BOCHNIA: MUZEUM MOTYLI ARTHROPODA

Największą turystyczną atrakcją ponad 820-letniej (pierwsza pisana wzmianka o niej pochodzi z roku 1198) Bochni w Małopolsce jest kopalnia soli eksploatowana od 1251 do 1990 roku, wpisana na Listę Dziedzictwa UNESCO. Ale poza nią znajduje się tam ponad 30 innych zabytków znajdujących się w rejestrze Narodowego Instytutu Dziedzictwa.

Z najstarszymi budowlami z XV – XVI wieków, a także m.in. Muzeum im. prof. Stanisława Fischera założone przez niego w 1959 r. w dawnym klasztorze dominikanów. Szczyci się ono bogatymi zbiorami dawnej rzeźby i malarstwa ludowego, związanymi ze zwyczajami, obrzędami i archeologią regionu, dziejami miasta, malarstwa polskiego, judaików oraz kultur pozaeuropejskich. Jest też w Bochni jedyne tego rodzaju w kraju Muzeum Motyli Arthropoda posiadające i eksponujące największy w Polsce zbiór motyli liczący 5580 okazów.

 

40 LAT KOLEKCJONERSKIEJ PASJI

 

Mieści się ono w centrum miasta przy Plantach Salinarnych, na ul. Tadeusza Czackiego 9. Jest to muzeum prywatne, plon 40-letniej pasji kolekcjonerskiej Jacka Kobieli, artysty plastyka i konserwatora dzieł sztuki, a z zamiłowania przyrodnika. Wnuka twórcy bocheńskiego muzeum, wspomnianego prof. Stanisława Fischera.

Niemały wkład w powstanie przed 10 laty muzeum Arthropoda wniosła też żona jego założyciela, farmaceutka Krystyna Kobiela. A kustoszem, autorem oprawy graficznej i fotograficznej oraz kontynuatorem dzieła ojca jest ich syn Filip Kobiela, który systematycznie powiększa i eksponuje zbiory.

Muzeum posiada oraz prezentuje przede wszystkim motyle, ale również ćmy. Jego nazwa Arthropoda nie jest jednak przypadkowa. Oznacza bowiem stawonogi. I można je również tu zobaczyć: straszyki, pluskwiaki, modliszki, cykady oraz chrząszcze i pająki Polski i świata.

Dodam, że w jednej z gablot znajduje się też dorodny okaz skorpiona. Gdy na niego patrzę, przypomina mi się jak podczas podróży po Chinach jadałem je grillowanie na ulicach. Smakowały jak chrupki. Zbiory prezentowane są w dwu salach: na parterze i piętrze. Oprowadza po nich nas, grupkę dziennikarzy zaproszonych przez Malopolską Organizację Turystyczną kustosz Filip Kobiela.

 

FAKTY I CIEKAWOSTKI

 

A po chwili dołącza jego ojciec, twórca kolekcji, Jacek Kobiela. Słyszymy więc ciekawą historię. Jak w 1980 roku kupił klika starych zbiorów spreparowanych motyli zagranicznych i światowych. Później, po przerwie w okresie studiów, dzięki kontaktom z zawodowymi entomologami polskimi i zagranicznymi oraz kolekcjonerami powiększał swoje zbiory.

Z czasem wzbogacił je o kolekcje innych polskich entomologów: Jerzego Turzańskiego, Henryka Sudołowicza, dr Stanisława Gruszki z Wrocławia oraz Chrostowskiego z Biecza i Wrześniewskiego z Obertyna. Bardzo istotną część muzealnej ekspozycji stanowi kompletny zbiór polskich motyli dziennych.

Ofiarował go przyjaciel Jacka Kobieli, wieloletni kustosz zbioru Polskiej Akademii Nauk Edward Palik. Był on, podkreśla p. Jacek, również obrońcą Warszawy w 1939 roku i uczestnikiem II wojny światowej w Polskich Silach Zbrojnych na zachodzie.

Kontakty kolekcjonera z muzealnikami zaowocowały także w inny sposób. Gdy po przyjęciu Polski do Unii Europejskiej konieczna stała się wymiana w kolekcji PAN gablot na nowe o standardowych rozmiarach i wykonaniu, stare trafiły do muzeum wybudowanego w Bochni przez Kobielów na własnym gruncie.

 

OD NAJMNIEJSZYCH PO NAJWIĘKSZE MOTYLE ŚWIATA

 

Gabloty te mają po 120 lat, są drewniane, w doskonałym stanie, przy czym oszklone szybami nie nowoczesnymi, spod prasy, lecz odlewanymi jeszcze ręcznie. Nawet na osobach nie będących, jak ja, znawcą czy miłośnikiem motyli, tutejsza muzealna kolekcja robi mocne wrażenie.

Patrząc na tysiące motyli uporządkowanych w gablotach wypełniających pomieszczenia od podłogi do sufitu, można dostać oczopląsu. Są one różnobarwne, ale również tylko czarne lub czarno – białe. Od maleńkich, wielkości zaledwie kilku milimetrów z rozłożonymi skrzydłami, po duże, a nawet ogromne, o rozmiarach niemal czterech męskich dłoni.

Zbiory są sklasyfikowane, opisane i eksponowane w podziale na kontynenty. Przy czym poszczególne egzemplarze lub ich detale można oglądać również pod lupą. Klasyfikacja oparta jest na systematyce Linneusza, który wprowadził dwuimienne nazewnictwo w opisie gatunków biologicznych.

Część kolekcji – słyszę od jej twórcy – to plon moich łowów podczas podróży po Europie, Ameryce Południowe i Środkowej oraz Azji Mniejszej. Natomiast afrykańskie pochodzą od zakonnic, które prowadziły misje w Bangi w Republice Środkowoafrykańskiej.

 

LEKCJE PRZYRODNICZE

 

Każdy egzemplarz jest opisany, przy części są nawet daty ich złowienia. Najstarszy pochodzi z roku 1829 ! Oprowadzający nas pasjonaci o wielu motylach mają sporo do powiedzenia. Np., że te czarno – czerwone sygnalizują ptakom, iż są dla nich trujące lub szkodliwe.

Oglądamy egzemplarze przypominające kształtem i barwami liście, sowy czy… tygrysy. O różnorodnej nie tylko wielkości, barwach, ale i kształtach. Dowiadujemy się sporo o zwyczajach motyli, ich pospolitości lub rzadkości, długości życia itp. Tę wiedzę muzeum stara się przekazywać również innym. Organizuje ciekawe lekcje przyrodnicze dla dzieci i młodzieży, a także osób, które chcą pogłębić swoją wiedze przyrodniczą.

Można podczas nich zobaczyć jak motyle rozwijają się, chronią przed wrogami itp. Do przychodzenia na takie lekcje oraz odwiedzania muzeum zachęcają dwa barwne foldery zapowiadające m.in.: możecie tu zobaczyć największego motyla na ziemi oraz takiego, który lata z prędkością 50 km/h.

A także motyle, które udają sowy, czy owady podobne do… aligatorów albo pingwinów. Fascynujące! Właściciele zamierzają rozbudować muzeum, gdyż drugie tyle kolekcji znajduje się, z braku miejsca, poza ekspozycją. W muzealnym sklepiku można kupić m.in. spreparowane egzemplarze motyli. Więcej na temat tego muzeum na www.muzeummotyli.com.

 

Zdjęcia autora


Stowarzyszenie Dziennikarzy Podróżników GLOBTROTER

Booking.com