NADARZYN: MTT WORLD TRAVEL SHOW OTWARTE

W Nadarzynie pod Warszawą otwarto trzydniowe (14-16.10.2016) Międzynarodowe Targi Turystyczne Word Travel Show. Mieszczą się ono w dwu halach E i F, Ptak Warsaw Expo – Międzynarodowego Centrum Targowo – Kongresowego. I składają z kilku salonów tematycznych. Uroczyste otwarcie imprezy, która według zapewnień organizatorów ma stać się doroczną, przyciągnęło wyjątkowo duże grono osób. Wystawców, przedstawicieli dyplomatycznych krajów prezentujących się na targach, notabli różnego szczebla oraz młodzieży szkół średnich dowiezionych specjalnymi autobusami. Były oficjalne wystąpienia oraz przyjęty z zainteresowaniem program artystyczny w postaci egzotycznych tańców i muzyki. Rozmiar tych targów – obie hale to niemal 50 tys. m² – robi wrażenie.

 

Miejsca jest dużo, bywa nawet, że za dużo. Trochę np. samotnie wygląda w ogromnym pomieszczeniu kucharz Jarek Uściński prezentujący swoją warszawską restaurację i catering Moonsfera z własnym niewielkim warsztatem pracy, serwujący zwiedzającym znakomity gulasz nazwany ukraińskim.

Organizatorzy zapowiadali na konferencji prasowej zorganizowanej cztery dni przed otwarciem targów, że będzie to największa, jakiej jeszcze nie było, impreza turystyczna w Warszawie. Gdy jednak padły konkrety: uczestniczyć będzie w niej 36 krajów i 15 regionów oraz prawie 500 wystawców, nie tylko u mnie pojawił się sceptycyzm: czy rzeczywiście wiedzą o czym mówią?

Z jego wyrażeniem postanowiłem wstrzymać się do zobaczenia tych targów. O wielkości takich imprez jak targi, zwłaszcza turystyczne, decyduje bowiem nie powierzchnia wystawiennicza, a nawet liczba wystawców, ale przede wszystkim ich ranga. No i zainteresowanie zwiedzających.

A w przypadku nadarzyńskiego Word Travel Show, są to jedyne targi ze znanych mi, także ze źródeł, między Atlantykiem i Dalekim Wschodem, zlokalizowane poza zasięgiem komunikacji miejskiej. Co powoduje, że na tłumy raczej liczyć nie należy. Chociaż organizatorzy zapewniali, że są przygotowani na przyjęcie dziesiątków tysięcy zwiedzających i wydrukowali aż 200 tys. bezpłatnych zaproszeń!

Ogromnej liczby zwiedzających nie może jednak zapewnić dojazd własnymi samochodami oraz jeden specjalny autobus kurujący co godzina spod Dworca Centralnego w Warszawie. Ani nawet, o czym poinformowano na tejże konferencji prasowej, 70 specjalnych autokarów z młodzieżą szkolną.

Którą zresztą trudno traktować jak normalnych zwiedzających – potencjalnych klientów biur podróży oraz turystów, którzy wybiorą się do krajów prezentujących się na targach. Młodzież nazywaną zresztą przez przedstawicieli branży uczestniczących w targach „odkurzaczami”, gdyż jak one zmiatają ze stoisk materiały informacyjne i gadżety, po czym znikają.

Co nie znaczy, że część tej młodzieży nie może złapać na targach bakcyla podróżowania i stać się, ale dopiero w przyszłości, cenionymi klientami biur podróży, hoteli, atrakcji turystycznych itp. Oceniając według tych kryteriów MTT w Nadarzynie, nie okazały się one nie tylko największą w Polsce, ale w gruncie rzeczy, mimo gromkich zapowiedzi, tylko lokalną imprezą.

Potrzebne dowody? Proszę bardzo! Nie pojawił się na nich żaden z największych, liczących się turystycznie w Polsce krajów ani europejskich, ani z innych kontynentów. Konkretnie: nie było – zastosuję porządek alfabetyczny: Austrii, ani żadnego innego kraju alpejskiego, a wyjazdy zimowe polskich turystów w tamten region, to ważny segment rynku.

Podobnie nie było reprezentacji Bułgarii, Chorwacji – poza Żupanią Zagrzebską i z jednym małym wyjątkiem innych państw bałkańskich. Wyliczając dalej: zabrakło Grecji, Hiszpanii, Francji, Niemiec – były tylko dwa landy, Szwajcarii, Turcji, Włoch, o Rosji, Skandynawii, czy krajach nadbałtyckich nawet nie wspominając.

Jak również najpopularniejszych wśród naszych turystów, mimo iż liczba wyjazdów do nich ostatnio znacznie spadła: Egiptu, Maroka i Tunezji. W Azji zaś Tajlandii i Indii. Z cieszących się rosnącym zainteresowaniem Chin „zameldował się” tylko jeden, bynajmniej nie najważniejszy region – Szantung.

Ich resztę „reprezentowało” jedno biuro podróży organizujące wycieczki do Chin. To tylko przykłady. Z pozostałych kontynentów, poza będącymi krajem partnerskim Seszelami, swoje atrakcje zaprezentowało tylko kilka. I to głównie w bardzo okrojonej postaci, przede wszystkim za pośrednictwem firm turystycznych organizujących w tamte strony wycieczki.

Zlekceważyły targi w Nadarzynie wszystkie duże, liczące się biura podróży, a i mniejszych było na nich tyle co kot napłakał. Ze znanych sieci hotelowych zauważyłem tylko jedną, promującą swoje obiekty w Polsce. O liniach lotniczych czy innych środkach transportu nawet nie wspomnę.

Z możliwości promowania swoich atrakcji turystycznych nie skorzystała też większość naszych województw ani regionów. Bardziej szczegółowo o nich niżej. Kto więc pojawił się w Nadarzynie i ma przyciągać tłumy zwiedzających?

Gdy w przeddzień otwarcia tych targów wszedłem na ich oficjalne strony w Internecie aby wydrukować sobie listę wystawców, gdyż zapowiedziano, że katalogu drukowanego nie będzie, ze zdumieniem znalazłem na niej tylko trzy oficjalne reprezentacje turystyki poszczególnych państw.

Wspomnianych już Seszeli, Czech i Słowacji - o tej ostatniej wiedziałem zresztą, że będzie to tylko „odfajkowanie” obecności. Bo kraj ten w tym samym terminie organizuje dużą prezentację swoich walorów turystycznych na Śląsku. Na liście wystawców znalazłem ponadto trzy zagraniczne regiony.

Niemiecką Brandenburgię, belgijski region Brukseli i region tarnopolski z Ukrainy. Ponadto 4 ambasady w Warszawie, które podjęły się promować walory turystyczne swoich krajów: Białoruś, Kanadę, Malawi i Meksyk. Gdzie podziały się więc, inne zapowiadane, także przeze mnie po konferencji prasowej, kraje?

Na szczęście okazało się, że te rażące braki na liście wystawców, to tylko jeden z przejawów organizacyjnej nieudolności – chociaż aż ciśnie się tu mocniejsze określenie – kierownictwa targów. Pod tym względem zasłużyło ona na pałę! Oto kolejne przykłady.

Do Nadarzyna jechałem zapowiedzianym specjalnym autobusem z p. Ruxandrą Ana, dyrektorką Ośrodka Informacji Turystycznej Rumunii w Warszawie. Autobus ruszający z tego początkowego przystanku spóźnił się o 18 minut. Następne zresztą nawet więcej. Oczywiście okazał się zatłoczony.

A był to jedyny, poza ew. taksówkami, środek transportu, którym można było zdążyć na otwarcie targów. Podczas przeglądania listy wystawców, którą jej pokazałem, p. Ruxandra była zaskoczona, że nie ma na niej jej kraju, chociaż otrzymała potwierdzenie udziału.

Po przyjeździe do Nadarzyna okazało się, że organizatorzy nie pomyśleli o szatni, chociaż tego dnia rano temperatura była bliska zeru, a większość gości przyjechała w kurtkach. Zaś na rumuńskim stoisku, które jednak udało się odszukać na planie targów, a następnie w hali, stały tylko dwa krzesełka, w tym jedno z resztkami czyjegoś jedzenia.

O rozłożeniu więc jakichkolwiek materiałów informacyjnych i promocyjnych nie mogło być mowy, bo nie było na czym. Ani jakiejś lady, stolika, czy innego mebla! Cztery interwencje p. dyrektor w tej sprawie u organizatorów w ciągu prawie 2 godzin (!) nic nie dały. Zagraniczna uczestniczka targów machnęła więc na nie ręką i wróciła do Warszawy do pracy. Stoisko pozostało puste, jak gdyby to Rumunia zlekceważyła targi, a nie odwrotnie!

O nie przygotowaniu stoisk do normalnego funkcjonowania słyszałem również od niektórych innych wystawców. A jeszcze popołudniu widziałem takie, w których materiały informacyjne leżały w pudłach na podłodze, bo nie było ich na czym rozłożyć.

Aby zakończyć temat „sprawności organizacyjnej” wspomnę jeszcze – a o licznych innych pretensjach wystawców i zwiedzających słyszałem więcej – że my weszliśmy na te targi zgodnie z zapowiedzią, na podstawie posiadanych zaproszeń.

Ale już ci, którzy przyjechali kolejnymi autobusami musieli stać po 20 i więcej minut w kolejce do lady w biurze targów, aby te zaproszenia wymienić na kartę wstępu. Bo tak ktoś zdecydował. Wrócę jednak do zasadniczej kwestii: kto uczestniczy w tych targach oraz co mogą na nich zobaczyć i przeżyć zwiedzający?

Z krajów zagranicznych reprezentowani są, poza Litwą i Rosją, wszyscy nasi sąsiedzi. Oficjalne stoiska narodowe mają jednak tylko Czechy. Bogato zaopatrzone w bezpłatne publikacje informacyjne, mapy kraju, plany Pragi i wiele innych materiałów, plus kompetentna informacja ustna. Symboliczne stoisko, jak już wspomniałem, Słowacja.

Z osobnym Koszyc, zdumiewająco ubogo zaopatrzonym tym razem – bo już nie raz widziałem przedstawicieli tego pięknego miasta na targach w Polsce. Bardzo ciekawie, nawet efektownie, pokazała się Białoruś w dużym stoisku firmowanym przez jej ambasadę w Warszawie.

Co prawda tylko dwa regiony przygraniczne: Puszczę Białowieską oraz Grodzieńszczyznę. Ale również z mnóstwem publikacji oraz kompetentnych informacji ustnych i zaproszeniami do odwiedzania tego ciekawego kraju. Ciągle u nas niedocenianego, a tak nam bliskiego nie tylko geograficznie, ale i wiekami wspólnej przeszłości.

Ukrainę reprezentowały, także bardzo ciekawie, nie tylko region tarnopolski wymieniony w spisie wystawców, ale również Lwów, Równe i Winnica. Niemcy, jak zwykle fachowo i kompetentnie, Brandenburgia oraz trochę bardziej odległy od kraj związkowy Saksonia – Anhalt. Belgię dwa regiony. Chorwację tylko Żupania Zagrzebska.

Ale nie tylko z obfitością informacji i materiałów drukowanych, obsługą w historycznych strojach, ale i pokazami sprawności tamtejszych rycerzy.

Seszele, jako kraj partnerski, otrzymały… małe, chyba nie większe niż 10 m², narożne stoisko przy wejściu do hali. Rażąco kontrastujące z większymi, sąsiadującymi innych wystawców.

Kraj ten przywiózł jednak również tancerzy i śpiewaków, cieszących się dużym zainteresowaniem. O pozostałych stoiskach krajów trudno coś powiedzieć, gdyż żadno niczym specjalnym nie wyróżniało się. Przeważnie nie wiadomo zresztą, czy stoisku patronuje ambasada, tamtejsza organizacja turystyczna, ewentualnie promuje je biuro podróży organizujące w tamte strony wycieczki.

Zauważyłem m.in. Argentynę, wspomniane już Chiny, maleńkie stoisko Bośni i Hercegowiny, Filipiny, Indonezję. Jak również Kazachstan, którego ambasada promuje przyszłoroczne EXPO – Wystawę Światową w Astanie. Ponadto Meksyk, Panamę, Peru, Węgry, Wietnam. Może coś przeoczyłem, o ile trudno było je zauważyć.

Regiony krajowe to przede wszystkim Mazowsze w chyba największym stoisku z ciekawymi materiałami i programem. Małopolska z Krakowem oraz w osobnych, ładnych stoiskach, kopalnia soli w Bochni i Sądeckie. Warte bliższego poznania jest niewielkie stoisko łódzkie.

A ściślej Piotrkowa Trybunalskiego promującego swoje 800-lecie, które obchodzone będzie w roku przyszłym. A także Łowicza z tamtejszymi wycinankami. Osobno Tomaszów Mazowiecki. Przyjechali też przedstawiciele turystyki kilku innych, sąsiednich regionów: podlaskiego, kujawsko-pomorskiego, warmińsko-mazurskiego i Olsztyna.

I kilku regionalnych bądź lokalnych organizacji turystycznych. To już chyba wszystko, jeżeli pominąć kilka poszczególnych miejscowości czy obiektów w nich, z innych województw. Jak na „największą imprezę turystyczną”, to o wiele za mało. Już na podstawie tej wyliczanki widać przecież, że większość regionów naszego kraju nie uznała za celowe i sensowne pokazać się w Nadarzynie.

Wykorzystało tę okazje jednak Konsorcjum Turystyki Wiejskiej z ciekawą prezentacją oferty. A także PTTK m.in. z wystawą 110-lecia polskiego krajoznawstwa. O klientów zabiega też na tych targach kilka, może kilkanaście hoteli i ośrodków wypoczynkowych. Bardzo podobało się, nie tylko mnie, duże stoisko, a właściwie ich zespół, Stowarzyszenia Hoteli Historycznych z kilkunastoma obiektami.

A reszta? Wydawnictwa książkowe i prasy turystycznej. Stoiska samorządu turystycznego: PIT, Warszawskiej Izby Turystyki. Wyższego szkolnictwa turystycznego i języków obcych. I mnóstwo branż około turystycznych, ze stoiskami – kramami. Odzieżą, także futrami i skórzaną, obuwiem, ręcznikami, lornetkami, bronią myśliwską i sportową.

T-shirtami, czy napojami alkoholowymi. Wśród tych ostatnich nalewkami staropolskimi oraz mocnymi góralskimi reklamowanymi w przejściu tablicą nawiązującą do ich procentów: „Kurwica”. No i wieloma innymi artykułami, również tak niezbędnymi prawdziwym turystom, jak sejfy i szafy pancerne, ślusarska technika cieplna, fabryka domów mobilnych i szkieletowych itp.

Nie brakuje rowerów, a w osobnej hali różnego typu samochodów, kamperów i przyczep kempingowych oraz sprzętu pływającego. Od kajaków, z wystawionym „największym i najdroższym”, jak mówił o nim znany podróżnik Aleksander Doba, który po wypadku musiał przerwać podróż nim, już trzecią, przez Atlantyk.

Ale na wiosnę, po remoncie, zamierza ją kontynuować. Po niezliczone inne jednostki pływające, w tym w ogromnym wyborze jachty. Zainteresowanie nimi jednak, przynajmniej we wczesnych godzinach popołudniowych, gdy zwiedzałem tę halę, było znikome. A personel obsługi wyraźnie nudził się.

I to już chyba wszystko, jeżeli chodzi o ekspozycje targowe.

Mocną stroną Word Travel Show są imprezy towarzyszące targom. Występy muzyczne i artystyczne, pokazy filmowe, warsztaty i szkolenia, spotkania ze znanymi podróżnikami i autorami książek. Które można oczywiście na miejscu kupić i uzyskać autografy autorów.

Trzydniowy program wypełniony jest nimi od godziny 10.00 do 18.00, w niedzielę trochę krócej. Szczegóły znaleźć można na: http://worldtravelshow.pl. Ale w piątek nie widziałem na nich tłumów. Warunki do odbywania spotkań i prelekcji, przynajmniej w hali E, nie były zbyt sprzyjające. W dużych otwartych boksach bez drzwi, w których głos prelegentów, pomimo mikrofonów, często był zakłócany przez muzyczny łomot i śpiew z estrady.

W sumie więc, kto już przyjechał do Nadarzyna, miał sporo do oglądania oraz posłuchania. Na ile jednak są to targi turystyczne z przyszłością? Od dawna, gdy oprócz czołowej stołecznej imprezy MTT Warsaw, bo Targi Lato mają przede wszystkim charakter kiermaszu, zaczęły pojawiać się konkurencyjne targi w Centrum XXI na ul. Prądzyńskiego, na Stadionie Narodowym, czy Torwarze, twierdziłem, że na więcej niż jedne duże targi turystyczne nie ma w stolicy zapotrzebowania.

Jak dotychczas, życie potwierdza moją opinię. Wszystkie te inicjatywy padły. Jak będzie w przypadku tych w Nadarzynie, pokaże czas. Rozmawiałem z niektórymi wystawcami, a także zwiedzającymi. Od większości tych pierwszych słyszałem zdecydowane: nigdy więcej! Goście narzekali natomiast na problemy z dojazdem, i raczej wahali się, czy przyjadą, o ile targi te odbędą się, także w roku przyszłym.

Nikt z pytanych, poza wystawcami i uczestnikami z innych tytułów, z tych, którzy byli w piątek, nie wybiera się na nie ponownie w sobotę bądź niedzielę. Wątpię więc w sukces tych targów jako konkurencyjnych w przyszłości dla już organizowanych turystycznych w Warszawie.

Chociaż zgodnie z zapowiedziami organizatorów, mają stać się one imprezą coroczną. Ujawnione w br. mankamenty organizacyjne łatwo można oczywiście wyeliminować. Wystarczą bardziej kompetentni ludzie. Ale bez szybkiego i wygodnego dojazdu komunikacją miejską, na co przecież nie ma szans, a nie tak jak w b.r. jednym specjalnym autobusem co godzinę, nie widzę dla nich perspektyw.

Uwzględniać trzeba również coraz szybsze wyczerpywanie się w ogóle dotychczasowej koncepcji targów turystycznych. Przecież z udziału w TT Warsaw też co roku rezygnują kolejne kraje i regiony. Duzi touroperatorzy już dawno powiedzieli im bay! A dotyczy to przecież głównie tych naprawdę liczących się w turystyce i na rynku.

 

Zdjęcia autora


Stowarzyszenie Dziennikarzy Podróżników GLOBTROTER

Booking.com