NAKOMIADY: PRUSKI PAŁAC URATOWANY PRZEZ POLSKICH WŁAŚCICIELI

Po pegeerowska wieś Nakomiady położona 10 km na południe od Kętrzyna na Mazurach, nie warta byłaby nawet wzmianki, gdyby nie tutejszy pałac o długich i ciekawych dziejach oraz współczesności. Przypadek zrządził, że wszedł on także, do już prawie 30-letniej historii Stowarzyszenia Dziennikarzy – Podróżników „Globtroter”, związanej w tym przypadku z najtragiczniejszą katastrofą lotniczą w powojennych dziejach Polski.

 

 

10 KWIETNIA 2010 ROKU

 

W kwietniu 2010 r. grupa jego członków gościła w zespole pałacowo – parkowym Galiny na zaproszenie jej właścicielki, robiąc z niego wypady do ciekawych miejsc w okolicy. Jednym z nich był pałac w Nakomiadach. W niedzielę, 10-go, zdążyliśmy obejrzeć tutejszą pałacową manufakturę ceramiki, gdy nagle rozdzwoniły się nasze telefony komórkowe.

To rodziny i przyjaciele informowali nas o tragicznej katastrofie lotniczej w Smoleńsku. Każdy następny telefon przynosił coraz gorsze wieści, lista obecnych na pokładzie rządowego samolotu wydłużała się. Z tragicznym akordem końcowym: nikt nie ocalał. Wstrząśnięci oglądaliśmy tutejszy pałac oraz park i ogrody „po łebkach”.

Ale sporo zapamiętaliśmy. Zmieniło się tu bardzo na korzyść w ciągu tych już niemal 10 lat, jakie upłynęły do obecnego przyjazdu do Nakomiadów. Tym razem z pobliskiego Rynu i tamtejszego ośrodka żeglarskiego „Bocianie Gniazdo”, do którego zaprosił nas jego właściciel. I też stał się naszym punktem wypadowym w okolice.

Pałac jest normalnie dostępny tylko dla jego gości, gdyż poza mieszkaniem właścicieli znajduje się w nim dom pracy twórczej – pensjonat. Zwiedzać można tylko 17-hektarowy park krajobrazowy, ogrody i wspomnianą manufakturę.

 

DOM KLASYCZNEGO PIĘKNA

 

Obecny jego właściciel, Piotr Ciszek, który wraz z żoną Joanną uratowali zdewastowany pałac, robi jednak wyjątek dla dziennikarzy. Poznajemy oprowadzani przez niego zarówno wnętrza, jak i dzieje tej budowli, uzupełnione następnie w trakcie lektury różnych źródeł.

„Pałac Nakomiady – napisali małżonkowie – właściciele w poświęconym mu folderze, to Dom Klasycznego Piękna, w którym uszanowano doskonałość wyważonych, klasycznych i prostych form. Jest otwarty dla wszystkich, którzy lubią spokój, piękno formy i treści, przestrzeń, harmonię i ład. Miejsce, które pozwala żyć trzystuletniej podłodze, ale nie odrzuca wygodnych łóżek ani Internetu. Łączy domowe ciepło miękkich poduszek z salonową wielkością łazienek…”

Rzeczywiście pięknie zrewaloryzowane wnętrza z pokojami dla gości każdy inaczej wyposażonym, robią wrażenie. Kto chciałby przyjechać tu na wypoczynek, szczegóły i warunki znajdzie na stronach: www.nakomiady.pl. A Pan Piotr w trakcie oprowadzania po nich sypie szczegółami z bardzo dawnej i świeżej przeszłości.

Opowieść tę uzupełniają, jak już wspomniałem, także informacje, jakie zebrałem z innych źródeł. Oto one w ogromnym skrócie. W średniowieczu znajdowała się tu siedziba jednego z plemion pogańskich Prusów, doszczętnie wytępionych później przez Krzyżaków.

 

ZA ZASŁUGI PRZECIWKO POLSCE

 

Na ich miejsce sprowadzano polskich chłopów, głównie z Mazowsza, którzy z czasem stali się protestanckimi Mazurami. Komtur Konrad von Koburg zbudował pierwszą rybacką osadę krzyżacką, gdyż wówczas miejsce to leżało nad jeziorem. I wzniósł średniowieczną warownię nazywając ją Echmedien.

Zapewne drewnianą, bo dotychczas nie natrafiono na jej wyraźne ślady. Jej prawa lokacyjne potwierdził komtur z Bałgi, późniejszy, poległy w bitwie pod Grunwaldem, wieki mistrz zakonu Ulrich von Jungingen. Bliższych danych na temat losów Nakomiady po sekularyzacji zakonu nie udało mi się znaleźć.

Wiadomo natomiast, że wielki elektor Prus książęcych Fryderyk Wilhelm przekazał w połowie XVII w. tutejsze dobra, jako dziedziczne, brandenburskiemu dyplomacie w Warszawie, Janowi von Hoverbeckowi. Przy czym „Za zasługi w uniezależnianiu miast pruskich od Polski”.

To on zbudował tu, na niewielkim wzniesieniu, pierwszy tutejszy pałac. Wkrótce jednak okazał się niewystarczający na potrzeby i ambicje właściciela i w 1705 r. warszawski architekt, Włoch z pochodzenia, Jozef Piola, rozpoczął gruntowną przebudowę i rozbudowę tej siedziby.

 

KUPIONE SZLACHECTWO

 

Na planie prostokąta, w stylu holenderskiego baroku z elementami bardziej surowego klasycyzmu. Na potrzeby tej budowy powstała w 1704 r. manufaktura ceramiczna, w której wypalano cegły wykorzystując lokalne pokłady gliny oraz wykonywano elementy zdobnicze. Ród Hoverbecków władał tym pałacem i dobrami przez 136 lat.

W roku 1789 sprzedał go, wraz z otaczającym majątkiem, pruskiemu urzędnikowi Friedrichowi Redeckerowi, za znaczną kwotę 36 tys. talarów. Kupił on sobie w ten sposób także tytuł szlachecki. Dodam, że w klika lat później pruski król nadal mu tytuł barona. W okresie wojen napoleońskich majątek bardzo podupadł.

Sytuację finansową rodu znacznie poprawił ożenek Friedricha Hermanna von Redeckera z bogatą pruską szlachcianką Augustą von Trotha. Co z czasem pozwoliło, w roku 1905, przeprowadzić gruntowny remont pałacu, bez wprowadzania w nim jednak istotnych zmian.

W końcu lat 20-tych XX w. w skład majątku wchodziło już niemal 800 hektarów ziem, na których uprawiano głównie buraki cukrowe. Ale były też liczne sady, wielka stajnia itp. Sytuacja gospodarcza w Niemczech po przegranej I wojnie światowej była jednak fatalna, co zresztą stało się jednym z powodów powstania hitlerowskiego faszyzmu.

 

BANKRUCTWO I POLSKA NACJONALIZACJA

 

W roku 1932 majątek zbankrutował, został zlicytowany za długi. Tylko pałac pozostał w rękach rodu Redeckerów. Po II wojnie światowej Niemców wysiedlono, na ziemiach tych powstał PGR, a w rozgrabionym pałacu urządzono szkołę, przedszkole, świetlicę i mieszkania dla pracowników.

Pałac zaczął popadać w ruinę, chociaż były właściciel Eberhard von Redecker odwiedzający go co roku od lat 70-tych, za własne pieniądze przeprowadzał najniezbędniejsze remonty. W 1985 wykwaterowano wszystkich lokatorów i rozpoczęto, nie ukończony, remont generalny. A w następnych latach pałac został całkowicie zdewastowany.

W 1998 r. ruinę z przylegającymi 5 ha gruntów, kupili wspomniani już Joanna i Piotr Ciszkowie. Jak wspominają, szukali na Mazurach czegoś niewielkiego, ale to miejsce tak ich oczarowało, że zdecydowali się na zakup i wieloletnią, kosztowną rewaloryzację zabytku.

Jej efekty są imponujące. Dokupili więcej ziemi, do blisko 200 ha, odtworzyli dawną manufakturę, urządzając ją w starej kuźni i ucząc się nowego fachu. Obecnie jest ona jedyną w Polsce, w której cały proces wytwarzania kafli, pieców kaflowych i innych wyrobów, odbywa się ręcznie.

 

MANUFAKTURA CERAMIKI

 

Wzorami są stare pałacowe piece kaflowe, głównie z terenu Mazur. Nie mogąc kupić nigdzie ani starych pieców kaflowych, ani nawet kafli, nowi właściciele wykonali w tej manufakturze repliki – 24 ręcznie zdobione piece dla pomieszczeń pałacowych. Obecnie wytwarza je ona, tzw. piece gdańskie i elbląskie, na zamówienie.

Jak również ich miniaturki – świeczniki, będące popularnymi pamiątkami z Mazur, Płytki ceramiczne wzorowane na holenderskich, ale z własnym wzornictwem, lampy, zdobione talerze, detale zdobnicze i wiele innych drobiazgów. Pracę przy nich można obserwować w trakcie zwiedzania manufaktury.

Podobnie jak parku krajobrazowego, w którym rosną stare drzewa oraz stoi XIX-wieczna, neogotycka kaplica rodowa Redeckerów. Szczątki wszystkich pochowanych w niej zmarłych przeniesiono na wiejski cmentarz już w 1934 r.

PGR zamienił tę kaplicę na magazyn środków ochrony roślin, co doprowadziło do znacznego uszkodzenia znajdujących się w niej starych fresków. Oglądać można też pałacowe ogrody, mające kilkuwiekową tradycję. Niegdyś była tam też winnica, ale krzewy winorośli nie przeżyły mazurskiego klimatu.

 

OGRÓD WARZYWNY I PAŁACOWE LEGENDY

 

Jest wśród nich natomiast tzw. regularny ogród warzywny wzorowany na francuskim w Chateau Villandry, z odmianami kapusty, kalafiorów, karczochów, brokułów, cukinii itp. Na potrzeby właścicieli oraz gości pensjonatu. Z pałacem związane są też stare legendy, opowiadane gościom w trakcie zwiedzania.

O tajnych, podziemnych tunelach prowadzących dosyć daleko jakoby z istniejącego trzeciego, w dół, poziomu istniejących, głębokich piwnic, na który jednak dotychczas nie udało się trafić. O dwu historiach miłosnych dawnych mieszkańców.

Córce jednego z właścicieli, która zakochała się, z wzajemnością, w leczonym w pałacu rannym oficerze. Który, wyzdrowiawszy, wybrał jednak dalszą wojaczkę, a nie spokojne, małżeńskie pożycie. I drugą, o porwanej przez ukochanego innej pannie, która uciekła do niego przez okno, bo ojciec go nie akceptował.

W rezultacie wyrzekł się córki, a feralne okno polecił zamurować. W takim miejscu nie może też brakować legendy o Czarnej Damie spacerującej niekiedy nocami po holu, krzyżaku chodzącym z psem bez głowy, czy karocy zaprzężonej w czarne konie bez woźnicy itp.

 

Zdjęcia autora


Stowarzyszenie Dziennikarzy Podróżników GLOBTROTER

Booking.com