W ruinach Angkoru

Zachłanna dżungla i złodzieje

Od lat trwa walka o ocalenie świątyń Angkoru. Dżungla w oka mgnieniu zarasta odnalezione budowle, rozsadzane przez korzenie drzew. Ruiny pustoszą też złodzieje. Dla ubogich mieszkańców Kambodży handel zabytkami to sposób na przetrwanie.
 

Z Phnom Penh - stolicy Kambodży - do Siem Reap, najlepszej bazy wypadowej do zwiedzania Angkoru, płynie się statkiem „ Royal Express" kilka godzin. Rejs rzeką i jeziorem Tonle Sap kosztuje 25 dolarów. Podróż najlepiej spędzić siedząc na dziobie szybkiej łodzi. Można z niego oglądać mijane wsie oraz łodzie rybaków, na których pływają całe chaty. Pod pokładem jest po prostu duszno i mało co stamtąd widać. 
Po dotarciu do przystani widać kłębiący się na brzegu tłum chętnych do pomocy turystom: bagażowych, motocyklistów, przewodników i naganiaczy do hoteli. Zejście z pokładu statku wymaga sporej ekwilibrystyki - nie ma trapu, tylko zawieszona niemal w powietrzu deska prowadzi na ląd. O zniesieniu po niej dużego bagażu nie ma co nawet marzyć. Lepiej się zdać na bagażowego, który za dolara przyniesie walizkę.
Siem Reap, od kiedy stało się ulubionym miejscem wypadowym dla odwiedzających świątynie Angkoru, przeżywa prawdziwy boom hotelowo-gastronomiczny. Oprócz hoteli znanych sieci jest tam multum pensjonatów, knajpek, biur podróży. Wszystkie czyhają na turystów, których zwabiła największa na świecie sakralna budowla. 
Angkor liczył kiedyś ...milion mieszkańców i był wtedy największym miastem świata. Gdy ta metropolia kwitła, Paryż był niewielką mieściną. Khmerską cywilizacją budowano miądzy IX a XIV stuleciem. Na tronie królestwa zasiadało 24 władców. W tym czasie Angkor dwukrotnie zajmowali Tajowie. Po drugiej ich inwazji król przeniósł stolicę państwa Khmerów do Phnom Penh. 
Umocnienie kluktu władcy -boga (dewaradży), rządzącego z góry Meru (centrum świata), znalazło odbicie w powstaniu wielu budowli o kształcie świątyni-piramidy. Większość z nich wzniesiono w Angkorze. Zajmują obszar 200 km kw. Najsłynniejsze z nich to: Preah Ko, Bakong, Lolet, Phnom Bakheng, Pre Rup, Banteai Srei i Bayon, Phimeanakas i najważniejsza - Angkor Wat, wpisana na listę UNESCO.
Zaginione w kłębowisku dżungli imperium Khmerów odkrył w 1860 r. francuski przyrodnik Henri Mouhot. Naukowcy całą parą zaczęli tam działać w 1908 r. Ich pracą przerwała jednak wojna i rewolucja Czerwonych Khmerów. Dziś pięć wież Angkor Wat jest godłerm Kambodży, widnieje na fladze narodowej, banknotach i znaczkach. 
Jednodniowe zwiedzanie świątyń kosztuje 20 dolarów. Mając zdjęcie, można kupić bilet na więcej dni. Wybierając się ruiny, warto wynająć za parę dolarów motocyklistę. Zawiezie on w najważniejsze miejsca, a przy tym zrobi to szybko. U osaczających turystów handlarzy, wśród których pełno dzieci, trzeba kupić - bieda w Kambodży jest straszna- przewodniki po Angkor (kosztują 5-8 dolarów i są warte tego). Nie powinno sią też zapomnieć o charakterystycznych khmerskich szalikach w drobną kratkę. Przydają się do ochrony głowy przed słońcem, a już szczególnie podczas podróży zrujnowanymi drogami Kambodży, gdy pył wdziera się w usta, oczy. 
Każda ze świątyń Angkoru różni się od pozostałych. Niesamowite wrażenie robią korzenie figowców, które niczym skamieniała lawa opasują budowle. W niektórych miejscach przypominają szczypce, które zamiast cukru unoszą fragmenty muru. W ruinach kręcą się mnisi buddyjscy, którzy dbają o porządek. 
Wędrówkę po niesamowitym, nadal owianym mgłą tajemnicy kompleksie budowli, warto zakończyć na Phnom Bakheng. Tylko najpierw trzeba się dostać na szczyt wzgórza, na którym w r. 900 wzniesiono tę pierwszą świątynię -górę Angkoru. Droga po kamieniach i korzeniach nie jest łatwa. Potem czeka nas jeszcze wspinaczka po kilkuset wąkich schodach świątyń-piramid. Na szczycie roztacza się jednak wart tego wysiłku piękny w zachodzącym Słońcu widok. Upajać nim się długo nie radzimy - ciemności zapadają bardzo szybko, a czeka nas powrót na dół.