PIOTRKÓW: U BERNARDYNÓW NA ŁYSEJ GÓRCE

Według jednej ze starych piotrkowskich legend w miejscu tym, nazywanym Łysą Górką, stał przed wiekami posąg pogańskiego bożka Belboga w poświęconej mu świątyni. Zlatywały się na nie czarownice i wiedźmy. Udało się je „oczyścić” dopiero dzięki wybudowaniu w nim klasztoru i kościoła bernardynów.

 

PRZY DAWNYM TRAKCIE SIERADZKIM…

 

Na ślady pogańskie dotychczas tu co prawda nie natrafiono. Ale liczące już blisko cztery wieki dzieje tego zabytku są bardzo ciekawe, przy czym także z kartami mało znanymi.

Kościół Podwyższenia Krzyża Świętego i sąsiadujący z nim klasztor, popularnie nazywany „U bernardynów” stoi kilkadziesiąt metrów na zachód od dawnych staromiejskich murów obronnych, vis a vis nie istniejącej już, rozebranej w połowie XIX w. podobnie jak pozostałe, Bramy Sieradzkiej.

Przez nią, od Rynku, od lat Trybunalskiego, przez „od zawsze” staromiejską ulicę Sieradzką, prowadził trakt do Sieradza. Za murami grzbietem niewielkiego wzgórza opadającego na południe ku rzeczce Strawie. Jest to najbardziej wyeksponowane miejsce w Piotrkowie Trybunalskim, z pięknym widokiem tego barokowego zespołu klasztornego zwłaszcza od wschodu, z placu Kościuszki i od południa, z dołu.

Ten dawny trakt od XIX w. stanowi pryncypialną ulicę nowej, tj. leżącej poza Starym Miastem części Trybunalskiego Grodu. Od lat ul. Słowackiego, prowadzącą na zachód ku przejazdowi przez tory dawnej Kolei Warszawsko – Wiedeńskiej i za nie. Na jej początku, na wspomnianej byłej Łysej Górce, pod nr 2 stoi kościół bernardynów.

 

… I PÓŹNIEJSZYM DEPTAKU

 

Po przeciwnej stronie tej ulicy, pod nr 1, jest XIX-wieczna kamienica, w której urodził się, co przypomina tablica na jej frontonie, przyszły generał i komendant Armii Krajowej, Stefan „Grot” Rowecki (1896-1944), który spędził w tym historycznym mieście także młodość.

Od wschodu leży wspomniany już, dosyć rozległy, opadający ku rzeczce obecnie skanalizowanej na tym odcinku pod ziemią, plac Kościuszki. Z niego zaś odchodzi dawna droga do Rokszyc, później oraz w latach okupacji niemieckiej ul. Rokszycka, a od XX–lecia międzywojennego Gabryela Narutowicza. Stanowi ona południową granicę zespołu klasztornego do którego należał niegdyś także Ogród Bernardyński.

Ulubione przez dzieci i młodzież miejsce zjazdów na sankach. Na zachód od niego była, do września 1939 r., kiedy została zbombardowana i spalona przez niemieckich najeźdźców, południowa pierzeja kamienic tego odcinka ul. Słowackiego. Przedwojenny, ale również i później piotrkowski „deptak” z Pałacem Sprawiedliwości, cerkwią i kamienicami z przełomu poprzednich wieków po północnej stronie.

Skręcający później, przy kościele, na południe na pl. Kościuszki i dalej w aleje 3 Maja, aż do miejskiego parku. To położenie świątyni, pomijając inne jej walory powodowało, że była ona popularnym miejscem, do którego tłumy przychodziły – piszę to jako piotrkowiak z urodzenia i pierwszych ponad 15 pierwszych lat życia w tym mieście – na niedzielne wcześniejsze msze czy sumę, a po nich „obowiązkowe” rodzinne spacery w pogodne dni.

 

BERNARDYNI I HOJNI FUNDATORZY

 

Według źródeł historycznych, bernardyni pojawili się w Piotrkowie najpierw w ostatnim 30-leciu XVI wieku jako kwestorzy z Warty, którzy wygłaszali kazania i zbierali ofiary pieniężne. W mieście były już wówczas męskie klasztory pijarów, dominikanów i chyba także jezuitów oraz żeński dominikanek.

W 1624 r. Florian Starczewski ze znanego szlacheckiego roku, który wydał kilku duchownych, m.in. biskupa płockiego, kanonika krakowskiego i przeorów, kupił na ówczesnym Przedmieściu Rokszyckim, na którym wznosiła się wspomniana Łysa Górka, szmat ziemi pod nowy klasztor – bernardynów.

Ich prowincjał skierował do miasta najpierw, w 1625 r., dwóch zakonników: Mateusza z Piotrkowa i Pawła z Radomska. Przy wydatnym wsparciu głównych fundatorów najpierw stanął w tym miejscu kościół drewniany. Budowę murowanego, a obok niego klasztoru, rozpoczęto w roku 1632 i zakończono w 1642 r., z tym, że świątyni dwa lata wcześniej.

Cały zespół klasztorny otaczał mur z basztami. Jednonawowy kościół, z dwiema wieżami, pierwotnie pod wezwaniem Znalezienia Krzyża Świętego, został jednak częściowo spalony i zrujnowany, a wcześniej doszczętnie ograbiony przez Szwedów podczas „potopu”.

 

SIEDEM OŁTARZY I „CUDOWNY” OBRAZ

 

Odbudowa, tylko z jedną wieżą, trwała cztery dekady, gdyż ponownie konsekrowany został on dopiero w roku 1696. Wzbogacony jednak o pięć – w sumie do siedmiu – nowych ołtarzy: Matki Bożej, św. Anny, św. Franciszka, św. Michała oraz główny. W ciągu następnych dziesięcioleci prezbiterium zostało pokryte malowidłami ze scenami Męki Pańskiej, a zakrystia polichromią i otrzymała nowe inkrustowane meble.

Stanęła też rokokowa brama na kościelny dziedziniec, zaprojektowana przez jednego z zakonników. Przede wszystkim jednak pojawił się wizerunek Matki Bożej, nazwanej później Piotrkowską, słynący z „cudownych uzdrowień”. Co spowodowało, że świątynia stała się sanktuarium maryjnym.

Obraz ten był zresztą starszy niż murowany kościół bernardynów i wiąże się z nim inna tutejsza legenda. Zamówił go w 1624 r., do drewnianego jeszcze kościoła, ówczesny prowincjał zakonu, o. Leonard Starczewski, u biegłego w sztuce malarskiej zakonnika – bernardyna w klasztorze św. Anny pod Przyrowem.

Namalował on Madonnę z Dzieciątkiem farbami olejnymi na blasze miedzianej umieszczonej na desce. Według legendy obraz ten szybko zyskał sławę i popularność. W trakcie malowania miała bowiem miejsce rzekomo „nadprzyrodzona ingerencja”.

 

LEGENDA O MALOWANIU WIZERUNKU MADONNY Z DZIECIĄTKIEM

 

Artysta podobno namalował Jezuska z główką przytuloną do matki, czyli w wersji nazywanej eleusa. Ale następnego dnia okazało się, że główka dzieciątka jest wyprostowana i odsunięta od Matki Bożej, a więc w wersji hodegetria. I tak ją już pozostawił.

Obraz ukończony w 1625 r. rozsławiła ta legenda oraz „cuda”, które czyniła modlitwa przed nim. A także wybudowanie dla niego, na koszt opata płockiego Stanisława Starczewskiego, specjalnego ołtarza. No i posłowie na piotrkowskie sejmiki, posiedzenia sejmu oraz uczestnicy spraw sądzonych w pracującym w Piotrkowie Trybunale Koronnym.

W ołtarzu „cudowny obraz” MB Piotrkowskiej zakrywała specjalnie w tym celu namalowana przez Władysława Małeckiego farbami olejnymi zasuwa, na której przedstawił on scenę wzorowaną na „Wniebowzięciu Matki Bożej” hiszpańskiego malarza Bartolomeo Estebana Murillo.

Obraz odsłaniany był przy dźwiękach bębnów, później dwukrotnie, w 1989 i 2003 r. konserwowany, po czym wpisany do rejestru zabytków. Dodam, że w 2002 r. Jan Paweł II poświęcił w Kalwarii Zebrzydowskiej złote korony dla tego obrazu, uroczyście koronowanego 1.8.2003 r. przez arcybiskupa metropolitę łódzkiego Władysława Ziółka.

 

KASATA, ODRODZENIE I RATOWANIE SKARBÓW NARODOWYCH

 

Bernardyński klasztor w Piotrkowie miał jednak także momenty i okresy trudne. Rozwój w nim ośrodka maryjnego przerwała w 1864 r. kasata klasztoru, podobnie zresztą jak pozostałych w mieście, przez władze carskie w odwecie za zaangażowanie zakonników w ruchu niepodległościowym w okresie Powstania Styczniowego.

Kościół przejęli księża parafialni, a w klasztorze umieszczono archiwum akt dawnych i gubernialnych oraz drukarnię i redakcję „Gubiernskich Wiedomostej”. A następnie areszt policyjny.

W 1918 r., po odzyskaniu przez Polskę niepodległości, urządzono w nim przytułek, szkołę śpiewu oraz muzeum. Bernardyni odzyskali go w 1922 roku. W okresie okupacji niemieckiej w klasztorze miało miejsce ważne wydarzenie.

Udział w ratowaniu dóbr polskiej kultury, archiwaliów i eksponatów muzealnych, dotyczących zwłaszcza Warszawy. O którym nie znalazłem nawet wzmianki na internetowych stronach klasztoru i w piotrkowskich publikacjach, gdzie szukałem czegoś na ten temat. To zaskakujące, gdyż było i jest ono kolejnym powodem do chwały.

Wiem o niej z kilku źródeł, bo udział w tej akcji miał również mój Tata Henryk-Feliks ps. „Konrad” (1904-1995). Przed wojną sekretarz piotrkowskiego sejmiku powiatowego, a w latach wojny kierownik biura Związku Gmin i równocześnie szef wydziału wojskowego Podokręgu Piotrkowskiego AK.

 

RODZINNY WĄTEK

 

W ogromnym skrócie, na podstawie opublikowanych wspomnień wybitnego architekta prof. Jana Zachwatowicza (1900-1983) oraz rozmów z Tatą i jego zachowanych notatek oraz korespondencji, przedstawiała się ona następująco.

Gronu działaczy antyhitlerowskiego podziemia, w tym wybitnym muzealnikom, udało się w okresie tuż przed oraz po Powstaniu, uratować w Warszawie część dzieł sztuki, muzealiów, archiwaliów i cennych bibliotek. Zajmował się tym przede wszystkim prof. Stanisław Lorentz (1899-1991). To co zdołano wywieźć ze stolicy, ulokowano w remizie strażackiej w Brwinowie.

Była ona jednak pomieszczeniem tymczasowym i zagrożonym ze strony okupantów oraz jego szpicli. Rozpoczęto więc szukanie pewniejszego miejsca. Prof. Lorentz koncentrował się na ratowaniu dzieł sztuki. Troskę o archiwalia, księgozbiory i muzealia z innych dziedzin powierzył wspomnianemu prof. Zachwatowiczowi działającemu w Delegaturze Rządu (Londyńskiego) na Kraj.

W Brwinowie znajdowały się m.in.: zbiory rysunków pomiarowych zabytków Warszawy Zakładu Architektury Polskiej Politechniki Warszawskiej, bez których niemożliwa byłaby ich wierna odbudowa po zniszczeniach. Ponadto resztki Biblioteki Załuskich oraz ornitologiczna część zbiorów Muzeum Zoologicznego.

 

TRANSPORTY POD NOSEM OKUPANTÓW

 

Znaleziono dla nich nowe, pewniejsze miejsce, w podziemiach kościoła i klasztoru bernardynów w Piotrkowie. Dzięki pomocy zaufanych ludzi, w tym polskich kolejarzy, udało się uzyskać trzy wagony towarowe aby nimi przewieźć te zbiory i archiwalia. Dla przeprowadzenia tej operacji wybrano optymalny termin: 24 i 25 grudnia 1944 roku.

Z potwierdzoną w praktyce nadzieją, że wówczas Niemcy i ich donosiciele będą mniej czujni. W Piotrkowie ulokowaniem tego transportu w klasztorze i przewiezieniem go z bocznicy kolejowej, zajmował się, w ścisłej współpracy z miejscowym pedagogiem oraz wybitnym krajoznawcą Antonim Badkiem, mój Tata wykorzystujący swoje znajomości i pozycję w ruchu oporu.

Wiem z jego zachowanych notatek, że w przewożeniu i ochronie transportu z bocznicy do klasztoru pomagał mu, zapewne ze swoimi zaufanymi ludźmi, piotrkowski komendant policji polskiej, podczas okupacji „granatowej”, kpt. Jan Antczak. Równocześnie członek AK i współpracownik oraz podkomendny Taty w Wydziale Wojskowym.

Znacząca była w tym rola także bernardynów, aktywnie wspierających ruch oporu podczas okupacji. Operacja udała się bez przeszkód i po wojnie zbiory te wróciły do Warszawy umożliwiając w przypadku architektonicznej dokumentacji pomiarowej wierną odbudowę wielu zabytków.

 

ZABYTKOWE DETALE

 

W notatkach Taty znalazłem także informację, że poza rysunkami, dokumentami, książkami i zbiorami zoologicznymi, w transporcie tym były również instrumenty. Wśród nich harfa o dużej wartości. Obecnie kościół i klasztor, pięknie odnowione, z niewielkimi zmianami w otoczeniu, przyciągają nie tylko wiernych, ale i znawców architektury, sztuki oraz turystów.

Po wojnie usunięto znaczną część ogrodzenia tego kompleksu, odsłaniając go z trzech stron. Zachowano je tylko w części klasztornej. A także barokową bramę z roku 1735, z figurami bernardynów, zaprojektowaną przez zakonnika Wenantego Pensa.

Statuę, z roku 1856, św. Antoniego na wysokiej kolumnie, przesunięto w inne, chyba lepsze miejsce. Na zewnętrznych ścianach kościoła znajduje się kilka zabytkowych tablic epitafijnych. Zaś na dawnym przykościelnym cmentarzyku uwagę zwraca figura Matki Bożej oraz nagrobek J.K. Hildebrandta, oba zabytki z roku 1827.

Do wnętrza kościoła wchodzi się z dwu stron przez kruchtę. W wejściu do zakrystii w kamiennym portalu z kartuszem herbu Nałęcz, rodowym fundatorów Starczewskich, są dębowe drzwi z 1668 roku obite żelazną kratą z ozdobnym zamkiem.

 

KOŃCZONA REWALORYZACJA NAWY

 

W kruchcie dolnej kondygnacji wieży jest natomiast krucyfiks z XVIII w. Prowadzi z niej także dosyć ciemny, sklepiony korytarz do klasztoru, zbudowanego na planie czworoboku z wewnętrznym wirydarzem. Nawa główna kościoła przedzielona jest obecnie na wysokości prezbiterium rusztowaniami dobiegającego końca remontu tak, że ołtarz główny z Ukrzyżowanym jest chwilowo niewidoczny i niedostępny.

Płótna rusztowania dotykają ołtarza z „cudownym” obrazem MB Piotrkowskiej, ostatnim wzdłuż lewej ściany świątyni, ale ustawionym ukośnie tuż przy prezbiterium. Przy lewej ścianie nawy kościoła stoją jeszcze trzy inne późnobarokowe ołtarze, niektóre z rokokowymi zdobieniami.

Dwa inne oraz ambona przy ścianie prawej. Natomiast obok wejścia do tego kompleksu od strony ul. Słowackiego jest, w części klasztornej, Sala Pamięci Żołnierzy Armii Krajowej Okręgu Łódzkiego im. mjr „Gaja”.

Po zakończeniu rewaloryzacji nawy głównej, co nastąpiło zapewne już przed publikacją tej relacji, świątynia ta znowu lśnić będzie pełnym blaskiem. Należy ona, obok Starego Miasta i stojących w nim kilku kościołów, a także innych zabytków, do obiektów, które będąc tu, zobaczyć trzeba koniecznie.

 

Zdjęcia autora


Stowarzyszenie Dziennikarzy Podróżników GLOBTROTER

Booking.com