W mieście Skanderbega

Fot.: Marzena Kądziela
Zrekonstruowana uliczka handlow

Skanerbeg to przede wszystkim największy bohater albański, a nie jak wiele osób sądzi, tylko nazwa tamtejszego koniaku. Kruja to ukochane miasto wojownika z XV wieku.

Dla Albańczyków nie ma większego bohatera niż Skanderbeg. W ostatnich latach drugą niezwykle ważną postacią stała się Matka Teresa z Kalkuty, z pochodzenia Albanka urodzona w Macedonii. Jednak sławie zakonnicy bardzo daleko do sławy wojownika z XV wieku. W każdej miejscowości znajduje się plac lub ulica nazwana jego imieniem, w wielu stoi pomnik dzielnego obrońcy niepodległości zazwyczaj na dorodnym rumaku. Także szczyt góry masywu Kruja nazwano jego imieniem. Szczyt o wysokości 1526 m n.p.m. wznosi się nad urokliwym miasteczkiem Kruja, w którym przyszedł na świat bohater narodowy.

Kim był Sanderbeg?

Największy bohater narodowy Albanii, Skanerbeg naprawdę nazywał się Gjergj (Jerzy) Kastrioti. Urodził się około 1405 roku, zmarł w 1468 roku. Jako dziecko z arystokratycznej rodziny trafił (jako zakładnik) na dwór sułtana tureckiego. Turcy na początku XV wieku zajęli Albanię i młodych arystokratów chcieli wychować na janczarów zasilających ich armię. Młody Kastrioti był niezwykle walecznym, odważnym i zdolnym żołnierzem.

Fot.: Marzena Kądziela
U stóp masywu górskiego
Nazwany Skanderem otrzymał od sułtana tytuł beg – bey, stąd jego imię Sanderbeg. Gdy w 1443 roku sułtan wysłał zdolnego Albańczyka do walki z węgierskim bohaterem Januszem Hunyadi, ten zdecydował się opuścić turecką armię i wrócić do rodzinnej Kruji, by zorganizować powstanie przeciwko tureckiemu okupantowi. Powstanie się powiodło i rok później wojownik założył Ligę Albańską, która zjednoczyła ludy albańskie, wolne od Turków. Warto dodać, że Skanderbeg zdobył Kruję z pomocą zaledwie 300 jeźdźców.
Fot.: Marzena Kądziela
Muzeum Skanerbega.
Oczywiście nie podobało się to Turkom, dlatego sułtan Murad II w 1448 roku ruszył na Albanię z całą swoją potężną armią. Kruji nie zdołał jednak zdobyć. W roku 1467 cała Albania, oprócz Kruji, znalazła się pod panowaniem Turków, by przez następne 450 lat stanowić część Imperium Ottomańskiego.

 

Wędrówka na zamkowe wzgórze

Zamek – twierdzę, zbudowano prawdopodobnie w okresie bizantyjskim. Później Turcy nazywali go Białym Zamkiem, oczywiście z powodu kamienia, z którego powstał. Tu właśnie Skanderbeg bronił zaciekle miasta przed Turkami. Twierdza stała się symbolem walki o niepodległość. Nie ma się więc co dziwić okupantom, że po zdobyciu jej (dopiero dziesięć lat po śmierci albańskiego bohatera) zburzyli znaczną część murów obronnych. Resztę dopełniło trzęsienie ziemi na początku XVII wieku.

Fot.: Marzena Kądziela
Nowożeńcy przed muzeum Skanderbega
Pierwszą budowlą, na jaką natykamy się na wzgórzu, jest biały, trochę okrągły, trochę przypominający stare zamczysko obiekt. To Muzeum Skanerbega. Jak się dowiadujemy, pieczę nad nim sprawowała córka komunistycznego dyktatora Envera Hodży. W holu muzealnym na wprost wejścia stoją monumentalne marmurowe postaci, z których jedna to wielbiony Albańczyk. W salach nie ma zbyt wielu eksponatów, raczej wielkie współczesne malowidła czy makiety przedstawiające bitwy bohatera. Są też kopie miecza i hełmu wojownika w kształcie koziej głowy. Oryginały są podobno w Wiedniu, dokąd trafiły z Włoch. Włochy bowiem dla wielu Albańczyków po zdobyciu kraju przez Turków, także dla żony i syna Skanderbega, stały się drugą ojczyzną.

 

 

Fot.: Marzena Kądziela
Muzeum Skanerbega
Wśród ruin widnieje baszta z XIV wieku, która w XVII wieku stała się wieżą zegarową. Wieża dominuje nad całym obiektem. Niedaleko możemy oglądać ruiny kościoła, a także budynek mieszkalny dawnej bogatej rodziny, który obecnie jest Muzeum Etnograficznym. Możemy w nim oglądać dawne sprzęty domowe, wyposażenie gospodarstwa, urządzenia do produkcji oliwy, tkania, przędzenia wełny, wyrobu domowych alkoholi – raki (wódka z winogron) czy wina.

 

Jakże przyjemnie przysiąść w kawiarni na wolnym powietrzu i napić się chłodnego piwa „tirana” (3 zł) czy aromatycznej kawy (1,50 zł), zjeść pyszną pizzę (9 zł) i oglądać widoki roztaczające się wokół. Z jednej strony masyw górski i kaskadowo poustawiane domy, z drugiej zielone wzgórza i gaje oliwne, a na końcu, hen na horyzoncie błękitny skrawek Adriatyku.

Ze znanym koniakiem

Jakże w mieście bohatera nie kupić koniaku o nazwie Skanderbeg? W zabytkowej uliczce, którą zrekonstruowano na podobieństwo orientalnego targowiska, proponowane są ozdobne butelki o wymyślnych kształtach i... cenach. Któryś z kolegów bywałych w świecie ostrzega, że do takich ozdobnych butelek można nalać wszystko, niekoniecznie oryginalny albański koniak.

Fot.: Marzena Kądziela
Widok z zamku
Rezygnuję więc z zakupu i szukam zwykłego sklepu spożywczego. Jakież było moje zdziwienie, gdy w spożywczaku usłyszałam, że butelka (z akcyzą) poszukiwanego przeze mnie alkoholu o pojemności półtora litra kosztuje tylko 400 leków, co w złotówkach wynosi około 12 złotych.

 

Fot.: Marzena Kądziela
Pomnik Skanderbega
W tak urokliwym miejscu nie mogłam się ograniczyć jedynie do zakupu alkoholu. Wraz z przyjaciółkami Zosią i Marzeną odwiedzałyśmy sklepiki ze „starociami”. Czegóż tam nie było? I monety i biżuteria i przedmioty gospodarstwa domowego, a wszystko, zdaniem sprzedawców z kilkudziesięcio czy nawet kilkusetletnią historią. Na „antyki” nie było mnie stać. Z wielką radością oglądałam ludowe stroje dowiadując się, że w Albanii, kraju o wielkości naszego województwa wielkopolskiego, jest niezliczona wręcz ilość rodzajów ludowych strojów kobiecych i męskich. Przyczyną tak wielkiego zróżnicowania jest to, że dawniej nie było komunikacji pomiędzy regionami, a wiele wiosek odciętych było wręcz od świata wysokimi górami.

 

Fot.: Marzena Kądziela
Albańskie stroje ludowe
Najchętniej kupowanymi pamiątkami oprócz monet, naczyń z miedzi czy instrumentów muzycznych są kamienne bunkry – popielniczki w cenie od jednego do pięciu euro. Raczej wątpliwa to pamiątka z miasta Skanderbega. Zbieramy się na parkingu obejrzawszy wcześniej jeszcze pomnik bohatera w centrum miasta. Do autokaru podchodzi mężczyzna proponujący domową raki. Warunkiem zakupu jest jednak własne naczynie. Koledzy czym prędzej opróżniają więc butelki po wodzie mineralnej i wręczają je handlarzowi. Za półtora litra winogronowego bimbru płacą jedno euro.

 

Serpentynami w dół

Fot.: Marzena Kądziela
Zosia na zakupach

Kto ma lęk wysokości czy chorobę lokomocyjną, na drodze prowadzącej z Kruji do głównej trasy z Tirany do Szkodry może doznać zawrotów głowy. Serpentyny, przepaście, skały nachodzące wprost na pojazd – to duża część traktu. Szczęśliwie docieramy do Lezhy, miasta, w którym zmarł Skanderbeg. Do dziś nie wiadomo, czy jego śmierć była naturalna, czy został otruty. Zapewne nikt tej zagadki już nie rozwiąże, bowiem Turcy po zdobyciu miasta wydobyli ciało wojownika z grobu, poćwiartowali szczątki i porozwozili je po całym kraju, tak, by Albańczycy nigdy już nie mogli swego wodza pochować w jednym miejscu.

Fot.: Marzena Kądziela
Wzgórze zamkowe
Stary kościółek, który stoi przy głównej ulicy miasta otoczony jest nowoczesnymi murami. To mauzoleum bohatera. Przy wejściu wisi albańska flaga z dwugłowym czarnym orłem na czerwonym tle. To był herb rodowy rodziny Skanerbega. Na placu obok mauzoleum zauważamy mnóstwo stanowisk archeologicznych. Naukowcy odkopali tu wiele przedmiotów z czasów iliryjskich (Albańczycy wywodzą się z dawnych Ilirów), greckich i rzymskich. Nad miastem góruje cytadela, której początki sięgają VI w p.n.e.