NADARZYN: WTS – „ŚWIATOWE” TARGI TURYSTYCZNE – ŚMIAĆ SIĘ CZY PŁAKAĆ ?

W Nadarzynie pod Warszawą otwarto czwartą edycję trzydniowych (18-20.10.2019) targów turystycznych World Travel Show. Reklamowanych na ich oficjalnych stronach jako jedno z najważniejszych wydarzeń targowych branży turystycznej w Polsce.

   Odbywają się one w Centrum Targowo – Kongresowym Ptak Warsaw Expo podszywającym się, jak dotychczas bezkarnie, pod „warszawskość”, chociaż znajduje się ono na polach w odległości 29 km od stolicy. Jedyne znane mi turystyczne w Europie poza zasięgiem komunikacji miejskiej.

   Są to, odbywające się w różnych, sąsiadujących ze sobą, halach, cztery imprezy targowe. Poza WTS także Camper Caravan Show, Warsaw Ski & Outdoor Show i Warszawski Salon Jachtowy. Mnie interesują tylko te pierwsze targi i o nich piszę. Nie po raz pierwszy, bo oceniałem blaski i cienie ich wszystkich poprzednich edycji.

   Zawsze towarzyszyła im autoreklama przekraczająca granice rzetelności, co w ubiegłych latach wytykałem zderzając zapowiedzi i firmowe oceny, z faktami, które widzieli wystawcy, dziennikarze i zwiedzający. Praktycznie bez efektu, bo elementarne błędy organizacyjne i autoreklamiarstwo powtarzane są nadal.

   A obietnice i zapowiedzi organizatorów tej imprezy nijak mają się do targowej rzeczywistości. „Naszym priorytetem – czytam na stronach WTC – jest kreowanie nowego standardu targów turystycznych oraz integracja branży”. Na temat branży nie wypowiadam się, bo do niej nie należę.

   A jeżeli chodzi o „nowy standard”, to chciałbym wiedzieć, czy należy do niego np. niekompetencja obsługi w trakcie targów. Bo kogokolwiek z niej o coś pytałem, padała odpowiedź: nie wiem, zapytam kolegę, ja nie jestem stąd. A chodziło o tak elementarne sprawy, jak np. gdzie mieści się biuro prasowe, czy w którą stronę jest wyjście na przystanek autobusowy.

   Nie po raz pierwszy okazało się, także w przypadku co najmniej paru innych koleżanek i kolegów dziennikarzy, że wypełniony z dwutygodniowym wyprzedzeniem i wysłany formularz akredytacyjny „nie daje się odszukać” w komputerze firmy.

   A wypełnienie kolejnego na miejscu wymaga kwadransa, bo w stoisku komputer „zawiesił się”, albo młody pracownik nie potrafił się nim posługiwać. System wchodzenia na targi, nie tylko dziennikarzy, to jeden ze skandali znanych już co najmniej od ubiegłorocznej edycji WTS.

   Podczas pierwszych dwu dowożono nas autokarem prasowym, który podjeżdżał pod właściwe wejście do hali targowej, ktoś z obsługi prasowej wręczał nam identyfikatory dziennikarskie i mogliśmy pracować. W ub. r., podobnie jak w bieżącym, nie było specjalnego autokaru dla zwiedzających.

   Zaś ogólnie dostępny, bezpłatny, co godzina, zatrzymuje się na przystanku komunikacji podmiejskiej, w odległości kilkuset metrów od hal targowych. Aby jednak dostać się do właściwej, nie można po prostu wejść najbliższymi drzwiami. Wszystkie od strony przystanku i parkingu są zamknięte, trzeba obejść cały ciąg hal wystawowych, połączonych ze sobą tunelami nie do przekroczenia „w poprzek”.

   Nawet jak ma się akredytację, ale jeszcze bez identyfikatora. Trzeba obejść cały ten kompleks, w sumie grubo ponad 1,5 km – mnie szybkim krokiem zajęło to 20 minut – bo wejście (i wyjście) jest tylko jedno. Z przeciwległej strony. Nie wiem, jaki geniusz (można w tym miejscu wstawić inne słowo) to wymyślił i czym się kierował.

   I jak to jest możliwe, że wszystkie bliższe wyjścia, także awaryjne, zamknięte są na głucho? A policja i straż pożarna nie reagują? Wyjaśni się to, być może, gdy (oby nie!) wydarzy się jakieś nieszczęście i trzeba będzie szybko ewakuować ludzi z hal. To tylko jeden z przykładów „znakomitej organizacji” tych targów.

   Inne dotyczą m.in. zderzenia zapowiedzi organizatorów z rzeczywistością. „Salon Turystyki Krajowej i Zagranicznej – czytam dalej w oficjalnych materiałach – to prezentacja potencjału turystyki polskiej i zagranicznej. Podróżnicze inspiracje z całego świata na wyciągnięcie ręki!”

   I dalej: „Festiwal Kultur Azji, to miejsce prezentacji oferty turystycznej i kulturalnej tego fantastycznego, zamieszkiwanego przez wiele narodów kontynentu. Odwiedzający poczują klimat Azji i zainspirują się do prawdziwej orientalnej wyprawy…”. W przypadku oferty turystycznej Polski, jest ona spora, o czym za chwilę.

   Ale gdy chodzi o zagraniczną, nie tylko azjatycką, to wypada chyba postawić pytanie, czy zasadne jest nazywanie tych targów „światowymi”? Reprezentowanych na nich jest, formalnie, ponad 30 krajów świata. Ale ogromna większość przez pojedyncze hotele czy lokalne firmy turystyczne.

   Co najmniej cztery: Panama, Argentyna, Filipiny i RPA, przez ich ambasady w Warszawie. Czy można je traktować jako oficjalne przedstawicielstwa Narodowych Organizacji Turystycznych? Mam co do tego wątpliwości. A tych ostatnich doliczyłem się tylko… 9. Słownie: dziewięciu:

   Cypru (kolejność wg. katalogu targowego), Senegalu, Indii, Hiszpanii, Słowacji, Malezji, Malty, Kuby i Sri Lanki. W przypadku zaś zacytowanego Festiwalu Kultur Azji, czy obecność tylko Indii, Malezji i Sri Lanki, to nie za mało, aby poznać tamtejsze smaki i klimaty? Chociaż np. restauracja ceylońska w Warszawie serwuje na tych targach,, oczywiście odpłatnie, różnorodne tamtejsze przysmaki.

   W ogóle oferta gastronomiczna, a także artykułów spożywczych do nabycia na tych targach, jest całkiem spora. Zainteresowanie innych krajów „światową” imprezą w Nadarzynie systematycznie spada. Dwa lata temu ich Gościem Honorowym było Maroko. W ubiegłym – USA. Jak się zorientowały, jaka jest rzeczywista ranga tych targów, „olały” kolejne jej edycje.

   Spośród ubiegłorocznych uczestników nie ma Albanii, Chorwacji, Czech (są tylko dwa regiony), Czarnogóry, Tajlandii, Madagaskaru, Sudanu, Kenii, Tanzanii. Ani śladu po Grecji i Turcji, które w przeszłości na targach turystycznych w Warszawie miewały ogromne stoiska. Czy Chinach i wielu innych krajach.

   Brak w br. przedstawicielstw najpopularniejszych wśród polskich turystów krajów afrykańskich: Egiptu, Maroka i Tunezji. W ogóle z Czarnego Lądu oficjalne stoisko ma tylko z Senegal. I drugie ambasada RPA w Warszawie. Ponadto kilka biur podróży proponuje wycieczki do paru tamtejszych krajów. O Azji już wspomniałem.

   Z obu Ameryk reprezentowana jest tylko Kuba, i to chyba też przez ambasadę. Podobnie Panama. I przez jakąś firmę Argentyna. Niewiele bardziej zainteresowały się targami w Nadarzynie kraje europejskie. Ich oficjalne stoiska są zaledwie cztery.

   Bardzo efektownie, poza tradycyjne dobrze promującą się u nas prawie zawsze Słowacją, są stoiska dwu regionów Białorusi: Grodzieńskiego i Brzeskiego. W przyszłym miesiącu wejdzie w życie wydłużenie bezwizowego wjazdu do nich do dwu tygodni, warto więc poznac tamtejsze atrakcje.

   Skromniutkie, w porównaniu z tym, jak prezentowała się w Warszawie przed laty ich turystyka, oferują swoje atrakcje: Hiszpania i Włochy. Symbolicznie reprezentowane są, po 2 regiony, Czechy i Niemcy. O jednym ośrodku SPA Litwy, hotelu rumuńskim, jakimś bułgarskim biurze podróży, czy rosyjskim organizatorze wypraw na Elbrus, chyba nie warto wspominać.

   Czy w tej sytuacji już określanie tych targów międzynarodowymi, a nie światowymi, to też nie byłaby przesada? Co wobec tego prezentowane jest i można zobaczyć w br. w Nadarzynie? Przede wszystkim, i to ciekawie, z mnóstwem publikacji, informacji, gadżetów itp. turystyczne oferty 14 polskich województw.

   Zabrakło chyba tylko opolskiego i świętokrzyskiego. Ale z pozostałych, oprócz oficjalnych stoisk wojewódzkich, są w paru przypadkach dodatkowo poszczególnych miast, miejscowości i atrakcji. W ogóle wśród 360 wystawców, jakich doliczyłem się w katalogu targowym, polscy stanowią ponad 80%. Są stoiska ministerialne, POT, PIT, turystyki wiejskiej itp.

   I prezentacje lokalnych ciekawostek turystycznych, tajemnic, folkloru itp. Oficjalnym krajowym Regionem Partnerskim jest województwo łódzkie. Mniej, niż można było oczekiwać, jest wśród wystawców polskich biur podróży, hoteli, uzdrowisk i sanatoriów, czy ośrodków wczasowo – wypoczynkowych.

   O wystawcach zagranicznych już wspomniałem parokrotnie. Większość tych, którzy przyjechali, przywiozła mnóstwo materiałów informacyjnych i promocyjnych, także w języku polskim. Muzyków, tancerzy, grupy folklorystyczne, gadżety, coś do spróbowania z lokalnej kuchni itp. Jest więc co oglądać i poznawać.

   Zwłaszcza, że w programie targów są też spotkania, m.in. ze znanymi podróżnikami, wystawy zdjęć ze świata, prelekcje, występy estradowe oraz poważne dyskusje na konferencjach tematycznych. Szczegóły znaleźć można na: www.warsawexpo.eu. Niemiłym zaskoczeniem są jednak tegoroczne ceny biletów, wyższe niż przed rokiem.

   A już wówczas zwiedzający narzekali na zdzierstwo. Pierwszego dnia bilet jednorazowy kosztował 80 zł. Miał to zresztą być dzień branżowy, a więc tylko dla fachowców i prasy, a nie zwiedzających. W rzeczywistości hale były wypełniono grupami młodzieży szkolnej zwiezionej autokarami. W sobotę i niedzielę będzie taniej: po 70 zł.

   Zaś na cały okres targów – 110 zł. Wszystkie bilety z prawem wstępu na wszystkie z odbywających się równolegle targi. O zniżkach nie ma w cenniku ani słowa. Jednodniowy bilet wstępu do strefy Travelmaniaka: 130 zł. Dosyć kosztowny jest udział w warsztatach. Organizacja pracy – 372,85 zł. Storytelling – 415,70 zł. Kurs animacji – 194,50 zł. Prawo turystyczne – 477,40 zł.

   Czy potencjalni ich uczestnicy oraz zwiedzający targi, wiedząc po lekturze tej relacji, jak naprawdę wygląda „nowy standard targów turystycznych”, „Prezentacja potencjału turystyki polskiej i zagranicznej” oraz „Podróżnicze inspiracje z całego świata na wyciągniecie ręki”, nie mówiąc już o „Festiwalu Kultur Azji”, nie uznają tych cen za zbyt wygórowane? A przede wszystkim, czy wizyta na tych targach ma dla nich w ogóle sens, muszą już zdecydować sami.

Zdjęcia autora


Stowarzyszenie Dziennikarzy Podróżników GLOBTROTER

Booking.com