PRZEWODNIKI BEZDROŻY: KIJÓW

Wydawnictwo „Bezdroża” wznowiło, uzupełniony i poprawiony, przewodnik po Kijowie. Mimo dosyć skromnej objętości, jest to, moim zdaniem, chyba najlepszy z dotychczas wydanych po polsku. Przynajmniej w części poświęconej historii miasta. Chociaż proponowane trasy zwiedzana, jak również opisy najważniejszych zabytków, mimo iż przeważnie zwięzłe, zawierają równocześnie wszystkie istotne fakty i wiele dodatkowych, łącznie z ciekawostkami. A znam to miasto, jak sądzę, bardzo dobrze od ponad pół wieku, w tym z 6 – letniej pracy w nim jako korespondenta polskiej prasy i nadal regularnych kontaktów. Tym łatwiej więc mi ocenić pracę innych. Co nie oznacza, że nie ma w tym przewodniku opinii niekiedy kontrowersyjnych, błędów czy pominięć – o czym niżej.

Jak już wspomniałem, znakomity jest rozdział 2 – Informacje historyczno – krajoznawcze, a zwłaszcza przedstawienie dziejów Kijowa. Napisany w oparciu o liczne źródła, z wieloma mało znanymi szczegółami – również polskiej w nim obecności w przeszłości. Wiele dodatkowych, przeważnie bardzo ciekawych informacji zamieszczono w ramkach.

 

Dowiedzieć się więc można o narodzinach tej „Matki grodów ruskich” ( IX-XII w. ), chociaż trochę również o okresie wcześniejszym, gdyż Kijów ma ponad 15 wieków historii. O ważnych okresach: od najazdu tatarskiego do dominacji litewskiej ( XIII-XVI w. ), podległości Rzeczypospolitej i epoce mohylańskiej ( XVI-XVII w. ), pod panowaniem władców Wszechrusi i trudnym wieku XX.

 

Ciekawe są zamieszczone w tekście opinie polskich pisarzy, jak również – na przykładzie wybranych cytatów od XII – wiecznej „Opowieści minionych lat” kronikarza Nestora - po Michaiła Bułhakowa – samych mieszkańców o tym mieście. Przydatne dla polskich turystów są informacje o sztuce cerkiewnej i Cerkiewne ABC. To samo można napisać o informacjach praktycznych: o różnych możliwościach dojazdu do Kijowa z Polski, poruszania się na miejscu, noclegach – z wykazem hoteli. Z ich nazwami, adresami, charakterystyką, numerami telefonów i adresami portali internetowych.

 

Szkoda jednak, że pominięte zostały najnowsze: „Hyatt” ( którego szklane ściany stanowią świetne tło dla pomnika Bohdana Chmielnickiego ) przy Placu Sofijskim, „Intercontinental” na ul. Wełykoj Żytimirśkoj koło Placu Michajłowskiego, „Radisson” też na Wełykoj Żytomirśkoj, zrewaloryzowany „Chreszczatyk” na Chreszczatyku i co najmniej parę innych. Dobra jest informacja o wyżywieniu, kulturze i sztuce – z listą muzeów i galerii sztuki, rozrywkach itd.

 

Co prawda jest w tych informacjach trochę błędów lub co najmniej dyskusyjnych określeń, ale nie zmienia to wysokiej oceny całości. Tak np. hotel „Bratysława” jest nie na prawym, jak można przeczytać, brzegu Dniepru, lecz na lewym. Dworzec Centralny nazywany jest w przewodniku niewiadomo dlaczego Głównym, chociaż nadal jego najpopularniejszą nazwą jest Kiew Passażirskij. Sławny staroruski epos, to wg. polskiej tradycji „Słowo o wyprawie ( a nie dosłownym tłumaczeniu oryginału: pułku ) Igora”. Kaffa, czyli współczesna Teodozja na Krymie, nigdy nie była włoska, bo wówczas pojęcie to nie istniało, lecz genueńska.

 

Trudno autorom zdecydować się, ilu mieszkańców liczy Kijów. W ramce na str. 59 – „Kijów w pigułce” jest to 2,7 mln mieszkańców - z rokiem 2009 w nawiasie. Na str. 42 „dwuipółmilionowy Kijów”. A na str. 70 „W trzymilionowym Kijowie”... Różnice spore. Według danych, jakimi dysponuję z kręgów mera miasta, to liczba jego mieszkańców zbliża się już do 4 milionów.

 

Dosyć dowolne jest stwierdzenie autorów, że głębokość kijowskiego metra stanowi pamiątkę po stalinizmie i obawy przed III wojną światową. Tymczasem prawda jest banalnie prosta. Wystarczy zresztą popatrzeć na miasto, którego zabytkowe i współczesne centrum położone jest na dosyć wysokich wzgórzach, a najstarsza, „czerwona” linia metra pokonuje Dniepr na specjalnym moście i dalej, na lewym brzegu, biegnie po powierzchni ziemi. I żeby zachować poziom tej linii, w takich miejscach jak stacje: „Arsenalna”, górne wyjście ( do Teatru Iwana Franko ) ze stacji „Chreszczatyk”, „Uniwersytet” czy „Złote Wrota”, metro musi być głębokie.

 

Bardzo dobra jest również część ściśle przewodnikowa, obejmująca propozycję zwiedzania miasta 5 trasami. Rzeczywiście znajdują się na nich jeżeli nie wszystkie, to na pewno obiekty i miejsca warte przede wszystkim zobaczenia. Chociaż dodałbym do nich jeszcze żeński Monastyr Preobrażeński w Zaułku Bechterewskim w pobliżu Placu Lwowskiego oraz dwa monastyry na obrzeżach miasta: Teofanow i Kitajewśku Pustyń.

 

A także Ogród Botaniczny Narodowej Akademii Nauk, do którego np. w maju, w okresie kwitnienia bzów – a jest ich tam blisko 600 odmian – ściągają ich miłośnicy z całego świata. Czy Uniwersytecki Ogród Botaniczny w centrum, przy Bulwarze Szewczenki. Zresztą tereny zielone, z Puszczą Wodicą, do której jeździ się…tramwajem, to wyjątkowo mocna strona tej, podobno najbardziej zielonej stolicy w Europie.

 

Wróćmy jednak do tras i zabytków. Najważniejsze z nich, zwłaszcza Sobór Sofijski, Pieczerska Ławra i jeszcze kilka opisane zostały szczegółowo i ze znawstwem. Z najcenniejszych, chyba tylko Cerkiew św. Cyryla z XII w. ze wspaniałymi freskami, potraktowana została trochę po macoszemu, chociaż wszystkie najważniejsze informacje na jej temat oczywiście są.

 

Dyskusyjne jest określenie cerkwi Dziesięcinnej, jako najstarszej w Kijowie. Od wieków zresztą nie istniejącej. Na jej miejscu zachował się tylko zarys fundamentów, od chyba 3 lat otoczonych płotem, gdyż ma być odbudowywana od podstaw. Tak jak wcześniej staroruska cerkiew Zaśnięcia Bogurodzicy Pryhoszczej na Podole i wysadzony w 1937 roku monastyr Michajłowski. Do ciekawie przedstawionej historii tej zbrodni przeciwko kulturze warto tylko dodać, że w koszmarnym gmaszysku zbudowanym na miejscu również zburzonej wówczas cerkwi Trzech Świętych, obecnie siedzibie MSZ, mieścił się uprzednio Komitet Centralny Komsomołu Ukrainy.

 

A co do najstarszej kijowskiej cerkwi, to pierwszą znaną była jednak św. Ilji na Podole, co na ścianie jej następczyni z XVII w. pod tym samym wezwaniem, przypomina tablica o podpisaniu w niej w 945 roku, a więc 43 lata przed chrztem Rusi, umowy między księciem kijowskim Igorem Rurykowiczem i cesarzem bizantyjskim Romanem. Uzupełnień informacji w tym przewodniku przydałoby się zresztą więcej.

 

W opisie ( Trasa nr 1 ) skweru między placami Sofijskim i Michałowskim, obok informacji o kopii ( oryginał jest w Krakowie ) posągu Światowida, warto dodać, że w jego pobliżu znajduje się również studnia – fontanna przedstawiająca zwierzę podobne do lwa, z pyska którego leje się strumień wody, kopia XII–XIII - wiecznej z Perejasławia Chmielnickiego. Ulubione miejsce zabaw dzieci, dla których obok jest specjalny plac z huśtawkami, zjeżdżalniami itp.

 

Na Trasie nr 2 obok opisu stadionu Dynama Kijów warto dodać, że po drugiej stronie ulicy, na wprost jego głównego wejścia i u podnóża schodów do Muzeum Narodowego, w 2006 roku odsłonięto pomnik jednego z najwybitniejszych polityków Niepodległej Ukrainy, przywódcy „Ruchu” – Wiaczesława Czornowoła. Zaś pisząc o Domu Ukraińskim – wcześniej Muzeum Lenina wspomnieć, że aby je zbudować, ścięto w barbarzyński sposób część sławnej Wołodymirskiej Horki, która dochodziła aż do obecnego Placu Europejskiego i początku zjazdu na Podół.

 

Te uwagi nie zmieniają mojej wysokiej oceny przewodnika. Trudno mi natomiast zrozumieć, dlaczego znalazło się w nim miejsce na opis Czarnobyla i historii awarii w tamtejszej elektrowni jądrowej. Jeżeli już – a moim zdaniem warto było – wskazywać czytelnikom możliwości ciekawych wypadów w okolice Kijowa, to przede wszystkim do bogatego w zabytki Czernihowa, który też przez blisko 100 lat znajdował się w granicach Rzeczypospolitej. A po drodze do Kozielca. Na południe zaś przynajmniej do Białej Cerkwi i Perejasławia Chmielnickiego. Sądzę jednak, że edycja tego przewodnika nie skończy się na dwu wydaniach, bo zasługuje on na kolejne.

 

 KIJÓW. MIASTO ZŁOTYCH KOPUŁ. Autor: Aleksander Strojny i grono współpracowników. Wydawnictwo Bezdroża, wyd. 2, Kraków 2009, str. 172.