FRANCJA: W MIEŚCIE ŚWIĘTEGO DIONIZEGO

FRANCJA: W MIEŚCIE ŚWIĘTEGO DIONIZEGO

 

Wysiadam na przedostatniej stacji 13 linii paryskiego metra biegnącej z południa na północ od Châtillon-Montrouge do Saint-Denis-Université i od razu znajduję się w innym świecie. Najpierw zauważam tramwaj, jednej z trzech linii kursujących na obrzeżach francuskiej stolicy.

 

Bo chociaż jestem w Saint-Denis, „od zawsze” odrębnym Mieście Świętego Dionizego, to podobnie jak otaczające ją inne podstołeczne, że wspomnę Vincennes, Sèvres, Montreuil, czy zbudowane w XX wieku La Défense, zrosły się one tak z resztą miasta – może poza tym ostatnim, które od Paryża w jego administracyjnych granicach oddziela Sekwana, podobnie zresztą jak Sèvres – że nie tylko dla turystów stanowią jedną całość. Wszystkie skomunikowane są liniami metra, a większe również szybkiej kolei RER.

 

Zresztą pierwszą linię metra, przecinającą Paryż ze wschodu na północny zachód ze stacjami w tak newralgicznych punktach jak dworzec lyoński (Gare de Lyon), plac Bastylii, ratusz (Hôtel de Ville), Châtelet, Hale, Luwr, plac Concorde i Pola Elizejskie, rozpoczęto budować pod koniec XIX w. (oddano ją do użytku w 1900 r.) obok zamku Vincennes.

 

Gdzie zaczyna się ona, a kończy obecnie (wcześniej przy Pont de Neuilly nad Sekwaną) koło Wielkiego Łuku – Grande Arche, w również formalnie podparyskim „mieście XXI wieku”, La Défense. W Saint-Denis nagle znajduję się w… Afryce. Ulice i budynki są oczywiście europejskie. Ale wypełnia je kolorowy tłum. Przede wszystkim czarnoskóry, rzadziej arabski, bo imigranci z Maghrebu bardziej upodobali sobie położone tuż za wschodnią granicą Paryża Montreuil.

 

I chociaż w niespełna stutysięcznym Mieście św. Dionizego przybysze afrykańscy stanowią, przynajmniej w oficjalnej statystyce, nawet nie 40% mieszkańców, to właśnie ich spotykam na każdym kroku. To przemysłowe i rzemieślnicze (produkcja butów, świec woskowych, olejów i farb typograficznych, barwienie i druk na tkaninach) oraz handlowe miasto nie oferuje turystom specjalnych atrakcji.

 

Jest w nim co prawda Uniwersytet Saint-Denis, a na piłkarskie mistrzostwa świata – Mundial 1998 wybudowano 80-tysięczny stadion „Stade de France”, ale poza pobieraniem nauki i oglądania meczów, ewentualnie na spektakle w Théâtre Gérard Philipe przyjeżdża się tu głównie zobaczyć królewską bazylikę – Cathédrale royale de Saint-Denis.

 

Nekropolię królów francuskich, o randze pod tym względem porównywalnej z naszymi katedrami: gnieźnieńską, poznańską i wawelską razem wziętymi. Pochowano w niej bowiem wszystkich, poza czterema, królów francuskich od Chlodwiga I do Ludwika XVIII Burbona zmarłego w 1824 roku. Wśród nich naszego Henryka Walezego.

 

A także 20 królowych, od Blanki Kastylijskiej (1188-1251) do Marii Antoniny Austriaczki (1755-1793). O innych członkach rodzin królewskich nie wspominając. Bazylikę tę, jedną z pierwszych budowli gotyckich w Europie, budowano zresztą od początku na nekropolię władców. Chociaż nie na pustym miejscu. Najpierw Dagobert I założył tu w 630 r. opactwo benedyktyńskie w którym później pochowano pierwszego biskupa Paryża, św. Dionizego.

 

W opactwie tym od czasów średniowiecza aż do końca XVIII wieku znajdował się skarbiec. Przechowywano w nim insygnia koronacyjne i inne regalia królewskie, relikwie i cenne przedmioty liturgiczne. Najsłynniejszym mieszkańcem tego opactwa był Pierre Abelard (1079-1142). Filozof i teolog, który zasłynął jednak przede wszystkim z opiewanej w literaturze okresu średniowiecza miłości do jego uczennicy Heloizy, z którą wziął potajemnie ślub.

 

Zaś w 1567 r. w Saint-Denis stoczono ważną bitwę katolików z hugenotami. Opactwo to miało też, oczywiście, własny kościół. Wokół nich powstało miasteczko odległe od historycznego centrum Paryża zaledwie o kilka kilometrów. Obecną bazylikę wzniesiono nad grobowcem świętego Dionizego jednak dopiero w latach 1137-1281.

 

Masywna, kamienna budowla z jedną wieżą na planie kwadratu kryje w sobie grobowce, sarkofagi i rzeźby będące wybitnymi dziełami sztuki rzeźbiarskiej oraz szczątki francuskich królów przywożone tu, poza wspomnianymi wyjątkami, z miejsc w których zmarli. Ich uroczystości pogrzebowe były niezwykle uroczyste, czemu sprzyjała sceneria zarówno świątyni jak i opactwa.

 

Równocześnie jednak trudno znaleźć nie tylko w Europie inny, równie drastyczny przykład potraktowania przez naród szczątków jego historycznych władców. Podczas Wielkiej Rewolucji Francuskiej na polecenie parlamentu (!) dokonano w październiku 1793 roku niebywałego aktu zbeszczeszczenia ich grobów. Otwarto krypty, sarkofagi i trumny, a znajdujące się w nich szczątki wrzucono do rowów wykopanych w pobliżu bazyliki zasypując gaszonym wapnem i ziemią.

 

Rozbito również część grobowców i ich rzeźb. Te, których nie udało się ocalić archeologowi Aleksandrowi Lenoirowi i przenieść do muzeum, posłużyły jako budulec pod kopiec usypany w Paryżu ku czci bohaterów rewolucji. Świątynię zamknięto aż do roku 1806. Otwarto ją wówczas na polecenie Napoleona I. Ale dopiero po powrocie Burbonów na francuski tron rozpoczęły się najpierw poszukiwania w zbiorowych grobach na cmentarzu św. Magdaleny w Paryżu ciał zgilotynowanego Ludwika XVI i Marii Antoniny.

 

A po ich odnalezieniu i identyfikacji w 1815 roku przeniesienie do krypty bazyliki Saint-Denis. Zaś w dwa lata później urządzono ponowny, uroczysty pochówek w pięciu trumnach szczątków wcześniejszych władców, które wykopano ze zbiorowych grobów w pobliżu tej świątyni. Tak więc we własnych trumnach leżą tu obecnie tylko król i królowa straceni podczas rewolucji, ostatni król Francji Ludwik XVIII i członkowie francuskiej rodziny królewskiej zmarli między 1815 i 1830 rokiem.

 

Przeniesiono też do bazyliki szczątki Ludwika VII pochowanego w opactwie Saint-Point, a w 2004 roku zmumifikowane serce zmarłego w 1795 r. w więzieniu Ludwika XVII. Uratowane królewskie sarkofagi i rzeźby nagrobne wróciły po renowacji na swoje miejsce. To one są największą atrakcją tej bazyliki, stanowiąc wspaniałą kolekcję kamiennej sztuki sakralnej.

 

Szczególnie, nie tylko mnie, podoba się ogromny grobowiec Ludwika XII i Anny Bretońskiej, surowy Filipa IV Pięknego, a także Dagoberta I z 1260 roku. Uwagę zwracają również XVI – wieczne grobowce Katarzyny Medycejskiej i Franciszka I oraz Henryka II. A także, wyidealizowany, klęczących i modlących się Ludwika XVI i Marii Antoniny wykuty w XIX wieku.

 

Koniecznie trzeba zobaczyć również wnętrza bazyliki i jej piękne ołtarze i detale. No i witraże. Chociaż żeby obejrzeć najcenniejsze i najciekawsze z nich, z XII-XIII wieku, trzeba pójść do Musée de National du Moyen Âge w Pałacu Cluny w Paryżu. Atmosfera tej świątyni robi jednak wrażenie.

 

Zwiedzanie części w której znajdują się najcenniejsze rzeźby, a także krypt, wymaga kupienia biletu. Zaś po wizycie w tej świątyni warto również poznać jej okolice i posmakować trochę egzotycznej atmosfery tego miasta które stało się nowym miejscem życia dla tak licznych imigrantów z Afryki, francuskich departamentów zamorskich i byłych kolonii.

 

Zdjęcia autora