ALBANIA: ZAMEK ROZAFA

W północno–wschodniej części Albanii, w pobliżu południowego krańca Jeziora Szkoderskiego przez które przebiega jej granica z Czarnogórą, na wysokiej, 130 m n.p.m. górze Valdanuz wznoszą się pozostałości Zamku Rozafa. O wielowiekowej przeszłości oraz legendzie.

 

Poniżej zamkowej góry płyną rzeki Buna i Drin, wpadające niedaleko od niej do Adriatyku. To strategiczne położenie zdecydowało, że pierwsza twierdza – Ilirów, czyli przodków Albańczyków, powstała w tym miejscu już w starożytności. Jej najstarsze ślady archeolodzy określili na około 350 rok p.n.e. W roku 167 p.n.e. cytadelę zdobyli i umocnili Rzymianie.

 

 

Zamek przebudowali, nadając mu bliski współczesnemu kształt, Wenecjanie. Zaś jako ostatni władali nim Turcy. Zanim jednak opiszę jego współczesny stan, godzi się wspomnieć o legendzie związanej z budową pierwszej twierdzy w tym miejscu oraz o pochodzeniu jej nazwy. A było to, podobno, tak.

 

Gdy trzej bracia rozpoczęli wznoszenie zamku w mgle otaczającej przez kilka dni górę, zupełnie im to nie szło. Co zbudowali w dzień, w nocy zwalało się do przepaści. Gdy mgła opadła pojawił się starzec, który powiedział braciom, że wie co trzeba zrobić, aby udało się nie tylko wznieść zamek, ale i zapewnić mu trwałość na wieki. Należy zamurować w fundamentach kobietę – żonę jednego z nich, która rano przyniesie im śniadanie.

 

Budowniczowie zgodzili się. Dwaj starsi uprzedzili jednak żony, aby nie przychodziły z posiłkiem na górę. Gdy wykręciły się od tego pod różnymi pretekstami, matka braci wysłała ze śniadaniem Rozafę, żonę najmłodszego z nich, który zgodnie z umową nie uprzedził jej o losie, jaki ją spotka. A zarazem matkę jego małego synka. Gdy jej mąż zobaczył, kto niesie śniadanie, zaczął przeklinać skały i mury.

 

Rozafa dowiedziawszy się o planach zamurowania jej, nie protestowała przeciwko temu, byle tylko pomóc w pomyślnej budowie zamku. Poprosiła jednak zrobić to tak, aby mogła widzieć prawym okiem, mieć na zewnątrz prawą rękę, pierś i nogę i móc nakarmić i uspokoić synka. A później może zamienić się w skałę. I tak się stało. Ale mury twierdzy od mleka karmiącej przybrały biały kolor, a nawet obecnie kamienie są wilgotne od łez nieszczęsnej Rozafy.

 

Wróćmy jednak do rzeczywistości i współczesności. W odległości około 3 km od zamku, w dolinie, leży miasto Szkodra. Na zamkową górę prowadzi dosyć stroma, brukowana droga pamiętająca chyba bardzo dawne czasu. Aby dostać się do wewnątrz twierdzy trzeba najpierw kupić bilet, o ile poborca tego myta jest na miejscu. A następnie przejść przez dwie bramy w murach: dużą, a następnie małą.

 

Za nimi są trzy dziedzińce oddzielone wysokimi murami z przejściami. Ostatni z nich jest najmniejszy, ale zarazem położony powyżej poziomu pozostałych. Wewnątrz zamku znajdują się pozostałości cysterny na wodę, loch oraz nieźle zachowany, 3-poziomowy średniowieczny budynek magazynu. A także cerkiewka św. Szczepana z XIII w, zamieniona w czasach tureckich na meczet. No i kawiarenka dla turystów.

 

Z trochę zrujnowanej wieży przy głównej bramie roztacza się widok na położone niżej mury, bastiony i dziedzińce zamku. A także piękne widoki na okolicę: rzeki Drin i Bunę, trochę odległe jezioro Szkoderskie, miasto Szkodra oraz góry. I chociażby dla tych widoków warto, przy dobrej pogodzie, wspiąć się do zamku, a nawet zapłacić, niewiele zresztą, za bilet wstępu.

 

Zdjęcia autora.


Stowarzyszenie Dziennikarzy Podróżników GLOBTROTER

Booking.com