CZECHY: PRZEDŚWIĄTECZNIE NA MORAWACH

Tradycyjne adwentowe i bożonarodzeniowe jarmarki, ale także inne przedświąteczne imprezy i zwyczaje na Morawach w Republice Czeskiej, jak również kilka dodatkowych atrakcji, były tematami krótkiego wyjazdu studyjnego niewielkiej grupy przedstawicieli polskich mediów oraz biur podróży na Morawy środkowe i wschodnie. Zorganizowało go warszawskie przedstawicielstwo Czech Tourismu we współpracy z centralami ruchu turystycznego Moraw Środkowych (Středni Morava) w Ołomuńcu i Moraw Wschodnich (Východni Morava) w Zlinie.

 

JARMARK NA HORNIM NÁMĚSTI W OŁOMUŃCU

 

Grupę prowadziła, a w razie potrzeby tłumaczyła z i na czeski, Anna Gruszczyńska z CzT. Naszymi przewodnikami byli: po Ołomuńcu Irena Janáková z SN, zaś po Rożnowie pod Radhosztem i jego okolicach Zdenĕk Urbanovský z VM.

Bożonarodzeniowy jarmark w Ołomuńcu jest imprezą wielodniową organizowaną w grudniu na Górnym Placu (Horni námĕsti), którego centrum zajmuje zabytkowy ratusz, a w jego pobliżu stoi najwyższa w Europie środkowej (32 m) barokowa rzeźba – Kolumna Trójcy Przenajświętszej (Lista UNESCO) oraz kilka barokowych, ale również jedna nowoczesna, fontann.

A koło nich, świątecznie oświetlonych, ustawiono w kilku grupach po parę – kilkanaście drewnianych kramów, w których oferowane są świąteczne i przedświąteczne artykuły. Dominują regionalne. Spożywcze, zwłaszcza wędliny, sery i inny nabiał, pieczywo, różnorodne napoje od bezalkoholowych po wina i nalewki.

Ponadto wyroby rzemieślnicze ze skór, tkanin, drewna, szkła, ceramiki, metalu, plastyku i innych surowców, np. piękne ozdoby choinkowe wykonane m.in. ze słomy. Godny podkreślenia jest brak, ja przynajmniej takich nie zauważyłem, chińskiego badziewia.

 

OBEJRZEĆ, KUPIĆ, PRZEKĄSIĆ

 

Chociaż jeszcze kilka lat temu stanowiło ono sporą część oferty na podobnych jarmarkach w Pradze i innych miastach, w których na nich bywałem. Nie brakuje oczywiście kramów w których można coś zjeść lub chociażby przekąsić oraz napić się m.in. grzanego wina. One zresztą, w piątkowy dosyć chłodny wieczór, z niewielką temperaturą ujemną, ale przykrym wiatrem, były najbardziej oblegane.

Zjeść można było w nich wiele regionalnych potraw na gorąco lub zimno, skosztować słodkości.

Dużym zainteresowaniem cieszyły się kramy z ozdobami choinkowymi oraz świątecznymi podarkami wykonanymi przez artystów i rzemieślników. Z pewnym zaskoczeniem zauważyłem natomiast przeważnie pustki przed kramami z różnego rodzaju wyrobami z wełny.

Czapeczkami, rękawicami, szalikami, skarpetami czy sweterkami. Sprzedającymi również skórzane ocieplane serdaki, obuwie czy rękawice. Kupujących, oglądających, lub po prostu ludzi, którzy przyszli spotkać się ze znajomymi, posłuchać muzyki – bo i o nią zatroszczono się, czy coś przekąsić lub wypić na rozgrzewkę, było sporo.

Chociaż jak na stutysięczne miasto można było oczekiwać chyba liczniejszych tłumów. Pogoda jednak niezbyt sprzyjała, a ten piątek nie stanowił jedynej okazji do odwiedzenia przedświątecznego jarmarku.

 

W ROŻNOWIE TYLKO JEDEN WEEKND W ROKU

 

Inaczej było następnego dnia w Rożnowie (Rožnov pod Radhoštĕm). W nim jednak Vánočni Jarmark ( Jarmark Bożonarodzeniowy) organizowany jest tylko w jeden grudniowy weekend. Ale z jakim rozmachem! Na terenie bardzo ciekawego skansenu „Drewniane miasteczko”, do którego przeniesiono zabytkowy miejski ratusz i kilka innych budynków oraz domów z dawnego centrum tego, obecnie 17 tysięcznego miasta.

A także kolekcję zabytkowych uli. Natomiast w sąsiednich częściach skansenu dziesiątki wiejskich domów oraz zabudowań gospodarczych. O skansenie napiszę jednak już osobno. Na rożnowskim jarmarku postawiono ponad sto drewnianych kramów z ofertą podobną jak w Ołomuńcu, ale wzbogaconą o prace, zwłaszcza ozdoby choinkowe i upominki, wykonywane na miejscu przez rzemieślników.

Wśród przeogromnych tłumów – do godzin wczesno popołudniowych sprzedano ponad 10 tys. biletów wstępu.

A wśród zwiedzających, kupujących i konsumujących słychać było również język polski, bo to przecież niedaleko od granicy – było sporo przebierańców.

 

          ANIOŁY, DIABŁY I ŚW. MIKOŁAJ

 

Rogatych diabłów w skórach i z ogonami, kostuchy z kosą, szkieletu, ale również św. Mikołaja i Aniołka. Straszących, lub błogosławiących – w zależności od tego, kim byli – ludzi, zwłaszcza dzieci. Ponadto mężczyzn, kobiety i dzieci w tradycyjnych stronach regionalnych, zwłaszcza wołoskich.

Bo to przecież region Morawskiej Wołoszczyzny, miejsce dawnego osadnictwa wołoskich górali. Na jarmark przyjechał również ludowy zespól pieśni i tańca z sąsiedniej Hany, w pięknych i barwnych, zwłaszcza kobiecych, banackich strojach. Goście Jarmarku chętnie fotografowali się zarówno z nimi, jak i przebierańcami. A oprócz oglądania, kupowania, jedzenia, także zwiedzali skansen.

Stoi w nim m.in. replika drewnianego wiejskiego kościoła z Wietrzkowic koło Przyboru (Vĕtřkovice u Přibora), czynna świątynia. A dookoła niego jest niewielki cmentarzyk, na którym są groby wielu sławnych ludzi, m.in. lekkoatlety Emila Zatopka i innych mistrzów lub medalistów olimpijskich, artystów, pisarzy itp.

Z lokalnymi zwyczajami świątecznymi mogliśmy zapoznać się również w innych miejscach. Bardzo ciekawa była wizyta w Centrum Informacji Zvonice (Dzwonnica) Soláň w grzbiecie Wierchów Wsecińskich, w pobliżu odludzia nad łękiem Czartak.

 

JAK SIĘ PIECZE I ZDOBI ŚWIĄTECZNE CIASTECZKA

 

Ta dwupiętrowa drewniana budowla z zewnątrz przypomina wielką kaplicę. Wewnątrz mieści się placówka informacji turystycznej oraz galeria obrazów. Organizowane są też, na taki właśnie trafiliśmy, pokazy pieczenia i zdobienia świątecznych pierniczków oraz warsztaty dla dzieci, na których uczą się one robienia papierowych ozdób.

Mimo dosyć odległego miejsca, w którym stoi ta Dzwonnica, zainteresowanie niedzielną imprezą było spore. A goście, w tym my, mogliśmy sobie upiec i ozdobić świąteczne pierniczki. Nietypowy był również ostatni punkt przedświątecznego programu. Wizyta w pałacu czesko – austriackiego, arystokratycznego rodu Kinskych w Lesznej (Lešna).

Przed nim odbył się pokaz „żywej szopki betlejemskiej”, na który przyjechało mnóstwo ludzi z dziećmi. W przypałacowym ogrodzie ustawiono też niewielką zagrodę dla zwierząt. Owieczki i inna „żywioła” – zwłaszcza czarna lama, cieszyły się ogromnym zainteresowaniem, szczególnie maluchów. A po szopce tłum dosłownie runął do wnętrza pałacu. W takim tłoku jeszcze nie zwiedzałem żadnego zabytku.

 

     WYSTAWA SZOPEK I CHOINEK W PAŁACU KIŃSKYCH

 

Magnesem w tym przypadku były jednak nie tylko pałacowe wnętrza z oryginalnymi dziełami sztuki, meblami i wyposażeniem z poprzednich wieków, ale wystawa szopek i ozdób choinkowych. Szopki, chociaż z kilku krajów, cieszyły się jednak mniejszym zainteresowaniem, niż szklane ozdoby choinkowe.

Wyeksponowano ich tysiące, przy czym zarówno na podeście piętra, jak i w pałacowych salach oraz pokojach. Między zabytkowe meble, piece oraz dzieła sztuki powstawiano dziesiątki choinek dosłownie obwieszonych szklanymi bombkami i innymi dekoracjami. Zarówno ich widok, jak i sam pomysł na taką ekspozycję w tym miejscu, był niezwykły.

Tematyka przedświąteczna, chociaż dominująca, nie była jedyną podczas tego Press Tripu. Mieliśmy też okazję odbycia wieczornego spaceru po zabytkowej części Ołomuńca. Jak również dosyć dokładnego zwiedzenia katedry św. Wacława oraz bliższego zapoznania się z jej organami. Nie tylko wysłuchania recitalu miejscowego organisty, ale również – ci którzy na to zdecydowali się i posiadali jakie takie umiejętności, zagrania na nich.

 

          TRADYCYJNIE WARZONE

 

Bardzo ciekawymi okazały się również wizyty w browarach. Czechy i Morawy, jak wiadomo, to kraj piwa. Chociaż również wina i mocniejszych trunków, że wspomnę o ziołowej Becherovce i znakomitych śliwowicach Jelinka, a to tylko najbardziej znane przykłady.

Browar i gościniec Chomout w odległym o 7 km od centrum Ołomuńca Chomutovie, działają dopiero od półtora roku. Zdołały już jednak zdobyć renomę. Ich właściciele zaczęli od domowego warzenia piwa. Po czym, zdobywszy odpowiednie umiejętności i wiedzę, zakupili nowoczesne wyposażenie niewielkiego browaru.

Warzy on piwo tradycyjnymi metodami kilkutygodniowej fermentacji, bez żadnych sztucznych środków, czy filtrowania. Powstaje znakomity, żywy napój, wytwarzany w kilku gatunkach, ze stale rozszerzanym asortymentem. Na razie na potrzeby własnej restauracji i rynek lokalny.

Chociaż piwami tymi zainteresowali się już odbiorcy w innych miastach, a także w Polsce. Zapoznani zostaliśmy z procesem warzenia, różnego rodzaju i stopniem palenia potrzebnych do niego ziaren i chmielu, mogliśmy również spróbować gotowego piwa zarówno wprost z kadzi, jak i przy obiadowym stole.

 

NA PIWKO Z… DZIEĆMI

 

Inny charakter ma drugi z browarów, który poznaliśmy w Rożnowie. W 2012 roku obchodził on 300 – lecie założenia, w przeszłości był dostawcą c. k. dworu w Wiedniu. Obecnie warzy piwo przede wszystkim na potrzeby własnych: restauracji, baru i kawiarni, a także rynek lokalny. Przede wszystkim jednak – idzie na to połowa produkcji – sławnych Łaźni Piwnych.

Więcej na ich temat znaleźć można na: http://www.roznovskepivnilazne.cz. Wspomnę więc, że browar ten zbudowano na miejscu zburzonego Zamku Rożnowskiego, z zachowanymi częściowo jego murami.

Przechodził różne losy, należał do znanych rodów szlacheckich: Żerotinów, Fürstenbergów, Kinskych i Rothschildów. Jego najnowsza historia liczona jest od 1908 roku. Po powojennej nacjonalizacji zwrócony został właścicielom w 1994 r., warzenie piwa tradycyjnymi metodami wznowiono tu w 2009 r.

Na terenie browaru są wspomniane już lokale gastronomiczne. A także specjalny, ze znakomitymi miejscami zabaw dla dzieci, na sprzętach i urządzeniach których dosłownie one szaleją. A rodzice lub ktoś z opiekunów popija w tym czasie znakomite piwo.

 

ŁAŹNIE PIWNE POPRAWIAJĄ URODĘ I KONDYCJĘ

 

Rzecz u nas chyba niewyobrażalna. Ale w Czechach piwo się pije, a nie upija nim… Tutejsze Łaźnie Piwne są czymś wyjątkowym, chociaż z opartymi na podobnej zasadzie spotykałem się już u naszych południowych sąsiadów. Rożnowskie łączą alternatywne metody lecznicze z zabiegami uzdrowiskowymi i fizjoterapeutycznymi.

Kąpiele piwne, jako uzdrawiające, stosowane były już dawno w tutejszym lecznictwie ludowym. Głównym, oczywiście oprócz wody i ziół, składnikiem tych kąpieli są drożdże piwne, a nie gotowe piwo. Zawierają one dużo witamin, mikroelementów i aminokwasów wchłanianych przez skórę.

Jeden zabieg, w którym leżenie w wannie, z popijaniem piwa, trwa pół godziny. Ale poprzedzająca go aromatoterapia, peeling całego ciała, maseczki na twarz, a po kąpieli masaże, okłady z parafiny lub błota syberyjskiego i inne procedury zabierają, łącznie z przebieraniem się, blisko dwie godziny.

I cieszą ogromnym zainteresowaniem, mimo iż nie są tanie. Jedna taka kąpiel z dodatkami, to wydatek o równowartości ponad 100 złotych. Są one podobno bardzo skuteczne, poprawiają nie tylko wygląd, ale ogólną kondycję organizmu, pomagają m.in. w zwalczaniu stresu. Był to więc kolejny, bardzo ciekawy wyjazd studyjny na Morawy.

 

Zdjęcia autora

Komentarze

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Scroll to Top