CZECHY: SKALKA - AFRYKAŃSKIE MALARSTWO TINGA TINGA W BAROKOWYM SANKTUARIUM

Na skalistym wzgórzu Rochota wznoszącym się nad miasteczkiem Mniszek pod Brdami (Mnišek pod Brdy), do którego można dojechać z Pragi podmiejskimi autobusami i pociągami, znajduje się centrum pielgrzymkowe składające z niewielkiego kościółka, drogi krzyżowej, dawnej pustelni oraz byłego klasztoru. Po ich dewastacji w okresie komunistycznego totalitaryzmu powoli przywracana jest mu dawna świetność. Bo przez 2,5 wieku odgrywało ono znaczącą rolę w czeskim, katolickim ruchu pątniczym. Prawdę powiedziawszy, to ze względu na jego obecny stan można by poczekać z jego zwiedzaniem kilka lat, aż prace renowacyjne osiągną zadowalający stan.

 

 

INSPIRACJA PUSTELNIĄ MARII MAGDALENY

 

Ale nie mniej mocnym magnesem niż tutejsze barokowe zabytki przyciągające turystów jest wystawa – sprzedaż afrykańskiego malarstwa Tinga Tinga w zabytkowym kościółku. Zorganizowana przez stowarzyszenie „Bez mamy” finansujące humanitarne projekty w Tanzanii.

Ale po kolei. Pod koniec XVII w. Serwacy Ignacy Engel z Engelsflussu, syn założyciela pałacu w Mniszku, wykupił po wielkiej epidemii cholery od właściciela tutejszych dóbr, księcia Mansfelda, kawał ziemi na tutejszym wzgórzu później nazwanym Skałką (Skalka) aby wybudować na nim kościółek.

Od razu zdecydował, że pod wezwaniem św. Marii Magdaleny, którą fundator szczególnie czcił już od lat młodości. Wzorem dla tej budowli miała być skalna kaplica w nadmorskiej jaskini we francuskim Aix en Provence koło Marsylii. W której, według przekazów, Myriam z Magdali, bo tak nazywała się ona w rodzinnej Palestynie, przez 30 lat mieszkała i „kajała za swoje grzechy”.

Jako projektanta pozyskał sławnego barokowego architekta Krzysztofa Diezenhofera, którego wysłał na południe Francji aby on, zainspirowany miejscem związanym z tą świętą, przygotował projekt.

 

WYBITNE DZIEŁO CZESKIEGO BAROKU

 

Przy czym zgodny z obowiązującymi wówczas wzorami czeskiego baroku. Architekt świetnie wywiązał się z zadania i w ten sposób w latach 1692-1694 wzniesiony został niewielki kościółek na planie elipsy, z kwadratową wieżą oraz wnętrzem przypominającym jaskinię.

Z jego stropu i ścian zwisały stalaktyty, a posadzka pokryta została obłymi kamieniami wydobytymi z pobliskiej rzeki Berounki. Rzeźby: klęczącej Marii Magdaleny w ołtarzu oraz św. św. pątników: Pawła, Antoniego, Ivana i Prokopa, pochodziły z warsztatu wybitnego praskiego rzeźbiarza Jerzego (Jiřiho) Bendla.

Zaś obraz św. Franciszka w ołtarzyku bocznym namalował także znakomity artysta Karel Skreta. Wewnątrz kościółka znalazła się również ambona, a po południowej stronie niewielka zakrystia z wykutą pod nią w skale kryptą. Zaliczony został on do najwybitniejszych dzieł czeskiego baroku.

Fundator ofiarował kościółkowi także piękną monstrancję ozdobioną szlachetnymi kamieniami, złocony kielich i patenę, cyborium, sześć srebrnych świeczników i kadzielnicę. Ze względów bezpieczeństwa były one przechowywane w pałacowym skarbcu w Mniszku.

 

 

SZKODY GÓRNICZE

 

I wyjmowane z niego tylko w dniu św. Magdaleny, kiedy na Skałce odbywały się uroczyste msze. Na które przenoszono je w procesji. Niestety, nie zachowały się one do naszych czasów . Równolegle z kościółkiem zbudowano w jego sąsiedztwie klasztor, na szczycie wzgórza zaś pustelnię, pełniącą rolę domu rekolekcyjnego.

Także te budowle zaprojektował K. Dienzenhofer. Na stropie klasztornego refektarza Karel Skreta namalował obraz klęczącej św. Magdaleny, uznany za najcenniejszy w tym zespole architektonicznym. Okazał się bowiem jednym z najlepszych dziel tego wybitnego malarza.

Dodam, że po uszkodzeniu klasztoru i kościółka w latach 50-tych XX w. w rezultacie prowadzonych pod nimi prac górniczych – w skale znaleziono bogatą żyłę rudy żelaza, obraz ten przeniesiono na płótno i umieszczono w kościele św. Wacława w Mniszku.

Natomiast w pustelni cenną rzeźbą była „Pieta” dłuta Jana Brokoffa. Skałka szybko stała się sanktuarium, w którym zatrzymywały się pielgrzymki wracające do Pragi z południowych Czech. W tutejszym klasztorze najpierw mieszkali benedyktyni. Od roku 1762 do końca II wojny światowej franciszkanie.

 

LATA OPUSZCZENIA I REWALORYZACJA

 

Po nich opiekę nad obiektami przejęła Macierz Religijna (Náboženská matice). W połowie XVIII w., w latach 1755-1762, gdy w klasztorze na Skałce mieszkała hrabianka Benedikta Čejková z Olbramovic, z jej inicjatywy oraz za jej środki na zboczu wzgórza, między kościółkiem i pustelnią, zbudowano Drogę Krzyżową składającą się z 14 kapliczek.

Po II wojnie światowej, zwłaszcza w okresie intensywnych prac górniczych w zboczu, kościółek w rezultacie przesunięcia się skał został uszkodzony. Tradycje pielgrzymek na Skałkę przerwane zostały przez władze komunistyczne już w roku 1953.

Cały ten kompleks architektoniczny został opuszczony, a klasztor zupełnie popadł w ruinę. Był nawet traktowany jako źródło materiałów budowlanych przez niektórych budujących się w okolicy. W roku 1967 zakończyło się wydobywanie rudy w kopalni pod Skałką.

A na początku lat 80-tych, ze względu na architektoniczną wartość kościółka, grunt pod nim poddany został stabilizacji betonowymi „zastrzykami”. Odnawianie, zaś w przypadku klasztoru jego odbudowa, zaczęła się w roku 1993, już po czechosłowackiej „jedwabnej rewolucji”. W kościółku odremontowano fasadę i dokonano prac porządkujących wnętrze.

 

POMOC DLA TANZAŃSKICH SIEROT

 

Główny budynek klasztoru – jego refektarz służy obecnie jako miejsce organizowania wystaw i akcji kulturalnych, a inne pomieszczenia wynajmowane m.in. na wesela, otwarty został w roku 2001. Rozpoczęto również odnawianie kapliczek drogi krzyżowej.

A także sadzenie lip w alei prowadzącej do dawnej pustelni, obecnie domu rekolekcyjnego. Od jesieni 2015 r. na zboczu sadzone są również tzw. Janowe lipy, upamiętniające czeskiego św. Jana Nepomucena, którego kamienna figura odrestaurowana została po uszkodzeniach.

Ale do przywrócenia temu kompleksowi dawnej świetności jest jeszcze daleko.

Nie mówiąc już o ruchu pątniczym, który w zlaicyzowanym społeczeństwie czeskim jest niewielki. Dlatego dobrym pomysłem okazało się umieszczenie w kościółku św. Marii Magdaleny galerii obrazów afrykańskiego malarstwa Tingi Tinga.

Prowadzi ją stowarzyszenie „Bez mamy” działające od roku 2006 na południu Tanzanii w regionie Mbea. „W Tanzanii – czytam na jego tablicy informacyjnej – żyje około 3 miliony dzieci bez rodziców. Poza ew. dalekimi krewnymi nikt się o nie troszczy, wiele z tych dzieci choruje”. Stowarzyszenie pomaga więc tamtejszym sierotom.

 

SZTUKA ZRODZONA W BUSZU…

 

Przede wszystkim zapewniając dom tym, które straciły rodzinę. W roku 2103 otwarto dom dla chłopców, trwa kończenie podobnego dla dziewcząt. Organizuje również Adopcję na odległość, której uczestnicy pomagają tanzańskim dzieciom.

Realizuje ponadto projekt „Szkoła – szkole” ułatwiając kontakty, i pomoc, czeskich szkół, z istniejącymi w rejonie Tanzanii, w którym stowarzyszenie „Bez mamy” działa. Jedną z form zdobywania przez nie środków jest sprzedaż tamtejszego malarstwa Tinga Tinga, eksponowanego w kościółku św. Marii Magdaleny. Szalenie, chyba nie tylko dla mnie, ciekawego, barwnego, przypominającego sztukę naiwną lub dziecięcą.

– Sztuka Tingi Tanga – czytam w informacji na tablicy stowarzyszenia na Skałce – ma swoje korzenie w tradycji zdobienia chat, zwłaszcza w południowej Tanzanii. Założycielem tego rodzaju sztuki był Edward Saidi Tingatinga (1937-1972). Początkowo obrazy takie malowano pigmentami znajdującym się w przyrodzie, a głównymi ich motywami byli ludzie i zwierzęta.

Później zdobiono w ten sposób nie tylko chaty, ale malowano je również na drewnianych deskach. Centrum tej sztuki przesunęło się na północ kraju, do Dar es Salam, dokąd założyciel tego kierunku sztuki przeniósł się z rodziną w poszukiwaniu lepszej pracy.

 

… TRAFIA DO SŁYNNYCH GALERII

Malarstwo to z czasem zdobywa coraz większą popularność nie tylko u miejscowych, ale także turystów. Dla wygody tych drugich w transporcie lotniczym drewniane deseczki zamieniono na płótno. Zaś obecnie obrazy malowane są najczęściej farbami syntetycznymi, które powodują, że kolory są bardziej intensywne.

Tamtejsi artyści tworzą je prosto na ulicach. Tematyka tych obrazów ma źródła w afrykańskiej przyrodzie i symbolicznie przypomina głębokie związki z nią ludzi. Dzięki pstrym kolorom oraz nieskomplikowanym motywom przyrody i natury, obrazy Tinga Tinga dosłownie tryskają energią i radością.

Chociaż na pierwszy rzut oka przypominają one sztukę naiwną, nadającą się tylko do pokoi dziecinnych, wystawiana są one już w światowych galeriach i trafiają na aukcje. Np. w renomowanej nowojorskiej firmie Sotheby’s.

Te, które można obejrzeć (i kupić) w kościółku na Skałce, wiszące na jego wewnętrznych ścianach, oglądam z coraz większym zainteresowaniem. Chociaż wyobrażam sobie, jaki „haj” podniósłby się u nas, z zarzutami o profanowaniu „świętego miejsca” przez afrykańskie bohomazy, jakiś niestworzone figury, może nawet wizerunki diabłów.

 

FASCYNUJĄCE WIDZENIE PRZYRODY

 

Bo tematyka, a zwłaszcza sposób przedstawiania przyrody i ludzi, tych barwnych oraz dynamicznie namalowanych obrazów jest rzeczywiście niecodzienna. Te jakieś udziwnione, cętkowane zwierzęta. Głowy antylop. Wędrujących ludzi i podobizny kobiet. Ptaki atakujące wśród bujnej przyrody węża.

Orkiestra i tańce tubylców przypominających jakieś diabelskie stwory. Egzotyczne, ciekawie przedstawione ptaki w gęstwinie stylizowanej zieleni. Niemal kubistycznie ujęte małpy wśród gałęzi. Sceny rodzajowe z wiosek w buszu, z ludźmi o wyglądach też mogących budzić satanistyczne skojarzenia.

Ale przede wszystkim przyroda w jej całej afrykańskiej różnorodności widziana w sposób uproszczony, dla mnie wręcz fascynujący. Większość tych obrazów aż się prosi, aby je kupić, zwłaszcza, ze ceny są bardzo rozsądne. Szkoda, że w moim przypadku nie pora już na otwieranie kolejnego rozdziału kolekcjonerstwa. I braku na kolejne pamiątki z podróży miejsca w maleńkim mieszkaniu.

Bo co najmniej kilka chętnie zabrałbym ze sobą i oglądał na co dzień. Sądzę jednak, że szybko znajdą one nabywców gotowych nie tylko wesprzeć finansowo zbożny cel, ale także ożywić ściany mieszkania. I chociażby tylko dla tych obrazów warto, zwłaszcza będąc w okolicy, podjechać na Skałkę.

 

       Zdjęcia autora

 

Autor uczestniczył w wyjeździe studyjnym zorganizowanym dla polskich dziennikarzy i touroperatorów przez Středočesky Kraj (Województwo Środkowo czeskie) i warszawski oddział Czech Tourism.