SŁOWACJA: MAŁOKARPACKI SZLAK WINNY

 

Słowackie wina nasi przodkowie pijali już od czasów średniowiecza. Przy czym… nie wiedząc o tym. Popularne w Polsce „węgrzyny”, czyli wina węgierskie, pochodziły bowiem bardzo często z winnic słowackich. Tyle, że ziemie słowackie przez 10 wieków wchodziły w skład Królestwa Węgier. A jego mieszkańcy nazywani byli Węgrami, podobnie jak Litwinami Polacy, Białorusini i inne nacje mieszkające na ziemiach Wielkiego Księstwa Litewskiego. Ján Bošnovič, dyrektor Słowackiego Centrum Turystyki w Warszawie twierdzi nawet, że znane powiedzenie „Polak – Węgier dwa bratanki i do szabli i do szklanki” dotyczy nie Węgrów, ale Słowaków.

 

 

 

NIE MA AKCYZY OD WINA !

 

Bo z nimi, jako z najbliższymi sąsiadami w królestwie węgierskim, Polacy mieli przede wszystkim kontakty. Zwłaszcza, że ułatwiał je brak bariery językowej. A niech ktoś spróbuje dogadać się z etnicznym Węgrem nie znającym żadnego języka obcego… Zapewne ma sporo racji, mnie to przekonuje, chociaż nie zapominam o naszych bliskich związkach także z Madziarami.

 

Że wspomnę o czasach Stefana Batorego, ich stosunku do polskich uchodźców w latach II wojny światowej czy Polaków do Węgrów w trakcie i po powstaniu w Budapeszcie w 1956 roku. Współcześnie z oboma narodami byłego Magyar Kiraly mamy doskonałe stosunki. A jeżeli chodzi o wina, to zarówno węgierskie jak i słowackie mają u nas licznych amatorów.

 

Chociaż te drugie dopiero przebijają się do naszej świadomości jako znakomite. Pisałem w ub. roku przy okazji relacji ze Święta Wina w Koszycach o tamtejszych trunkach, także rewelacyjnych słowackich tokajach. Chociaż pochodzą one zaledwie z 10% powierzchni tego sławnego winiarskiego regionu, gdyż jego 90% znajduje się na Węgrzech.

 

Od czasu usamodzielnienia się Słowacji oraz dokonanych w niej przemian społeczno – gospodarczych, a zwłaszcza momentu wstąpienia, razem z nami i 8 innymi państwami, do Unii Europejskiej, winiarstwo słowackie rozwija się niezwykle dynamicznie. Odgrywając coraz bardziej znaczącą rolę w gospodarce kraju. Źródła tego są dwa, przy czym oba bardzo ważne.

 

Pierwszy, to dofinansowywanie do 70% ze środków unijnych zakupu ziemi pod winnice oraz tworzenia nowych zakładów winiarskich. Drugie natomiast, to nieistnienie na Słowacji, w co Polakowi trudno uwierzyć, akcyzy na wino.

 

Dlatego wina słowackie na miejscu są znacznie tańsze, niż kupowane u nas w sklepach. Warto aby nasze ministerstwo finansów zainteresowało się tym. Bo i u nas może okazać się, że rezygnacja z wpływów budżetowych z tego źródła zwiększy je z innych, towarzyszących winu. Przede wszystkim z gastronomii i turystyki.

 

DWADZIEŚCIA WIEKÓW TRADYCJI

 

Wina na ziemiach słowackich produkuje się już od dwu tysięcy lat. Obecnie zarówno powierzchnia winnic, jak i wytwórstwo wina rosną dynamicznie. W 2010 roku, a każdy następny przynosi kolejne setki hektarów, winnice zajmowały 22 000 ha. Wytworzono około 400 tys. hektolitrów wina, odpowiednik 2/3 krajowego spożycia tego trunku.

 

A przecież pija się na Słowacji także wina z całego świata. Przy czym słowackie wina zdobywając prestiżowe medale i nagrody na międzynarodowych i światowych targach oraz wystawach winiarskich, cieszą się coraz większą popularnością. W kraju istnieje sześć regionów winiarskich: Małokarpacki, Południowosłowacki, Środkowosłowacki, Nitrzański, Wschodniosłowacki i Tokajski.

 

O powierzchniach – dane także z 2010 roku, a więc już trochę nieaktualne – od 5.359 do 908 ha. Produkuje się w nich zarówno znane w świecie gatunki win, jak białe Veltlinske zelené, Rizlingi, Pinot Blanc i wiele innych, w tym regionalnych. Z czerwonych m.in. Cabernet Sauvignion, Frankovka modrá oraz różnorodne tokaje. Największym obszarowo, chociaż „depcze mu po piętach” region Południowosłowacki, jest region Małokarpacki.

 

Właśnie w nim byłem ostatnio w ramach wyjazdu prasowego zorganizowanego przez SCT w Warszawie. Rozciąga się on od Bratysławy, na południowy wschód do Trnavy oraz trochę bardziej na północ do Hornych Orešan i Smolenic. Obejmuje kilkadziesiąt miejscowości, w tym większość mało znanych wiosek, chociaż także kilka, poza stolicą i Trnavą, miast i miasteczek, z których największym jest 22-tysięczny Pezinok.

 

PROMOCJA WINA I TURYSTYKI

 

Tutejsi winiarze współpracują ze sobą w Stowarzyszeniu Małokarpacki Szlak Winny liczącym ponad 360 członków indywidualnych i grupowych. Zajmuje się ono nie tylko sprawami branżowymi, ale także tworzeniem i rozbudową turystyki, jak ją określa w folderze w języku polskim, „opartej na wrażeniach z wina w całej jego złożoności oraz na małokarpackim krajobrazie z delikatnymi liniami stoków winnic.”

 

W tym samym źródle przeczytałem, że przed 20 laty lokalnych producentów wina, którzy jego jakością byli w stanie konkurować na zagranicznych konkursach, można było policzyć na palcach jednej ręki. Obecnie ich lista jest długa. Zainteresowanych szczegółami odsyłam na strony: www.mvc.sk. Stowarzyszenie organizuje co roku kilka wielkich imprez promocyjnych.

 

Ich kalendarz jest na wspomnianych już stronach internetowych. Od kilkunastu już lat najważniejszy jest Dzień Otwartych Piwnic, który w br. objął ich 142 w kilkudziesięciu miejscowościach. Wystarczyło wykupić karnet, do którego dołączona była torebka na szyję, podobna do tych na dokumenty.

 

Ale w tym przypadku na szklany kielich degustacyjny z pamiątkowym napisem, aby móc w każdej z tych piwniczek degustować wino, a najbardziej smakujące także kupić. Dodam, że małokarpackie piwnice winne różnią się nieco od znanych z innych krajów środkowo europejskich, np. z Austrii, Czech, Węgier, a także niektórych regionów Słowacji.

 

Nie ma tu bowiem rzędów lub całych ulic piwnicznych obok siebie, czy piwniczek w winnicach. Są natomiast kamienne piwnice pod domami, ewentualnie tam, gdzie wino magazynowano już od średniowiecza. Zaś w dużych i nowoczesnych zakładach produkujących te trunki, bezpośrednio w nich. Atmosfera tych piwnic jest niepowtarzalna i warto przeżyć ją osobiście.

 

Z wieloma atrakcjami, starym nierzadko wyposażeniem, grającymi ludowymi kapelami, a przede wszystkim wyborami win od, rzadko, kilku, przeważnie kilkunastu, do, w dużych, kilkudziesięciu gatunków. Przy czym nie ma pijaństwa, chociaż niektórym gościom wieczorami (impreza trwa 2 dni) trochę „kurzy się z łbów”. Dlatego przezorni przyjeżdżają taksówkami lub z niepijącym kierowcą.

 

CIEKAWE ZABYTKI I REZERWATY PRZYRODY

 

Wiele miejscowości, nawet niewielkie wioski, na Małokarpackim Szlaku Winnym ma sporo ciekawych atrakcji poza winnymi piwniczkami. We wspomnianym już Pezinku, dawnym mieście królewskim, a obecnie regionalnym centrum gospodarczym, kulturalnym i administracyjnym, warto, poza zabytkami architektury, zwiedzić Muzeum Małokarpackie, Galerię Sztuki Naiwnej oraz Narodowy Salon Win.

 

Inne stare miasto królewskie, 5-tysięczny Svätý Jur, ma zachowane zabytkowe śródmieście, obecnie rezerwat architektury. Ponadto pozostałości słowiańskiego grodziska, ruiny zamku, a także XVII-wieczne: pałac, kościół św. Jerzego i mury obronne. A w okolicach rezerwat przyrody Šúr – ewenement w Europie środkowej i Jezioro Jurskie będące obszarem chronionym.

 

W niewielkich Dol’anach, miejscowości pielgrzymkowej, jest kościół św. Leonarda na kalwarii oraz św. Katarzyny – oba z XIV w. W Král’ove pri Senci barokowy most. W Limbach m.in. XV-wieczny kościół św. Teobalda i rezerwaty przyrody. W niespełna 9-tysięcznej Modrej, również dawnym mieście królewskim, słynnym też z działalności wielu działaczy słowackiego odrodzenia narodowego w XIX w., zachowane zabytkowe śródmieście.

 

A oprócz winiarstwa także tradycje produkcji majoliki. We wsi Nová Dedinka XIII-wieczny kościół św. Apostołów Filipa i Jakuba. A to tylko przykłady. Te poza winiarskie atrakcje promuje również wspomniane Stowarzyszenie. Proponując np. dwudniowe wycieczki po grzbiecie Małych Karpat z noclegiem (wino do kolacji jest czymś oczywistym) w Pezinskiej Babie, Modrej – Harmónii lub Zochovej Chacie. Sieć utwardzonych dróg leśnych idealnych na pół i całodniowe wycieczki rowerowe.

 

Poznawanie całego łańcucha zamków i ich ruin oraz historycznych rekonstrukcji dawnych grodzisk. Prowadzi on od Bratysławy do Smolenic przez Devin, zamek bratysławski, Biały Kamień, wspomniane już grodzisko w Św. Jura, zamek w Pezinku, Czerwony Kamień, Molpir i zamek w Smolenicach.

 

Zaś zimą zapraszają do narciarskich kurortów Pezinska Baba oraz Moda – Zochová Chata. A wszystko to w odległości około 200 km od granicy polsko – słowackiej. Naprawdę warto tu przyjechać!

 

Zdjęcia autora