FAŠIANGY CZYLI POŻEGNANIE KARNAWAŁU PO SŁOWACKU

Pożegnanie Karnawału 2026 w Instytucie Słowackim. Fot. Cezary Rudziński
Pożegnanie Karnawału 2026 w Instytucie Słowackim. Fot. Cezary Rudziński

W Instytucie Słowackim w Warszawie odbyło się tradycyjne pożegnanie Fašiangy, czyli Karnawału 2026 roku. Nazywane żartobliwie jego „pogrzebem”. Chociaż faktycznie jest to pożegnanie na okres postu z kontrabasem, najważniejszym instrumentem muzycznym karnawałowych orkiestr.


Karnawał na Słowacji zwany z niemiecka Fašiangy, chociaż ta pisownia niewiele ma wspólnego z nazwą od której pochodzi (Vast-schane, co oznacza ostatni napój), jest w kraju naszych południowych pobratymców radosnym okresem zabaw trwających od Trzech Króli, czyli 6 stycznia, do Środy Popielcowej. Łączą się w nim tradycje miejskich balów z wiejskimi obrzędami, takimi jak maskowe pochody z niedźwiedziami, turoniami, kozami i Cygankami. Oraz na wsiach świniobiciem. A ich szczególne nasilenie przypada w ostatnich dniach karnawału. Odbywają się wówczas m.in. huczne imprezy folklorystyczne.

A także obżarstwo i picie oraz wspólne ucztowanie przy tradycyjnych pączkach šišky z dżemem nie w środku, lecz na wierzchu. Nie tylko to różni w sposób istotny świętowanie karnawału w obu naszych krajach. Na Słowacji nie ma, tak jak w Polsce, dwu dni kulminacyjnych: Tłustego Czwartku, kiedy my jemy pączki, oraz Ostatków w ostatni wtorek przez Popielcem. Kulminacja zabaw tam rozciąga się trochę w czasie. Aż do Środy popielcowej nazywanej też brzydką (Škaredá streda). Przebierańców, to już coraz częściej wiejska przeszłość, mieszkańcy podejmowali boczkiem, kiełbasami, jajkami i czymś „do wypicia”.

Pożegnanie z karnawałową zabawą i muzyką w ostatnich jego dniach, a nie jak u nas tylko w Ostatki, tradycyjnie wiąże się na Słowacji z symbolicznym pochowanie kontrabasu (pochovávanie basy), najważniejszego i… najgłośniejszego instrumentu kapel, a nie, jak niekiedy uważa się, Karnawału. Przybiera to często formę przedstawienia parodiującego prawdziwy pogrzeb. Z przebierańcami w postacie księdza, organisty i płaczek. A zawinięty w coś kontrabas wynoszony jest jak trumna. I to rozpoczyna post. Na pożegnanie Karnawału 2026 roku Instytut Słowacki w Warszawie zaprosił kapelę Svakaro z gminnej wsi Čierne w powiecie czadeckim i kraju (województwie) żylińskim. W regionie nazywanym tradycyjnie Kysuce.
Leży on w północno-zachodniej Słowacji, w dorzeczu rzeki Kisuca. Na północnym zachodzie graniczy z Czechami, a na północnym wschodzie z Polską. Jego granicę na zachodzie wyznaczają Jaworniki z Wielkim Jawornikiem, na północy Beskid Morawsko-Śląski z Wielkim Połomem i w niewielkim fragmencie Beskid Śląski, a na wschodzie Beskid Żywiecki z najwyższym szczytem regionu Wielką Raczą. Wieś ta ma dawne tradycje. Pierwsze, niestałe jeszcze osady na jej obecnym terenie, tworzyli w II połowie XVI w. wędrowni pasterze wołoscy, wypasający tu swoje bydło.
Zaś wieś założył ok. 1640 r. właściciel feudalnego „państwa” Budziatyń. Została zasiedlona przez polskich osadników z Orawy i ze Śląska. Od 1659 r. należała do „państwa” Streczno. Jako datę jej lokacji podawany jest rok 1662.

Kapela Svakaro, która stamtąd przyjechała, składa się z kontrabasisty i trzech harmonistów, wszystkich oczywiście również śpiewających: Jozefa Šulgana, Adama Hudeca, Martina Galuščaka i Martina Kontrika. Ubranych w stroje góralskie regionalne, białe haftowane koszule i kamizelki oraz portki, z tym że dwaj w białe, a dwaj w czarne, wszystkie jednak haftowane w czerwone parzenice oraz czarne buty z cholewami do połowy łydek.
Dali żywiołowy koncert tradycyjnych utworów z Kysuc, bardzo gorąco przyjęty przez zgromadzoną publiczność. Wstęp, jak zwykle do Instytutu Słowackiego, był wolny i dawno nie widziałem w jego niewielkiej sali wystawowo – imprezowej tak wielu gości. Z których, z braku miejsc siedzących, część musiała zadowolić się stojącymi nawet w sąsiednim pomieszczeniu. Nie było pokazu „pogrzebu kontrabasu”, ale imprezę zakończył poczęstunek składający się ze słowackiego wina i polskich pączków. Spotkanie z muzykami i ich gośćmi prowadził, jak zawsze, dyrektor Instytutu Słowackiego Milan Novotný.

Zdjęcia autora

Komentarze

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry