BEZDROŻA: UZBEKISTAN

Najbogatszy w zabytki i ciekawe miejsca kraj Azji Środkowej – Uzbekistan, perła pierwszej wielkości na historycznymWielkim Jedwabnym Szlaku, doczekał się tylko jemu poświęconego przewodnika Bezdroży. I to w najlepszej, nie tylko moim zdaniem, serii Classic. Przeznaczonej dla tych, którzy naprawdę chcą się dużo dowiedzieć o krajach, miejscach, zabytkach oraz innych tamtejszych atrakcjach. A nie tylko pooglądać ich zdjęcia i przeczytać parę podstawowych informacji. Swoją ocenę opieram na lekturze i zrecenzowaniu jeżeli nie wszystkich dotychczas opublikowanych, to na pewno ogromnej większości przewodników tej oficyny wydawniczej. Uzbekistan nie tylko lubię i bardzo cenię tamtejsze wspaniałe zabytki, kulturę, przyrodę, kuchnię itp. oraz, oczywiście, ludzi, ale mam do niego szczególny sentyment. Był bowiem trzecim, po Krymie i Kaukazie, egzotycznym miejscem na szlakach moich podróży. Z wieloma w nim przeżyciami. Wybrałem się tam w 1966 r. w reporterską podróż, częściowo śladami jednego z największych światowych mistrzów tego gatunku w pierwszych trzech dekadach XX wieku, „Szalejącego reportera” Egona Erwina Kischa i jego książki „Asien gründlich verändert” (Azja Odmieniona) wydanej w 1932 r. A więc w 35 lat po nim.

 

Jako pierwszy zagraniczny dziennikarz, tak mnie przynajmniej zapewniał ówczesny sekretarz generalny uzbeckiego oddziału Związku Dziennikarzy Radzieckich, otrzymałem zgodę na podróż do Taszkentu zmiecionego z powierzchni ziemi przez ogromne trzęsienie ziemi w dniu 26 kwietnia oraz kilku innych miast. I to podróż bez obowiązującego wówczas w ZSRR „tłumacza – opiekuna”.Biegle mówiąc i pisząc po rosyjsku nie potrzebowałem go, a ponieważ za wszystko: przeloty i przejazdy, hotele, wyżywienie itp. płaciłem sam, nie było pretekstu, aby mi go narzucić. Pomocy potrzebowałem tylko w załatwianiu hoteli i wstępów do niektórych obiektów. Trudno było sobie przecież wyobrazić, chyba nie tylko tam i w tamtych czasach, że zagraniczny dziennikarz zjawia się, niezapowiedziany, np. na terenie wykopalisk archeologicznych starożytnej Marakandy na Wzgórzu Afrasjab w Samarkandzie, czy w fabryce karakułów w Bucharze mówiąc, że zamierza o nich coś napisać. Ale w takich przypadkach pomagały mi miejscowe redakcje, do których kontakty i polecenia otrzymałem od życzliwych mi ludzi w Moskwie. Tę fascynującą podróż, po zapoznaniu się z sytuacją w Taszkencie i początkami jego odbudowy oraz cudami Samarkandy i Buchary, przerwał mi prawie 10-dniowy pobyt w szpitalu w tej ostatniej. I konieczność zrezygnowania z lotu do Chiwy i dalej oraz powrotu do kraju. Nawiasem mówiąc, relacji z pobytu w tym szpitalu odmówiła mi zarówno macierzysta redakcja, jak i jedna czy dwie inne bojąc się przepraw z cenzurą.

Mimo iż z życzliwością i wdzięcznością napisałem o tamtejszej troskliwej opiece lekarzy i pielęgniarek. Ale opisane realia obwodowego (wojewódzkiego) szpitala w radzieckiej Azji Środkowej były, nawet jak na ówczesne warunki polskie, zbyt szokujące. Zdecydował się na to dopiero „Tygodnik Demokratyczny” i… poważniejszych ingerencji cenzury w mój tekst nie było. Osobny problem stanowił powrót ze szpitala do Warszawy. Przebukowano mi bilet, karetka zawiozła mnie najpierw do hotelu, w którym pozostały moje rzeczy, a następnie na bucharskie lotnisko. Ale w Taszkencie, z którego miałem lecieć do Moskwy, a następnie do Warszawy okazało się, że… na najbliższe 6 tygodni nie ma już ani jednego miejsca! Nie pomagał zagraniczny paszport, legitymacja prasowa ani wypis ze szpitala. Moja argumentacja w Aerofłocie na taszkenckim lotnisku okazała się jednak tak szokująca (łapówka nie wchodziła w grę, ale to już osobna historia), że jeszcze tego samego wieczoru, po 6-godzinnym locie „latającą krową” (IŁ 18) byłem w hotelu w Moskwie, a następnego dnia w Warszawie. Seria moich reportaży i fotoreportaży z tamtej podróży okazała się tak egzotyczna, że „obleciały” one, za pośrednictwem agencji prasowej, w której wówczas pracowałem, wszystkie gazety wojewódzkie, oczywiście jako „korespondencje własne”. A jeden trafił nawet do zbioru, przetłumaczonego także na rosyjski, reportaży najciekawszych 25 polskich reporterów.

Był to jednak tylko przedsmak późniejszego poznawania przeze mnie Uzbekistanu, także miejsc, których za pierwszym razem nie zdołałem zobaczyć. Wydany właśnie przewodnik po nim odświeżył tamte oraz późniejsze wspomnienia z ojczyzny Tamerlana i Uług Bega. I wzbogacił moją wiedzę o wiele szczegółów dotyczących przeszłości i współczesności tego kraju. Jest bowiem – napiszę to od razu – znakomity, napisany kompetentnie, a zarazem ciekawie przez polskich autorów. Wzbogaca go 28 map i planów miast, liczne zdjęcia, co prawda tylko czarno-białe, ale dobrze opisane, nawet z informacjami np., z których miejsc jest dany widok. Ponadto niemal 150 ramek z ciekawostkami, włamanych w tekst. Część przewodnikową poprzedza „Niezbędnik” z najważniejszymi adresami i informacjami oraz sugestie autorów, co w Uzbekistanie trzeba zobaczyć przede wszystkim. Z bardzo trafnym ich wyborem, chociaż w przypadku Buchary zabrakło mi uwzględnienie także w tym miejscu mauzoleum Samanidów z IX wieku. Rozdział „Zaplanuj podróż” znakomicie ułatwia przygotowanie samodzielnie organizowanego wyjazdu do tego kraju. Zawiera mnóstwo ważnych i przydatnych informacji oraz rad. A także bardzo ciekawe propozycje 4 różnych tras zwiedzania Uzbekistanu w wariantach od 10 dni do 3 tygodni. Z odsyłaczami na strony, na których znaleźć można coś więcej o wymienionych miejscowościach i obiektach.

Niezliczone ważne, obszerne i napisane ze znajomością tematów znajdują się także w dwu rozdziałach wstępnych. „Informacje praktyczne” dotyczą przygotowań do podróży, przejazdów oraz poruszania się na miejscu. Ze zwróceniem m.in. uwagi na tamtejsze surowe przepisy meldunkowe, ale i bardzo dobrą komunikację lokalną samolotami i szybkimi (nie tylko) pociągami. Oczywiście również na temat noclegów i wyżywienia. I „Informatorem A-Z”, w którym brak mi przynajmniej jeszcze jednego hasła „Języki”, chociaż temat ten omawiany jest później obszernie w tekście. Podobnie bardzo dużo ciekawych informacji oraz faktów zawierają „Informacje krajoznawcze”. O charakterystyce geograficznej kraju, jego przyrodzie i obszarach chronionych, historii, Polakach w Azji Środkowej, społeczeństwie, językach, religii, tradycji i zwyczajach, kulturze i sztuce. Łącznie te informacje wstępne zajmują ponad sto stron, nieco ponad jedną czwartą objętości przewodnika. Co jest jego wielkim plusem, gdyż warte są przeczytania i uwzględnienia zarówno przed wyjazdem, jak i korzystania z nich w podróży. I to zarówno zorganizowanej indywidualnie, jak i wycieczki z biurem turystycznym.

Podstawowa część tego przewodnika: „Zwiedzanie Uzbekistanu” podzielona została na 5 rozdziałów: Taszkent i okolice; trzy dawne chanaty, czyli regony Samarkandy, Buchary i Chiwy oraz otaczających je części kraju, a także Kotliny Fergańskiej. Każda również z mnóstwem informacji oraz ciekawostek „zaostrzających apetyt” na poznawanie tego atrakcyjnego, a zarazem egzotycznego kraju. Z mapkami i planami, zdjęciami, prezentacją regionów i miejscowości, ich historią oraz dosyć szczegółowymi opisami zabytków i innych atrakcji. A także informacjami o placówkach IT, dojeździe, komunikacji lokalnej, noclegach, wyżywieniu itp. Pominięć znalazłem niewiele. W Taszkencie zabrakło mi chociażby wzmianki (poza uwzględnieniem jej na planie miasta) o tamtejszej Operze im. Aliszera Nawoi. Zaliczanej do najlepszych w Azji Środkowej, ze znakomitym baletem. Jej gmach był jednym z nielicznych, które przetrwały tamto wielkie trzęsienie ziemi, podobnie jak stojący vis a vis niego, po drugiej stronie dużego skweru hotel. Wówczas (później nazywano tak nowy, wielopiętrowy gigant, a temu nadano nową nazwę) Taszkent.

To w nim otrzymałem pokój w 1966 roku i przez cały czas pobytu w uzbeckiej stolicy oglądałem z okna Operę. Między hotelem i nią był wtedy pusty plac, bez, jak obecnie, fontann i zieleni. Z boku tego placu – skweru stał, już odbudowany, dom towarowy. A dookoła rozciągały się, nieoświetlone wieczorami, pustkowia już usuniętych, lub uprzątanych ruin miasta. Lektura wielu stron recenzowanego przewodnika przywołuje moje wspomnienia nie tylko z pierwszej podróży po Uzbekistanie. Np. najstarszego, jak piszą autorzy, a jednego z czterech najstarszych, z VII wieku, jak mnie poinformowano tam, egzemplarza Koranu w bibliotece medresy Mudżi Mubaraka, który pozwolono mi sfotografować przez pancerną szybę w pokrytym zdobioną miedzią sejfie. Kolebkę Samarkandy: wykopaliska na Wzgórzu Afrasjab, gdzie podczas mojego pierwszego na nim pobytu odkopano gliniane naczynie ze skarbem srebrnych sogdyjskich monet z VII w n.e. A kierownik tej ekspedycji archeologicznej, prof. Szyszkin – „Kazimierz Michałowski Azji Środkowej”, kierujący pracami wykopaliskowymi z Taszkentu, ale przyjeżdżający co jakiś czas aby sprawdzać ich przebieg, i obecny akurat w Samarkandzie, zgodził się, chociaż podobno unikał dziennikarzy, poświęcić polskiemu korespondentowi „5 minut”.

Przegadaliśmy w pokoju hotelu, w którym zatrzymał się, znacznie skromniejszego niż mój, ponad 4 godziny, a wyszedłem obdarowany jego książkami i publikacjami. Jeszcze raz podkreślę, że informacje i opisy tego, co w Uzbekistanie warto zobaczyć, są obszerne, ale „nie przegadane”, kompetentne oraz bardzo ciekawe. Sugestie wstępne w każdym rozdziale, co przede wszystkim trzeba i warto zobaczyć w danym mieście czy regionie, dotyczą trafnie dobranych obiektów i miejsc. Tylko w nielicznych przypadkach czytając czułem ich niedosyt. Np. w baśniowej wręcz Chiwie, w której nocowałem na terenie twierdzy Iczan Kala, w zamienionej na hotel dawnej medresie Muhammeda Amina-chana, warto byłoby jednak, wśród szczególnie polecanych obiektów, uwzględnić niedokończony minaret Kalta Minor będący symbolem tego miasta. A także Meczet Piątkowy, z „lasem” ponad 200 wewnętrznych, drewnianych kolumn, z których najstarsze pochodzą z XII wieku. Oczywiście oba omówione są w innych miejscach. Oprócz, dosyć obszernego, słowniczka polsko – rosyjskiego z rozmówkami i przydatnymi zwrotami, umieszczonego na końcu przewodnika, warto było uwzględnić też, chociażby króciutki, polsko – uzbecki.

Bo rosyjski, chociaż ciągle tam powszechny, traci już sporo, zwłaszcza wśród ludzi młodych i wykształconych, na rzecz angielskiego. Podczas mojego ostatniego pobytu w Uzbekistanie, w rozmowach w Bucharze z przesympatyczną młodzieżą w wieku gimnazjalnym, przydatniejszy okazywał się angielski. Bo rosyjski na ogół był dla niej zrozumiały, ale już z mówieniem w nim dzieciaki miały trudności, przechodząc w rozmowie z cudzoziemcem na angielski. Przy okazji małe uściślenie informacji z przewodnika. Język uzbecki, nie jest, jak piszą autorzy na str. 117, jedynym, obok turkmeńskiego, w Azji Centralnej, zapisywanym w alfabecie łacińskim. Na ten alfabet przechodzi też Kazachstan. To jednak tylko drobne uwagi. Przewodnik jest, powtórzę to jeszcze raz, bardzo dobry. I polecam go wszystkim wybierającym się do Uzbekistanu, a także tym, którzy chcą się czegoś dowiedzieć o tym kraju. Natomiast tych, którzy jeszcze w nim nie byli, bo jak byli, to namawiać ich do kolejnej podróży tam nie trzeba, zachęcam do poznawania go. Jest naprawdę tego wart!

UZBEKISTAN. Przewodnik Bezdroży z serii Classic. Autorzy: Miron Kokosiński, Magdalena Oczkowska-Janas, Sławomir Janas. Wydawnictwo Helion, wyd. I, Gliwice 2019, str. 383, cena 44,90 zl. ISBN 978-83-283-5143-1


Stowarzyszenie Dziennikarzy Podróżników GLOBTROTER

Booking.com