Drakula atrakcją turystyczną

Drakula atrakcją turystyczną

Rząd Rumunii postanowił zwrócić "zamki księcia Drakuli" dawnym właścicielom. Wład Palownik nie miał z nimi nic wspólnego, ale nadal będzie magnesem przyciągającym turystów. Zamek Peles, który znajduje się w karpackim kurorcie Sinaia, wróci do byłego króla Michała z dynastii Hohenzollern-Sigmarinem. Po jego wymuszonej w 1947 r. abdykacji i opuszczeniu Rumunii posiadłość przejęły władze komunistyczne. Natomiast położony w Siedmiogrodzie zamek Bran ma być przekazany spadkobiercom Habsburgów, którzy odziedziczyli go po rumuńskiej księżniczce Ileanie. Oba zamki z Drakulą nie miały nic, albo niewiele wspólnego, ale wampir jest magnesem ściągającym turystów. Bram Stoker umiejscowił bowiem akcję swej słynnej powieści "Drakula" w Transylwanii, którą w XV stuleciu władał Wład Palownik, syn Włada ... Dracula. - To, że irlandzki pisarz, Bram Stoker, w słynnej powieści z 1897 roku hojnie porozsiewał miejsca związane z postacią Drakuli po całej Transylwanii, jest specjalistom od rumuńskiej turystyki bardzo na rękę - mówi Łukasz Galusek, współautor przewodników "Transylwania. Twierdza rumuńskich Karpat" i "Rumunia. Mozaika w żywych kolorach". Z osobą Drakuli powiązano także zamek w Bran. - Wykorzytując jego świetne położenie 30 kilometrów od Braszowa, dorobiono do niego legendę Drakuli, który może w nim spędził kilka nocy przejazdem, bo rezydował głównie w swoim zamku Poienari w Górach Fogaraskich, tyle że z niego zostały już tylko ruiny - dodaje Łukasz Galusek. - Zamek w Branie istnieje od XIII wieku, a w XIX stuleciu został "przekonserwowany", przez co wydaje sią trochę nienaturalny. Nie nakręcono w nim żadnego filmu o Drakuli. W 1921 roku ofiarowano go na letnią rezydencję królowej Marii. Dziś prócz malowniczości nie oferuje specjalnych wrażeń, ale legenda ściąga doń tłumy turystów. Perła Karpat - zamek Peles - powstał zaś dawno po śmierci krwawego władcy. Pierwszy po zjednoczeniu kraju w XIX w. rumuński król Karol I Hohenzollern, odwiedzając monaster w Sinai, tak uległ urokowi tej okolicy, że w 1873 r. sprowadził niemieckiego architekta Wilhelma Doderera. I rozpoczął trwającą 10 lat budowę pałacu pomyślanego na letnią rezydencję. Realizując królewskie marzenia, architekci i artyści stworzyli zamek Pelesz o wyglądzie niczym z baśni braci Grimm. - Tęskniący za rodzinnymi stronami Karol I przeniósł tu bowiem kawałek Bawarii i to w najbardziej luksusowym wydaniu, jakie tylko stworzyć mogła belle epoque- tłumaczy Łukasz Galusek.- Kopie arcydzieł europejskich, weneckie lustra, czeskie kryształy, hiszpańska broń, ekskluzywne tapety i boazerie w wyszukanych zestawieniach tworzą oszałamiającą całość. O randze przedsięwzięcia świadczy to, iż dekoracje plafonu i fryzu pałacowej sali teatralnej wykonał Gustaw Klimt. Do ostatnich dni życia (1866-1914) władca coś w rezydencji poprawiał i udoskonalał. Jego rodzinna rezydencja w Sigmaringen (Badenia-Wirtembergia) była równie pompatyczna. Rumuński monarcha zgromadził w zamku Peles nie tylko ogromną kolekcję dzieł sztuki. Lubił także nowości, pośród antyków, w jednej z sal, dekorowanej w stylu Ludwika XIV, umieścił więc pierwsze w Rumunii kino. W otaczającym zamek parku angielskim wznoszą się dwa mniejsze pałace kolejnych królów Rumunii. Pałac Pelisor - mały Pelesz - z przełomu XIX i XX wieku, wybudowano dla księcia Ferdynanda - bratanka Karola I, gdy został wybrany na następcę tronu (Karol I nie miał męskiego potomka). Położony trochę wyżej biały pałac Foisor był rezydencją Karola II, syna Ferdynanda. Ostatni z królów - Michał, nie zdążył wybudować tu kolejnego pałacu, jego panowanie przypadło na czas II wojny światowej. Zmuszony w 1947 roku do abdykacji, opuścił Rumunię.