Stowarzyszenie Dziennikarzy Podróżników
spotkania promocyjne i relacje ze study tours stowarzyszenie dziennikarzy podróżników   
o stowarzyszeniu
podróże
Globtroter-logo
aktualności Publikacje kontakt        .://główna/podroze_Globtrotera
 

Podróże Globtrotera

 

lista wyjazdów || ostatnie wyjazdy || archiwum || wyszukiwarka || programy wyjazdów


SPAŁA: UDANY MAJOWY WEEKEND

Deklaracja Współpracy gmin: Białowieża i Inowłódz


            Był to kolejny wyjazd „globtroterowców” do Spały na zaproszenie Lokalnej Organizacji Turystycznej oraz jej prezesa, a zarazem szefa 4* hotelu „Mościcki” dr Michała Słoniewskiego. Tym razem z wyjątkowo licznym udziałem. Było nas tam blisko setka, z czego większość ze względu na ograniczoną ilość miejsc noclegowych w Hotelu Mościcki i należącym do jego zespołu Dworze Carskim, tylko jednego dnia. Ponadto przyjechało kilkadziesiąt innych zaproszonych osób: przedstawicieli świata kultury i polityki, samorządu terytorialnego i turystycznego, biznesu – zwłaszcza hotelarskiego itp. Byli wśród nich m.in. posłanka i kandydatka do Parlamentu Europejskiego Jolanta Szymanek – Deresz, wiceprezes Zarządu Mennicy Barbara Sissons, gen. dyw. Roman Polko, wiceprezes PIT Józef Ratajski, członek Zarządu Powiatu Tomaszowskiego Jacek Kowalewski, dwaj „Honorowi Ambasadorzy Spały”: aktor Zbigniew Buczkowski i nasz kolega Michał Fajbusiewicz oraz wiele innych znanych osób.

           

            Głównym punktem dwudniowego programu było podpisanie „Deklaracji Współpracy pomiędzy Wójtem Gminy Białowieża a Wójtem Gminy Inowłódz i Lokalną Organizacją Turystyczną w Spale.” Nastąpiło to w niedzielę 10 maja br. a jej sygnatariuszami byli: Albert Litwinowicz – Wójt Gminy Białowieża, Cezary Krawczyk – Wójt Gminy Inowłódz i Prezes LOK w Spale – Michał Słoniewski. Oto pełny tekst tego dokumentu:

            „Świadomi tradycji wywodzących się ze wspólnej historii oraz z szacunku do otaczającej nas przyrody deklarujemy chęć współpracy w zakresie rozwoju turystyki i aktywnego wypoczynku. W tym celu będziemy podejmować różnorodne przedsięwzięcia zmierzające do zwiększenia aktywności samorządów i organizacji pozarządowych. Pobudzać będziemy wspólne inicjatywy edukacyjne, kulturowe, historyczne i ekologiczne, które mogą podnosić poziom świadomości mieszkańców naszych Gmin oraz turystów do nich przybywających. Za szczególnie ważne uznajemy: stalą wymianę doświadczeń i opinii, budowanie więzów między naszymi środowiskami, pielęgnowanie tradycji historycznych i spuścizny materialnej, promocję walorów i atrakcji turystycznych, dbałość o prawidłowa koegzystencję i szacunek mieszkańców i turystów do otaczającej przyrody, budowanie wspólnych programów i produktów turystycznych, inspirowanie wydawnictw i produkcję pamiątek.”

            Po podpisaniu Deklaracji Współpracy odbyło się uroczyste wręczenie dyplomu „Honorowego Ambasadora Spały” naszemu koledze Michałowi Fajbusiewiczowi z Łodzi. Dodam, że pięknie wykonanego w postaci ceramicznej płyty przez zakład Ceramika Paradyż. Michał zrewanżował się przekazując gospodarzom stare wydawnictwa na temat Spały i Inowłodza oraz nagrania jego starych, z początku lat 80-tych XX w., reportaży telewizyjnych ze Spały.

            W sobotę poprzedzającą te uroczystości odbył się dla chętnych spływ kajakowy na Pilicy, w którym udział wzięło 7 załóg. Dodam, ze Spała ma doskonale zorganizowane w sezonie od wiosny do jesieni spływy zarówno grupowe jak i indywidualne. Na przystani ich uczestnicy wypożyczają kajaki z wyposażeniem oraz kamizelkami ratunkowymi i umawiają się, w którym miejscu zamierzają zakończyć spływ. Tam zostawiają kajaki, które transportowane są spowrotem do przystani, a kajakarze odwożeni do Spały. W sobotnim programie były również obiad i kolacja w znanym z doskonałej kuchni hotelu „Mościcki” i wieczór w hotelowym Sport Pubie. Było również trochę czasu wolnego, który część weekendowych gości wykorzystała na zwiedzenie najważniejszych zabytków w okolicach Spały: romańskiego kościółka św. Idziego w Inowłodzu lub – w moim przypadku, bo znam tę świątynię od lat, a podczas poprzedniego pobytu „Globtrotera” w Spale mieliśmy do niej specjalną wycieczkę z przewodnikiem – odwiedzenie Sanktuarium Matki Boskiej Świętorodzinnej i klasztoru w odległym od Spały o kilkanaście kilometrów Poświętnem.

           




Większość „Globtroterowców” – uczestników spotkania w Spale przyjechała do niej w niedziele rano. Przed podpisaniem Deklaracji Współpracy Gmin i LOK było więc sporo czasu na pobyt i zakupy na comiesięcznym – w okresie od wiosny do jesieni – spalskim Jarmarku Antyków i Rękodzieła Artystycznego. Dodam, że w br. dużym zainteresowaniem gości Spały cieszyły się „Dukaty lokalne” o nominale 4 Żubry = 4 Złote, wybitych przez Mennicę Warszawską wg. projektu Anny Beaty Wątróbskiej – Wdowiarskiej na zlecenie emitenta – Gminy Inowłódz. Ten pieniądz lokalny o charakterze bonu towarowego z możliwością zwrotu ma obieg na terenie gminy od 1 maja do 9 sierpnia br. Na awersie przedstawia drewniany kościółek w Spale, a na rewersie, oczywiście, słynny pomnik Żubra. Mennica wybiła 20 tys. sztuk tych „Żubrów” z mosiądzu oraz 500 egz. o nominale 40 Żubrów i cenie sprzedażnej 200 zł ze srebra stemplami lustrzanymi. Więcej informacji na temat tej emisji można znaleźć na stronach: www.spala.info.pl; www.spala.pl.

           






W programie spalskiego weekendu znalazło się również – dla tych, którzy byli w Spale po raz pierwszy lub po dłuższej przerwie, spacer po niej z przewodnikiem. Ponadto obiad grillowy na tarasach hotelu „Mościcki”, a w drodze powrotnej do Warszawy zwiedzenie słynnych pohitlerowskich bunkrów w Konewce – Anlage Mitte, o których pisaliśmy szerzej w relacji z poprzedniego pobytu w Spale. Był to więc bardzo udany – także dzięki pięknej pogodzie – wyjazd. Gospodarzom, zwłaszcza prezesowi i dyrektorowi dr Michałowi Słoniewskiemu, serdecznie dziękujemy więc za zaproszenie i gościnność oraz możliwość przyjazdu do zawsze atrakcyjnej Spały.

Cezary Rudziński

Zdjęcia autora.


           

Dodane 12 05 09
Izrael i Palestyna: fascynujące oraz bezpieczne

Z PIELGRZYMKĄ PO ZIEMI ŚWIĘTEJ

            Izraelskie działania wojenne w Strefie Gazy wzbudziły pewne wątpliwości  w kręgach turystycznych  czy Izrael jest miejscem bezpiecznym. 17 stycznia br. Trade & Travel Company – Konsorcjum Polskich Biur Podróży wznowiło po przerwie świąteczno – noworocznej cotygodniowe imprezy z Łodzi  do Ziemi Świętej samolotami izraelskich linii lotniczych EL AL. W zapewnienia, że w Izraelu i w Autonomii Palestyńskiej – na Zachodnim Brzegu, bo oczywiście nie w Strefie Gazy – turystom nie zagraża żadne niebezpieczeństwo, uwierzyło ponad 110 uczestników parafialnych grup pielgrzymkowych. Pierwszym w 2009 roku rejsem polecieli także przedstawiciele kierownictwa Konsorcjum z prezesem Arturem Matiaszczykiem oraz zaproszona przez niego ekipa TVP Łódź i czwórka dziennikarzy piszących oraz fotografujących, wśród nich przedstawiciel „Globtrotera”. Była to fascynująca, dobrze zorganizowana podróż, a Ziemia Święta okazała się regionem naprawdę gościnnym i bardzo bezpiecznym.

            Grupom pielgrzymkowym towarzyszyli księża. W tej, do której dołączono dziennikarzy, było ich czterech oraz zakonnica, a zarazem gimnazjalna katechetka i animatorka religijnych śpiewów z jej akompaniamentem na gitarze oraz modlitw na trasie, siostra Damiana. Księża codziennie odprawiali msze w historycznych świątyniach, zaś w ważnych judeo - chrześcijańskich miejscach czytali odpowiednie fragmenty biblii. Starali się również turystom – pielgrzymom przybliżyć w inny sposób wiedzę o czasach biblijnych i ich najważniejszych postaciach. Jeden z nich uznał nawet za konieczne przypomnieć przez autokarowy mikrofon, co widocznie dla części uczestników pielgrzymki było nowością, że Maryja Panna nie była Polką lecz Żydówką i naprawdę nazywała się Myriam, podobnie jak Żydem był jej syn Jezus, nazywany w kraju urodzenia Joszuą.

            Przewodniczką naszej grupy,  przy tym znakomitą, była Margaret ( Małgorzata ) Rok, Polka która wraz z mężem – polskim Żydem, też z Warszawy oraz córką, obecnie studentką, od 20 lat mieszka w Izraelu z podwójnym obywatelstwem. Szybko dogadaliśmy się, że jest ona… synową mojego dawnego redakcyjnego kolegi, a jej męża pamiętam jako 4-5 letniego berbecia przyprowadzanego od czasu do czasu przez tatę do redakcji. Dodam, że w Izraelu wymagania wobec pilotów i przewodników turystycznych są bardzo wysokie. Aby otrzymać licencję trzeba w pierwszym przypadku odbyć dwu, w drugim zaś trzyletnie studia i zdać trudne egzaminy m.in. z historii i zabytków tego regionu świata. Małgosi, poza wiedzą, nie zabrakło umiejętności przekazywania jej innym w atrakcyjnej formie oraz  wzbogacania programu, dzięki czemu stał się on jeszcze ciekawszy.

                                                                   W  Zielonej Galilei

            Trasa podróży – z dwoma miejscami noclegowymi: w Tyberiadzie w Galilei oraz w Betlejem w Autonomii Palestyńskiej – prowadziła przez wszystkie ważne miejsca biblijne. Pielgrzymi dzięki organizatorom mieli możność, chyba wszyscy po raz pierwszy w życiu, uczestniczyć w mszach odprawianych przez polskich księży – uczestników podróży w świątyniach szczególnie ważnych dla katolików. W bazylice Przemienienia Pańskiego na Górze Tabor; w kościele benedyktynów p.w. Prymatu św. Piotra w miejscowości Tabgha nad jeziorem Genezaret, w miejscu w którym zgodnie z biblią Jezus dokonał cudu rozmnożenia chleba i ryb; w kościele „Stella Maris” na Górze Karmel nad Hajfą; w bazylice Grobu Świętego w Jerozolimie; w kościele św. Katarzyny przylegającym do, należącej w całości do ortodoksyjnego kościoła greckiego, Bazyliki Narodzenia w Betlejem, a także w kościele Zaśnięcia NMP na Górze Syjon w Jerozolimie. Wielkim przeżyciem dla kilku małżeństw – uczestników podróży było odnowienie małżeńskiego ślubowania w kościele w Kanie Galilejskiej – obecnie arabskim miasteczku Kafr Kana, zbudowanym na miejscu biblijnego wesela, na którym Jezus dokonał przemiany wody w wino.

            Dużym i miłym zaskoczeniem było też wręczenie wszystkim uczestnikom na zakończenie tej podróży ozdobnych dyplomów Pielgrzyma Jerozolimskiego, wydrukowanych w języku polskim, a sygnowanych ( oczywiście faksymile ) przez Ministra Turystyki Izraela i Burmistrza Jerozolimy. Przyjemnych niespodzianek spotkało nas więcej. Tak np., gdy ruszyliśmy w rejs po jeziorze Genezaret, nazywanym też Tyberiadzkim lub Morzem Galilejskim,  na pokładzie statku – łodzi „Noah TY-1”, wciągnięto przy dźwiękach Mazurka Dąbrowskiego na maszt, obok izraelskiej bandery z Gwiazdą Dawida, także naszą biało – czerwoną. Dodam, że jezioro leży 210 m poniżej poziomu morza, a statek ten zbudowano, w znacznym powiększeniu w stosunku do oryginału, w oparciu o szkielet łodzi sprzed około dwu tysięcy lat wydobyty z dna jeziora i przechowywany w dużym gmachu muzeum na jego brzegu. A później pielgrzymi, także księża i zakonnica, tańczyli na pokładzie tradycyjne tańce żydowskie pod okiem izraelskiej instruktorki. W miejscowości Jardenit nad Jordanem każdy otrzymał plastykową buteleczkę, aby móc osobiście zaczerpnąć do niej wody z rzeki w miejscu uważanym za to, w którym Jan Chrzciciel dokonał chrztu Jezusa.

 

                                                          Polskie ślady

            Trudno w relacji z tej podróży opisać szczegółowiej wszystkie miejsca, które zobaczyliśmy, chociaż większość na to zasługuje. Ale już wymienienie najważniejszych i przedstawienie pokonanej trasy daje pojęcie, jak ciekawa była to impreza. W Galilei było to miejsce naszych noclegów, jedno z żydowskich miast świętych – Tyberiada. Wspomniany już Jardenit, w którym na terenie tamtejszego kibucu, zanikającej – pozostało ich w całym Izraelu po stu latach od utworzenia pierwszego ( w 1905 roku ) już tylko około 270 –  formy żydowskiej komuny wiejskiej, jest specjalne miejsce, w którym można dokonać – jest to szczególnie popularne wśród baptystów – powtórnego chrztu przez zanurzenie w wodach Jordanu. Na ścianach tego sanktuarium znajdują się wypisane na majolikowych płytkach w kilkudziesięciu językach, w tym po polsku, cytaty z biblii. Podobne – z modlitwami, m.in. Ojcze Nasz ( w kościele Pater Noster na Górze Oliwnej także po kaszubsku ), Magnificat, obrazami Częstochowskiej Madonny itp. spotykaliśmy w innych świątyniach wzniesionych w szczególnie ważnych biblijnych miejscach.

            Podobnie jak inne poloniki. Np. na wewnętrznej stronie muru otaczającego Bazylikę Zwiastowania w Nazarecie tablicę pamiątkową ufundowaną 20.V.1944 przez słuchaczki tamtejszej Szkoły Młodszych Ochotniczek Pomocniczej Służby Kobiet w armii gen. Władysława Andersa. Czy III stację Drogi Krzyżowej w Jerozolimie ufundowaną przez żołnierzy tej samej armii. Dodam, że wkrótce w Stacji IV stanąć ma polska monstrancja ze złota i bursztynów. A to tylko przykłady, bo są także tablice pamiątkowe w kościele w Tyberiadzie i w innych miejscach. Zwłaszcza liczne w muzeum Yad Vashem  w Jerozolimie, m.in. płaskorzeźby: „Janusz Korczak z dziećmi” oraz replika tej z pomnika Bohaterów Getta w Warszawie z postacią Mordechaja Anielewicza, ofiarowany przez polski rząd towarowy wagon kolejowy z wypisanym wewnątrz w języku idysz  pożegnalnym listem jednej z osób wiezionych przez hitlerowców na zagładę. Nie wspominając już o licznych tabliczkach z polskimi nazwiskami wyróżnionych medalami „Sprawiedliwy wśród Narodów Świata”.

                                                  Pielgrzymia Wieża Babel

            Wrócę jednak do trasy. W centrum zamieszkanego głownie przez Arabów – zarówno muzułmanów jak i chrześcijan – Nazaretu, na placyku poniżej Bazyliki Zwiastowania, gdzie swego czasu udaremniono budowę wielkiego meczetu który miał ją zasłonić, natrafiliśmy na pokojowy protest wobec izraelskich działań w Gazie. Na namiotach oraz transparentach były antyizraelskie hasła oraz rysunki. W bazylice oraz pobliskim kościele św. Józefa zbudowanym nad grotą, w której wg. legendy miał znajdować się jego warsztat stolarski, spotkałem pielgrzymów z wielu krajów. Chińskich Żydów, Hinduskę z Goa, sporą grupę Peruwianek oraz natrafianych w wielu miejscach Nigeryjczyków. Podczas podróży tych ostatnich widzieliśmy tak wielu w różnych miejscach, że wydawało się iż poza Polakami stanowią wśród pielgrzymów drugą pod względem liczebności nację. Ale w Jerozolimie, zwłaszcza w Bazylice Grobu Świętego, można się było poczuć jak w językowej i narodowościowej Wieży Babel.

            Przejechaliśmy obok, maleńkiej dziś, Magdali ( Migdal ) w której urodziła się późniejsza jawnogrzesznica i katolicka oraz prawosławna święta, zwana dla odróżnienia od tej z Nazaretu – matki Jezusa, Myriam z Magdali, u nas znanej jako Maria Magdalena. W Kafarnaum ( Capernaum ) odwiedziliśmy należące do franciszkanów tereny wykopaliskowe, wśród zabytków zaś m.in. ruiny „Białej synagogi”, do której Jezus chodził na modły. I pobliski kościół na Górze Błogosławieństw z początku XX wieku, z przyległym hotelem – Domem Pielgrzyma. Interesujący, także widokowo, był przejazd na Wzgórza Golan i panorama z nich całego jeziora Genezaret. I przez arabską Galileę nad Morze Śródziemne  do Hajfy, z jej meczetami, kościołami, cerkwiami, dawną dzielnicą niemiecką.  Na wznoszącej się nad Hajfą górze Karmel jest kościół „Stella Maris” i klasztor karmelitów zbudowany na miejscu, w którym, wg. tradycji, prorok Eliasz pokonał kapłanów kananejskiego boga Baala. A poniżej, fantastycznie położone na zboczu góry, światowe centrum liczącej około 7 mln wyznawców na świecie religii bahaitów – Powszechny Dom Sprawiedliwości oraz zbudowane w 1953 roku Sanktuarium Baha Allaha – jednego z jej założycieli.  Wzniesione w połowie najdłuższych na świecie pochyłych Perskich Ogrodów. Wspaniale utrzymanych, z egzotyczną roślinnością i bajecznymi wręcz widokami na miasto oraz morze – aż po dawną stolicę Krzyżowców, Akkę. I dostępnych dla wszystkich.

                                            Wzdłuż  Morza  Śródziemnego

            Po zwiedzeniu tych miejsc – dalsza droga wzdłuż morza z postojami w Cezarei Nadmorskiej, gdzie zachował się antyczny akwedukt wzdłuż plaży. Później resztki Cezarei z czasów Krzyżowców oraz rozległy teren wykopaliskowy, z dużym amfiteatrem z czasów Heroda. Niestety, tylko przejazd przez 2,5 – milionową, najbardziej nowoczesną w Izraelu aglomerację Tel Awiwu – Jaffy. Centrum biznesu, wysokich technologii, a zarazem kultury i rozrywki. Z imponującymi gmachami – także wieżowcami, ładnymi plażami, po osmańskim meczetem i drogimi hotelami. Stara Jaffa, w znacznym stopniu arabska, bardziej zaniedbana i brudna, ma jednak parę obiektów, które trzeba zobaczyć. M.in. starą wieżę zegarową z czasów tureckich, liczne domy z czasów Krzyżowców, kościół św. Piotra. I kolejne przepiękne widoki ze wzgórza w szybko zapadającym zmierzchu na miasto i morze. A następnie podróż do Betlejem w Autonomii Palestyńskiej. Już bez przewodniczki Małgosi, gdyż obywatele Izraela nie mają prawa do niej wjeżdżać. Wyjątek zrobiono dla kierowców – izraelskich Arabów ( nie mylić z Palestyńczykami ! ) takimi jak nasz Wiktor. W następnych dniach dołączała do nas po stronie izraelskiej.

            Na granicy Autonomii betonowy mur – znacznie wyższy niż haniebny berliński. Posterunki izraelskie, kontrole pojazdów i dokumentów. Autokary z zagranicznymi turystami traktowane są ulgowo. Przeważnie wystarcza okazanie izraelskim strażnikom otwartych paszportów, na wjeździe nawet nie zawsze. Lub informacja arabskiego kierowcy o tym kogo wiezie. Dokładniejsze kontrole są przy wyjeździe z Betlejem do Jerozolimy. Raz musieliśmy nawet wysiąść z autokaru, który pusty przekroczył granicę, a my krętymi korytarzami podziemnych przejść nasyconymi zaporami, przeszkodami i elektroniką, pójść pieszo aby okazać paszporty. I tak przez 4 dni, bo tyle  noclegów mieliśmy w programie w hotelu w Betlejem. Nie było to optymalne rozwiązanie, gdyż w zimowe wieczory nie ma tam co robić, ale wypada taniej, niż noclegi w drogiej Jerozolimie.

            Konsorcjum PBP ma zresztą w swojej ofercie do wyboru kilka wariantów noclegów, a także podróży do Izraela. Oprócz 8 – dniowych ( kalendarzowo, bo faktycznie to 7 dób ) pielgrzymek, w której uczestniczyłem, także 8-dniowe programy: „Odkrywamy Izrael” nagrodzone medalem Mercurius Gedaniensis na 12 Gdańskich targach Turystycznych, „Izrael wczoraj i dziś” oraz „Izrael i Jordania”. Ponadto programy 15-dniowe: „Biblijna Kraina” ( Izrael) oraz „W kolebce religii” – Egipt, Izrael, Jordania. Ponadto pobyty lecznicze nad Morzem Martwym. Więcej informacji na ten temat znaleźć można na:  www.konsorcjum.com.pl .

                                           Przyjechali do Betlejem…

            Betlejem, odległe od Jerozolimy o 8 km, praktycznie z nią graniczy. Przy wyjeździe z niego, na stronie wewnętrznej muru wita podróżnych napis: „Welcome to Jerusalem”, a obok niego duże graffiti – judzki lew rozszarpujący białego gołębia z głową owiniętą chustą „arafatką”, z ironicznym czerwonym napisem na skrzydle „Bird of terror” – „Ptak terroru”.  Betlejem rozbudowało się od czasu mojego poprzedniego w nim pobytu przed 12 laty. Przybyło budynków użyteczności publicznej oraz domów mieszkalnych, nawet luksusowych rezydencji i dobrych samochodów. Ale nadal jest biedne, brudniejsze niż miasta izraelskie. Koło miejsc odwiedzanych przez turystów kręcą się handlarze pamiątek oraz żebrzące dzieci. Miejsc wartych zobaczenia jest niewiele.         Najsławniejsze, to zabytkowa, zbudowana w IV w i później odbudowywana po pożarach i zniszczeniach Bazylika Narodzenia. 5 – nawowa, z grotami: Narodzenia i Żłobka w podziemiach, w całości we władaniu ortodoksyjnego kościoła greckiego.

            Przylega do niej i ma z nią bezpośrednie połączenie katolicki kościół św. Katarzyny zbudowany przez franciszkanów w 1882 roku, z kaplicami również w podziemiach. W samym mieście jest jeszcze odwiedzana przez pielgrzymów Grota Mleczna, w której wg. legendy, gdy Maria karmiła maleńkiego Jezusa, kropla mleka spadła na skałę i cała grota przybrała mleczny kolor. Nad grotą wznosi się kościół. W pobliżu Betlejem, na terenie wioski  Bet Sahur leży inne miejsce kultu – Pole Pasterzy, a na nim zbudowany w 1954 roku kościół w kształcie namiotu w dużą kopułą i pięknymi freskami przedstawiającymi dzieje Świętej Rodziny. Obok, w skale, są groty w których w czasach biblijnych mieszkali pasterze, a obecnie mieszczą się kaplice. Będąc w tym mieście trudno nie zobaczyć także dużego, vis a vis Bazyliki Narodzenia, placu z budynkami administracyjnymi oraz meczetem, a w tle innym kościołem.

            Najważniejszym z religijnego, historycznego i turystycznego punktu widzenia miastem jest oczywiście Jerozolima. Przede wszystkim Stare Miasto otoczone murami, z 8 bramami, z których czynnych jest 7. Z czterema głównymi dzielnicami: żydowską, arabską, chrześcijańską i ormiańską. Z licznymi miejscami kultu religijnego, przede wszystkim ogromną Bazyliką Grobu Świętego, prowadzącą do niej przez uliczki i zaułki Via Dolorosa – Drogą Krzyżową ze stacjami męki. A także najświętszym miejscem wyznawców judaizmu Ścianą Płaczu - fragmentem murów oporowych z czasów Heroda otaczających świątynię zburzoną w I wieku. Dostępną, podobnie jak przylegające do niej miejsce modłów w starej budowli, wyłącznie dla mężczyzn. Zawsze pełnych modlących się oraz wciskających w szpary i szczeliny muru kartki z prośbami do Jahwe. Dla kobiet wydzielono maleńki fragment Ściany, na resztę mogą sobie tylko popatrzeć z oddali.

                                                                    Z Jerozolimy nad Morze Martwe

            W naszym programie nie znalazły się, niestety, islamskie zabytki Jerozolimy. Arabowie wpuszczają do meczetu Al -Aksa i Kopuły Skały – że wymienię najważniejsze – indywidualnych turystów, ale podobno niechętni są dużym grupom. Bez tego jednak było co zwiedzać przez 3 dni. Zarówno w obrębie Starego Miasta i tuż za jego murami na Górze Syjon z Wieczernikiem i Grobem proroka Dawida w kompleksie Jesziwy Diaspory oraz kościołem Zaśnięcia NMP. A na wschodnim zboczu tej góry kościół św. Piotra „In Gallicantu” wzniesiony w miejscu, w którym wg. biblii piał kogut, a apostoł Piotr zaparł się Jezusa. I ważne miejsca w innych częściach tego, położonego na wzgórzach i ich zboczach miasta. Że wspomnę Górę Oliwną z Bazyliką Agonii, Ogrodem Getsemani i grobem NM Panny obudowanym kaplicą oraz ogromnymi starymi cmentarzami. To tylko najważniejsze przykłady. Nie zabrakło i miejsc świeckich. Przede wszystkim suku – arabskiego bazaru z plątaniną krętych uliczek oraz Instytutu Yad Vashem  poświęconego Holocaustowi.

            Ciekawy był również wypad nad Morze Martwe. Zjazd z wysokości około 700 m n.p.m. na której leży Jerozolima, do najgłębszej depresji na ziemi – 420 m poniżej poziomu Morza Śródziemnego, doskonałą nową, na wielu odcinkach dosłownie wyrąbaną w skałach szosą, z oznaczeniami na jakiej wysokości znajdują się podróżni. W ciągu ostatnich kilkunastu lat poziom Morza Martwego obniżył się wskutek parowania oraz zmniejszonego dopływu wody o kilkanaście metrów. Nadal stanowi ono jednak – zwłaszcza jego woda ( około 32% zawartości soli ) oraz błoto o właściwościach leczniczych – wielką atrakcję. A nawet w styczniu zarówno temperatura wody jak i powietrza w dzień wynosi około 23 stopni C. Były więc warunki do, niestety krótkiego, relaksu, kąpieli i smarowania się błotem.

            A później jeszcze podróż do najstarszego na świecie, zamieszkanego od 10 tys. lat, miasta – także biblijnego Jerycha w innej części Zachodniego Brzegu Autonomii Palestyńskiej. Z przejazdem przez posterunek izraelski, szeroki pas „ziemi niczyjej” – są tam druty i zasieki, ale nie ma muru – a następnie posterunek palestyński. To 45 tysięczne miasto, którego 99% mieszkańców stanowią muzułmanie a resztę – około 500, chrześcijanie, głównie wyznawcy greckiego kościoła ortodoksyjnego, gdyż katolików jest tylko około 50, też trochę zmieniło się od czasu mojego poprzedniego w nim pobytu przed 12 laty. Uporządkowano tereny wykopaliskowe z ponad 20 warstwami osadnictwa, interesujące jednak, prawdę mówiąc, tylko dla archeologów. A także plac przed nimi, z dużym sklepem. Obok wybudowano dolną stację kolejki linowej na Górę Kuszenia, na zboczu której znajduje się duży klasztor prawosławny, z jedynym obecnie mnichem. Na podróż tam – nie było jej w programie – nie starczyło jednak czasu. Zobaczyliśmy natomiast słynne, wiązane z biblijnym Zachariaszem, drzewo  Sykomorę sprzed około 2 tys. lat. A później już tylko powrót na noc do Betlejem i następnego dnia wczesna pobudka, aby zdążyć na samolot z Tel Awiwu do Łodzi.

                                                                       Kraj naprawdę bezpieczny.

            Wspomniałem już, że Izrael i Zachodni Brzeg Autonomii Palestyńskiej to miejsca bezpieczne dla turystów. Nawet bardzo bezpieczne. Zagrożenie rakietami ze Strefy Gazy sięgało około 20 km od niej, a więc terenów bez zabytków i odwiedzanych przez cudzoziemców miejsc kultu. Podczas naszego pobytu Izrael ogłosił zresztą zawieszenie broni. Słynne drobiazgowe sprawdzanie pasażerów i bagażu przeprowadzane przez funkcjonariuszy izraelskich służb bezpieczeństwa przed startem – w naszym przypadku z Polski – samolotów do Tel Awiwu powoduje, że po przylocie jest już tylko kontrola paszportów. Podczas całej podróży po Ziemi Świętej nie widziałem na drogach, poza samochodami policji drogowej, żadnej kontroli. Nie istnieją – bo nie ma takiej potrzeby – znane z Egiptu i innych krajów arabskich punkty kontrolne co parę kilometrów, z uzbrojonymi w broń maszynową żołnierzami, czy specjalnie chronione konwoje cudzoziemców. Jedyny wyjątek – poza oczywiście punktami kontroli na granicy z Autonomią Palestyńską – stanowi Jerozolima.

            Kontrolowany jest wstęp na plac, przy którym wznosi się Ściana Płaczu. Na suku w arabskiej części miasta są, spełniając zadania profilaktyczne, posterunki i patrole policyjne. Tylko w piątek – ale był to pierwszy świąteczny dzień muzułmanów po przerwaniu ognia w Gazie – całe Stare Miasto, a na nim znajduje się przecież miejsce piątkowych modłów – Wielki Meczet Al-Aksa,

przypominało trochę oblężoną  twierdzę. Posterunki i kontrole pojazdów były przy wszystkich bramach w staromiejskich murach, wejściach na suk, najważniejszych świątyniach. Na placyku – parkingu w pobliżu bramy Jaffskiej zauważyłem kilka samochodów policyjnych oraz wyposażenie do ew. odparcia agresji tłumu i … nudzących się policjantów. Większe siły zabezpieczają w Polsce ważniejsze mecze. O tym, jak wygląda troska o bezpieczeństwo, świadczyć może drobny przykład. 

            W pewnym momencie podczas zwiedzania jerozolimskiego Starego Miasta zostaliśmy poinformowani przez przewodniczkę o nieoczekiwanej, 15 minutowej przerwie i opóźnieniu odjazdu na kontynuowanie programu. Okazało się, że nasz autobus nie może wyjechać z parkingu bo, prawdopodobnie jakaś turystka, zostawiła na nim plastikową torbę chyba z bułkami. Do czasu usunięcia jej przez policyjnych saperów nie wolno było się do niej zbliżyć. I zakazy takie są konsekwentnie przestrzegane. Lepiej dmuchać na zimne. Ale dzięki temu nie tylko turyści mogą czuć się w Izraelu i Autonomii Palestyńskiej naprawdę bezpiecznie. Co nie znaczy, że można czuć się zwolnionym z troski o swoje portfele. Kieszonkowcy czy oszuści wśród ulicznych handlarzy trafiają się bowiem wszędzie. Ale to jedyne zagrożenie o jakim w tym kraju słyszałem. A jest on fascynujący, egzotyczny, pełny zabytków przeszłości, miejsc kultu kilku religii oraz ciekawych obiektów i wydarzeń współczesnych. I bardzo przyjazny turystom, dzięki którym przecież wielu ludzi ma w nim zapewniony byt. Naprawdę warto tam się wybrać!

Cezary Rudziński

Zdjęcia autora.

             

Dodane 28 01 09
Narciarskie St.Moritz

 

W pierwszej połowie grudnia  biuro zajmujące się  promocją uroków turystycznych Szwajcarii zorganizowało krótki wyjazd prasowy do legendarnego St.Moritz. Biuro, czyli osoba o niezwykłej energii - Adriana Czupryn, która jest jednocześnie jego szefem i personelem. Partnerami przedsięwzięcia były węgierskie linie niskokosztowe Wizz Air i Agencja Turystyczna Sindbad.


Wyruszyliśmy z Katowic do Bergamo a następnie busem do Szwajcarii. Łza się w oku kręciła gdy wspominaliśmy balangowe noce w autokarze, czeskie knedliczki  w przydrożnym zajeździe zapijane doskonałym piwem, bajecznie tani alkohol w sklepach na austriackiej granicy. To zawsze była jasna strona koszmarnie długich autokarowych podróży na narty w Alpach.

 Granice zniknęły , wraz z nimi nie tylko kolejki do odprawy ale również sklepy bezcłowe.  Czesi zbudowali autostrady. Dzięki temu czas podróży się skrócił jednak nadal narciarze, podróżujący autokarami czy samochodami  bardziej nadają się po przyjeździe  do rekonwalescencji niż na stok.  Zadziwiające, że szybko zaakceptowaliśmy tzw. „tanie linie” dla letnich wyjazdów wakacyjnych, zimą pozostaliśmy w większości przywiązanymi do ziemi konserwatystami. Oferta też długo nie była zbyt atrakcyjna.

  W niecałe dwie godziny dolecieliśmy do włoskiego Bergamo,  po kolejnych dwóch spędzonych w busie mieliśmy być na miejscu.  Zdarzyła się jednak niespodzianka – śnieg zasypał górskie przełęcze odcinając szwajcarski kurort od świata. Musieliśmy zanocować w przypadkowym miasteczku i pocieszać się doskonałym włoskim winem.  Jednym słowem wróciła namiastka starych czasów.


Następnego dnia drogi uprzątnięto i bez problemów choć nadal trochę okrężną trasą dotarliśmy do St. Moritz.  To jeden z najsłynniejszych i najbardziej prestiżowych miejsc na zimowe wakacje. Niektórzy twierdzą, że jest w tej dziedzinie numerem jeden. Warunki do uprawiania narciarstwa oczywiście też na naj: 350 kilometrów doskonale utrzymanych tras, 3 lodowce i średnio 322 dni słoneczne w roku.

Co z cenami?  Te w szczycie sezonu są rzeczywiście wysokie . Jak mówią to ekstra dodatek za możliwość spędzenia wakacji w tym samym miejscu co  Calauda Schiffer, Kate Moss czy Robert de Niro. Wszystkie gwiazdy przyjeżdżają zazwyczaj w tym samym okresie, im po prostu nie wypada być kiedy indziej.  Poza sezonem robi się luźniej i taniej. A przecież nikt nie zamyka nartostrad i nie zatrzymuje kolejek z powodu braku klientów ze sławnymi nazwiskami. Po szwajcarsku doskonale przygotowana infrastruktura chodzi jakby nigdy nic. Trasy zjazdowe bywa, że o  100 metrowej szerokości są identycznie przygotowywane dla kilku i kilkuset narciarzy.

Co się zaś tyczy gwiazd, to o ich obecności nic się od Szwajcarów nie można dowiedzieć. Przysłowiowa dyskrecja jak w szwajcarskim banku. Żadnej anegdoty ani ciekawostki nie udało mi się wycisnąć. Ciekawi powinni raczej sięgnąć do prasy brukowej lub kobiecej.

 Dla klientów  liczących się z każdym frankiem region narciarski przygotował kilka nowości.  Na przykład nowy pakiet „Ski @ Snowboard Special ” dla gości mieszkających w apartamentach. Podobny jest do wcześniejszego, dostępnego dla gości hotelowych-  łączy zakwaterowanie w apartamencie, karnet narciarski,  korzystanie z komunikacji publicznej i zniżki w szkole sportów zimowych  Upper Engadine . Darmowa komunikacja bardzo się przydaje bo ceny w okolicach St. Moritz radykalnie spadają wraz z odległością od centrum. Szczegóły i możliwość zamówienia pakietu w Internecie
http://www.engadin.stmoritz.ch/en/pauschalenliste.

Specjalne ulgi będą czekały na narciarzy wiosennych. Jeśli od  18 kwietnia do 3 maja 2009  prześpią przynajmniej 2 noce dostaną duże zniżki w zakwaterowaniu, karnetach narciarskich i  bezpłatny transport publiczny. Na przychylność Helwetów mogą też liczyć rodziny. Gdy taka wykupi karnet ważny pięć dni drugie dziecko dostaje 30 procent zniżki (od biletów ulgowych jakie mu przysługują zawsze). Kolejne  mające mniej niż 17 lat korzystają z całej infrastruktury bezpłatnie.

Turystyczna infrastruktura jest cały czas modernizowana. Przed sezonem oddano do użytku zmodernizowaną kolej linową na lodowiec Corvatsch. Ogromne  wagoniki czy już raczej wagony zabierają jednorazowo na pokład do 100 narciarzy. Tegoroczną nowością jest Visitor Centre uruchomione przez Szwajcarski Park Narodowy gdzie w czterech salach będzie można poznać sekrety alpejskiej flory i fauny. Jak przystało na luksusowy  kurort tafla zamarzniętego jeziora nad którym leży St. Moritz staje się areną sportów uchodzących za elitarne.  Konkursy hipiczne, rozgrywki polo, rajd zabytkowych samochodów, golf to wszystko w lodowym wydaniu. Miasto ma też naturalny tor bobslejowy na którym odbywają się zawody Pucharu Świata.  Koncerty, festiwale muzyczne to chyba oczywiste dopełnienie kurortowego programu. Z terminarzem można się zapoznać pod internetowym adresem: http://www.engadin.stmoritz.ch/topevents.

 Jeśli zaś chodzi  generalnie o wyjazdy samolotem na narty to proszę zajrzeć na stronę : www.infoski.pl .

W czasie pobytu w szwajcarskich Alpach  mieliśmy także możliwość porozmawiać o perspektywach rozwoju  tzw. „tanich linii„ lotniczych z jednym z najlepszych w tej materii fachowców – prezesem Wizz Air Jozsefem Varadi .  Wizz Air jest liderem niskokosztowego lotnictwa w naszej części kontynentu i nie zamierza z tego miejsca ustępować.

Atrakcją St. Moritz nie wymienianą w materiałach promocyjnych ,a w mojej opinii absolutnie konieczną do zaliczenia jest wizyta w Stübli Bar. Grający w nim na żywo Glauco Manson porywa całą salę. Repertuar to klasyka piosenek z lat 60- tych i 70-tych. Na osobną uwagę zasługuje barman nalewający drinki w iście kosmicznym tempie i do tego podśpiewujący razem z Mansonem. Dodatkowego smaczku dodaje fakt, że zatłoczony do granic możliwości, zadymiony i bardzo głośny bar znajduje się w 4 gwiazdkowym, statecznym hotelu Schweizerhof, w samym centrum kurortu. Wiem co piszę bo w tym hotelu mieszkaliśmy i oczywiście każdy wieczór spędzaliśmy na chóralnych śpiewach z Mansonem.

Andrzej Zarzecki
Fot. Zofia Suska
Dodane 22 12 08
Z tężnią w herbie

 

Niespełna 200 km od Warszawy, na lewym brzegu Wisły, między Toruniem a Włocławkiem, drzemie inny świat. Inny niż codzienność w dużym mieście, życie w ciągłym pędzie i hałaśliwym tłumie zabieganych, zmęczonych ludzi, skoncentrowanych na biznesie, „robieniu” pieniędzy, a także ich wydawaniu, nierzadko w coraz wymyślniejszy sposób. Ten inny świat można znaleźć w Ciechocinku, jednym z większych polskich uzdrowisk, a jednocześnie oazie spokoju dla łaknących go zestresowanych mieszkańców np. stolicy.


To urokliwe miasteczko jest znane przede wszystkim ze źródeł solankowych i górujących nad okolicą trzech unikatowych drewnianych tężni, wybudowanych w XIX wieku jako zakłady produkcji soli. Sól produkuje się tutaj do dzisiaj, ale tężnie służą obecnie głównie jako swoiste, naturalne inhalatorium. Ich podstawa składa się z około 7000 wbitych w ziemię dębowych pali. Po umieszczonej na nich świerkowo-sosnowej konstrukcji, wypełnionej suchymi krzewami tarniny, spływa pompowana do tężni z fontanny „Grzybek” solanka, która intensywnie parując tworzy słynny mikroklimat, bogaty w jod. Nawet jeśli ktoś nie był w Ciechocinku, z pewnością to miasto kojarzy mu się z tężniami. Nic więc dziwnego, że to właśnie tężnia widnieje w jego herbie.Kuracjusze przyjeżdżają tu po zdrowie, a osoby zdrowe - odpocząć w spokojnej atmosferze nieco sennego poza sezonem miasteczka, zadbać o urodę, zmienić klimat. Rodzajów kuracji i sposobów odpoczynku Ciechocinek oferuje coraz więcej, ciągle się rozwija, na szczęście w sposób przyjazny zarówno dla mieszkańców, jak i przyjezdnych. Powstają kolejne już nie tylko sanatoria i szpitale uzdrowiskowe, ale także prywatne kliniki i komfortowe hotele, które oferują wiele atrakcji w kompleksach Wellness & Spa. Przykładem może być Klinika Uzdrowiskowa „Pod Tężniami” im. Jana Pawła II.Bliskość tężni solankowych oraz piękny park zapewniają jej gościom atmosferę doskonale sprzyjającą rehabilitacji, regeneracji i wypoczynkowi.Co ciekawe, klinika oprócz świetnego zaplecza SPA posiada również nowoczesny sprzęt do diagnostyki i leczenia schorzeń układu ruchu.Z Ciechocinkiem kojarzy się słynny dywan kwiatowy, który znajduje się przed dawnymi Łazienkami III, a jego układ i kompozycja zmieniana jest co roku. Będąc w miasteczku nie sposób również ominąć pięknego Parku Zdrojowego. Jego ozdobą jest fontanna "Jaś i Małgosia", jeden z fundamentów wizerunku miasta. Położona przy centralnej alei Parku Zdrojowego, często jest charakterystycznym tłem pamiątkowych zdjęć z Ciechocinka. W Parku Zdrojowym kryje się również drewniana Pijalnia Wód Mineralnych, zbudowana w stylu "szwajcarskim". Powstała w latach 1880-1881, do dziś zachwyca elewacją, zdobioną drewnianą ażurową koronką. Pijalnia kryje niespodziankę: podając swoje imię można tam przeczytać wiersz o sobie oraz spotkać jego autorkę, elegancką starszą panią, która wręcz odradza kupno wierszyka, jeżeli opis w nim uchwycony nie oddaje rzeczywistości.W miasteczku znajdziemy też inne style architektoniczne: prześliczna błękitna cerkiewka pod wezwaniem św. Michała Archanioła, znajdująca się na terenie 22. Wojskowego Szpitala Uzdrowiskowego, została zaprojektowana w 1894 r. w stylu zauralskim. Jest to jeden z najcenniejszych zabytków uzdrowiska i jedyny tego typu obiekt w Europie. A w centrum Parku Zdrojowego ujrzymy muszlę koncertową, która powstała w 1909 roku w nietypowym dla Ciechocinka, zakopiańskim stylu.Do Ciechocinka wróciłam po 18 latach, za pierwszym razem spędziłam tu dwa miesiące w dziecięcym sanatorium. Tym razem przyjechałam tylko na weekend, ale była prawdziwa podróż sentymentalna. I na pewno tu znów wrócę za jakiś czas – sprawdzić, czy nadal jest tu tak kojąco spokojnie, czy wciąż odbywają się fajfy i dancingi i czy jeszcze tuż przy Manhattanie, swoistym centrum handlowym, parkują dorożki.


Autor: Aleksandra Łazuchiewicz

Dodane 06 11 08
Tysiąclecie Litwy


WILNO - EUROPEJSKA STOLICA KULTURY 2009

            W roku przyszłym Litwa obchodzić będzie swoje Millenium – tysiąclecie pierwszej o niej  wzmianki pisanej. Równocześnie zaś Wilno stanie się jedną z dwu, obok austriackiego Linzu, Europejską Stolicą Kultury 2009. Zapoznaniu bliższych i dalszych sąsiadów  z przygotowaniami do tych historycznych wydarzeń i ich programem, służyło zaproszenie przez ich organizatorów do Wilna kilkudziesięciu dziennikarzy z kilkunastu krajów europejskich. Znalazła się wśród nich szóstka polskich – w tym przedstawiciel naszego portalu.

                                   Zdumiewające przemiany nad Wilią i Wilenką

           

Wilno, jak chyba żadne inne europejskie miasto tej – około półmilionowej wielkości, zasługuje na ten zaszczytny tytuł. Dokonują się w nim przeobrażenia i ma miejsce rozwój, którego – brzydkie to uczucie, możemy naszym północnym sąsiadom pozazdrościć. Ech – można sobie pomarzyć – gdyby tak sensownie, z uwzględnieniem historii i szacunku dla zabytków, zasad urbanistyki oraz poczucia estetyki przeobrażała się Warszawa i inne duże polskie miasta! Znam Wilno od lat ponad 40-tu. Bywałem w nim wielokrotnie. Ale kilkuletnia nieobecność nad Wilią i Wilenką  spowodowała, że wiele dobrze znanych mi miejsc, zabytków, ulic i dzielnic litewskiej stolicy odkrywałem na nowo zdumiewając się pozytywnymi zmianami, jakie w niej zaszły.

            Poczynając od pierwszego jej centrum – gotyckiego i barokowego Senamiestis – Starego Miasta, w całości stanowiącego region chroniony. Co nie znaczy, że nie buduje się w nim niczego nowego. Wręcz przeciwnie, obok trwającej od lat rewaloryzacji zabytków, niektórych straszliwe zaniedbanych w czasach radzieckich, powstają tam nowe obiekty. Zwłaszcza hotele, placówki gastronomiczne oraz użyteczności publicznej. Ale ładnie wkomponowane, także pod względem architektonicznym, w historyczne otoczenie. Nie wszystko stare i godne zachowania zostało już zrewaloryzowane, ale takich obiektów jest coraz mniej. Pięknie wyglądają odnowione kościoły: św. Katarzyny i św. Kazimierza - ten drugi zamieniony został w czasach komunistycznych w Muzeum Religii i Ateizmu, dzięki czemu mniej niż inne wówczas był zaniedbywany.

            To tylko dwa przykłady z wielu – bo można dodać do nich Katedrę pełniącą w czasach radzieckich rolę galerii sztuki, perłę wileńskiego baroku – kościół św. św. Piotra i Pawła, o Ostrej Bramie czy gotyckiej perełce – kościele św. Anny i sąsiadującym z nim  Bernardynów, chociaż ciągle trwają tam jakieś prace, nie wspominając, bo one zawsze były sakralnymi wizytówkami miasta. Nadal jednak czeka na gruntowny remont przy uniwersytecki kościół  św. Jana i parę innych świątyń różnych religii. A tylko zabytkowych jest w Wilnie ponad 30. Ładnie prezentuje się, z budowli świeckich, dawny Arsenał – Litewskie Muzeum Narodowe i liczne domy oraz ulice Starówki. Za katedrą, obok Arsenału, dobiega końca rekonstrukcja byłego Pałacu Wielkoksiążęcego.

            Podobnie w drugim, historycznym, XIX-XX – wiecznym centrum miasta. W którym z zaskoczeniem oglądałem jego zrewaloryzowaną główną oś – Prospekt Gedymina, wcześniej ul. Lenina, a przed wojną Mickiewicza. Nie stoi już przy niej, na placyku przed gimnazjum im. Orzeszkowej – zresztą tego gmachu też już nie ma – pomnik sowieckiego generała Czerniachowskiego. Zmieniła przeznaczenie część pięknie odnowionych przy tej ulicy gmachów, m.in. dawnego hotelu Vilnius, przed wojną George. Przybyło trochę nowych budowli, wśród nich niezbyt pasujący mi do otoczenia, gdyż jest za wysoki, Novotel  w pobliżu byłego „Uniwermagu” a przed wojną Domu Braci Jabłkowskich. Ale w sumie jest to reprezentacyjna ulica. A w odchodzących od niej na południe i na północ aż do nabrzeża Wilii ulicach i placach wzniesiono, lub gruntownie zmodernizowano dziesiątki budowli o ciekawej architekturze doskonale wkomponowanej w otoczenie.

 

Trzecie centrum – XXI wieku

            Natomiast na prawym brzegu rzeki, na dawnym przedmieściu Śnipiszki powstaje trzecie centrum Wilna – XXI wieku. Rejon wysokościowców, centrów biznesu, hoteli, gmachów użyteczności publicznej. Zwłaszcza na zachód od Zielonego Mostu i ulicy Kalwaryjskiej, po obu stronach nowej arterii – Prospektu Konstytucji. M.in. nad brzegiem Wilii  dobiegają prace wykończeniowe gmachu Narodowej Galerii Sztuk Pięknych, otwarcie  której połączone zostanie z inauguracją jednej z ważniejszych imprez ESK 2009 – wystawy twórczości największego litewskiego artysty M. K. Čiurlionisa ( 1875 – 1911 ) i jemu współczesnych. Ale to dopiero początek realizacji dużego projektu tworzenia nowego centrum stolicy.

            Wspomniałem o zmianach zachodzących w historycznych częściach miasta. Jedną ze szczególnie zaniedbanych było dawne biedne przedmieście Zarzecze – po litewsku Užupis rozciągające się od pętli Wilenki na płn. wschód po Belmont i w kierunku Antokola. To na nim, obok podwórek, zaułków i zaniedbanych ruder wileńskiej Starówki, mój przyjaciel artysta malarz z Jonavy Vytautas Butas od początku lat 90-tych XX wieku szukał tematów i malował umierające fragmenty miasta. Większość z nich już nie istnieje, przynajmniej w dawnej postaci. Pozostały tylko na jego obrazach.

            Pamiętam jak w połowie lat 90-tych chodziliśmy razem ze zdjęciami tych obrazów szukając miejsc, z których zostały namalowane i fotografując te podwórka, bramy, rudery, drewniane schody i galeryjki prowadzące na piętra, porównując je z ich artystycznym przedstawieniem przez malarza. Teraz też odbyliśmy podobny spacer, ale z dawnych namalowanych miejsc oraz widoków na i przy ulicy Zarzecznej – Užupio zachowało się zaledwie kilka. Bo Zarzecze stało się ulubioną dzielnicą artystów, większość ruder została odrestaurowana  lub przebudowana.

            A wzniesiona na placyku przy jej skrzyżowaniu z ul. Malūnu i Paupio na wysokiej kolumnie rzeźba anioła dmiącego w trąbę, stała się jednym z symboli miasta. Byliśmy też z Vitasem i jego żoną Donatą, wszyscy po raz pierwszy, na Cmentarzu Bernardyńskim na Zarzeczu. Założonym w 1810 roku i położonym jeszcze bardziej malowniczo, na stromym brzegu Wilenki, chociaż mniej znanym niż nekropolia na Rossie. Do niedawna bardzo zaniedbany, od 2005 roku jest rewaloryzowany z inicjatywy prezydentów: Valdasa Adamusa i Aleksandra Kwaśniewskiego, o czym informuje przy wejściu marmurowa tablica w języku łacińskim. A pochowanych tam zostało wielu wybitnych Polaków: profesorów, lekarzy, inżynierów i m.in. 70-letnia siostra Józefa Piłsudskiego, Zofia z Piłsudskich Kadenacowa. Ale także Litwinów oraz cudzoziemców.

            Zmiany jakie zaszły i zachodzą – bo widok budowlanych żurawi jest na każdym kroku – w Wilnie dostrzec też można, zwłaszcza gdy dysponuje się lornetką lub teleobiektywem, z jego najwyższego wzniesienia – Góry Trzykrzyskiej spod betonowych 3 krzyży wzniesionych według projektu Antoniego Wiwulskiego w 1916 roku, wysadzonych przez komunistów w 1951 roku i odbudowanych, ale o 1,8 m wyższych, w 1989 roku. Przepięknych miejsc jest w litewskiej stolicy wiele, niestety czasu na pogłębianie jej znajomości było zbyt mało

.

                                   Word Music Days – Dni Muzyki Światowej

            Głównym celem naszej podróży studyjnej było zapoznanie się z przygotowaniami i programem Wilna do jego roli w 2009 roku. A połączono ją z inauguracją Word Music Days – Dni Muzyki Światowej. Różnorodne imprezy, zwłaszcza kulturalne, nie zostały bowiem ograniczone tylko do roku przyszłego, ale swojego rodzaju próbą generalną były tegoroczne. A trwać będą również w roku 2010. W br. rozpoczęły się one cyklem „Wiosna”-  w kwietniu Festiwalem Twórczości Dzieci. W maju zorganizowano Dzień muzyki ulicznej, Spotkania tańców północy oraz premierę spektaklu tańca światowego „Next of Kin”.

            W cyklu „Lato” 21 czerwca odbyła się impreza „Niech będzie noc!”, zaś w lipcu Terno Vilna – prezentacja kultury cygańskiej oraz „Zjazd Montmartrów”  na Zarzeczu. Zaś w ramach „Jesieni” we wrześniu „Sztuka w nieoczekiwanych przestrzeniach” i wspomniane już Dni Muzyki Światowej, które potrwają do 7 listopada. Natomiast w listopadzie zaprezentowana zostanie opera węgierskiego kompozytora i dyrygenta Petera Eötvösa „ O miłości i innych demonach” oraz program Skanoramy na Forum Krajów Północnych – „Wzdłuż Europy”.

            „Dni”, w których uczestniczyliśmy, poświęcono muzyce współczesnej. W programie 3 popołudni i wieczorów znalazło się – liczę tylko te, w których uczestniczyłem –  8 koncertów i innych wydarzeń kulturalnych. Odbyły się one w: Sali koncertowej Centrum Kongresów z udziałem Litewskiej Państwowej Orkiestry Symfonicznej pod dyrekcją wspomnianego już Petera Eötvösa; w Muzeum Energetyki – starej elektrowni, gdzie zaprezentowano program „Eötvös After Party”; w Centrum Sztuki Współczesnej – instalacja audiowizualna; w Filharmonii Narodowej – koncert jej orkiestry z solistą – pianistą Petrasem Geniušasem, pod dyrekcją Juozasa Domarkasa; „Procesja” w Centrum Sztuki Współczesnej; Instalacja audiowizualna „Mortuoa Plango, Vivo Voco” w kościele św. Katarzyny; Koncert niemieckiego Ensemble Modern w Filharmonii Narodowej pod dyr. Petera Eötvösa oraz „Conjunto Iberio” w Ratuszu, w wykonaniu hiszpańskiego oktetu wiolonczelistów. Wychowany na muzyce klasycznej, nie najlepiej odbieram współczesną, ale np. koncertu fortepianowego w wykonaniu Petrasa Geniušasa, czy wspomnianego oktetu słuchałem z przyjemnością.

                                   Rok 2009 zacznie się już w Sylwestra

            Program prezentacji Wilna – Europejskiej Stolicy Kultury 2009 zacznie się jak w filmach Hitchcocka: wielkim trzęsieniem ziemi, po którym następuje tylko eskalacja efektów. Porównanie trochę żartobliwe, ale nie bez sensu. Ma to być gigantyczny spektakl tańca, dźwięku i światła pod nazwą „@hofmann_Spragtukas” według projektu przygotowanego przez Niemca Gerta Hofa uważanego za najlepszego w świecie artystę światła. Złoży się nań nowa, twórcza interpretacja znanej baśni Ernsta Theodora Amadeusza  Hoffmanna i baletu Piotra Czajkowskiego „Dziadek do orzechów” w postaci współczesnego musicalu z udziałem ponad 150 wykonawców: tancerzy, aktorów i kaskaderów.

            A także efektami akustycznymi i wizualnymi, z wykorzystaniem projekcji laserowych i świetlnych, efektów specjalnych i pirotechniki. Rozpocznie się on 31 grudnia 2008 roku o godzinie 23.00 i przez 45 minut prezentowany będzie na frontonie Pałacu koncertów i sportu na prawym brzegu Wilii. Fronton ten przekształcony zostanie w wielopiętrową przeszkloną scenę, co pozwoli na pokazanie tego spektaklu w warunkach zimowych pod odkrytym niebem. Widzowie będą go mogli oglądać jednak nie tylko bezpośrednio, ale również na ogromnych telebimach na Placu Katedralnym.

            Po nim, około północy, rozpocznie się spektakl światła i dźwięku również przygotowany przez Hofa specjalnie na okazję dwu tak znaczących dla Litwy wydarzeń: jej Tysiąclecia i europejskiej stołeczności Wilna. Ma to być połączenie realistycznych scen i surrealistycznych prezentacji w sposób symboliczny przedstawiających rozwój Litwy na przestrzeni 1000 lat. Stanie się to zarazem kulminacją powitania Nowego Roku 2009. Gert Hof nazywany  Prometeuszem XX wieku zamierza pokazać na Placu Katedralnym w tej formie dzieło sztuki współczesnej nie mające jeszcze analogii w świecie.

            W spektaklu tym wykorzystane zostanie najnowocześniejsze i najsilniejsze oświetlenie w postaci 60 gigantycznych, wielobarwnych reflektorów wielkiej mocy, 10 najsilniejszych obecnie na świecie dział laserowych i innych urządzeń. Autor tego spektaklu zapewnia, że w jednej z jego części gmach katedry oświetlony zostanie słupem światła o średnicy 400 metrów i wysokości … 60 kilometrów,  który widoczny będzie nie tylko z miejsc bardzo oddalonych od Wilna, ale również z… kosmosu. Spektakl złożony z 8 części trwać będzie 20 minut i zakończy się synchronicznie strzelającymi w niebo na wysokość około 300 metrów  fajerwerkami w litewskich barwach narodowych. Oba te spektakle przedstawione jeden po drugim na obu brzegach Wilii mają zarazem przedstawić połączenie tradycyjnej i współczesnej kultury Wilna.

            Symbolizujący współczesne metropolis musical na prawym brzegu rzeki – gdzie, jak już wspomniałem wcześniej, powstaje nowe centrum Wilna XXI wieku „przekaże sztafetę” na jej lewy brzeg, na którym narodziła się litewska stolica i przy pomocy nowoczesnych środków przekazu przedstawiona zostanie historyczna droga, jaka przebyła Litwa. I w ten sposób wkroczy ona w swoje drugie Tysiąclecie, zaś Wilno w rolę Europejskiej Stolicy Kultury 2009. Na ich inaugurację zaproszono ponad 1000 wybitnych osobistości litewskich z dziedziny kultury, sztuki, polityki i innych kręgów, a także znanych artystów zagranicznych, szefów innych kulturalnych stolic Europy oraz przedstawicieli Komisji Europejskiej. Zaś po inauguracji zaczną się powszednie dni europejskiej stołeczności Wilna.

                                               Blisko 900 (!) imprez

            Zapowiedziano blisko 900 (!) różnych imprez, a wykaz tylko najważniejszych to ponad 80-stronicowa książka. Obejmą one m.in. przedsięwzięcia określane jako specjalne. Kawiarnię Europejską, w której raz na miesiąc organizowane będą dyskusje z udziałem gości zagranicznych na tematy kultury, gospodarki i polityki – związane ze współczesnym rozumieniem kultury. 2 maja 2009 w Wilnie i innych miastach Litwy będzie – „próba generalna” odbyła się już w br. – Dniem Muzyki Ulicznej. 20-21 czerwca – święto kultury, sztuki i muzeów podczas najdłuższej nocy roku, pod hasłem  „Niech będzie noc!”. 19-27 września cykl wystaw, spektakli i imprez „Sztuka w nieoczekiwanych przestrzeniach” – na ulicach, placach, mostach, rynkach, w nieczynnych fontannach, na staromiejskich podwórkach itp. 20-22 listopada – LUX – Festiwal Światła.

            Nie zabraknie w programie konferencji i zjazdów. Zapowiedziano m.in. konferencję Europejskiego Stowarzyszenia Festiwali – EFA. Wileńskie Targi Sztuki. Plenarne posiedzenie IETM – Międzynarodowej Sieci Sztuk Scenicznych. Międzynarodową konferencję na temat „Ile jest Europ w Europie?”. W programie Sztuk Europejskich znalazło się  II Quadrennale współczesnej sztuki litewskiej „Nowe oblicze miasta”; trwające przez 52 tygodnie „Pierwsze stulecie kina”; Wystawa sztuki „Pejzaże europejskie”, cykl koncertów europejskiego jazzu; spektakle teatralne, m.in. „Piekło” Dantego Alighieri i „Idiota” Fiodora Dostojewskiego; cykl koncertów laureatów konkursów dyrygenckich im. Herberta von Karajana; Festiwal muzyki sakralnej; Program Londyńskiej Orkiestry Symfonicznej poświęcony Wilnu; X Triennale Sztuki Bałtyckiej; Wileński Festiwal Operowy; cykl wystaw „Abstrakcja i impresjonizm – dwie tradycje wileńskiego malarstwa”; Festiwal muzyki elektronicznej i wiele innych.

            W programie „(Roz) poznawanie kultur” zapowiedziano m.in. cykl koncertów w Filharmonii Narodowej „Wspomnienia o Jaszy Haifetzie”, genialnym skrzypku, który – dodam, bo tego nie ma w programie –  mieszkał z rodzicami w Wilnie i w latach 1905-1909, tj. w wieku od 4 do 8 lat uczęszczał tam do szkoły muzycznej, co przypomina tablica pamiątkowa na jej dawnym budynku przy ul. Wileńskiej ( Vilniaus gatve ). A także  Międzynarodowy festiwal kultury alternatywnej „Ladyfest”;` Prezentację kultury polskiej ( 1-9 sierpnia ), Festiwal klezmerów i inne imprezy. Program „Żywa historia” uwzględnia całoroczny cykl imprez „Dialogi baroku” poświęconych architekturze, sztuce, muzyce, teatrowi, literaturze i tańcowi tego okresu, który – jak wiadomo – pozostawił wspaniałą spuściznę  w wileńskiej architekturze. Jest w nim również „Wirtualne muzeum Wilna”, „Rok 1984. Dramat przeżycia” oparty na sławnej książce Georga Wellsa, „Spuścizna wileńskiego rzemiosła”, „Requiem ( Kaddish ) ku czci ofiar Holocaustu” i wiele innych ciekawych pozycji. Otwarta zostanie też nowa ekspozycja w Muzeum KGB poświęcona zbrodniom stalinowskim.

                                               Warto się zastanowić…

           Wreszcie program „Ludzie” obejmuje m.in. Festiwal Gastronomiczny „Smaki Świata”, Festiwal twórczości dzieci, Skautowski Dzień św. Jerzego – 4 dniowy zlot 1500 skautów i harcerzy z Litwy, Łotwy, Estonii, Polski, Belgii, Francji i innych krajów. Odbędzie się również Międzynarodowe sympozjum Światowej organizacji ruchu skautowego – Word Organization of the Scout Movement – WOSM z udziałem około 150 przywódców organizacji skautowych ze wszystkich krajów Unii Europejskiej. Przygotowano też konkurs rysunków dla dzieci poświęconych zwierzętom, festiwal subkultur, dwa „Wesołe weekendy” prezentujące modę – z muzyką i światłem, „Zjazd Montrmartu w Republice Užupis” jak nazywane jest  artystyczne Zarzecze, któremu poświeciłem wyżej sporo miejsca, Europejski Festiwal Młodzieży i szereg innych imprez.

             – O zaszczyt bycia Europejską Stolicą Kultury 2009 – usłyszeliśmy  na prezentacji jej programu w hotelu Holiday Inn Vilnius od dyr. WESK-2009 Elony Bajoriniene – Wilno zabiegało już od 1995 roku. W 2004 roku zgłosiliśmy oficjalnie swoją kandydaturę, 14.11.2005 przyznano nam ten tytuł – wraz z austriackim Linzem. Nasz program obejmuje nie tylko rok 2009, ale również lata 2008 i 2010. Oczekujemy, że w co najmniej 300 projektach oraz 900 imprezach tylko w 2009 roku uczestniczyć będzie nie mniej niż  3 miliony ludzi, zaś ruch turystyczny i obroty sektora usług wzrosną o 15%. Mamy też nadzieję, że pozytywne oceny Wilna i Litwy oraz wiedza o nich zagranicą, zwiększy się w rezultacie ESK – 2009 co najmniej o 3%.

            W związku z rolą Wilna jako Europejskiej Stolicy Kultury 2009 powstało 18 nowych, zostało odrestaurowanych lub zaadaptowanych obiektów infrastruktury kultury do potrzeb osób niepełnosprawnych. A także nowa infrastruktura turystyczna oraz 11 placówek publicznych. Jednym z celów, jaki sobie stawiamy jest spowodowanie, aby kultura z outsidera stała się jednym z priorytetów państwa. Nasz program stara się zacierać granicę miedzy sztuką elitarną i pop-kulturą. Pragniemy, aby sztuka „wysoka” straciła swą elitarność, a „niska” wulgarność. W programie ESK – Wilno 2009 wezmą udział artyści z 20 krajów Europy oraz przedstawiciele pozostałych 4 kontynentów. 90% imprez będzie premierami, a udział w ponad 60% z nich – bezpłatny. Można więc pogratulować Litwinom pomysłowości i rozmachu oraz życzyć powodzenia w realizacji tego gigantycznego programu. Więcej na jego temat można znaleźć na: www.vilnius2009.lt.

            Dodam, że pomysł powierzania różnym miastom roli Europejskiej Stolicy Kultury realizowany jest od 1985 roku, a pierwszą z nich zostały Ateny. Aż do 1999 roku zawsze było to jedno miasto. Kolejno: 1986 – Florencja, 1987 – Amsterdam, 1988 – Berlin, 1989 – Paryż, 1990 – Glasgow, 1991 – Dublin, 1992 – Madryt, 1993 – Antwerpia, 1994 – Lizbona, 1995 – Luksemburg, 1996 – Kopenhaga, 1997 – Saloniki, 1998 – Sztokholm i w 1999 – Weimar. W zamykającym XX wiek roku 2000 ESK było aż 9: Awinion, Bergen, Bolonia, Bruksela, Helsinki, Kraków, Praga, Reykiawik i Santiago de Compostela. Wobec ogromnego zainteresowania tą formą promocji miast i krajów, w których się one znajdują, w XXI wieku wprowadzono możliwość powierzania tej roli równocześnie dwu miastom.

            W 2001 były to Porto i Rotterdam, w 2002 – Bruksela i Salamanka, 2003 – Graz, 2004 Genua i Lille, 2005 – Cork, 2007 – Luksemburg ( dotychczas jedyny po raz drugi ) i Sibiu, 2008 Liverpool i Stavanger, 2009 – Linz i Wilno. Zaś w 2010 – i zdążył już zaprezentować w Warszawie na TTW 2008 przebogaty program – Stambuł. O status ESK w latach przyszłych ubiega się co najmniej 7 polskich miast. Warto więc aby ich włodarze zapoznali się z tym, jak do tej roli przygotowały się i wykonały ją inne miasta – a Wilno jest świetnym przykładem i aktualną okazją oraz zastanowili, czy są temu w stanie sprostać organizacyjnie i finansowo.

Cezary Rudziński

Zdjęcia autora

             

           

Dodane 02 11 08

<< Previous 1 2 3 4 5 6 Next >>

Content Management Powered by CuteNews
[ o stowarzyszeniu  |  aktualności  |  publikacje  |  kontakt ] top

Kredyty| Ethiopia Travel | Etiopia wycieczki| Äthiopien Reisen | Эфиопия - путешествия | Kredyty gotówkowe