GIBRALTAR: BRYTYJSKA KOLONIA NA KRAŃCU EUROPY

Gdy samolot startuje, zamykana jest główna ulica. Przez nią bowiem przebiega droga pasa startowego. Kierowcy cierpliwie czekają, aż maszyna uniesie się wysoko w niebo. Tak jest w Gibraltarze – brytyjskiej kolonii przylegającej do krańca Hiszpanii.
 
Hiszpanie śmieją się, że Anglicy rzucają swój mglisty czar nawet na odległą kolonię, bowiem słynna skała unosząca się nad wybrzeżem Gibraltaru bardzo często otoczona jest białą chmurą. Tak było także rankiem, gdy przekroczyliśmy granicę hiszpańsko – brytyjską, czy raczej gibraltarską.
 
Najpierw dotarliśmy do andaluzyjskiego miasta La Línea de la Concepción, a potem przeszedłszy przez graniczny pas znaleźliśmy się na krańcu Europy. Z góry widoczny był jedynie szczyt. Resztę chroniła biała mglista pierzynka.
 
NA KRAŃCU ŚWIATA
 
Z hiszpańskiego autobusu przesiedliśmy się na brytyjski, oczywiście czerwony i piętrowy, by jak najszybciej znaleźć się na krańcu kontynentu. Przy tablicy „Europa Point” robimy sobie zdjęcie i biegniemy zobaczyć Afrykę, którą dzieli tu od Europu zaledwie 25 km. Mgła utrudnia nieco widok marokańskich gór, jednak ich lekki zarys da się z niej wyłowić.
 
Faktycznie „Europa point” nie jest najdalej na południe wystającym krańcem naszego kontynentu, ale to nie przeszkadza odczuciu, że jest się prawie na końcu świata. Gibraltarska skała o wysokości 426 m n.p.m. takim prawdziwym końcem świata była w czasach starożytnych. Uważano ją za jeden ze słupów Heralkesa, które wyznaczały kres cywilizacji, za którym znajdowały się już tylko straszliwe potwory morskie.
 
ATRAKCYJNE MIEJSCE
 
Położenie Gibraltaru na szlaku z Afryki do Europy było niezwykle atrakcyjne w najdawniejszych czasach. Pod koniec drugiego tysiąclecia p.n.e. docierali tu żeglarze feniccy, potem Grecy, Kartagińczycy, Rzymianie, Wizygoci. Dłużej zabawili Arabowie, którzy od początku VIII wieku zaczęli, właśnie przez Cieśninę Gibraltarską, podbój Półwyspu Iberyjskiego.
 
Nazwa terytorium wzięła się od wodza Maurów Tarika. Górę nazwano Górą Tarika - Dżabal Tarik, a to po wielu przekręceniach i przekształceniach dało w końcu nazwę Gibraltar. Tarik zbudował na szczycie zamek, a naturalne tunele i jaskinie zaczął wykorzystywać w celach wojskowych. U stóp góry powstało osiedle, którego mieszkańcy czerpali ogromne zyski z handlu.
 
Maurów wyparli z Gibraltaru królowie Kastylii w XIV wieku, na początku XVIII wieku zaś skałą zaczęli władać Brytyjczycy. Wysiedlono mieszkańców, miejsce których zajmowali Genueńczycy, Maltańczycy, Portugalczycy, Brytyjczycy, Żydzi, Hiszpanie, Marokańczycy, Hindusi. Hiszpanie z utratą Gibraltaru nie mogą pogodzić się do dziś.
 
PAMIĄTKA PO GENERALE SIKORSKIM
 
Gibratltarska skała była bazą marynarki wojennej w czasie II wojny światowej. Powstało tu lotnisko, z którego wystartował, w lipcu 1943 roku, generał Władysław Sikorski w swój ostatni lot. Zagadka rozbicia jego samolotu jest nierozwiązana do dziś. Pamiątkę po naszym generale można znaleźć w pobliżu skały, lotniska i blisko miejsca katastrofy.
 
Z okazji obchodów 60-lecia jego śmierci, 4 lipca 2003 roku Premier Gibraltaru P.R.Caruana odsłonił nowy pomnik na starym miejscu i uroczyście nadał mu nazwę „Sikorski’s Monument”. Śmigło samolotu i pamiątkowa mosiężna tablica zostały ogrodzone.
 
LOTNISKO NA GŁÓWNEJ ULICY
 
Skała to niewątpliwie największa atrakcja 30-tysięcznego Gibraltaru. Można się na nią wspinać malowniczymi ścieżkami, można wjechać wycieczkowym autokarem, albo z centrum miasta – kolejką linową. Długość skały to 4 km, szerokość dochodzi do 1,2 km. Z lądem łączy ją mierzeja, na której usytuowano lotnisko, jakiego jeszcze nie widziałam.
 
Pas startowy zbudowany jest w poprzek głównej ulicy prowadzącej z centrum Gibraltaru do granicy z Hiszpanią. Gdy samolot ma startować lub lądować, najpierw usłyszmy syreny, potem zaś ulica z dwóch stron zostaje zamknięta.
 
Kierowcy i piesi oglądają samolotowy spektakl kilka razy dziennie i chyba przyzwyczaili się już do tej niedogodności dla mieszkańców, a atrakcji dla turystów.
 
 
TUNELE, JASKINIE I... ZŁOŚLIWE MAŁPY
 
W Skale Gibraltarskiej znajduje się blisko 50 km tuneli i korytarzy wydrążonych głównie podczas II wojny światowej. Jest także kilkadziesięt jaskiń, z których najbardziej znaną jest największa - Saint Michael's Cave. W czasie wojny był w niej szpital, obecnie zaś mieści się sala koncertowa dla tysiąca widzów ceniona za znakomitą akustykę. W Lower Saint Michael's Cave znajduje się podziemne jezioro.
 
Dla wielu turystów prawdziwą atrakcją nie są ani jaskinie, ani tunele lecz... stado małp. Małpy – magotty są jedynymi w Europie dziko żyjącymi. A zawdzięczają to zapewne legendzie, która mówi, że kiedy małpy znikną z Gibraltaru, Wielka Brytania straci swoją enkalwę. No i zwierzakom, które prawdopodobnie zostały przywiezione do Europy przez Maurów, nic złego nie może się stać.
 
Czytałam, że w czasie I wojny światowej jeden z oficerów brytyjskich miał specjalne zadanie – dbanie o bezpieczeństwo i dokarmianie magotów. Teraz także maja stałą opiekę, o czym świadczy mnóstwo warzyw rozrzuconych na jednym z tarasów widokowych. Ja nie jestem fanką małp, szczególnie takich, które żyją w miejscach licznie odwiedzanych przez turystów.
 
Z daleka więc obserwowałam te złośliwe ssaki, które porywały kapelusze turystom, skakały im na głowy, wyrywały torebki. Nie miałam ochoty uczestniczyć w tym żenującym spektaklu. Z przyjemnością za to oglądałam bajowe widoki, jakie roztaczają się z góry na port z jachtami z całego świata, miasto, Morze Śródziemne.
 
WĄSKIE ULICZKI I HANDLOWA MAIN STREET
 
Potem zaś, stromą ścieżką, mijając pozostałości arabskiego zamku, dotarliśmy do miasta. Wędrując stromymi i niezwykle wąskimi uliczkami współczułam mieszkańcom, którzy muszą docierać do swych domów samochodami. Na pewno nie chciałabym mieszkać w takiej ciasnocie! Gibraltar jest jednym z najgęściej zaludnionych terytoriów świata. Na jeden km kwadratowy przypada około 4300 mieszkańców.
 
Oddech złapaliśmy dopiero na głównym placu miasta Gibraltar, jedynym chyba miejscu w kolonii, gdzie czuje się przestrzeń. Nad kamienicami widnieje Skała, wokół ulokowane są restauracje i kafejki. Są muzea, pomnik żołnierza brytyjskiego i początek Main Street – głównej handlowej ulicy miasta. I tu dopiero widać, jakim tyglem jest Gibraltar. Obok siebie spacerują muzułmanki w długich burkach i chustach na głowie i Żydzi z jarmułkach.
 
Widać Hindusów, bladych Brytyjczyków, opalonych Arabów i żywiołowych Hiszpanów. W sklepach wolnocłowych można kupić taniej niż w Hiszpanii dobry alkohol, papierosy, kosmetyki, sprzęt elektroniczny. Na końcu Main Street trafiliśmy przed Dom Gubernatora, a tam na zmianę warty gibraltarskich żołnierzy. Punktualnie w południe, aby obserwować widowisko z udziałem kilku wojskowych, zebrał się całkiem pokaźny tłumek.
 
Zdjęcia autorki