
Hałas ulicy? Spaliny, korki, klaksony? Zapomnij. W Chorwacji są wyspy, które powiedziały samochodom: „nie”. Dosłownie. Tu wakacje zaczynają się tam, gdzie kończy się droga. Nawet jeśli przypłyniesz promem, dalej możesz iść już tylko pieszo. I bardzo dobrze. Bo to miejsca zbyt piękne, by silniki zagłuszały szum morza i dźwięk cykad. Tam odpoczywa się naprawdę – w rytmie fal, kroków i ciszy.
Silba – wyspa miłości

Silba, nazywana wyspą miłości, wyspą pieszych czy bramą Dalmacji, to miejsce, które zachwyca nie tylko pięknem przyrody, ale też wyjątkową atmosferą. Ta urocza wyspa marynarzy skutecznie obroniła się przed samochodami – wszyscy mieszkańcy jednomyślnie uchwalili zakaz wjazdu aut poza granice portu. Choć prom cumuje codziennie, a z niego może zjechać nawet tir, dalej niż do nabrzeża pojazdy już nie wjadą. Mieszkańcy zredukowali ruch, chcąc zachować ciszę i niepowtarzalny klimat wyspy.
Największą perłą Silby jest Toreta – wieża z zewnętrznymi, kręconymi schodami, wznosząca się w samym centrum wyspy. Zbudowana w XIX wieku przez kapitana Petara Marinicia, jest symbolem miłości, który warto zobaczyć podczas spaceru po wyspie.
Susak – wyspa piasku

Choć leży zaledwie cztery mile morskie od znacznie większej wyspy Lošinj, Susak to zupełnie odrębny świat. Ta niewielka wyspa, ukształtowana przez morze i wiatr, zachowała nie tylko swój własny dialekt i oryginalne zwyczaje, ale też unikalny strój ludowy – jeden z najbardziej oryginalnych w Europie. Tradycyjny kobiecy ubiór z wyspy Susak, wyróżniający się kolorami i wyjątkowo krótką spódnicą, stanowi świadectwo lokalnej kultury i historii.
Znana głównie z płytkich, piaszczystych zatok wyspa Susak przyciąga tych, którzy szukają bliskości natury i wyspiarskiego spokoju. Mieszka tam zaledwie około stu osób, a jedynym pojazdem silnikowym, który od czasu do czasu zakłóca ciszę, jest niewielki traktor z przyczepą – używany do rozładunku towarów ze statku.
Wyspę tworzą dwie niewielkie osady: Gornje i Donje Selo, otoczone polami trzciny, kilkunastoma zatokami i krystalicznie czystym morzem. To miejsce, do którego przybywa się, by usłyszeć własne myśli, poczuć ciepło piasku pod stopami i zanurzyć się w prostym, pięknym rytmie codzienności.
Prvić – wyspa śródziemnomorskiego geniuszu

Zaledwie czterdzieści minut statkiem od Szybenika, a jakby w innym świecie. Nazywana jest wyspą Fausta, na cześć Fausta Vrančicia – wybitnego wynalazcy, uczonego, filozofa i biskupa z przełomu XVI i XVII wieku. To na niej spędził dzieciństwo, wracał myślami i został pochowany. Dziś na wyspie działa Centrum Pamięci jego imienia – miejsce, gdzie historia łączy się z wyobraźnią.
Czy to możliwe, że spacerując nadmorską ścieżką lub siedząc na kamiennym murku na wyspie Prvić, wymyślił swój słynny projekt spadochronu? Być może. Bo ta wyspa, choć niewielka, tchnie spokojem, który rodzi wielkie idee.
Prvić składa się z dwóch malowniczych miejscowości: Luka (Prvić Luka) i Šepurine, oddalonych od siebie zaledwie o kilometr. To tak mało, że samochód byłby zbędny – i na szczęście właśnie tak tam uważają. Człowiek przemieszcza się pieszo, wolno, zatrzymując się przy lawendzie, przysiadając przy kawie, słuchając fal.
Pachnie tu lawendą, rozgrzaną skałą, solą i rybami prosto z łodzi. Prvić nie lubi hałasu – szeptem przypomina, jak piękne może być życie.
Zlarin – złota, zielona i koralowa wyspa

U wejścia do kanału św. Antoniego, niedaleko Szybenika, znajduje się wyspa, która jakby wymknęła się pośpiechowi współczesności. Zlarin przyciąga nie tylko zapachem sosen
i dźwiękiem fal, ale też ciszą, która tam naprawdę ma znaczenie. To jedno z wyjątkowych miejsc, gdzie samochody nie mają wstępu – ich rolę pełnią traktory do przewozu towarów oraz ciche elektryczne wózki.
Zlarin nazywana jest złotą, zieloną i koralową wyspą. Złotą – bo słońce zdaje się tu świecić inaczej, dłużej i cieplej. Zieloną – bo niemal całą wyspę porastają bujne sosnowe lasy.
A koralową – bo od XV wieku mieszkańcy wyspy trudnią się połowem i obróbką korali, tworząc z nich ręcznie unikalną biżuterię. Dziś tradycję tę można poznać odwiedzając lokalne muzeum korali – dochodząc do niego pieszo, albo… łapiąc „stopa” w postaci wózka elektrycznego.
Zlarin zachwyca także architekturą – są na nim XVII-wieczne kościoły, wieża zegarowa Leroj oraz urokliwe, wąskie uliczki, w których łatwo się zgubić i jeszcze łatwiej odnaleźć.
Żeglarze uwielbiają Zlarin za naturalnie osłonięty port i dobre warunki do kotwiczenia, a ci, którzy raz tam przypłyną, często wracają – po spokój, po zachody słońca, po coś, czego nie da się do końca opisać. Może właśnie po milczenie, które słychać najlepiej tam, gdzie nie ma samochodów.
Zdjęcia: ChWT
