SZKOCJA: BRITANNIA W GALERII HANDLOWEJ

 

 

To istotnie nieco zaskakujące… Żeby znaleźć się na pokładzie Królewskiego Jachtu HMY „Britannia” trzeba wejść do normalnej galerii handlowej, bardzo zresztą eleganckiej, nacisnąć w windzie odpowiedni przycisk, aby wydostać się na specjalną wieżę, od której odchodzi kilka pięter specjalnych pomostów prowadzących na poszczególne pokłady.

 

Legitymacja Globtrotera powoduje, że stałem się gościem organizacji charytatywnej Royal Yacht Britannia Trust, która zarządza tą największą atrakcją Edynburga, a nawet całej Szkocji.

 

 

Zarządzanie statkiem stanowi niezły interes zważywszy, że rocznie odwiedza ten najciekawszy obiekt Edynburga ponad 300 tys. turystów, którzy płacą średnio 10 funtów za wejście, ponadto zostawiają sporo pieniędzy przede wszystkim w królewskim Tea Roomie, dość wytwornej restauracji, gdzie pije się nie tylko angielska herbatkę z mlekiem, ale jada tradycyjne szkockie lancze, pije dobre wino i zostawia jeszcze spore pieniądze na zakupy pamiątek związanych ze słynnym jachtem.

 

Czy jednak królewski statek zarabia na woje utrzymanie, podatki, miejsce „parkingowe” trudno powiedzieć. Nikt nie chciał udzielić odpowiedzi, tym bardziej, że takie finansowe tematy nie budzą większego zainteresowania. Jachty królewskie to była jedna z brytyjskich tradycji od czasów restauracji monarchii po okresie rządów Olivera Cromwella, brytyjskiego Lorda Protektora.

 

Karol II kazał zbudować jacht „Mary” i od tego czasu po morzach i oceanach świata pływały 83 jednostki przeznaczone tylko dla aktualnie panującego, jego rodziny i gości. Ostatnie jachty to „Alexandra” w służbie w latach 1908-1925 oraz „Victoria i Albert III”, który pływał 36 lat dla dynastii Windsorów.

 

Jacht „Britannia” zbudowano z inicjatywy Jerzego VI w Szkocji w stoczni „John Brown an co. Ltd” w Clydebank, a samą realizację nadzorowała osobiście następczyni tronu, która chciała aby statek stanowił wiejską przytulna rezydencję ze wszystkimi jej zaletami. Koniecznie musiał być kominek.

 

– O ,nie – zaprotestował Pierwszy Lord Admiralicji, na brytyjskich statkach przepisy nie pozwalają na używanie otwartego ognia. Więc pomysł upadł, ale nie do końca. Elżbieta przystała w końcu, aby w saloniku, gdzie podawać miano popołudniowa herbatę zainstalować kominek elektryczny…

 

W ulewnym deszczu 16 kwietnia 1953 roku w obecności 30 tys. fanów Elżbieta nadała statkowi imię Britannia. Nie była jeszcze królową, koronacja miała miejsce dopiero dwa miesiące póżniej. Na owe czasy to był naprawdę piękny statek, mający niewiele wspólnego z jachtem. Zmontowano wprawdzie trzy duże maszty, z których grot ma 42m wysokości, ale nie niosły one nigdy żagli.

 

Właściwie zaprojektowano go jako statek szpitalny, co w okresie ostrej fazy ówczesnej zimnej ale i gorącej wojny (Korea) było ze wszech miar praktyczne. Na szczęście spośród 696 podróży oceanicznych „Britannii” nigdy nie transportowano rannych ani chorych, choć np. był rejs, który zabrał dużą grupę uciekinierów z Adenu, gdy Brytyjczycy opuszczali to miasto.

 

„Britannia” była świadkiem jeszcze jednego zdarzenia upadku imperium. W 1997 roku zabrała na pokład ostatniego gubernatora Hong Kongu Chrisa Pattena, który wówczas przekazał Chinom ten najważniejszy azjatycki port Zjenoczonego Królestwa. „Britannia” była szczęśliwym statkiem. Karol i Diana spędzili tu swój miesiąc miodowy w 1981 roku, zawijając do Gibraltaru.

 

Podobnie było z innymi parami z rodziny królewskiej. A Elżbieta II oświadczyć miała po ostatnim zejściu z pokładu w 1997 roku, że było to jedyne miejsce na świecie gdzie wspaniale wypoczywała. Kiedy wchodzi się paradnymi schodami na wyższe pokłady ,uderza wszechobecny luksus. Apartamenty królewskie wyrażnie odseparowane od innych – np. gości królowej, czy też załogi, stwarzały wrażenie intymności , chociaż często zapraszano wybitnych gości.

 

Pierwszym był bodajże prezydent Eisenhauer, potem Mandela, Radżiw Gandi, Jelcyn, Clinton, Wałęsa i wielu innych. Wielka sala jadalni może pomieścić 250 uczestników, pozostało dawne wyposażenie, królewska porcelana, zastawa stołowa, szkło, a na ścianach trofea i prezenty, którymi wybitni goście obdarowywali Jej Królewską Mość.

 

Taki statek z pięcioma pokładami, o długości 125 m, o tonażu prawie 5800 BRT o szybkości 21,5 węzła wymagał wyspecjalizowanej załogi. Na niższych pokładach można zobaczyć mesy oficerskie i pomieszczenia załogi, tak jakby marynarze wyszli na chwilę, albo aby pełnić wachty nawigacyjne czy gospodarcze.

 

Porządem dzienny na statku, gdy przebywała na nam królowa był ściśle ustalony. zaczynał się o 7.30 gdy osobista pokojówka przynosiłą poranną herbate i szykowała kąpiel. Sypialnia Elżbiety jest zaskakująco skromna, choć statek , jak się rzekło, był na owe lata luksusowy. Szczególnie wyróżnia się salonik wyposażony w meble takie same jak w czasie największej świetności…

 

Zresztą podczas przygotowywania statku do roli obiektu turystycznego wyposażono go z magazynó1) królewskich, większość obiektów jest autentyczna. Z pewnym rozczuleniem patrzy się na wyposażenie gospodarcze, dość prymitywne zamrażarki i lodówki, kuchnie , pralnia i prasowalnie. Teraz anterfakty muzealne, w latach 50-tych stanowiły szczyt nowoczesności.

 

HMY „Britannia" zakończyła swoją służbę w Portsmouth w grudniu 1997 roku. Jej budowa kosztowała dokładnie 2 098 mln funtów, a koszty utrzymania w czasie służby wynosiły ok. 6 mln. Jako prezent upamiętniający rok diamentowego panowania Elżbiety II, czyli 60-lecie w 2013 roku proponowano zbudowanie kolejnego jachtu.

 

Ale rząd konserwatystów o dziwo, nie zgodził się na wydatek 90 mln funtów bo tyle aktualnie mógł kosztować statek królewski. Rzecznik Camerona powiedział wówczas dość ironicznie – „być może rosyjscy oligarchowie, którzy uczynili z Londynu swój dom, mogliby zrobić zrzutkę na nowy jacht”. I na tym poprzestano.

 

„Britannia „ stoi więc sobie spokojnie w Zatoce Firth of Forth, w dzielnicy Edynburga zwanej Leith, która jeszcze w XIX wieku była osobnym miastem i dość ruchliwym portem specjalizującym się w sprowadzaniu taniego wina, które w Leith leżakowało w specjalnych pomieszczeniach nabierając cech dobrego trunku.

 

Dziś Leith jest sypialnią Edynburga, dzielnicą, którą upodobali sobie Polacy pracujący w Szkocji. Na jednej z tablic czytam po polsku ogłoszenia o wynajmowaniu mieszkań. Np. przy Brunswick Street jest gotowy do natychmiastowego wynajęcia umeblowany apartament za 750 funtów miesięcznie, a przy Salamander Court 2 sypialnie za 650. U dołu mała kartka – szukam pokoju poniżej 100 funtów…

 

Zdjęcia autora