KUBA CZEKA NA ODKRYCIE PRZEZ POLAKÓW

Gdyby wiedzę o Kubie czerpać tylko z naszych mediów, zwłaszcza telewizji, wyłoniłby się przede wszystkim kraj dosyć ponury. Jeden z ostatnich skansenów komunizmu, wszechwładzy jedynej „słusznej” partii, więźniów politycznych, archaicznej gospodarki nakazowo – rozdzielczej, rozsypujących się domów oraz muzealnych, niemal wiązanych sznurkami samochodów.
 
Pełen ludzi biednych, kupujących niezbędne artykuły, także żywność, na kartki i z trudem wiążących koniec z końcem. Trochę ten obraz przeczerniam, ale jakoś z trudem przebijają się informacje o tym, że np. Kubańczycy należą co najlepiej wykształconych narodów latynoskich, zaś analfabetyzm jest na wyspie już tylko wspomnieniem odległej przeszłości.
 
Czy, że tamtejszej opieki medycznej mogą im zazdrościć społeczeństwa nie tylko państw zacofanych. Zaś kubańscy lekarze pracują w dziesiątkach krajów, zwłaszcza Ameryki Łacińskiej i Afryki. Rzadko można też spotkać informacje, bo nas, Polaków, wyjeżdża tam ciągle niewielu, o tamtejszej skali turystyki zagranicznej.
 
Tymczasem prawie 2,8 milionów cudzoziemców, którzy wypoczywali w 2011 roku na 11,5 milionowej Kubie i to zadowolonych – bo przecież wracają coraz liczniej – z tamtejszych warunków i atrakcji turystycznych, robi wrażenie. Chciałbym, abyśmy osiągnęli taki wskaźnik w stosunku do liczby mieszkańców, prawdziwych zagranicznych turystów przyjeżdżających do Polski na wypoczynek i jej zwiedzanie, a nie głównie sąsiadów na jednodniowe lub parogodzinne zakupy.
 
Największa wyspa Wielkich Antyli o powierzchni 110.860 km kw. nadal czeka jednak na odkrycie przez Polaków. Ma bowiem bogatą historię, mnóstwo – i bynajmniej nie w tak fatalnym stanie jak wielu uważa – zabytków. Chociażby na Starym Mieście w Hawanie założonej w 1514 roku jako San Cristobal równocześnie z Trynidadem i Sancti Spiritus. W dwa lata po pierwszym na wyspie mieście – Baracoa i rok przed Santiago de Cuba na wschodzie kraju.
 
Czy w znajdujących się na Liście Dziedzictwa UNESCO wspomnianym już Trynidadzie i fortecy San Pedro de la Roca w Santiago de Cuba. Przykłady można mnożyć, trzeba dodać do nich koniecznie bogatą kulturę. A także wspaniałą przyrodę oraz 3.736 km wybrzeży. Na nich zaś niezliczone, ciągnące się dziesiątkami kilometrów piaszczyste plaże. I – o czym wiedzą u nas nieliczni – około 1600 (!!!) przybrzeżnych wysepek – nazywanych tam cayos, skał i raf.
 
Z których wiele jest niezwykle atrakcyjnych pod względem turystycznym. Z największą, o pow. 3.056 km kw. Isla de la Juventud – Wyspą Młodości, do 1978 r. znaną jako Pinos. Kuba dosyć daleka jest jeszcze od zachodnich standardów demokracji czy gospodarki rynkowej z ich plusami i minusami. Trudno jednak pominąć fakt, że w kraju tym zachodzą ostatnio istotne zmiany. O których kierunku i skali mogą decydować jednak tylko sami Kubańczycy. I muszą mieć do tego pełne prawa.
 
Coraz bardziej masowe przyjazdy turystów zagranicznych i kontakty ludności z cudzoziemcami, a nie tylko wydawane przez nich na wyspie pieniądze będące głównym dla kraju źródłem dewiz (około 2 mld USD rocznie), sprzyjają demokratycznym przemianom. Podobnie jak działo się to, i dzieje nadal, w innych regionach naszego globu.
 
O turystyce kubańskiej i atrakcjach wyspy dla cudzoziemców, chociaż także na tematy gospodarcze oraz wiele innych, rozmawiałem z nowym, akredytowanym w styczniu br. Ambasadorem Republiki Kuby w Warszawie, J.E. Juanem Dagoberto Castro Martinezem. Było to bardzo ciekawe, a zarazem nietypowe spotkanie.
 
Wraz z Lilianą Olchowik – Adamowską i Kazikiem Pytko – wszyscy należymy do SD-P „Globtroter” – zaproszeni zostaliśmy, jako pierwsi dziennikarze, do nowej rezydencji ambasadora aby porozmawiać na temat perspektyw zwiększenia liczby turystów polskich zwiedzających Kubę i odpoczywających na niej. W spotkaniu uczestniczył też jego współinicjator Szymon Sado, prezes Biura Podróży Opal Travel.
 
Jednego z nielicznych organizujących 16 – dniowe wycieczki objazdowe po Kubie, a nie tylko wypoczynek na tamtejszych plażach z jedną – dwiema wycieczkami fakultatywnymi. Mówi on po hiszpańsku oraz zna wyspę nieźle z kilkumiesięcznego na niej pobytu, co znakomicie ułatwiło nam wymianę poglądów. Ambasador Castro Martinez okazał się człowiekiem niezwykle komunikatywnym. Na wstępie podkreślił, że rozmawiać możemy na wszystkie tematy.
 
W rezultacie więc przebywaliśmy w rezydencji zamiast spodziewanej przez nas około godziny, równe 3,5. Zaś rozmowa przekształciła się w spotkanie towarzysko – rodzinne, uczestniczyła w nim bowiem również przemiła gospodyni, małżonka pana ambasadora, Señora Nelly Matos de Castro. Przy lampkach Cuba libre rozmawialiśmy na wiele tematów.
 
Przede wszystkim jednak na najbardziej interesujące nas, związane z turystyką. Nie ukrywam, że trochę zaskoczyła mnie skala przyjazdów zagranicznych gości na Kubę. Stały się one możliwe od 1980 roku, ale rozwijają się na szerszą skalę dopiero od lat 90-tych, a intensywnie zwłaszcza w ostatnich. Według danych ONE – Oficina Nacional de Estadisticas, odpowiednika naszego GUS, w roku 2011 na Kubę przyjechało 2.716.317 zagranicznych turystów. O 8,2% więcej, niż w roku poprzednim.
 
Wzrost ten okazał się trochę mniejszy, niż w latach 2008 i 2009, gdy wynosił po kilkanaście procent, ale był również znaczny. W sytuacji kryzysowej na świecie oraz – co podkreślił nasz rozmówca – nadal, i to od ponad pół wieku, trwającego bojkotu i blokady gospodarczej ze strony USA. Gdyby nie on, dodał, Amerykanie stanowiliby co najmniej połowę zagranicznych gości na wyspie.
 
Przodują zaś wśród nich Kanadyjczycy, których przyjeżdża po prawie milion rocznie. Po nich kolejno Brytyjczycy, Włosi, Hiszpanie, Niemcy, Francuzi, Argentyńczycy, obywatele Federacji Rosyjskiej i Meksykanie. Polacy – około 13 tys. turystów w 2011 roku, znajdują się na dalekim miejscu. Przy czym w latach 2009 – 2010 nastąpił kilkutysięczny spadek przyjazdów z Polski. Przyczyn tego – i w ogóle małej liczby Polaków odwiedzających Kubę – jest kilka.
 
Zdaniem ambasadora, z którym nie sposób nie zgodzić się, główny problem stanowi cena przelotów. Nie ma bowiem z Polski lotów czarterowych, trzeba korzystać z droższych linii regularnych i to z przesiadkami na lotniskach niemieckich lub w Madrycie. Toczą się jednak rozmowy z przewoźnikami, aby przynajmniej w głównym sezonie wypoczynkowym na Kubie, czyli od listopada do kwietnia, uruchomić połączenia czarterowe.
 
Moim zdaniem są jednak i inne przyczyny. Większość dużych biur podróży działających w Polsce proponuje przede wszystkim tygodniowy ( plus 2 dni na przeloty ) wypoczynek w Varadero z wycieczką do Hawany. 40 – kilometrowe, piaszczyste plaże Varadero, podobnie jak i inne na Kubie i jej przybrzeżnych wysepkach, stanowią oczywiście ogromną atrakcję.
 
Ale – co zresztą potwierdza wielkość ruchu – przede wszystkim dla Kanadyjczyków i Brytyjczyków. W mniejszym natomiast stopniu dla mieszkańców śródziemnomorskich krajów Europy. My, Polacy, znakomity, znacznie bliższy i o wiele tańszy wypoczynek na plażach mamy w Egipcie, Tunezji czy Maroku. Na Kubę latają więc głownie ci, którym te kraje już się przejadły, a zarazem mają środki na droższe urlopy.
 
Przy czym, o tym również mówił nasz rozmówca, wyspa ma w regionie ogromną konkurencję. Zarówno Meksyku, jak i innych krajów oraz wysp karaibskich. Uważam więc, że bez lotów czarterowych oraz – lub programów przynajmniej łączących wypoczynek na plażach ze zwiedzaniem zabytków i innych ciekawych miejsc, a tych jest na Kubie wiele, nie ma co liczyć na bardziej masowy ruch z Polski.
 
Sądzę, że oprócz wycieczek w rodzaju proponowanych od dawna przez Opal Travel dla amatorów zwiedzania z krótkim wypoczynkiem nad morzem (ma ono w ofercie również „7+7”, czyli tydzień zwiedzania i drugi wypoczynku), większe zainteresowanie mogłyby wzbudzić imprezy właśnie tego drugiego typu, sprawdzonego zresztą już w Egipcie czy Maroku. Ale oczywiście także z tańszymi przelotami.
 
Istnieją i drobniejsze kwestie. W odróżnieniu od krajów północno afrykańskich i bliskowschodnich, do których podróżujemy bez wiz, lub stanowią one tylko symboliczną opłatę uiszczaną, jak w Egipcie czy Turcji po wylądowaniu, na Kubę potrzebne są wizy – karty turystyczne. Łatwe, jak zapewniał nas ambasador, do uzyskania, w cenie 22 €.
 
Wystarczy paszport, wypełniony wniosek oraz potwierdzenie rezerwacji przynajmniej jednej nocy w hotelu lub kwaterze prywatnej. Co, oczywiście, utrudnia jednak wyjazdy, zwłaszcza indywidualne. Podobno rozwiązano już problem posiadania wiz amerykańskich w paszportach. Był bowiem okres, gdy nie były one na Kubie mile widziane. Od ambasadora usłyszeliśmy, że kto posiada wizę kubańską, nie powinien mieć problemów z przekroczeniem granicy wyspy.
 
Może natomiast mieć je… wjeżdżając z nią, lub kubańskimi stemplami granicznymi w paszporcie do Stanów Zjednoczonych. Przypomina to problemy, jakie mamy, gdy usiłujemy podróżować np. do Iranu, Syrii i niektórych innych krajów arabskich ze stemplami izraelskimi w paszportach – i odwrotnie. Baza hotelowa i obsługa turystyczna, zapewniał nas gospodarz, są na Kubie coraz lepsze. Miejsc hotelowych jest ponad 60 tysięcy.
 
W budowie są kolejne obiekty, m.in. w Santa Maria o 769 pokojach. Są to hotele zarówno państwowe, jak i budowane z udziałem kapitału obcego. Przy czym w inwestycjach na wyspie obowiązuje generalna zasada, że 51% udziałów musi posiadać państwo, zaś inwestorzy zagraniczni najwyżej 49%. Można korzystać również z kwater prywatnych. Kadry dla turystyki przygotowywane są, oczywiście, w wyspecjalizowanych w tym szkołach.
 
Zaś oferta aktywnego wypoczynku stale rozszerza się. Można np. wędkować na morzu a la Hemingway. Pływać statkami żeglugi przybrzeżnej. Nurkować i robić podwodne zdjęcia. W roku przyszłym odbędą się, na wspomnianej już Wyspie Młodości, Mistrzostwa Świata w tej dziedzinie. Są – i buduje się kolejne – pola golfowe. Uprawiać pływanie rekreacyjne czy korzystać z turystyki zdrowotnej pod opieką lekarską. Cała turystyka na Kubie jest zresztą zdrowa – usłyszeliśmy – gdyż wolna od narkotyków.
 
Można zwiedzać wytwornie cygar i rumu. Bogata jest oferta wyjazdów typu incentive. No i już wspomniane przeze mnie turystyka przyrodnicza oraz zwiedzanie zabytków, z których coraz więcej jest remontowanych lub rewitalizowanych. Dowiedzieliśmy się również, że prywatny rolnik może posiadać do 65 ha, chociaż przeciętna wielkość kubańskiego gospodarstwa rolnego wynosi około 20 ha, a są i małe, 2-3 hektarowe. Płody może sprzedawać na wolnym rynku. Nadal obowiązuje system kartkowy, ale już na coraz mniej artykułów, m.in. na ryż.
 
Usłyszeliśmy też sporo ciekawostek. Np. pierwszy Kubańczyk, który trafił do Księgi Guinnesa, José Cautelar Cairo zwany „Cueto” skręcił najdłuższe w historii cygaro o długości 81,80 metra! Bijąc tym wszystkie wcześniejsze rekordy notowane w tej księdze od 2001 roku. Najpierw było to 11,4 m, w 2 lata później 14,86 m, w 2005 roku 20,41 m i wreszcie w 2008 r. 45,38 m. Najdłuższe obecnie w świecie cygaro zaprezentowane zostało na XXXI Międzynarodowych Targach Turystycznych – FITCUBA 2011.
 
W br. Kuba oczekuje co najmniej 2,9 miliona zagranicznych turystów. Biorąc pod uwagę fakt, że w pierwszych dwu miesiącach ich przyjazdy zwiększyły się o 2,3% w porównaniu ze styczniem – lutym ub. r. wydaje się to realne. Zwłaszcza, że wśród nowych ofert znalazły się kolejne pakiety turystyczne. Zarówno klasy ekonomicznej jak i all inclusiv.
 
Ten drugi w Hotelu en La Habana w Varadero, pierwsze pod nazwami: Recorriendo Cuba de Occidente a Oriente; De La Habana a Varadero; Habana + Cayos de Cuba; Habana – Cayo Largo i Paquetes Turisticos y Viajar a Cuba. Więcej na ten temat znaleźć można na www.turismoencuba.com/Paquetes-Turisticos-a-Cuba i481.html. Kuba jest niewątpliwie krajem ciekawym oraz wartym poznania.
 
Nie miałem co do tego wątpliwości już wcześniej. Nasze spotkanie z J.E. Ambasadorem Juanem Dagoberto Castro Martinezem tylko to potwierdziło. Jest on zresztą, podobnie jak kraj który reprezentuje, bardzo zainteresowany zwiększeniem liczby przyjazdów turystów polskich. Polacy, nawet bez znajomości języka hiszpańskiego, świetnie dogadują się i rozumieją z Kubańczykami – podkreślał.
 
Trzeba więc stworzyć po temu odpowiednie warunki. To jednak zadanie jego kraju oraz działających w nim, a także w Polsce biur podróży oraz linii lotniczych. Rolą dziennikarzy w tym przypadku jest tylko rzetelne pisanie o Kubie i prezentowanie jej walorów turystycznych oraz plusów i minusów. Najlepiej, oczywiście, na podstawie własnych, bezpośrednich wrażeń i obserwacji.
 
Zdjęcia: ze spotkania - autora, z wyspy - archiwa Ambasady Kuby w Warszawie i BP Opal Travel

Stowarzyszenie Dziennikarzy Podróżników GLOBTROTER

Booking.com