżdżają bez wiz. Ubieganie się o członkostwo w UE musi zostać poprzedzone modernizacją i europeizacją kraju, dostosowaniem prawa do unijnych standardów itd., a to wymaga ogromnego wysiłku i wyrzeczeń.

 

Poważny problem stanowi też trwająca już od ponad dwu dekad secesja Naddniestrza. Pisałem niedawno obszernie na ten temat z Bender i Tyraspola, zainteresowanych odsyłam więc do tych reportaży. Również w samozwańczej, nie uznawanej przez żadne państwo tzw. Naddniestrzańskiej Republice Mołdawskiej po ponad 20 – letnich rządach tego samego „prezydenta” niedawno wybrano nowego.

 

Są więc być może szanse na sukcesywne rozwiązywanie problemu tej secesji. Toczą się na ten temat rozmowy między Kiszyniowem, czyli władzami całej Mołdawii i Tyraspolem – „stolicą” zbuntowanego regionu. Pierwszym krokiem ma być przywrócenie ruchu kolejowego i drogowego przez Naddniestrze. Tamtędy bowiem przebiegają główne i najkrótsze trasy łączące Mołdawię z Ukrainą. Zarówno z Kijowem jak i Odessą, a także z Federacją Rosyjską i innymi krajami w tym regionie Europy.

 

Nie ma też np. bezpośrednich połączeń telefonicznych między obiema częściami kraju. Wszystkie są „międzynarodowe”. Jeżeli chodzi o stosunki Mołdawii z UE, to toczą się rozmowy na temat wolnego handlu. Jest to sprawa niezwykle ważna dla mołdawskiej gospodarki, szczególnie zaś jej winiarstwa. Wino jest bowiem głównym i najważniejszym artykułem eksportowym kraju.

 

Przy okazji dowiedzieliśmy się, że Mołdawia eksportuje do Federacji Rosyjskiej wina na kwotę 120 mln dolarów rocznie, na Białoruś zaś za 40 mln $. Do innych ważnych problemów negocjowanych obecnie z UE jest tzw. „wolne niebo”, a więc kwestie związane z komunikacją lotniczą. Rozwiązanie jej stworzyłoby szansę na tańsze przeloty, a więc i ożywienie turystyki.

 

Mołdawia nie jest w tej dziedzinie potęgą. Zabytków oraz miejsc i obiektów wysokiej rangi wartych zobaczenia ma stosunkowo niewiele, ale o wiele więcej niż się dosyć powszechnie sądzi. Mogliśmy przekonać się o tym podczas niedawnej podroży nad Dniestr i Prut, a także z bogatych materiałów jakie przywiózł na spotkanie nasz gość.

 

Z grubych, w dużym formacie, wydanych starannie w trzech językach oraz ładnie ilustrowanych folderów – informatorów wydanych przez mołdawskie Ministerstwo Kultury i Turystyki oraz tamtejszą Agencję Turystyczną dowiedzieliśmy się wiele nowego. Tak np. tylko w stołecznym Kiszyniowie – wkrótce opublikuję z niego reportaż – jest kilkanaście wartych poznania zabytków, miejsc, obiektów i pomników.

 

Poza stolicą oczywiście o wiele więcej. M.in. ponad 50 męskich i żeńskich monastyrów oraz pustelni. Przykładowo wymienię klasztory p.w. św. Mikołaja we wsiach Condriţa i Dobruşa, Zaśnięcia NMP we wsiach Capriana, Ţipova, Butuceni, Cuşelằuca, Tabặra i kilka innych, Proroka Ilji w Nicoreni. Bardzo popularny – także i o nim napiszę, gdyż byliśmy tam – Trójcy Świętej we wsi Saharna. Ponadto p.w. św. Szymona Słupnika we wsi Hirova, staroobrzędowców p.w. M.B. Kazańskiej i wiele innych.

 

Mołdawia zaprasza również do swoich kilkudziesięciu w sumie uzdrowisk, sanatoriów, ośrodków spa, baz wypoczynkowych itp. Wymienię znowu tylko przykładowo Vadul-Lui-Voda nad Dniestrem, 23 km od Kiszyniowa, Strugaraş, Codru, Nufằrul Alb czy Bucuria. Spośród ponad 30 polecanych muzeów szczególnie warte odwiedzenia są narodowe: Archeologii i Historii Mołdawii, Sztuki oraz Etnograficzne w Kiszyniowie.

 

Twierdza w Sorokach – także o niej można będzie wkrótce przeczytać więcej na naszych łamach, Gagauzkie Muzeum Historyczno – Etnograficzne we wsi Beşalma w pobliżu głównego miasta Gagauzji – Komatu i sporo innych. Dodać do tego trzeba 60 rezerwatów geologicznych i przyrodniczych, parków krajobrazowych, ogrodów botanicznych oraz interesujących parków. Ponadto agroturystykę i ekoturystykę.

 

No i jeden z mołdawskich „hitów” – Szlaki winne prowadzące przez winnice oraz wytwornie win. Pisałem już o gigantycznych, wykutych w skałach piwnicach Mileşti Mici i Krikowej oraz „chateau” – zakładach winiarskich Purcari i Vartely także z pełnym cyklem produkcyjnym od winnic, poprzez zbiór i przetwórstwo winogron – po butelkowanie i sprzedaż win. Ale jest ich o wiele więcej. Wytyczono nawet 7 szlaków winnych w poszczególnych regionach kraju i cieszą się one sporym zainteresowaniem.

 

A przecież do tych propozycji warto dodać obchody różnych świąt, imprezy folklorystyczne bądź trasy gastronomiczne, na których można poznać specjały kuchni różnych miejsc Mołdawii. Znaleźć w niej można więc sporo różnorodnych atrakcji turystycznych. Planując urlopy, warto więc zastanowić się: a może w tym roku pojechać do Mołdawii?

 

Mocnym argumentem „za” jest dla nas wjazd do niej, oraz na Ukrainę, przez którą prowadzi większość dróg lądowych do Mołdawii, bez wiz. Ponadto sympatyczni i gościnni mieszkańcy, smaczna kuchnia, o winach i koniakach już nie wspominając. No i różnorodna oferta interesującego spędzania czasu lub wypoczynku.

 

Bardzo istotne są również – co podkreśłał nasz gość – doskonałe  stosunki między Polską i Mołdawią, która spotyka się z poparciem i pomocą naszych władz m. in. w jej dążeniach do integracji z Unią Europejską. Niedawno specjaliści mołdawscy zapoznawali się np. z organaizacją naszego nadzoru bankowego, pragnąc skorzystać z polskich doświadczeń.

 

Baza turystyczna w Mołdawii jest jeszcze skromna, tamtejsze drogi też pozostawiają sporo do życzenia. Ale i one poprawiają się. Jak nam powiedział nasz gość, w br. po raz pierwszy od dawna na remonty dróg przewidziano 262 mln mołdawskich lei. Jest to co prawda równowartość tylko około 65 mln złotych, ale tam jest to już licząca się kwota.

 

Zdjęcia autora

Komentarze

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Scroll to Top