KAMBODŻA: ŚWIĄTYNIE ZA BRAMĄ ZWYCIĘSTWA

Tablica w językach: khmerskim, chińskim i angielskim informuje, że prace restauracyjne prowadzone są tu ze środków rządów Chińskiej Republiki Ludowej i Królestwa Kambodży.
Jestem na terenie świątyni Chau Say Tevda  na terenie najrozleglejszego na świecie, o powierzchni około 100 km kw., zespołu średniowiecznych zabytków khmerskich Angor, znajdującego się na liście UNESCO. Świątynia ta jest jedną z kilku rozrzuconych na przestrzeni około 5 km na wschód od Bramy Zwycięstwa Angkor Thom – „Wielkiego Miasta”.
 
 
CHAU SAY TEVADA
 
Rzeczywiście największego, chociaż gdy te świątynie powstawały w wiekach od VIII do I połowy XII w. miasto to jeszcze nie istniało lub dopiero zaczynało powstawać. Wkrótce poświęcę mu osobny reportaż. Najpierw bowiem chcę przedstawić kilka świątyń stojących zarówno poza obszarem Angkor Thom, jak i najsławniejszej – Angkor Wat. Chau Say Tevada jest wśród nich jedną z dwu najmłodszych.
 
Zbudowana została nad rzeką Siem Reap w I połowie XII wieku za panowania króla Suryavarmana II. Przez niego, lub któregoś z najwyższych królewskich urzędników. Przy czym wzniesiono ją według kanonów klasycznej architektury indyjskiej oraz z jej elementami. Od wschodu do świątyni tej prowadzi taras na planie krzyża.
 
Zespół świątynny zbudowany na planie prostokąta o bokach 33 x 42 metry otaczają mury o fundamentach kamiennych z laterytu. Są w nich trzy pawilony wejściowe, z których głównym i największym jest wschodni. Tą drogą wchodzę do świątyni, z niego przechodzę przez groblę do przedsionka oraz zwanego mandapą pawilonu dla wiernych z pomieszczeniami bocznymi.
 
Następnie zaś przez korytarz z portykami do centralnego miejsca świątyni - prasatu. Jest to kilkupoziomowa kamienna wieża – piramida. Na terenie tego świątynnego zespołu stoją też, po bokach między groblą wejściową i murami zewnętrznymi, dwie budowle nazywane bibliotekami.
 
Do najcenniejszych detali wnętrza zaliczane są sceny z hinduskiej epopei rycerskiej Ramajana (IV w p.n.e. – II w. n.e.) przedstawiające bitwę między Królem Małp i Uzurpatorem Valinem. Zespół świątynny otaczają wysokie i stare drzewa dżungli, wykarczowanej jednak między poszczególnymi budowlami.
 
TA PROHM, CZYLI BOGATY „PRZODEK BRAHMY”
 
Kilkaset metrów na południowy wschód Chau Say Tevada stoi świątynia Ta Prohm, co znaczy „Przodek Brahmy”. Odkrył ją w 1860 roku francuski przyrodnik Henri Mouhout. Jest najmłodszą z tych, o których dziś piszę, gdyż zbudowana została w 1186 roku przez króla Jayavarmana VII na cześć jego matki. Pierwotnie znana była jako królewski klasztor buddyjski i nazywano ją Prohm Rahavihara.
 
Według ustaleń badaczy, w obrębie jej murów mieszkało nie mniej niż 12.640 ludzi. W latach świetności w klasztorze tym było 18 wyższych kapłanów i 2740 zwykłych, 2232 nowicjuszy oraz 615 tancerek. Obsługiwało go 3140 mieszkańców wsi, a na potrzeby klasztoru pracowało prawie 80 tysięcy wieśniaków w należących do niego wsiach.
 
Ze źródeł historycznych wiadomo też, że w świątynnym skarbcu przechowywano ponad 500 kg złota, 35 diamentów, 40.620 pereł, 4.540 kamieni szlachetnych, 876 chińskich zasłon, 512 lektyk z jedwabiu i… 523 parasole! Jest to jedna z najciekawszych i najpopularniejszych świątyń Angkoru. Nie tylko na mnie robi wręcz niesamowite wrażenie. Dżunglę wycięto z niej tylko częściowo.
 
Potężne korzenie drzew bamianów i kapoków obejmują kamienne budowle. Umacniają one nadproża, ale rozsadzają sklepienia. Pod sklepieniem z liśćmi drzew fruwają i drą się papugi. Człowiek czuje się tu jak jeden z bohaterów filmu „W poszukiwaniu zaginionej arki” lub innych przygodowo – awanturniczych Indiany Jonesa. To tu zresztą kręcono zdjęcia m.in. do filmów „Tomb Raider” i „Dwaj Bracia”.
 
DZIEŁO 80 TYSIĘCY BUDOWNICZYCH
 
Na obszarze około 60 hektarów powierzchni tego zespołu architektonicznego który budowało podobno 80 tys. ludzi, sama świątynia zajmuje tylko część tej powierzchni. Wznosi się na planie prostokąta o powierzchni 1000 na 600 m, otaczają ją cztery pasy murów. Według obliczeń archeologa Philippe Steina w kompleksie tym znajduje się 566 budynków kamiennych i 288 ceglanych.
 
A także 260 posągów bogów, nie licząc podobizn królewskiej matki. Do zespołu prowadzą 4 bramy ze wszystkich stron świata. Przy głównej drodze do świątyni, już na terenie jej kompleksu, mijam 6-osobową orkiestrę grającą na narodowych instrumentach i zbierającą datki. Główne wejście do świątyni zbudowanej na planie korytarzowym, znajduje się jak zwykle od wschodu.
 
Prowadzi przez ponad 50 metrowej szerokości gopuram – pawilon wejściowy o kształcie krzyża z wydłużonymi ramionami bocznymi. Styka się on z czwartym pasem murów. Po obu stronach gopuramu, tuż za murami, stoi pięć prasatów – wież o kształcie piramid. Za nim są dwa dziedzińce z prostokątnymi stawami. Idąc dalej mijam od południa rozległą Halę Tancerek. Obchodzę ją i przez jeden z kolejnych gopuramów – pawilonów w trzecim pasie murów.
 
Przechodzę mijając liczne sale, pomieszczenia oraz dziedzińce między murami i bramy w drugim, a następnie pierwszym pasie murów. Ich kolejność, nie tylko w tym zabytku, liczona jest od wewnętrznego, najbliższego świątyni, do zewnętrznego pasa murów. W końcu docieram do Sali Kolumnowej, Biblioteki oraz centralnego prasatu – najważniejszego miejsca świątyni.
 
W SCENERII FILMÓW INDIANY JONESA
 
Brzmi to dosyć prosto, ale nie są to kolejne sale, korytarze i inne pomieszczenia bądź ogrody europejskich zamków czy pałaców. Lecz ruiny średniowiecznych kamiennych budowli w dżungli rosnącej między nimi i… w nich. Trochę drzew i krzewów wycięto, ale generalnie ten zespół świątynny postanowiono zachować w takim stanie, w jakim został odkryty. A jest to przecież ogromny kompleks.
 
Odległości między poszczególnymi jego budowlami wahają się od kilkudziesięciu do 350 metrów. W zwieńczeniach bram – wież wykute są wielkie, kilkumetrowej wielkości i patrzące na wszystkie strony świata twarze. Ściany kamiennych budynków pokrywają głębokie płaskorzeźby bogów i tancerek. Przepięknie zdobione są wykute w kamieniu obramowania drzwi i okien.
 
A wszystko porasta soczysta dżungla z koronami drzew wznoszącymi się wysoko nad najwyższymi szczytami budowli. Szare korzenie wciskają się, jak węże, między skalne bloki konstrukcji. Obejmują, jak ramionami kulturystów, płaskorzeźby. Spływają po dachach i ścianach budowli jak wodospady. Ludzie krążący w tym zaczarowanym świecie są malutcy i wydają się bezradni.
 
Przechodzę kamiennymi korytarzami o sklepieniach przypominających mi… niemal identyczne widziane w antycznych murach cyklopich na Peloponezie i wewnętrzne przejścia świątyń Majów na Jukatanie. Oglądam oraz fotografuję wspaniale wykute przed wiekami w kamieniu postacie bogów i tancerek, girlandy kwiatów, liści i inne dekoracje.
 
Podziwiać to można godzinami dostając z zachwytu zawrotów głowy. A także po prostu siąść gdzieś na korzeniu którego z drzew, chłonąc wrażenia i napawać się tymi widokami. Chociaż utrudniają to jednak przewalające się tłumy turystów z całego świata. Przecież świątynia Ta Prohm jest jedną z najpiękniejszych w całym zespole Angkor.
 
BANTEAY KDEI – „CYTADELA Z CELAMI”
 
Pora zresztą ruszać dalej. W ciągu trzech dni, na które mam bilet z fotografią, sprawdzany zresztą co chwila, zobaczyć można przecież tylko najważniejsze budowle Angkoru. Niespełna kilometr na południowy wschód od poprzedniego, wspaniałego zespołu świątyń znajduje kolejny, skromniejszy. Banteay Kdei, czyli „Cytadela z celami”.
 
Nazwa ta wynika chyba z faktu, że aż do połowy XX wieku był on czynnym klasztorem buddyjskim. Zaś posąg Wielkiego Myśliciela w centrum świątyni nadal stanowi obiekt kultu. Teren między budowlami tego zespołu jest o wiele mniej zarośnięty przez dżunglę. Banteay Kdei zbudowany został w roku 1181 również za czasów króla Jayavarmana VII.
 
Prawdopodobnie na ruinach istniejącej w tym miejscu wcześniej świątyni buddyjskiej, którą wzniósł sławny w okresie panowania króla Rajendravarmana II architekt Kavindrarimathana. Ponieważ jednak nie znaleziono kamienia węgielnego tamtej świątyni aby ustalić komu została dedykowana, Jayavarman VII poświęcił nową świątynię Buddzie.
 
Równocześnie jednak dwie mniejsze w tym kompleksie hinduistycznym bóstwom Prajnaparamita i Lokeshvara. Czcząc w ten sposób zarazem swoją matkę i ojca. Ten kompleks świątynny otoczony czterema pierścieniami murów wzniesiono na planie prostokąta jako korytarzowy na osi wschód – zachód.
 
Z dwoma dużymi gopurami budowlami bramnymi z wieżami zakończonymi wykutymi w kamiennych blokach ogromnymi twarzami patrzącymi na wszystkie strony świata, w trzecim pasie murów. Główne wejście, przez które wchodzę, znajduje się oczywiście od wschodu. Z obszernego tarasu usytuowanego między 4 i 3 pierścieniem murów, otoczonego kamiennymi balustradami w kształcie węża Naga, wchodzę przez wschodni gopuram.
 
ŻYWE MIEJSCE KULTU BUDDY
 
Idąc dawnym korytarzem mijam po prawej stronie dziedziniec oraz budynek z kolumnami, przechodzę przez Halę Tancerek – jej nazwa pochodzi od tematyki płaskorzeźb znajdujących się na jej ścianach i kolumnach. Docieram do głównej świątyni. Otacza ją drugi pierścień murów w którym są cztery mniejsze wejściowe gopuramy. Największa i szczególnie ładnie zdobiona jest główna – wschodnia.
 
Zaraz za nią mijam pierwszy pierścień murów i znajduję się w najważniejszym miejscu tego świątynnego kompleksu. Znajduje się w nim 6 niewielkich dziedzińców, dwie budowle nazywane bibliotekami, dwie kolumny, sala zgromadzeń oraz pośrodku centralny prasat – kamienna wieża w kształcie piramidy. W niej zaś wspomniany już na wstępie posąg siedzącego Buddy.
 
Przybrany w pomarańczowe szaty, otoczony kwiatami i świecami jest nadal żywym miejscem kultu. Z terenu głównej świątyni są także dwa wyjścia boczne – niewielkie gopuramy w pierwszym i drugim pasie murów oraz większe zachodnie. Przez korytarz ze stojącymi po jego bokach słupami, na których prawdopodobnie niegdyś opierał się strop, przechodzę do zbudowanego tak jak wschodni na planie krzyża, dużego zachodniego gopuramu z bocznymi pomieszczeniami.
 
Z niego przez kolejny korytarzyk wychodzę przez teren zielony na zewnątrz. Kilka małolatek próbowało mi wcisnąć jakieś „souveniry”, ale były tak brzydkie i tandetne, że tylko wzruszyłem ramionami. Zwiedzając poszczególne świątynne pomieszczenia Banteay Kdei, a ściślej ich ruiny, z zainteresowaniem oglądałem oraz fotografowałem poszczególne budowle i rosnące wśród nich stare drzewa.
 
A także, oczywiście, rzeźby, płaskorzeźby oraz inne detale architektoniczne. Kilka z nich miało pomarańczowe tło, prawdopodobnie pozostałość po czasach, gdy świątynia była zarazem klasztorem.
 
SRAS SRANG – PODSTAWA POTĘGI KHMERÓW
 
„Królewskie kąpielisko”, bo tak tłumaczy się khmerską nazwę Sras Srang, a w wersji angielskiej Srah Srang, sąsiaduje przez drogę z kompleksem świątynnym Banteay Kdei. To jedno z najbardziej niezwykłych miejsc w całym Angkorze. Nad sporym zbiornikiem wodnym o rozmiarach 350 x 700 m znajduje się taras wykonany z laternitu.
 
Prowadzą z niego kamienne schody aż do tafli wody w której, dodam, chętnie popołudniami kąpią się bawoły. Brzegu strzegą kamienne lwy, oddziela go także balustrada – również kamienne węże Nada – zakończone trzygłowymi kobrami. Starych, wykutych w kamieniu dekoracji, jest tu więcej. M.in. święty ptak Garuda oraz ogony innych ptaków, a także stylizowane węże.
 
Jest to przepiękne miejsce do medytacji, zwłaszcza o zachodzie słońca. W przeszłości na tym tarasie stał pawilon medytacyjny, zaś cały obiekt należał do buddyjskiego klasztoru. Pośrodku jeziora znajduje się podobno wysepka, a na niej ruiny innego pawilonu. Być może dosyć wysoki poziom wody nie pozwolił mi jej jednak dostrzec. Trochę zagadkowa jest przeszłość tego jeziora.
 
Wspomniany taras, balustradę oraz rzeźby nad nim zbudował w X wieku Kavindraraimathan, sławny architekt króla Rajendravarmana II. Ale nabrzeża z piaskowca wykonane zostały w czasach króla Jayavarmana VII, czyli na przełomie XII i XIII wieków. Równoczesnej jednak miejscowy przewodnik zapewniał mnie, że wcześniej był to jeden z trzech pierwszych sztucznych zbiorników wody zbudowanych w VIII wieku, które zapoczątkowały późniejszą potęgę Khmerów.
 
Wymyślili oni bowiem – to fakt historyczny o ogromnym znaczeniu – sposób gromadzenia wody w okresach pory deszczowej i wykorzystywania jej do nawadniania pół ryżowych w okresach suszy. A to zapewniło im niezależność żywnościową oraz poszukiwany artykuł spożywczy na sprzedaż, co stało się źródłem ich bogactwa, a następnie potęgi.
 
Dziś jest to urocze miejsce, coraz chętniej odwiedzane przez turystów przyjeżdżających do Angkoru. Zaś sąsiedztwo z kompleksem świątynnym Banteay Kdei pozwala kończyć jego zwiedzanie właśnie nad Srah Srang.
 
PRE RUP – SARKOFAG I KRÓLEWSKIE KREMATORIUM
 
Nazwa tego zespołu świątynnego, odległego od Sras Srang o 2 kilometry, zaś od Bramy Zwycięstwa Angkor Thom około 5, brzmi w tłumaczeniu trochę makabrycznie. Znaczy bowiem Sakrofag, ewentualnie Miejsce składania zwłok. Przypuszczalnie był to centralny punkt nowej stolicy średniowiecznego Królestwa Khmerów. I w nim, zgodnie z hinduskim obyczajem, kremowano zwłoki władców.
 
Jest to zarazem jedno z najważniejszych wzgórz świątynnych w całym Angkorze. Ten imponujący kompleks świątyń i towarzyszących im budowli, w tym domniemanych miejsc obmywania zwłok przed spaleniem i ich kremacji, zbudowany został na sztucznym wzgórzu z laterytu. Konsekrowany w roku 961 lub 962, uważany jest za mistrzowskie dzieło Kavindrarimathana, architekta króla Rajendravarmana II.
 
Poświęcony zaś został rycerzowi hinduistycznego boga Shiwy – Nandi. Zespół ten, zbudowany na planie prostokąta, otaczają trzy linie murów. Chronione fosą zewnętrzne mają rozmiary 120 x 130 m. Ma on 3 poziomy – tarasy i cztery gopuramy – pawilony wejściowe na planie krzyża, z aneksami i ryzalitami.
 
Od najważniejszej dla Khmerów strony świata – wschodu, między drugim i pierwszym pasem murów stoi 5 prasatów – ceglanych wież. Miało ich być sześć, po trzy z każdej strony, przy czym środkowe są wyższe.
 
Ostatnia od strony północnej nie została jednak nigdy dokończona, wybudowano tylko jej fundamenty.Natomiast skrajna od południa jest najbardziej zniszczona, zachowała się w niespełna dwu trzecich wysokości.
 
Kamienne kolumny i obramowania drzwi tych prasatów pokryte są płaskorzeźbami. Najsławniejsza jest, na wieży południowej, przedstawiająca Narasimhę – inkarnację boga Wisznu częściowo pod postacią lwa.
Na pozostałych stronach tego pierwszego, najniższego tarasu, stoją równolegle do linii murów prostokątne budowle. Są w nich również cztery – każda z innej strony świata – małe gopuramy, pawilony bramne. Na platformie tej stoją też dwie tak zwane biblioteki.
 
Wzdłuż boków drugiej, wyższej platformy, na którą prowadzą ze wszystkich stron dosyć strome kamienne schody, stoi po kilka mniejszych budynków. Vis a vis wejścia wschodnimi schodami natomiast „Sarkofag”, który dał nazwę temu zespołowi świątynnemu. W północno wschodnim, wewnętrznym narożniku murów zaś „Kiosk” zbudowany z laterytu, z dachem o kształcie piramidy na planie kwadratu.
 
A obok niego kamienny zbiornik z kanałem odpływowym. Według kambodżańskich badaczy było to miejsce obmywania zwłok przed ich spaleniem. Na tarasie tym znajdują się również długie, prostokątne budynki oraz cokół na którym wykuto 298 wierszowy, najdłuższy zachowany tekst w sanskrycie. Nad całością zespołu świątynnego góruje trzecia platforma o rozmiarach 46 x 34 metry.
 
Prowadzą na nią również 4 pary kamiennych schodów. Wyłożona jest piaskowcem, stoją na niej cztery ceglane wieże – prasaty o wysokości po 6-8 metrów, po środku zaś centralny prasat wysoki na 17 metrów. Całość tego świątynnego kompleksu jest w nienajlepszym stanie. Znajduje się on, chyba już od dosyć dawna, chociaż prowadzonych prac nie zauważyłem, w trakcie rewaloryzacji finansowanej przez fundusz włoski wspólnie z UNESCO.
 
O czym informuje zniszczona przez deszcze tablica. Z poszczególnych platform świątyni, zwłaszcza zaś ze schodów najwyżej położonych prasatów roztaczają się piękne widoki na cały ten zespół, a także otaczającą go dżunglę. W porównaniu z innymi obiektami Angkoru w tym, chociaż jest bardzo interesujący, trafiłem na stosunkowo mało zwiedzających. Mogłem więc bez większych przeszkód oglądać także detale oraz robić zdjęcia.
 
O następnych skarbach Angkoru, w tym o największej pojedynczej świątyni Angkor Wat i największym kompleksie zabytków Angkor Thom z, m.in., 216 kamiennymi twarzami Awalokiteśwary oraz tamtejszych świątyniach, tarasach, rzeźbach i płaskorzeźbach, napiszę już w następnych reportażach.
 
Zdjęcia autora