MICHELIN: STAMBUŁ NA WEEKEND

Stambuł (Istanbul), wcześniej Bizancjum i Konstantynopol, a dopiero od 1930 r. z obecną nazwą, największe i najludniejsze miasto Turcji położone na dwu kontynentach, należy do najciekawszych miast świata. Jest on bogaty w zabytki z już ponad 27 wieków jego historii, a także liczne inne cenne obiekty i warte poznania miejsca. W części europejskiej rozciąga się nad Bosforem po obu stronach zatoki Haliç – Złotego Rogu z trzema mostami nad nią. We wschodniej zaś, azjatyckiej, z dwoma wysokimi bosforskimi mostami oraz łączącymi oba brzegi licznymi promami i statkami, a od niedawna także podmorską linią metra fantastycznie przyspieszającego przemieszczanie się między dzielnicami europejskimi i dwiema głównymi azjatyckimi: Üsküdar i Kadiköy. Jako miasto fascynujące, łączące Europę z Orientem, do niedawna było celem podróży milionów turystów z całego świata. Ostatnio ruch ten przeżywa poważny kryzys będący rezultatem zamachów bombowych i zagrożenia terrorystycznego oraz napiętej sytuacji politycznej w kraju po nieudanym puczu wojskowym. Jest to jednak, mam nadzieję, sytuacja przejściowa i wkrótce tłumy gości wrócą aby podziwiać stambulskie zabytki, ale i nowoczesność wieżowców, wznoszonych, na szczęście, poza historycznym centrum oraz chłonąć niezwykłą atmosferę tego miasta. Nie ukrywam, że mam do niego stosunek szczególny.

 

Zdołałem je bowiem nieźle poznać podczas kilku pobytów w latach 80-tych i na początku 90-tych. Na tyle, że oprowadzałem nawet po dzielnicach i miejscach zabytkowych dziennikarskie wyjazdy studyjne. A niedawno odświeżyłem i pogłębiłem tam ich znajomość i dawne wrażenia, poznając równocześnie wiele nowych miejsc, w trakcie wyjazdu poświęconego wyłącznie Stambułowi. Relacje z niego, z licznymi zdjęciami, nadal są do przeczytania na naszych łamach. Wystarczy w wyszukiwarce wpisać Turcja lub Stambuł. Nowy przewodnik Michelina po nim, wydany w tłumaczeniu polskim przez Bezdroża, nie ma ambicji przedstawienia i omówienia wszystkiego, co jest warte zobaczenia i poznania w tym kilkunastomilionowym megapolis nad Bosforem.

Ukazał się bowiem w serii Udany Weekend, przeznaczonej dla turystów wpadających tam na krótko i pragnących zobaczyć przede wszystkim to, co jest naprawdę najważniejsze. I to zadanie przewodnik spełnia z nawiązką. Gdyż nawet tylko odwiedzenie obiektów i miejsc zaprezentowanych w nim, wymaga spędzenia w Stambule nie jednego, ale wielu weekendów. Z niedosytem w momencie wyjazdu, jak wiele ciekawego pozostaje jeszcze do obejrzenia, odwiedzenia i przeżycia. Zgodnie z koncepcją tej serii przewodników ponad jedną trzecią jego objętości zajmują, umieszczone na początku, Informacje praktyczne. Czytelnik i potencjalny turysta dowie się z nich wiele o tym, jak powinien przygotować się do wyjazdu, na temat formalności wizowych i przepisów celnych, dolotu lub dojazdu, poruszania się na miejscu.

A także noclegów i wyżywienia – z sugerowanymi przykładowo hotelami, restauracjami, barami. Ponadto o różnych możliwościach spędzania tam czasu oraz wypoczywania, robienia zakupów itp. Prezentacji samego miasta poświęcony jest kolejny rozdział. Krótszy już, gdyż niespełna 20-stronicowy Zaproszenie do podróży. Z krótką historią Bizancjum – Konstantynopola – Stambułu, informacjami o sztuce i architekturze, bardzo istotnym w Turcji rzemiośle, literaturze i kinie. A także tamtejszym społeczeństwie. Części czysto przewodnikowe, z opisem najciekawszych miejsc i zabytków, stanowią dwa rozdziały prezentujące najważniejsze dla turystów dzielnice tego ogromnego miasta w jego trzech podstawowych częściach.

A ponadto wybrane miejsca w okolicach: Bosfor, Polonezköy, czyli dawną polską wieś Adampol założoną przez naszych emigrantów po Powstaniu Listopadowym oraz Wyspy Książęce. Przewodnik wzbogaca ponad 130 kolorowych zdjęć. Poruszanie się po mieście i poznawanie go ułatwia zaś 6 planów i map. Niestety opisy na całościowym planie, umieszczonym na wewnętrznych stronach przedniej okładki, są wydrukowane tak małymi czcionkami, że odczytywanie ich wymaga lupy. Zastrzeżenia mam również do treści niektórych informacji zawartych w przewodniku. Można np. dowiedzieć się z niego, że czekanie na wizę w ambasadzie tureckiej w Warszawie trwa około 4-tygodni i znacznie szybsze jest otrzymywanie jej drogą elektroniczną.

Ja uzyskałem ją po 36 sekundach (!) od kliknięcia przelewu należności. Brak jednak ostrzeżenia, że w ambasadzie kosztuje ona kilkakrotnie więcej. Niezbyt ścisłe, a przynajmniej mało przejrzyste, są informacje o biletach komunikacji miejskiej w Stambule. Z uwagą, że osobne obowiązują w metrze i tramwajach. W rzeczywistości nie widziałem tam, często podróżując wszystkimi środkami, aby ktoś korzystał z jednorazowych biletów. Najbardziej opłacalne są bowiem elektroniczne Istambulkart ważne w metrze, tramwajach, autobusach i metrobusach, kolejkach szynowych typu górskiego, na promach, a nawet w toaletach. Należność odliczana jest automatycznie po zbliżeniu biletu do czytnika przy każdym wejściu, a na przystankach można sprawdzić, ile jeszcze pieniędzy pozostało oraz uzupełnić ich stan w wyjątkowo prosty sposób.

Nieścisłe są informacje dotyczące kościoła Aya Irini (Bożego Pokoju), nawiasem mówiąc starszego od pobliskiego, sławnego Hagia Sophia, chociaż też z IV w., z czasów cesarza Konstantyna, stojącego na pierwszym dziedzińcu, w obrębie murów pałacu Topkapi. Otwarty jest on nie tylko podczas odbywających się w nim koncertów, ale także w czasie dostępności tego kompleksu muzealnego. Z tym, że wpuszczani do niego są wyłącznie posiadacze kilkudniowej karty muzealnej – Museum Pass lub legitymacji prasowej, a prawdopodobnie także stowarzyszeń historyków sztuki. Ale już nie mogą wejść zwiedzający, którzy kupili jednorazowe bilety wstępu do Topkapi. A osobnych biletów, jak ma to miejsce np. w przypadku Haremu, do Aya Irini nie ma. Ponadto wbrew temu, co przeczytałem w przewodniku, wnętrze tej dawnej świątyni wypełniają nie tylko nagie kamienie i cegły.

A zachowała się nie tylko jedyna mozaika w absydzie przedstawiająca duży czarny krzyż na złotym tle. Jest tam również kilka ładnie zachowanych fresków o tematyce roślinnej przypominających kobierce na ścianach. Namalowanych, przynajmniej jeden, częściowo na starszym fresku, co utrwaliłem na zdjęciach. Innych, przynajmniej poważniejszych, błędów i nieścisłości nie zauważyłem w trakcie lektury. Chociaż co najmniej parokrotnie odczuwałem niedosyt czytając propozycje np. zwiedzania Stambułu w trzy lub cztery dni. Zabrakło w nich m.in. jednego z najwspanialszych dzieł genialnego architekta Koçy Mimara Sinana (1489-1586): meczetu i całego kompleksu Süleymaniye z grobowcami sułtana Sulejmana Wspaniałego i jego rodu oraz osobnym jego żony sułtanki, wcześniej tatarskiej branki i niewolnicy Roksolany, córki popa z Rohatyna w dawnej Rzeczypospolitej.

Czy nie uwzględnienia wśród najważniejszych, polecanych obiektów sławnych blisko 7-kilometrowych murów obronnych Konstantynopola. A to tylko przykłady pominięć. Chociaż zarówno te, jak i wiele innych zabytków omówionych jest w części przewodnikowej. Za plus uważam zawarte w niej m.in. krótkie informacje o tym, co warto zobaczyć w muzeach i pałacach, nawet z opisem sal najważniejszych z nich. Nadmiernie skrótowo potraktowane zostały natomiast zabytki i ciekawe miejsca azjatyckiej części miasta. A jest tam ich mnóstwo, w tym wspaniałych budowli wzniesionych przez Sinana, miejsc widokowych jak np. Küçük Çamlica, czy bulwar vis a vis wysepki Kizlesi.

Chociaż rozumiem, że turysta, który, zgodnie z założeniem tego przewodnika, ma do dyspozycji w Stambule 3-4 dni, przeważnie nie znajduje czasu, aby w ogóle wybrać się na wschodni brzeg Bosforu. Gdyż nawet na europejskim nie jest w stanie zobaczyć większości tego, co na to zasługuje. A szkoda! Mimo iż jest to przewodnik tylko na udany weekend, przydałaby się w nim informacja, że jakie – takie „liźnięcie” tego niezwykłego miasta i poczucia chociażby trochę jego atmosfery, wymaga poświęcenia na to minimum 7-10 dni.

Bo naprawdę warto! Zachęcam więc nie tylko do lektury tego przewodnika, ale tych, którzy tam jeszcze nie byli, przede wszystkim do bezpośredniego poznawania Stambułu, jak tylko stanie się on znowu bezpieczny. Bo tych, którzy chociażby raz zdołali go zobaczyć i trochę zwiedzić, do ponownej podróży przeważnie namawiać nie trzeba. Dodam, że plusem „Stambułu – Udany Weekend” są włamane w tekst informacje w ramkach, chociaż szkoda, że bez ich spisu. Dobrym pomysłem było też uwzględnienie w tym przewodniku, oprócz tradycyjnego słowniczka polsko – tureckiego z ważnymi zwrotami, także, na wewnętrznej stronie tylnej okładki, zwrotów ostrzegawczych w języku tureckim.

STAMBUŁ. Przewodnik Michelina z serii „Udany Weekend”. Brak nazwiska autora. Partner wydawniczy Bezdroża. Wydawnictwo Helion, wyd. I, Gliwice, str. 144, cena 19,90 zł. ISBN 978-83-283-1099-5


Stowarzyszenie Dziennikarzy Podróżników GLOBTROTER

Booking.com