CZECHY: TURYSTYKA W PANDEMICZNYCH MASECZKACH – CIEKAWOŚĆ ŚWIATA SILNIEJSZA OD ZARAZY

Pandemia koronawirusa Covid-19 nie tylko nie kończy się, ale ma skalę większą niż w jej początkach przed ponad pół rokiem. Także w Polsce i u naszych sąsiadów. Pomimo okresu izolacji i samoizolacji ludzi, koniecznych ograniczeń w przemieszczaniu się, czasowego zamknięcia restauracji, muzeów, teatrów, kin, sal koncertowych i wielu innych miejsc. Pociągnęło to za sobą znaczące zmiany w stylu życia oraz ogromne straty w wielu dziedzinach gospodarki. Dotknęły one zwłaszcza turystykę, hotelarstwo, transport ludzi, placówki kultury itp. Na dłuższą metę drastyczne ograniczenia w normalnym życiu ludzi okazują się nie do utrzymania.

 

PODRÓŻE MOŻLIWE PRZY ZACHOWANIU ZASAD BEZPIECZEŃSTWA

 

   Ograniczając się tylko do szeroko rozumianej turystyki trzeba stwierdzić, że ciekawość świata oraz potrzeba przeżyć i doznań, jakie one zapewniają ludziom, okazują się silniejsze od zarazy.

   Przy czym, przy zachowaniu odpowiednich środków ochrony, przede wszystkim korzystania z maseczek chirurgicznych, częstego i dokładnego dezynfekowania rąk i pomieszczeń, mycia dłoni, unikania skupisk ludzi, nie tylko praca i normalne życie, ale również turystyka są możliwe.

   Po kilkumiesięcznych przerwach otwierają się muzea, teatry, zapełniają środki transportu, hotele, restauracje.

   Nie mówiąc już o szlakach turystycznych, które, podobnie jak przebywanie na świeżym powietrzu, z zachowaniem odpowiedniego dystansu do innych ludzi, nigdy nie stanowiły zagrożenia epidemiologicznego.

   A polski zakaz wstępu do lasów w początkowym okresie pandemii przejdzie do historii jako jeden ze światowych idiotyzmów towarzyszących Covid-19. Kraje, w których gospodarce turystyka ma znaczący udział, nie mówiąc już o hotelach, gastronomi, biurach podróży, muzeach i innych obiektach, z których korzystają goście, zabiegają o to, aby znowu do nich wracali.

 

„WSPÓLNE DZIEDZICTWO”

 

   Robiąc wiele, aby zapewnić im bezpieczeństwo w tak nietypowych warunkach, jakie powstały w okresie pandemii. Znowu organizowane są wyjazdy prasowe, aby dziennikarze mogli zobaczyć, jak naprawdę wygląda sytuacja, a następnie rzetelnie ją opisać lub przedstawić w innej formie czytelnikom, telewidzom i słuchaczom.

   Oraz, być może, zachęcić ich do ruszenia się z domów, miejsc stałego pobytu, a nawet krajów. Uczestniczyłem ostatnio, jako jeden z piątki polskich dziennikarzy, którzy skorzystali z zaproszenia przedstawicielstwa w Polsce Czech Torismu oraz organizatorów Press trip z Litomyszli i Pardubic do Czech Wschodnich.

   Odbył się on z ramach dofinansowywanego ze środków unijnych projektu: „Dziedzictwo Kulturowe i Przyrodnicze Dla Rozwoju Pogranicza Polsko – Czeskiego (zachowuję pisownię oryginału zaproszenia) „Wspólne dziedzictwo”. Był to wyjazd krótki, zaledwie trzydniowy, ale szalenie ciekawy i z bardzo intensywnym programem.

   Pozwolił nam jednak zobaczyć sporo nowego, lub zweryfikować zmiany, jakie zaszły w miejscach, w których już niegdyś byliśmy. A przede wszystkim poznać w nich realia turystyki i bezpieczeństwa zarówno gości, jak i mieszkańców, w warunkach pandemii.

 

 

 

ROZCZAROWANIE W PSZCZYNIE

 

W pierwszej relacji, na żywo, z tego wyjazdu, ograniczę się do jego ogólnego opisu. Zapowiadając równocześnie całą serię bardziej szczegółowych z poszczególnych miast, zamków, pałaców, muzeów i innych atrakcji, w których byliśmy, a w Czechach Wschodnich, położonych tak blisko Polski, nie brakuje.

   Zwłaszcza w uwzględnionych w programie takich perełkach, jak Litomyszl – rodzinne miasto jednego z dwu największych czeskich kompozytorów, Bedrzycha Smetany, rokokowy pałac Nove Hrady, czy zamek i parę innych atrakcji w Pardubicach.

   Przy dworcu kolejowym w Katowicach czeka na nas przysłany przez zapraszających czeski 8-osobowy mikrobus. W tak małych pojazdach nie obowiązują pandemiczne maseczki. Ruszamy najpierw, zgodnie z programem, do Pszczyny. Jest to bowiem program transgraniczny.

   Niestety, uzgodnione przez organizatorów zwiedzanie tutejszego pałacu na miejscu zamieniono na oglądanie z zewnątrz najciekawszych obiektów miasta, z wypożyczonymi w placówce IT słuchawkami podłączonymi do audiobooka. Nie dla wszystkich ich starcza…

 

BRAWO LITOMYSZL !

 

   Program w Czechach zaczynamy w Litomyszli (Litomyšl w języku czeskim jest rodzaju żeńskiego). Pięknym, 10-tysięcznym mieście, jednym z najbardziej urokliwych w kraju naszych południowych sąsiadów, chociaż mają ich sporo.

   To, podobnie jak wiele innych w różnych częściach Republiki, posiada centralny plac – długą szeroką ulicą zabudowaną w większości zabytkowymi domami z różnych epok. I pośrodku z tradycyjną barokową kolumnę morową. Od podobnych w innych miastach i miasteczkach odróżnia się kształtem. Nie jest długim prostokątem, lecz jest wygięty jak banan. Z jego jednego końca nie widać drugiego.

   Nie przypominam sobie w Czechach innego podobnego, a znam ten kraj nieźle z już około 30 w nim pobytów, także dłuższych, na przestrzeni paru dziesięcioleci. Hotel „Zlatá Hvĕzda”, w którym nas zakwaterowano, ma fantastyczną lokalizację.

   Przy południowej, wąskiej pierzei placu. Z okna mojego pokoju na najwyższym, trzecim piętrze, mam wspaniały widok na większość placu, aż do ratusza, obok którego skręca on nieco na wschód. Popołudniu mam, i fotografuję, widok na oświetloną promieniami słońca wschodnią pierzeję.

 

    W MASECZKACH DA SIĘ ZWIEDZAĆ

 

   A nad jej dachami na wystające ponad nie wieże i górne części dwu zabytkowych kościołów: „proboszczowskiego”, jak jest tu nazywany, czyli farę p.w. Podwyższenia Krzyża Świętego. I popijarski p.w. Odnalezienia Krzyża Świętego ze stojącym obok niego budynkiem dawnego kolegium pijarów.

   Wchodząc do recepcji hotelu musimy założyć maseczki i spryskać dłonie płynem zabijającym wirusy. To powszechny i przestrzegany wymóg na każdym kroku. Podobnie jest, gdy chce się wejść do jakiegokolwiek publicznego pomieszczenia zamkniętego.

   Sklepu, centrum informacji turystycznej, zabytku, kościoła, muzeum, na stacjach benzynowych itp. Maseczki można zdejmować tylko w pokojach oraz przy stołach w restauracjach. Kelnerzy, barmani, przewodnicy, sprzątaczki i inny personel w trakcie kontaktu z gośćmi noszą je stale.

   I to jest, obok utrzymywania dystansu od innych osób, główny wymóg w okresie pandemii. Pozostałe, a ponowne zaostrzenie przepisów weszło w życie następnego dnia po naszym wyjeździe, w stopniu minimalnym lub żadnym dotyczą turystów. Ograniczają przede wszystkim liczebność osób w różnych lokalach i sytuacjach.

 

ZAGRANICZNYCH GOŚCI NADAL MAŁO

 

   W Litomyszli byłem już kilka lat temu, ponownie przyjechałem z przyjemnością i mam nadzieję jeszcze odwiedzić ją w przyszłości, bo warto.. Mam więc skalę porównawczą. W piątkowe popołudnie i sobotnie przedpołudnie ruch zarówno samochodowy, jak i pieszych na ulicach jest nieco mniejszy niż zazwyczaj.

   W hotelowej restauracji, gdzie spożywamy obiad, raczej pustki. Ale jego godzina jest nietypowa jak na tutejsze zwyczaje. Natomiast w niewielkiej, popularnej restauracji „Veselka”, w której mamy kolację połączoną z degustacją miejscowych piw, zajęta jest większość stolików.

   Jeszcze więcej gości widzę w lokalach we wszystkich następnych miejscowościach. W sobotę i niedzielę przychodzi lub przyjeżdża do nich sporo gości i turystów. Chyba jednak głównie czeskich, bo nie słyszę innych języków poza naszym stołem.

   Jest gwarnie, goście, sporo rodzin z dziećmi, zamawiają potrawy, tradycyjnie piwo oraz różne napoje bezalkoholowe. Wrócę jednak do głównego, obok zobaczenia, „jak toczy się życie” w objętym, podobnie jak Polska i wiele innych krajów, rosnącą pandemią zarazy, celu naszego przyjazdu: poznawania turystycznych atrakcji.

 

ROKOKOWE NOVE HRADY

 

   W Litomyszli z najważniejszych jej atrakcji, w naszym programie nie ma tym razem Muzeum Bedrzycha Smetany – mieszkania przy dawnym pałacowym browarze, w którym urodził się – był synem piwowara – ten kompozytor. Ale i tak w czasie, który mamy do dyspozycji, znalazły się, obok dziennej z przewodniczką i wieczornej, już indywidualnie, przechadzki po mieście oraz oglądania zabytków z zewnątrz, njiemal wszystkie najważniejsze tutejsze obiekty. 

   Wnętrza zamku, zamkowe piwnice ze stałą wystawą rzeźb Olbrama Zoubka, kościół pijarów z jego rzeźbami i zakamarkami oraz niedawno gruntownie odnowione i zmienione Portmoneum. Szerzej o każdym z nich napiszę wkrótce. Podobnie jak o następnych głównych punktach programu kolejnych dwu dni.

   Szalenie ciekawym i rzadkim w Czechach, gdzie w zabytkowej architekturze króluje gotyk, renesans i barok, rokokowym pałacu Nove Hrady. Zwróconym poprzednim właścicielom w ramach reprywatyzacji i pieczołowicie, chociaż z trudem, przywracanym do dawnej świetności.

   Z pięknym, zadbanym ogrodem i dosyć niezwykle wyglądającymi w nim główkami sałaty, burakami oraz innymi warzywami i jarzynami rosnącymi w miejscach, w których zwykle widzi się kwiaty lub rośliny ozdobne.

 

     DWA SKANSENY I WOJEWÓDZKIE PARDUBICE

 

   To zdrowa żywność dla pałacowej kuchni. Dodatkowymi tutejszymi atrakcjami są, umieszczone w dawnym kilkupiętrowym spichlerzu, dwa muzea: motorowerów i motocykli oraz kapeluszy. Warte zobaczenia okazały się również dwa skanseny.

   Dosyć niezwykłe, gdyż wkomponowane częściowo między domy przedmieścia Hlinska  Betlem, czyli Betlejem – identycznie jak w Czechach nazywane są bożonarodzeniowe szopki oraz drugi, w Wysoczyźnie (Vysočina) „Veselý kopec”.( Wesoły pagórek). Ulokowanym „w przyrodzie”, czyli na dosyć rozległym, pofałdowanym obszarze „kopca” i jego okolicy.

   Jest w nim m.in. ekspozycja miejscowych obrzędów karnawałowych. Na tyle ciekawa i ważna, że trafiła na Listę Dziedzictwa UNESCO. Osobnym, mocnym tematem okazały się wojewódzkie (stolica kraju pardubickiego) nieco ponad 90-tysięczne Pardubice. Z parowiekową historią i pamiątkami po niej, dużym, remontowanym obecnie przy pomocy środków unijnych, zamkiem.

   Ale częściowo udostępnionym do zwiedzania. Podzamczem oraz starą częścią miasta z gotycką Zieloną Wieżą w dawnych umocnieniach miejskich, rynkiem z zabytkowymi kamieniczkami oraz wartymi zobaczenia okolicznymi uliczkami.

 

NA KUNIETICKIEJ HORZE

 

   Oraz słynnymi wyścigami konnymi przez przeszkody „Wielka Pardubicka” organizowanymi corocznie od 1874 roku. I w tym przypadku gospodarze zadbali o doskonałą lokalizację naszych noclegów w pensjonacie „Hacjenda Ranchero” odległym o kilka minut spaceru od Starego Miasta.

   Ostatni dzień tej podróży studyjnej wypełniło zwiedzenie pardubickiego zamku oraz innego, w większości zakonserwowanej ruiny, ale pięknie położonej i zadbanej, Zamku Kunĕticka hora. Oczywiście w programie były też posiłki w regionalnych restauracjach z dużym wyborem również miejscowych potraw.

   Wnioski z tego dziennikarskiego wyjazdu są oczywiste. Czechy – nie tylko region, w którym gościliśmy obecnie, ale w ogóle ten kraj, leżący za naszą południową graniczną „miedzą”, wart jest odwiedzania i poznawania.

   Bo ma, oprócz niezliczonych zabytków i innych atrakcji, propozycji wycieczek letnich i pobytów zimowych, sportów również ekstremalnych, także bogatą ofertę kulturalną, turystyki aktywnej oraz gastronomiczną. A poznawanie go, o czym mogłem przekonać się osobiście, możliwe jest również w czasach zarazy.

 

Zdjęcia autora