ROSJA 2013 (2): MIEJSCA ODKRYWANE NA NOWO

 

 

W Moskwie, na poznawanie której przeznaczona została dopiero druga połowa tygodnia, bo po przylocie do niej w nocy mieliśmy zaledwie nieco ponad pół dniowy program. Wypełniła go wizyta w Mosfilmie i zwiedzenie tamtejszego muzeum oraz filmowego miasteczka „Stara Moskwa” wybudowanego dla jednego, ale przewidzianego także do kręcenia innych filmów, których akcja dzieje się w nieistniejącym już w tej postaci mieście. To oczywiście ciekawy temat na osobną relację. W tej chwili wspomnę tylko, że naszą znakomitą przewodniczką, znawczynią filmu rosyjskiego i polskiego oraz naszego języka była Natalia Pantiuszkowa. Spotkaliśmy się też z przedstawicielami naszych gospodarzy.

 

 

POTRZEBNY DIALOG I POROZUMIENIE

 

Spotkaliśmy się też z przedstawicielami naszych gospodarzy. Walerij Mastierow – rzecznik fundacji „Rosyjsko – polskiego Centrum Dialogu i Porozumienia” oraz Jurij Minulin – dyrektor festiwalu filmów religijnych i służby pielgrzymkowej „Radoneż” przedstawili nam swoje organizacje i ich działalność.

 

Celem Centrum jest przede wszystkim rozwój stosunków rosyjsko – polskich w dziedzinie kultury, edukacji i wymiany młodzieży. Problemem, którego trudno nie dostrzec i w Polsce, jest praktycznie zupełna nieznajomość i nie rozumienie zwłaszcza przez nią współczesnej Rosji. I każda działalność mogąca stan ten zmienić w sposób rzetelny, zasługuje na pomoc i poparcie.

 

„Radoneż” natomiast jest koncernem medialnym: wydawcą gazety, portalu internetowego, prowadzi trzy nie państwowe szkoły, do których uczęszcza ponad 300 uczniów. Od 18 lat, organizuje wspomniany już coroczny Festiwal dokumentalnych filmów religijnych, największy o tej tematyce w świecie.

 

Każdy z polskich dziennikarzy otrzymał w upominku m.in. DVD z 5 najciekawszymi filmami z ubiegłorocznego festiwalu. Także „Radoneż” przywiązuje ogromną rolę do wzajemnego poznawania się i porozumienia młodzieży naszych krajów. W ub. roku gościł on jej grupy w wieku 18-25 lat z Białegostoku i Wrocławia.

 

Obie zapraszające nas organizacje pragną, i działają na rzecz tego, aby Rosjanie i Polacy poznawali się wzajemnie jak najlepiej. I to nie tyle od strony ideologii i polityki, ale, jak to określono, „po ludzku i szczerze”. Trudne temu nie przyklasnąć, nie poprzeć i nie pomóc w miarę możliwości.

 

Wieczorem tego pierwszego, intensywnego dnia mieliśmy okazję zapoznać się z najszybszymi obecnie w Rosji pociągami Sapsan. Kursują one na trasach: 442 km Moskwa – Niżnij Nowgorod przez Władimir – Dzierżyńsk z 2-minutowymi postojami na tych stacjach, z prędkością do 200 km/h i 650 km Moskwa – St. Petersburg non stop lub z 5 przystankami, z prędkością do 220 km/h.

 

TERRORYZM CIĄGLE GROŹNY

 

Są one nowoczesne, aerodynamiczne, ze świetną obsługą i cenami raczej na zamożną kieszeń. Na tej drugiej trasie podróż w jedną stronę kosztuje, w przeliczeniu, około 320 zł. Po krwawych zamachach na jeden z tych pociągów, a także innym głośnym na stacji metro w Moskwie, pasażerowie kontrolowani są (prześwietlanie bagaży, przejście przez bramkę do wykrywania metali) co najmniej dwukrotnie.

 

Najpierw przy wejściu na dworzec, także prowincjonalny jak we Włodzimierzu. Następnie ponownie przy wsiadaniu do tych superekspresów. Do Władimira jechaliśmy 1,45 h, z kolacją podawaną (zamawiającym ją) tak jak w samolotach. Później jeszcze ponad pół godziny autokarem do odległego o 30 km Suzdala, na nocleg w nowym hotelu, dopasowanym do rustykalnego stylu zabytków tego historycznego miasta.

 

Następnego dnia zwiedziliśmy główne zabytki i obejrzeliśmy zachowane dekoracje do filmu Pawła Ługina „Iwan Groźny”. Po czym, po obiedzie, pojechaliśmy do Włodzimierza, gdzie była 1,5 godzinna przerwa na indywidualne obejrzenie tamtejszych najważniejszych zabytków. O obu tych szalenie ciekawych miastach i ich skarbach architektury napiszę oczywiście osobno.

 

Wieczorem był jeszcze „maraton kolejowy”. Sapsanem do Moskwy, metrem na inną stację i następnym super expresem do Petersburga, aby po północy znaleźć się w hotelu. W tej podróży towarzyszył nam prezes Fundacji „Rosyjsko – polskie Centrum Dialogu i Porozumienia” Jurij Bondarenko, mówiący dobrze po polsku.

 

Kolejny dzień, także z fatalną pogodą – ołowiane chmury i przelotne opady – zwiedzanie miasta autokarem z postojami przy paru najważniejszych zabytkach oraz Muzeum Ermitaż w dawnym Pałacu Zimowym. Następnego dnia, przy już lepszej pogodzie, wycieczka do Peterhofu (w czasach komunistycznych Petrodworca) z programem obejrzenia tamtejszych ogrodów i, już indywidualnie, innych obiektów.

 

Zaś w Petersburgu przed powrotem do Moskwy jeszcze poznanie najważniejszych obrazów i rzeźb w Muzeum Rosyjskim, jednym z dwu największych, obok Galerii Tretakowskiej w Moskwie, zbiorów sztuki rosyjskiej na świecie.

 

OD KREMLA DO GALERII TRETIAKOWSKIEJ

 

Reszta programu wyjazdu realizowana była przez 2,5 dnia w Moskwie. Z intensywnym zwiedzaniem tego, co jest w niej szczególnie cenne i warte zobaczenia. A więc Kremla i jego soborów oraz niedzielnej zmiany tam warty Pułku Prezydenckiego, placu Czerwonego z soborem Wasyla Błogosławionego, Ogrodu Aleksandrowskiego, odbudowanej, po wysadzeniu jej w latach 30-tych przez bolszewików, świątyni Zbawiciela, zbiorów Galerii Trietiakowskiej oraz z autokaru paru głównych ulic i placów.

 

Było też trochę czasu na indywidualne poznawanie tego, na co kto miał ochotę. Z kilku zapowiadanych imprez związanych z filmem czasu starczyło tylko na Okrągły Stół z udziałem polskich dziennikarzy i rosyjskich reżyserów, scenarzystów oraz krytyków filmowych.

 

Poprzedzony pokazem nowego, 52 minutowego filmu dokumentalnego „Ojciec w delegacji”. Autor jego idei oraz scenariusza Andrej Szemiakin poświęcił go swojemu ojcu, prof. Michałowi Szemiakinowi wybitnemu uczonemu – akademikowi, twórcy chemii bioorganicznej oraz matce, prof. Gali Kugatowej – Szemiakinej.

 

Rzucając, jak przeczytaliśmy w otrzymanym jego omówieniu, „nowe światło na sowiecki terror państwowy w dziedzinie biologii i genetyki”. Film oparty głownie na dokumentach z archiwum w Rydze ma, co podkreślił autor scenariusza, charakter nie polityczny lecz osobisty. Pokazuje historię w znacznym stopniu tak, jak on ją widział.

 

Zabiegi ojca, który co prawda nie należał do radzieckich dysydentów, ale sprzeciwiał się metodom zarządzania nauką przez partyjną nomenklaturę, zabiegał o prawdo do zajmowania się swoją dziedziną nauki.

 

Chodziło mi o to, powiedział m.in. Andrej Szemiakin, aby pokazać atmosferę tamtej epoki. O osobisty przekaz faktów i wydarzeń, które znam tylko ja. Pokazanie jak pamięć indywidualna i przeżycia osobiste stają się pomocą w poznawaniu historii.

 

ROSYJSKO – POLSKI OKRĄGŁY STÓŁ

 

Po pokazie filmu dyskusja z udziałem także rosyjskich uczestników Okrągłego Stołu toczyła się także na inne tematy dotyczące nowego kina rosyjskiego oraz pokazywania przez nie przeszłości w filmie dokumentalnym. M.in. na przykładzie przejmujących, przynoszących mnóstwo mało lub w ogóle nie znanych faktów z dziejów Rosji i ZSRR „Kronik historycznych” Nikołaja Swanidze emitowanych od kilku lat w rosyjskiej TV na kanale „Planeta” i oglądanych także w Polsce.

 

Wyjazd ten, nie tylko dla mnie, okazał się szalenie ciekawy. Ogromna większość jego uczestników była w Rosji po raz pierwszy. Mnie pozwolił on na konfrontację tego, co już kiedyś widziałem i zapamiętałem z przeszłości, bądź dosyć systematycznie oglądam w Polsce w programach informacyjnych telewizji moskiewskiej, z obrazem współczesnym odwiedzonych obecnie miast.

 

W ogromnym skrócie zobaczyłem to tak. Wszędzie zaszły ogromne zmiany, generalnie na lepsze. Najwyżej oceniam je w Petersburgu, gdzie setki zabytków oraz budynków urzędowych, a także domów mieszkalnych przeszło gruntowny „lifting” i lśnią pełnią blasku. Nowe obiekty wkomponowane zostały, przynajmniej w tych zabytkowych częściach stolicy nad Newą które mogłem obecnie obejrzeć, w sposób nie rażący.

 

Duże, nowoczesne budowle, które nie pasowałyby do XVIII-XIX wiecznej architektury centrum wzniesiono przede wszystkim na drugim brzegu rzeki, na wysokości Aleksandro – Newskiej Ławry. Skalę przemian w Moskwie porównywałem z dwu perspektyw. Jej panoramę widzianą z Wróblich (w czasach komunistycznych Leninowskich) Wzgórz oraz poszczególnych ulic i placów.

 

WIDOKI Z WRÓBLICH WZGÓRZ

 

Gdy po raz pierwszy widziałem Moskwę z tego „lotu ptaka”, miałem przed sobą stadion w Łużnikach, obok niego sławny klasztor Nowodziewiczy i dalej Kreml. Z wyróżniającymi się siedmioma stalinowskimi wieżowcami: Uniwersytetu Łomonosowa, MSZ na placu Smoleńskim, hotelu Ukraina, gigantycznego domu mieszkalnego na Nabrzeżu Kotielniczewskim itp.

 

Oraz odległą siatkę ulic i placów ginących na linii horyzontu. Dziś z tego samego miejsca przy kamiennej balustradzie na skraju Wzgórz stoi wysoka skocznia narciarską. Niżej przebudowany na Olimpiadę w 1980 r., z krytym dachem, stadion na Łużnikach oraz widać kawałek murów, cerkwi i dzwonnicy Nowodziewiczego monasteru.

 

Dalszy widok na miasto psują wysokie, pomalowane na biało i czerwono kominy chyba jakiejś elektrociepłowni lub fabryki. Przebijają się jeszcze niektóre „pałace kultury”. Kreml został całkowicie zasłonięty przez kilkunastopiętrowe biurowce i apartamentowce. Na prawo w kierunku wschodnim widać, jak samotny żagiel, wysoki gmach Rosyjskiej Akademii Nauk.

 

Na lewo, niemal wchodzące w kompleks Mosfilmu nowoczesne wieżowce uważane za najbrzydsze zbudowane w Moskwie dotychczas w XXI wieku. I daleko na północy tutejszy Manhattan. Powiedziawszy skromniej, coś w rodzaju centrum bankowo – biznesowego Singapuru: kompleks różnorodnych wysokościowców.

 

Widoki Moskwy z perspektywy ulic i placów są bardziej zróżnicowane. Obok fragmentów pięknie odrestaurowanych lub nowych, nawet dużych, ale ładnie wkomponowanych w otoczenie, stoją różne architektoniczne dziwactwa będące dla mnie dysonansem. Podobnie nowe pomniki, a przybyło ich trochę.

 

Z największym – także dosłownie, gdyż ma wysokość chyba kilkunastopiętrowego budynku, cara Piotra I „dłuta” Ceretelego, wyjątkowo kiczowatej urody. Moskwa już ponad pół wieku temu była miastem nieprzyjaznym mieszkańcom. Przede wszystkim ze względu na ogromny ruch, zatłoczone metro, autobusy, trolejbusy i tramwaje. O sklepach nie wspominając. A także około miliona przyjezdnych codziennie z całego kraju szukających czegoś do kupienia.

 

POZYTYWNE PIERWSZE WRAŻENIA

 

Obecnie doszły do tego gigantyczne korki niemal przez całą dobę na większości ważnych ulic. Jadąc samochodem czy autobusem nigdy nie wie się, czy odległość nawet 2-4 kilometrów uda się pokonać w kwadrans czy dwie godziny. Metro rozbudowane chyba kilkakrotnie nadal, zwłaszcza w szczycie, jest zatłoczone, a kultura wiecznie spieszących się jego podróżnych daleko odbiega in minus od norm europejskich.

 

Cechy pozytywne i negatywne współczesnej Moskwy można wymieniać długo. Zaopatrzenie sklepów i wybór w nich towarów przeważnie jest doskonały, ale ceny w centrum powalające. A jednak jest to miasto, w którym chciałbym jeszcze beztrosko pomieszkać dwa, może cztery tygodnie. Na stałe jednak nigdy.

 

Pozostałe miasta, w których byliśmy, również, a przynajmniej interesujące nas zabytki, zmieniły się na korzyść. Peternhof wygląda tak, jak gdyby malarze i złotnicy (sławne fontanny w parku, orły i inne elementy dekoracyjne pałacu i budowli są złocone) dopiero zakończyli swoją pracę.

 

We Włodzimierzu pięknie utrzymany XII-wieczny sobór Dmitriewski zachwyca prostotą, a zarazem elegancją i pięknem kamiennej ornamentyki Starej Rusi. Największa świątynia miasta, sobór Uspienski z zewnątrz jest już po rewaloryzacji. Wnętrze niemal w całości zasłonięte, w remoncie. Co nie przeszkadza funkcjonariuszom cerkwi domagać się opłaty za „zwiedzanie” poza godzinami nabożeństw.

 

Ładnie utrzymana jest też średniowieczna Złota Brama i kilka innych świątyń. Suzdal od mojego poprzedniego w nim pobytu też wypiękniał. Wspaniale, nawet przy złej pogodzie, prezentują się trzy najważniejsze w nim obiekty: Muzeum – skansen dawnej architektury drewnianej, sobór Spaso – Preobrażenski i monastyr Spaso – Jewfimiejewski.

 

Przybywa innych, odremontowanych lub będących w trakcie rewaloryzacji starych świątyń. Ale jeszcze sporo czeka na swoją kolejkę. Ilość i uroda nowych, stylowych hoteli, zajazdów i restauracji w tym niewielkim mieście świadczy, jak doskonale turystyka przykłada się na lepsze życie mieszkańców. To na razie tyle, na gorąco, wrażeń z tej podróży. Wkrótce napiszę kolejne, już o poszczególnych miejscowościach, zabytkach i innych atrakcjach.

 

Zdjęcia autora