PODRÓŻE GLOBTROTERA: RAJGRÓD

Celem pierwszej w 2016 roku „Podróży Globtrotera” był Rajgród w pow. grajewskim w woj. podlaskim. A ściślej Ośrodek Wypoczynkowo – Szkoleniowy „Energetyk” położony w odległości kilku kilometrów od tego 1,6-tysięcznego miasteczka, w starym sosnowym lesie na cyplu Jeziora Rajgrodzkiego. Blisko 20-osobowa grupa członków Stowarzyszenia Dziennikarzy – Podróżników „Globtroter” przebywała w nim na przedłużonym weekendzie na zaproszenie dyrektora ośrodka Andrzeja Jaworskiego. Wspomnę, że są to dawne tereny ludzi kromaniońskich, którzy żyli tu w IX-VII tysiącleciu p.n.e. A w czasach nam bliższych Jaćwingów. To jaćwieskie plemię Zlińców założyło osadę Raj.

 

 

MIASTO I JEZIORO

 

Pierwsza pisana wzmianka o Rajgrodzie pochodzi jednak dopiero z 1429 r., a prawa miejskie otrzymał on w 1568 r. Należał wówczas do Księstwa Mazowieckiego, później przez ponad 120 lat do Wielkiego Księstwa Litewskiego, a następnie do Korony i Polski. Z przerwą po III jej rozbiorze, gdy włączony został do Prus, zaś po traktacie w Tylży w 1807 r. do Rosji.

Mieszkańcy Rajgrodu i jego okolic uczestniczyli aktywnie w obu powstaniach: listopadowym i styczniowym oraz innych wydarzeniach historycznych. Jezioro Rajgrodzkie ma powierzchnie 1514 hektarów i pod tym względem zajmuje 18 miejsce w kraju. Długie jest na ponad 12 km, szerokie do 1900 m, są na nim wyspy.

Ośrodek, który nas gościł, jest spółką z o.o. z siedzibą w Białymstoku. Należy do klastru Marek Turystycznych Polski Wschodniej, organizacji skupiającej podmioty działające w szeroko rozumianym sektorze turystycznym.

Jego głównym celem działalności jest rozwój tworzących go organizacji oraz promocja całego regionu, szczególnie województw podlaskiego i warmińsko – mazurskiego. Funkcjonuje zaś na zasadach partnerstwa i współpracy, których głównym zadaniem jest zintegrowanie oferty turystycznej oraz wspieranie instytucji i przedsiębiorstw działających w tym obszarze gospodarczym.

 

 

ENERGETYK

 

„Energetyk” jest dużym ośrodkiem całorocznym, chociaż najefektywniej wykorzystywanym w okresie od wiosny do jesieni. Posiada 150 miejsc noclegowych z 54 pokojach i apartamentach oraz drugie tyle w domkach. Ładnie wyremontowany m.in. dzięki częściowej pomocy ze środków unijnych, ma bardzo bogatą, całoroczną ofertę dla uczestników konferencji, kursów, imprez eventowych itp.

M.in. trzy klimatyzowane i profesjonalnie wyposażone sale konferencyjne, z których największą o powierzchni 220 m², sale: balową, kinową na 100 osób, a także mniejszą salę bankietową. Ponadto salę rehabilitacji, dwie bilardowe, w tym jedną z kominkiem w którym pali się drewnem i klub nocny – marina.

A także saunę oraz, oczywiście, restaurację i kawiarnię z barem.

Do dyspozycji gości są dwie prywatne plaże, wypożyczalnia sprzętu wodnego z żaglówkami, kajakami, rowerami wodnymi, windsurfingiem i gondolą.

Ponadto kort tenisowy, boisko do siatkówki plażowej, stoły pingpongowe, rowery, plac zabaw itp.

 

          BIEBRZAŃSKIE SAFARI I LOTY BALONEM

 

Dla grup zorganizowanych ośrodek ma dodatkową ofertę z atrakcjami. Np. grillem przy muzyce szantowej, ogniska, kuligi, wycieczki po najpiękniejszych atrakcjach regionu – m.in. biebrzańskie safari w poszukiwaniu dzikiej przyrody, „tropienie wilków” lub „wyprawę na łosia”, czy spływy tratwami biesiadnymi po Biebrzy i Kanale Augustowskim.

Jak również loty balonem, wyścigi psich zaprzęgów, park linowy, pokazy pieczenia sękacza itp. O dyskotekach czy imprezach integracyjnych na świeżym powietrzu nie wspominając. My mieliśmy do dyspozycji smaczną kuchnię z daniami i potrawami regionalnymi, saunę i salę kominkową ze stale płonącym ogniem.

Było ognisko z tradycyjnym pieczeniem kiełbasek, kulig saniami po okolicznych lasach, a także sporo czasu na poznawanie otoczenia ośrodka i jeziora – z obserwowaniem wędkarzy łowiących na nim ryby w przeręblach itp.

Jak również spotkania z ciekawymi, miejscowymi ludźmi. Seniorem polskich kaskaderów Krzysztofem Fusem, którego najsławniejszym wyczynem był skok z kolejki linowej na Kasprowy Wierch. I przeżycie, chociaż z odniesionymi obrażeniami, gdy wiatr nieoczekiwanie poruszył kolejką, w rezultacie czego skoczek nie trafił, tak jak zamierzał na drzewo, aby po nim ześlizgnąć się na ziemię.

 

MYŚLIWSKIE OPOWIEŚCI

 

Bardzo interesująca okazała się również rozmowa z nadleśniczym leśnictwa Rajgród Marianem Stanisławem Podleckim. Kawalerem nadanego mu przez dzieci Orderu Uśmiechu, nadal czynnym harcmistrzem, a przede wszystkim znakomitym znawcą lasów i zwyczajów zwierzyny. W zawodzie leśnika pracuje on już sporo ponad 30 lat.

Z wielu historii, o których mówił, dla mnie szczególnie ciekawa okazała się o uratowaniu w Polsce łosi. Zwierzętom tym groziła bowiem zagłada. Dolina Biebrzy i biebrzańskie bagna, mówił, to był najbiedniejszy region między Wilnem i Warszawą. Gdy ludzie byli głodni, a broni tam nigdy nie brakowało, to strzelali także do łosi. Ocalało ich zaledwie 8 sztuk.

Ale uratowano je, jest ich obecnie ponad 800, co zaczyna stwarzać problemy dla lasów i okolicznych pól. Ciekawie opowiadał też o uczeniu młodziutkiego orła przedniego polowania, aby wypuszczony na wolność był w stanie przeżyć. Mówiąc o rzadkich zwierzętach wspomniał, że rysia spotkał w życiu tylko raz.

Nie zabrakło i historyjek myśliwskich. Atakowany przez część rozmówców – dziennikarzy będących przeciwnikami polowań, uzasadniał ich konieczność. Są bowiem sztuki słabe, chore, bez perspektywy rozwoju, trzeba je więc eliminować. Najlepsze w polowaniach jest to – zapewniał, że można zwierzęciu darować życie.

 

WALKA DZIKÓW Z JELENIEM

 

I opowiedział, jak pewnego razu stał na myśliwskiej ambonie w pobliżu karmnika w którym zwierzęta dokarmiane są w zimie. Miał na muszce dorodnego, młodego jelenia, ale doszedł do wniosku, że to piękny okaz z perspektywą rozmnażania stada. I nie strzelił. W tym momencie na jelenia rzuciły się dwa dziki usiłując odpędzić rogacza od pokarmu.

Wywiązała się między nimi zażarta, ciekawa walka. Zakończona zastrzeleniem agresywnego odyńca. Sensacyjnie zabrzmiała dla mnie również informacja leśnika, że kłusownicy, to już tylko legenda. Od wielu lat, mówił, nie udało mi się znaleźć wnyków i pułapek na dzikie zwierzęta. Problem stanowią natomiast, niestety, niekiedy kłusujący legalni myśliwi.

Sporo ludzi, dodał, przyjeżdża w nasze strony na foto – safari, aby tylko podglądać i fotografować zwierzęta w ich naturalnym środowisku. Mimo, iż tym razem tak bliska, bo z Warszawy do Rajgrodu jest zaledwie 3,5 godziny bezpiecznej w warunkach zimowych jazdy samochodem, była to udana „Podróż Globtrotera” inaugurująca tegoroczny sezon.

 

          Zdjęcia autora


Stowarzyszenie Dziennikarzy Podróżników GLOBTROTER

Booking.com