PIWNICZNA ZDRÓJ: DO „SMREKA” PO ZDROWIE, URODĘ I ŚWIETNĄ KONDYCJĘ

Tu zdecydowanie można zapomnieć o stresie związanym z pracą i kłopotach codzienności. Na użalanie się nad sobą nie ma po prostu czasu. Jest za to na fantastyczne wędrówki górskie, ćwiczenia i różnorodne zabiegi zdrowotne i upiększające. Nie przypuszczałam, że trafię na wczasy rekreacyjne.
 
Wydawało mi się, że zorganizowany wypoczynek to już nie dla mnie. Tymczasem któregoś dnia stwierdziłam, że z moją do niedawna dobrą kondycją dzieje się coś złego. Zmęczenie przy wejściu po schodach, zadyszka przy niewielkim nawet wysiłku krzyczały, że należy natychmiast coś ze sobą zrobić.
 
 
Poranna gimnastyka już na niewiele się zdawała. Poszperałam w internecie i znalazłam ofertę w sam raz dla mnie – wczasy rekreacyjne w ośrodku „Smrek” w Piwnicznej Zdrój. Do wspólnego wyjazdu namówiłam przyjaciółkę, z którą wspólnie postanowiłyśmy aktywnie spędzić urlop w Beskidzie Sądeckim.
 
W DAWNYM GÓRNICZYM SANATORIUM
 
Niewielka Piwniczna Zdrój położona pomiędzy dwoma pasmami Beskidu Sądeckiego: Jaworzyny Krynickiej i Radziejowej przywitała nas pięknym letnim słońcem. Od Rynku trzeba było przejechać jeszcze około czterech kilometrów do Kosarzysk, gdzie otoczony lasami świerkowo – bukowymi od wielu dziesięcioleci stoi ośrodek wczasowy „Smrek”, w czasach „przedbalcerowiczowskich” luksusowe sanatorium dla górników – rekonwalescentów.
 
Po przemianach ustrojowych i upadku sanatorium zarządzaniem „Smreka” zajął się Mieczysław Hulewicz – prekursor aktywnego wypoczynku w naszym kraju. Zainteresowanie panem Mieczysławem i jego metodami odchudzania za pomocą aktywności fizycznej i zdrowej diety miało swe apogeum w połowie lat 90. XX wieku.
 
Pamiętam liczne artykuły prasowe oraz audycje w radiu i telewizji na temat jego metod czyli biegania po górach, ćwiczeniach w wodzie i na sali gimnastycznej. Nie sądziłam jednak, że kiedyś będę miała przyjemność go poznać.
 
PRZYWRACAMY DOBRĄ KONDYCJĘ
 
- Od czasu, gdy w ośrodkach nad morzem i w górach wprowadzałem z pomocą autorytetów medycznych metody rozsądnego odchudzania, minęło już sporo czasu – mówi dyrektor „Smreka” Mieczysław Hulewicz. – Wtedy podobne ośrodki można było policzyć na palcach jednej ręki.
 
Dziś jest ich mnóstwo, jednak nasi klienci w większości są nam wierni i przyjeżdżają do Piwnicznej po dwa, trzy razy do roku, aby naładować akumulatory, a przy okazji zrzucić trochę zbędnych kilogramów. Warto jednak wspomnieć, że charakter pracy w „Smreku” nieco się zmienił – kontynuuje dyrektor.
 
- Kiedyś musieliśmy edukować naszych gości, przekonywać do ruchu na świeżym powietrzu i do diety bogatej w zdrowe białko, warzywa i owoce. Dziś poziom wiedzy Polaków jest bardzo wysoki, stąd nie organizujemy już wykładów czy spotkań z naukowcami parającymi się problematyką zdrowego trybu życia.
 
Poza tym odchudzanie jest obecnie tylko jedną z naszych działalności. Przede wszystkim wczasy w „Smreku” mają za zadanie przywrócić ludziom sprawność fizyczną i zachęcić ich do aktywnego trybu życia po powrocie do domu. Gdyby więc ktoś sądził, że spotka u nas ludzi monstrualnie otyłych, niesprawnych, to bardzo by się pomylił.
 
Większość ludzi, których spotkałam w „Smreku” to „starzy wyjadacze”, którzy, nawet jak pani Julia mieszkająca na stałe w Argentynie, czy Ania z Niemiec, przyjeżdżają tu od 20 lat. Latem, by pochodzić po pięknych szlakach Beskidu Sądeckiego i Pienin, zimą – by poszusować na narciarskich trasach.
 
JAK NA OBOZIE HARCERSKIM
 
Jak wygląda dzień w „Smreku”? Jak na obozie harcerskim. Z tą jednak różnicą, że tu nikt niczego nie musi, a za nieskorzystanie z obowiązkowych zajęć nie grozi karny dyżur w kuchni. Może dlatego niemal każdy z tych zajęć korzysta. Rano gimnastyka w sąsiadującym z ośrodkiem lesie nad szumiącym potokiem Czercz, potem wyjście z przewodnikiem w góry.
 
Ponieważ nasi goście mają różną kondycję fizyczną, dzielimy ich na kilka grup – wyjaśnia Meczysław Hulewicz. – Dlatego spokojnie na szlaku poradzą sobie zarówno ci, którzy nigdy nie chodzili po górach, jak i ci, którzy biegają po nich jak kozice.
 
Po południu instruktorzy prowadzą różnego rodzaju ćwiczenia – zwykłą gimnastykę na sali, pilates, callanetics, a także aerobik w basenie, ćwiczenia na siłowni oraz indywidualną gimnastykę leczniczą. Jeśli będziemy mieć jeszcze czas i siłę, możemy skorzystać z masaży, biczów wodnych i całej masy zabiegów kosmetycznych z takimi rarytasami jak refleksoterapia czy ekskluzywne zabiegi ze złotem.
 
Dla mnie jednak najważniejsze były wędrówki po górach. Dzięki Tadeuszowi, naszemu instruktorowi autentycznie zakochanemu w swym rodzimym Beskidzie Sądeckim, poznałam nie tylko różne oblicza Radziejowej, Niemcowej, Wielkiego Rogacza, Wierchomli, Cyrli, Obidzy, Eliaszówki, Białej Wody czy Jaworek, ale także mnóstwo legend związanych z regionem, anegdot, opowieści i tradycjach i zwyczajach mieszkańców. A co ze smrekową dietą?
 
Każdy może wybrać dietę według swoich upodobań - wegetariańską, niskokaloryczną, albo normalną – odpowiada dyrektor. – Ja jednak uważam, że korzystając z proponowanej przez nas aktywności, nie ma się co głodzić. Ruch na świeżym powietrzu jest najzagorzalszym wrogiem nadwagi. Tak więc radzę zabrać do nas kijki, wygodne buty i coś od deszczu. O resztę zadba nasza kadra, którego każdego gościa traktuje jak VIP-a.
 
Zdjęcia autorki

Stowarzyszenie Dziennikarzy Podróżników GLOBTROTER

Booking.com