BEZDROŻA: KIJÓW – TRAVELBOOK

Z ogromnym zainteresowaniem zabrałem się do lektury nowego przewodnika po stolicy Ukrainy, wydanego w serii travelbooków Bezdroży. Z miastem tym związany jestem od paru dekad, pracowałem w nim ponad 6 lat jako korespondent prasy polskiej, a liczba pobytów w nim, z reguły nie parodniowych, liczona jest w dziesiątkach. Pozwoliło mi to poznać Kijów tak dobrze, jak żadne z innych miast świata. Dodatkowo nazwiska autorów, z których jeden wcześniej napisał przewodnik po tym mieście w serii Classic Bezdroży, a drugi inne b. dobre, zapowiadało porcję solidnych informacji. I nie zawiodłem się, chociaż po lekturze zabrałem ten przewodnik z sobą na kolejny wyjazd do Kijowa, aby na miejscu zweryfikować fakty, które budziły moje wątpliwości. Od razu napiszę, że jest to przewodnik bardzo dobry, jeden z najlepszych w tej serii, a przeczytałem i zrecenzowałem już większość z dotychczas w niej wydanych. Bardzo rozwinięta jest w nim część informacyjna poświęcona zabytkom, miejscom i atrakcjom. Z mnóstwem szczegółów historycznych, ale i z innych dziedzin, np. architektury i sztuki oraz ciekawostek. Przykładowo wspomnę o Soborze Sofijskim, Złotej Bramie, Pałacu Mariańskim, Pieczerskiej Ławrze, czy cerkwi Bogurodzicy Pyrohoszczej na Podole. 

W tym ostatnim przypadku używam konsekwentnie ukraińskiej, chociaż również polskiej – vide podół czy podołek, nazwy tej części Kijowa, gdyż uważam ją za bardziej prawidłową, niż stosowany przez autorów Padół, kojarzący się z ponurym „na tym łez Padole”.Wysoka ocena tego, co znajduje się w tym przewodniku nie oznacza, że jest on bez wad, pominięć, nieaktualności oraz ewidentnych błędów. Ale o nich za chwilę. Dwa rozdziały wstępne: Informacje praktyczne z A-Z i Informacje krajoznawcze z ABC, zawierają generalnie to, co powinno się w nich znaleźć. Z jednym istotnym brakiem: całkowitym pominięciem tak ważnego tematu, jakim jest wyżywienie. Jest sporo o transporcie publicznym, noclegach, pamiątkach, ale o tym, gdzie, co i za ile mogą zjeść w Kijowie turyści, ani słowa. Pod tym względem jest to jedyny, z dotychczas przeczytanych przeze mnie,5przewodników tej serii. I chociaż w stolicy Ukrainy są setki, nawet chyba tysiące – to przecież 3 milionowe, a praktycznie nawet ludniejsze miasto – restauracji, barów, kawiarni, cukierni, jadłodajni itp., to czytelnikom – turystom potrzebne są też informacje, z których warto korzystać, a które omijać. „Atrakcje Kijowa”, od których, podobnie jak w innych przewodnikach tej serii, rozpoczyna się i ten, prezentują to, co rzeczywiście jest tam godne uwagi w pierwszej kolejności. Po 4: świątynie, muzea, perły architektury (w tym przypadku uważam jednak, że katolicki, neogotycki kościół św. Mikołaja, jest na pewno wyższej klasy perłą niż uwzględniona karaimska kenesa), obiektów władzy i rewolucji, czy Kijów dla najmłodszych.

Chociaż i w tym przypadku nie bardzo rozumiem, dlaczego tylko „dla najmłodszych” ma być najgłębsza na świecie stacja metra Arsenalna, Złota Brama czy Zjazd św. Andrzeja? A pominięty został świat dziecięcych fantazji i placów zabaw na trasie spacerowo – widokowej, na zapleczu kamienic przy ul. Wełykoj Żytomirśkoj, niemal od pl. Lwowskiego do zachowanych fundamentów cerkwi Dziesięcinnej i pobliskiej perły baroku, cerkwi św. Andrzeja. Zwiedzanie Kijowa autorzy proponują pięcioma trasami. Plus ciekawe obiekty poza centrum oraz osobno odległego o ponad 150 km Czarnobyla. Za wielki brak uważam natomiast pominięcie cmentarza (także wśród nekropolii) w Bykowni. Odległego zaledwie 5 km od krańcowej stacji czerwonej linii metra „Lisowa”, skąd dalej dojeżdża się „marszrutkami”. Jest to przecież Czwarty Cmentarz Katyński, na którym grzebano polskich oficerów z ukraińskiej listy katyńskiej, mordowanych w siedzibie NKWD w centrum, w pobliżu obecnego Majdanu Nezależnosti oraz więzieniu Łukjanowskim w Kijowie. A wcześniej i później ofiary innych zbrodni stalinowskich, w tym Polaków z Żytomierszczyzny, „skazywanych” na śmierć przez „trójki” za wymyślone szpiegostwo, sabotaż i inne „zbrodnie”. Takie ograniczenie obszaru zwiedzania miasta spowodowało, że nie uwzględniono ciekawych monasterów: Kitajewskoj Pustyni i monasteru Feofanowa z soborem Pantalejmonowskim na obrzeżach, (chociaż nie pominięto Muzeum Architektury Ludowej).

Autorzy nie dostrzegli również, co najmniej kilku innych ważnych obiektów i miejsc, m.in. znajdującego się praktycznie w centrum, na końcu króciutkiego Zaułku Bechtierewskiego, dwa przystanki trolejbusem od pl. Lwowskiego, żeńskiego monasteru Pokrowskiego i sąsiadującego z nim soboru św. Mikołaja, fantastycznie zrewaloryzowanego ostatnio po „czasach minionych”. Pominięć jest, niestety sporo, wymienić z braku miejsca mogę tylko kilka przykładowo. W bardzo ciekawym opisie Pieczerskiej Ławry zabrakło cerkwi Spasa (Zbawiciela) na Berestowie z XII w., przebudowanego w stylu ukraińskiego baroku. Niedawno nareszcie zrewaloryzowanego, ale znowu niedostępnego, bo do końca br. ma potrwać budowa dookoła niego placu. Ta historyczna cerkiew (po najeździe w 1240 r. hord chana Batyja była jedyną niezniszczoną i czynną w mieście) stoi, co prawda, kilkadziesiąt metrów poza murami Ławry, ale jest jednym z 50 obiektów tego Rezerwatu Archeologiczno – Historycznego. Skoro o nim mowa, to w przypadku Muzeum Skarbów Ukrainy (Kosztownostiej) są w nim nie tylko „bardzo cenne”, jak piszą autorzy, złote skarby ze scytyjskich kurhanów, ale również sreber arystokracji, szlachty i mieszczaństwa, judaików oraz szat i innych akcesoriów liturgicznych z kilku wieków.

Zupełnie pominięto istnienie w tym kompleksie Muzeum Teatralnego, m.in. z cennymi eksponatami związanymi z polskimi teatrami we Lwowie. Z nowości Ławry – to już moje uzupełnienie: piękna nadbramna cerkiew Troicka (św. Trójcy) jest w remoncie, całkowicie zasłonięta. W nadmiernie zwięzłej informacji o Narodowym Ogrodzie Botanicznym brak nawet wzmianki, że tamtejsza kolekcja kilkuset odmian bzów uważana jest za największą w świecie, a gdy one kwitną w maju, to przylatują, aby je obejrzeć, miłośnicy kwiatów nawet z Japonii. Imponujące są tam również m.in. kolekcje róż oraz kwiatów jesiennych. Brak też informacji, że na terenie tego ogrodu znajduje się klasztor i cerkiew, a do opisywanego zaraz po nim monasteru Wydubyckiego prowadzi najwygodniejsza i najpiękniejsza droga w dół naddniestrzańskiej skarpy. Ciekawa jest, na wkładce, jednej z trzech, obok 21 informacji w ramkach, 7 planów i mapek oraz nieco ponad stu kolorowych zdjęć wzbogacających ten przewodnik, informacja o kijowskich pomnikach. Jest ich mnóstwo, ale uważam, że należało uwzględnić także przynajmniej Juliusza Słowackiego obok wspomnianego neogotyckiego kościoła katolickiego św. Mikołaja przy ul. Wełykoj Wasilkiwśkoj.

Z najnowszej historii Ukrainy zaś najważniejszego chyba polityka opozycyjnego w końcówce istnienia ZSRR i pierwszych latach Niepodległej Ukrainy, twórcy, najpierw we Lwowie, Ludowego Ruchu Ukrainy na wzór naszej „Solidarności”, Wiaczesława Czornowoła. Zabitego 1999 r. w nie do końca wyjaśnionym wypadku drogowym. Poświęcony mu pomnik stoi przy ul. Hruszewskiego, parę kroków od Muzeum Narodowego. Warta odnotowania jest też rzeźba „Kozak Zwycięzca” Wiaczesława Didkiwśkiego, przedstawiająca kozaka na koniu, tak jak św. Jerzego, wbijającego, na mapie Ukrainy z Krymem, lancę w paszczę rosyjskiego smoka. Stoi ona przed gmachem SBU przy ul. Wołodymirśkiej, między Złotą Bramą i Soborem Sofijskim. Drobniejszych pominięć jest o wiele więcej. Na Podole w przypadku cerkwi św. Ilji raczej nie ma wątpliwości, że stoi ona, bo potwierdza to specjalna tablica na niej, na miejscu wzniesionej jeszcze przed chrztem Rusi, w której w roku 945 podpisany został pokój z posłem bizantyjskiego cesarza Romana. Pominięte zostały dwa ważne pomniki: poety, filozofa i kompozytora Hryhoryja Skoworody i kozackiego hetmana Piotra Konaszewicza – Sahajdacznego.

Z kijowskich aktualności wspomnę, że w zabytkowej (XII wiek, z późniejszymi przebudowami) cerkwi św. Cyryla (Kriłłowśka cerkwa) trwa rewaloryzacja (i odsłanianie nowych) fresków. Dodam, bo to fakt mało znany, na który trafiłem zajmując się nią swego czasu, że pochowano w niej m.in. córkę naszego Kazimierza II Sprawiedliwego Marię († 1179 – w polskich źródłach nie znalazłem jej imienia tylko wzmiankę, że miał córkę), żonę ks. Wsiewołoda (Danyły) Czernego, zmarłą w wieku 17 lat podczas połogu. Skoro o świątyniach mowa, to pominięto nazwisko Michała Wrubla, sławnego malarza rosyjskiego z polsko-duńskimi korzeniami, jednego z głównych autorów wspaniałych fresków w soborze św. Włodzimierza przy bulwarze Tarasa Szewczenki. I ostatnie już drobiazgi na zakończenie. Nie istnieje żadne „targowisko” Bessarabka. Zawsze był to i jest Rynek Bessarabski, ew. „Bessarabka”, najsłynniejszy i najdroższy w Kijowie, a zapewne na całej Ukrainie, w hali targowej (i tylko, nie ma wokół niej bazaru!) przy Chreszczatyku. Już od paru lat nie ma natomiast Rynku Siennego między ulicami: Bulwarno-Kudriawską (d.Worowskiego) i Ołesia Honczara. Na jego miejscu wyrósł wieżowiec i kompleks biznesowy, dobiega końca budowa kilkudziesięciopiętrowego mieszkalnego. Pisząc o tym rynku, autorzy pominęli inne, ważne: Wołodymirśkyj przy ul. Wełykoj Wasilkiwśkoj – drugi pod względem cen i asortymentu, Łukjanowski z targowiskiem oraz Żytni na Podole.

Pominięto też takie informacje, jak np., że obecny Pałac Prezydencki, to dawny gmach KC Komunistycznej Partii Ukrainy. Gmach MSZ był siedzibą KC Komsomołu Ukrainy. Muzeum Historii Ukrainy podczas II Wojny Światowej, to b. Muzeum Wielkiej Wojny Ojczyźnianej, ze zmienioną częściowo ekspozycją. Przykłady zmian, także nazewnictwa ulic, placów, obiektów itp. w ramach dekomunizacji i derusyfikacji, można mnożyć. Podobnie jak cen. Jednorazowy bilet (alternatywą są miesięczne, nie ma na krótsze okresy) na miejskie autobusy, trolejbusy, tramwaje, metro i „marszrutki”, kosztuje obecnie 8 hrywien, bez żadnych zniżek. Tylko emeryci jeżdżą darmo na podstawie specjalnej legitymacji. Chyba tylko na jednej linii „marszrutek” można jeździć za 5 hrywien. To mnóstwo moich uwag, uzupełnień i uściśleń, nie zmienia wysokiej oceny tego przewodnika. Uważam jednak, że może on być lepszy, dokładniejszy. A zmiany należy wprowadzić już w następnym wydaniu, zaktualizowane w momencie, gdy będzie przygotowywane do druku. Bo Kijów jest tak ciekawym, a zarazem bliskim (1 h 8 min „czystego lotu” z Warszawy) i bezpiecznym miastem, że warto go odwiedzać i poznawać. Bardzo ułatwi to ten przewodnik, jak i znajdujący się na jego końcu słowniczek polsko-ukraiński z przydatnymi zwrotami. Indeks, niestety, jest bardzo wybiórczy i zasługuje na znaczne rozszerzenie.

KIJÓW. Przewodnik Bezdroży w serii travelbooków. Autorzy: Aleksander Strojny i Andrzej Kłopotowski. Wydawnictwo Helion, wyd. I, Gliwice 2019, str. 168, cena 26,90 zl. ISBN 978-83-283-5169-1


Stowarzyszenie Dziennikarzy Podróżników GLOBTROTER

Booking.com