SŁOWACJA: DEVIN – GRANICA ŚMIERCI I WOLNOŚCI

 

 

Na wysokiej skale u ujścia rzeki Morawy do Dunaju, w pobliżu starych brodów przez tę drugą, wielką europejską rzekę, wznoszą się ruiny zamku Devin. Od 1961 r. jest on słowackim narodowym pomnikiem kultury.

 

Dzieje tego miejsca są długie, a znaczenie w przeszłości ogromne. Podobnie jak jego najbliższe otoczenie także współcześnie. Z badań archeologicznych wynika, że ludzie mieszkali tu już we wczesnej epoce kamiennej.

 

W starszej epoce brązu znajdowała się umocniona osada ludzi tzw. kultury madiarowskiej. Z okresu środowej epoki brązu znaleziono pochówki środkowo dunajskiej kultury kurhanowej.

 

 

JUŻ W CZASACH PREHISTORYCZNYCH…

 

Po koniec epoki brązu ponownie pojawiła się umocniona osada, zaś z okresu wczesnej epoki żelaza badacze natrafili na pozostałości domów, warsztatów rzemieślniczych i obiektów kultowych. W I wieku p.n.e. osiedlili się w tym miejscy Celtowie. Archeolodzy znaleźli pozostałości ich warsztatów rzemieślniczych i domów oraz stwierdzili, że w trzecim dziesięcioleciu tego wieku zostały one zniszczone przez najazd oddziałów germańskich.

 

Świadczyły o tym osmalone ruiny i znaleziska przedmiotów pochodzenia germańskiego. Pod koniec I w p.n.e. Rzymianie rozszerzając swoje imperium do środkowego Dunaju, włączyli Devin do systemu jego obrony nazywanego Limes Romanus. Stał się on jednym z przyczółków obozu wojskowego XIV i XV legionów. Z tego okresu znaleziono resztki kilkupiętrowej drewnianej łaźni, ceramikę, monety, a także wiele przedmiotów codziennego użytku.

 

Natrafiono również na fundamenty pierwszych budowli kamiennych. Najważniejszą z nich okazała się wczesnochrześcijańska świątynia z II połowu IV w n.e. odkryta w pobliżu zachodniej bramy gotyckiej. Niektóre znalezione, banalne wydawałoby się przedmioty, okazywały się rewelacjami. Za taki uważa się bochenek chleba upieczonego na zakwasie. Unikalnego wówczas w warunkach europejskich, pochodzący z okresu wielkiej wędrówki ludów w V w n.e.

 

Słowianie centralną część dawnego grodziska zasiedlili dopiero w VIII w. Ich osada rozrosła się w czasach Państwa Wielkomorawskiego. Do tego stopnia, że pierwsza wzmianka o Devinie, nazwanego Dowine, pojawiła się Kronikach z Fuldy w 864 r. Na południowo wschodnim wzniesieniu tego grodziska stała świątynia z trzema apsydami.

 

TWIERDZA STEFANA BATOREGO

 

Wewnątrz była ona ozdobiona malowidłami ściennymi o tematyce roślinnej i figuralnej, a w pobliżu fundamentów tej świątyni znaleziono 6 grobów z bogatym wyposażeniem. Po upadku Państwa Wielkomorawskiego tutejsze umocnienia wykorzystywane były przez miejscową ludność do stworzenia osady, która istniała od X do XIII w. Jego cmentarzem było wzgórze z ruinami zburzonej świątyni.

 

W pobliżu zbudowano wieżę strażniczą. Piszę o tym tak szczegółowo, gdyż niewiele zabytkowych miejsc, nie tylko na Słowacji, ma tak starą i tak dobrze udokumentowaną przeszłość. W XIII w. Devin stał się królewskim zamkiem i nadgraniczną twierdzą Królestwa Węgier. Pierwsza pisana wzmianka o nim z 1223 r. informuje, że stał się on własnością austriackiego księcia Leopolda VI z dynastii Babenbergów.

 

W tamtych czasach na szczycie skały wznosiła się sześciokątna wieża mieszkalna otoczona fosą z podnoszonym drewnianym mostem przez nią. W 1419 roku król Zygmunt Luksemburski podarował Devin palatynowi Mikulaszowi (Mikołajowi) III z Gary. Jego potomkowie władali nim do 1460 roku. W ciągu tych kilkudziesięciu lat zdołali umocnić całe terytorium twierdzy. Ponadto wybudować pałac, przebudować górną część naskalną i wznieść inne budynki, a także wykopać 55 metrowej głębokości studnię.

 

Przez niespełna 7 lat, od 1521 do 1527 r., Devin stanowił własność hrabiów ze Świętego Jura i Pezinka – istniejących do dzisiaj miejscowości odległych o kilkadziesiąt kilometrów. Następnie cesarz Ferdynand I Habsburg podarował tę twierdzę Stefanowi Batoremu. Ród Batorych władał nią do 1605 roku i w ciągu tych niespełna 80-ciu lat zbudował na środkowym dziedzińcu renesansowy pałac, zaś u ujścia Morawy do Dunaju wieżę strażniczą nazwana „Mniszką”.

 

NA STRAŻY „ŻELAZNEJ KURTYNY”

 

Ostatnim władcą Devina był, od 1635 roku, był szlachecki ród Palfich. Kres świetności twierdza „zawdzięcza” wojskom Napoleona I, które w roku 1809 wysadziły ją w powietrze. Od tamtej pory przez ponad 1,5 wieku resztki tutejszych budowli popadały w ruinę. Dopiero w 1965 roku rozpoczęto bowiem na górze zamkowej systematyczne prace archeologiczne oraz zabezpieczające.

 

Obecnie można zwiedzać dosyć imponujące ruiny średniowiecznego zamku i twierdzy, resztki fundamentów budowli z okresu rzymskiego i wielkomorawskiego, wspomnianej już chrześcijańskiej świątyni z IV w. n.e. A także wiele innych fragmentów i pozostałości na rozległym terenie. U podnóża zamku jest hotel, restauracje i inne elementy infrastruktury turystycznej.

 

W pieczarach górnej skały znajduje się ciekawa i warta zobaczenia ekspozycja przedstawiająca dzieje Devina. Z uzyskanych tam informacji korzystałem pisząc o przeszłości tego miejsca. Ze szczytu jednej z baszt w zachowanych ruinach roztacza się piękny widok na okolicę. Zwłaszcza na ujście Morawy do Dunaju oraz ruch statków po tej rzece. U podnóża zamku, na nadmorawskiej łące, znajduje się miejsce pamięci narodowej.

 

Kamienny pomnik w kształcie prostokątnej futryny bramy, postrzelanej przez kule. Przypomina on, a także pamiątkowa tablica, że w miejscu tym znajdowała się słynna „Żelazna Kurtyna” – granica oddzielająca państwa „obozu socjalistycznego” od „wolnego świata” czyli reszty Europy. W Polsce nie mieliśmy jej, chociaż granice państwowe PRL były dosyć dokładnie strzeżone. Zwłaszcza wschodnia – z ZSRR – przez naszych sąsiadów – „Kraj Rad”.

 

Współczesnym pokoleniom trudno sobie chyba wyobrazić, że nasze bałtyckie plaże były codziennie wieczorem bronowane, aby łatwiej, po śladach, było ścigać uciekinierów z „socjalistycznego raju”. Czy, że np. na przejście oznakowanym szlakiem turystycznym (!) z Tatr Zachodnich w Wysokie przez Czerwone Wierchy wymagało wcześniejszego uzyskania zgody placówki Wojsk Ochrony Pogranicza, którą otrzymywali daleko nie wszyscy…

 

OFIARY KOMUNISTYCZNEGO TERRORU

 

W krajach graniczących z Europą zachodnią: w NRD, Czechosłowacji i na Węgrzech sytuacja była inna. Granica była przedzielona murem – jak w Berlinie na odcinkach granicznych z zachodnią częścią tego miasta, bądź zasiekami z drutu kolczastego. A nawet zabezpieczone minami sygnalizacyjnymi i zabijającymi. Z wież strażniczych przez całą dobę obserwowano, czy ktoś nie usiłuje jej sforsować, a do „uciekinierów” strzelano bez ostrzeżenia.

 

Tablica w Devinie przypomina, że podczas prób ucieczki z „sowieckiego” raju przez Żelazną Kurtynę zastrzelono na terenie Słowacji ponad 400 ludzi. Granica tego kraju z Austrią przebiegała – i nadal przebiega identycznie, tyle, że obecnie jest tylko kreską na mapie – środkiem niezbyt szerokiej rzeki Morawy, a następnie środkiem głównego nurtu Dunaju. Przepłynięcie tej dużej rzeki w sposób niezauważalny było trudne, chociaż były i takie próby.

 

Morawę otaczają natomiast porośnięte krzewami i drzewami łąki zalewowe. Wystarczało więc, jak się niektórym wydawało, przedostać się przez zasieki z drutu kolczastego, ominąć miny i inne pułapki, przepłynąć przez rzekę i już znaleźć się w „wolnym świecie”. Niektórym udawało się to. Ale daleko nie wszystkim. Była to prawdziwa granica śmierci. Przypomina ją tu nie tylko wspomniany pomnik, ale także pozostawione nieco dalej fragmenty dawnych granicznych drutów kolczastych.

 

MOST WOLNOŚCI

 

Dla kontrastu jest również współczesna „Granica Wolności”. Około 5 km od Devina w górę Morawy znajduje się nadgraniczna miejscowość Devinska Nova Ves. Zamieszkana głównie przez potomków Serbów, którzy przesiedlili się tu w XVI w. uciekając z ojczyzny przed tureckimi prześladowaniami i przymusową islamizacją. Wybudowali, zachowany dotychczas, renesansowy kościół p.w. Ducha Świętego i do dzisiaj zachowują język i tradycje przodków.

 

W czasach cesarzowej Marii Teresy (1717-1780) był w niej most przez Morawę, stanowiący lokalną trasę do Wiednia. Po drugiej stronie znajdowała się i znajduje nadal austriacka wieś Schlosshof. W ub. roku oddano tu do użytku nowy most, pieszo - rowerowy, między tymi miejscowościami. Wybudowano go przy znacznej pomocy unijnej, w ramach aktywizacji regionów trans granicznych w latach 2007 – 2013, w tym przypadku austriacko – słowackiego.

 

Ten piękny most, wyprofilowany został tak, że nad głównym nurtem rzeki wznosi się on na 7 m ponad powierzchnię wody. Co nawet przy wysokim jej stanie pozwala na przepływanie pod nim żaglówek z masztami czy większych łodzi. Ma z trasą dojazdową aż 955 m, a sama konstrukcja mostu liczy 525 m, gdyż przebiega on także ponad wspomnianymi już terenami zalewowymi rzeki.

 

Stanowi ważny fragment oznakowanej trasy rowerowej prowadzącej od Devina, przez Devinską Nową Wieś do wsi i zamku Schloss Hof w Austrii, a następnie Hainburga nad Dunajem i Schlossbergu. W pobliżu mostu ustawiono pamiątkowy kamień z napisem „Most Slobody” (Most Wolności) i datą oddania go do użytku: 22.9.2012.

 

REJSY PO DUNAJU

 

Do Devina przypłynęliśmy z Bratysławy, wracając do stolicy tą samą drogą, rejsowym statkiem wycieczkowym. Od 22 kwietnia do 29 września pływają one po dwa razy dziennie: o 10.00 i 14.30. Z tym, że przed głównym sezonem i po nim tylko w soboty i niedziele. Podróż pod prąd trwa 1,5 godziny, powrotna (rejsy o 12.30 i 17.30) z prądem tylko 30 minut.

 

Bilet dla osób dorosłych w obie strony kosztuje 8 €, w jedną 6 €. Dzieci od 2 do 15 lat odpowiednio 6 i 5 €. Przewóz roweru: 2 €. Jest to bardzo przyjemna wycieczka, gdyż w zasięgu wzroku ma się najpierw bratysławska Starówkę, mosty i zamek. A później nowe budownictwo, w tym luksusowych hotelu, następnie zaś zieleń po obu stronach granicy, cały czas mijane statki i łodzie, a wreszcie już z oddala widoczny Devin.

 

Do jego zabytkowych ruin można dojechać również samochodem w ciągu 20 minut, gdyż znajdują się one tuż za współczesnymi rogatkami słowackiej stolicy. Skoro o flocie dunajskiej mowa, to wspomnę, że na tej ruchliwej rzece spotyka się statki towarowe i pasażerskie z banderami różnych krajów. Oprócz dominujących: austriackiej i słowackiej widziałem holenderską, niemiecką, węgierska, serbska, rumuńską, a nawet turecką.

 

Bratysława ma z Wiedniem stałe i wygodne połączenie flotą rzeczną. Przy czym są to chyba jedyne nie tylko w Europie stolice dwu krajów, drogę między którymi można tak szybko pokonać drogą wodną. Podróż z centrum Bratysławy do centrum Wiednia trwa 1,45 h, z powrotem 1,5 h i kosztuje z zależności od rodzaju statku w obie strony 29 – 38, w jedną zaś 18 – 23 €.

 

Można również wybrać się na 105 minutowe (powrót 95 minut) turystyczne rejsy panoramiczne z Bratysławy do Wiednia, z oglądaniem nabrzeży między tymi miastami. Dzieci mają 50% zniżkę, natomiast młodzież gimnazjalna, studenci i seniorzy 10%. Organizowane są także 45 minutowe wycieczki statkami po Dunaju na odcinku Bratysławy i jej okolic.

 

Zdjęcia autora