GRUZJA: CZTERY KOŚCIOŁY ŚW. JERZEGO W TBILISI

Bardzo rzadko zdarza się, że w jednej miejscowości są dwie świątynie pod tym samym wezwaniem. A jeżeli już, tak jak w Warszawie w przypadku kościołów p.s. św. Michała Archanioła, jest to rezultat rozszerzania granic stolicy. Starszy z nich, z początków XVI w., stoi w Białołęce, przyłączonej do Warszawy w roku 1951. Znacznie młodszy, bo powojenny, na południu miasta, w Pyrach, które też niegdyś były samodzielną miejscowością. Ale w stolicy Gruzji – Tbilisi, są aż cztery świątynie p.w. św. Jerzego. Jak to możliwe? Otóż święty ten jest niezwykle popularny na Zakaukaziu, zarówno w Gruzji – jego postać na koniu walczącego lancą ze smokiem jest w herbie Gruzińskiego Kościoła Prawosławnego i Apostolskiego, jak i w Armenii.

    A z tych dwu, pod jego wezwaniem, świątyń w mieście nad rzeką Mtkwari (Kurą) dwie należą do kościoła gruzińskiego, dwie do Ormiańskiego Kościoła Apostolskiego. Przy czym czynne są z nich tylko trzy. Czwarta, w ruinie po zniszczeniach i pożarze jest, jak tu słyszałem, nadal przedmiotem sporu do kogo należy.

    To odrębny i podobno trudny temat, który mogę tylko zasygnalizować. Obie gruzińskie świątynie p.w. św. Jerzego w Tbilisi widziałem już podczas poprzednich tu pobytów. Natomiast ormiańskie zobaczyłem dopiero teraz po raz pierwszy. Dodam, że Ormianie stanowią tu nadal bardzo liczną diasporę.

 

RUINA NA STARÓWCE

 

    Najpierw natrafiłem na tę zrujnowaną. Wspinając się uliczkami i zaułkami prawobrzeżnej części tbiliskiej Starówki położonej na dosyć stromych zboczach góry, na której grani stoi twierdza Narikała i 20-metrowej wysokości pomnik Kartlis Deda – Matki Gruzji, zauważyłem nagle między czekającymi nadal na kapitalny remont starymi domami, przeważnie podpartymi stalowymi belkami i rusztowaniami, jakiś kościół.

    Z trochę popękanym ceglanym frontonem, osmalonym od ognia nad rozwalonymi drzwiami wejściowymi oraz niewielką wieżyczką na szczycie dachu. Zainteresowałem się nim i obszedłem stwierdzając, że cały jego środek jest zawalony.

    Od starszego mężczyzny siedzącego w sąsiedztwie, nie wiem, czy Gruzina, czy Ormianina, gdyż rozmawialiśmy po rosyjsku, dowiedziałem się, że są to ruiny starej świątyni ormiańskiej Mughno Surb Gevorg – św. Jerzego, nazywanej popularnie Moghnisi.

    Skalę jej zniszczeń zobaczyłem nieco później z góry przez teleobiektyw aparatu fotograficznego. Zaś szukając, praktycznie bez rezultatów, dokładniejszych informacji o niej, znalazłem tylko zdjęcie zrobione już w XXI wieku.

 

      ZREWITALIZOWANA KATEDRA SURB GEVORG

 

    Opuszczonego i trochę uszkodzonego kościoła, ale jeszcze z centralnie stojącą nad nim wieżą, która później widocznie zawaliła się. Również na prawobrzeżnej Starówce, ale w części już w znacznym stopniu zrewitalizowanej, u podnóża twierdzy i niedaleko od meczetu oraz słynnych siarkowych łaźni, znajduje się druga świątynia p.w. św. Jerzego.

    Niedawno gruntownie odremontowana katedra Surb Gevorg (Samghebro). Najstarsza ormiańska w tym mieście, wzniesiona w 1251 roku, ale przebudowana w wieku XVIII. Wspomnę, że na początku XIX w. ormiańskich świątyń w ówczesnym Tyflisie było podobno około 30-tu.

    Obecnie przyciąga ona uwagę świeżutko oczyszczonymi ceglanymi ścianami oraz trochę nieproporcjonalnie dużego bębna na planie wielokąta, nakrytego zielonym spadzistym dachem i ze znacznie mniejszą wieżyczką z kolumienkami.

    Obok świątyni stoi bogato zdobiony grobowiec wybitnego ormiańskiego poety i barda Sajat-Nowa (1712-1795), zamordowanego podczas ostatniego najazdu perskiego na miasto. Także na Starówce, ale w jej dolnej, nadrzecznej części, przy ul. Szardeni, niemal vis a vis siedziby gruzińskiego katolikosa, stoi najstarsza tutejsza świątynia p.w. św. Jerzego.

 

     NAJSTARSZA, PODOBNA DO STODOŁY

 

    O czym świadczy, mimo późniejszych odbudów i przebudów, jej kształt bardziej przypominający dużą stodołę, niż późniejsze świątynie w klasycznym od średniowiecza, powtarzanym także współcześnie chociażby w przypadku konsekrowanej na początku XXI w. największej w kraju tbiliskiej katedry Cminda Sameba (św. Trójcy), stylu gruzińskiej architektury sakralnej.

    Przechodząc obok można nie zwrócić na nią uwagi, gdyż stoi ona cofnięta od ulicy, za ceglano – metalowym ogrodzeniem oraz nie ma wieży ani żadnego wyrazistego elementu, chociaż niedawno została odnowiona. Chyba, że zauważy się, stojącą jeszcze głębiej i dalej od ulicy, również ceglaną dzwonnicę.

    Zbudowaną jednak znacznie później, zapewne w wiekach XIV-XV, gdy sama świątynia prawdopodobnie już w VI w. Nad bocznym wejściem do niej wmurowana jest stara, kamienna płaskorzeźba przedstawiająca św. Jerzego.

    Ale nie tradycyjnie na koniu walczącego ze smokiem, lecz jako świętego męczennika z aureolą oraz lancą i mieczem w rękach. Niestety wnętrza nie pozwolono mi sfotografować, a miałem zbyt mało czasu aby szukać kogoś „wyżej” niż młody człowiek, zapewne kościelny, który nie miał takiego uprawnienia.

 

      KAWSZETI, CZYLI RODZĄCA KAMIEŃ

 

    Drugi gruziński i czwarty w ogóle kościół chrześcijański p.w. św. Jerzego w Tbilisi, znajduje się poza jej średniowiecznymi murami. Jest największy, najbardziej reprezentacyjny oraz prawdopodobnie z najstarszymi korzeniami pod względem lokalizacji.

    Stoi przy pryncypialnej alei Szoty Rustaweli, chociaż jest nieco cofnięty od niej, do skraju niżej położonego parku 9 Kwietnia. Popularnie nazywany jest Kawszeti, co wiąże się z legendą z VI wieku związaną ze świętym mnichem Mama Dawiti – Ojcem Dawidem. Pisałem już o niej przy okazji zespołu sakralnego na zboczach góry Mtacminda.

    Nazwa Kawszeti znaczy „Rodząca kamień”. Jedna z ówczesnych mieszkanek miasta, podobno mniszka, która zaszła w ciążę – niektóre wersje tej legendy podają nawet imiona kochanków – z wyznawcą starożytnej religii zaratustriańskiej, uważanych przez chrześcijan za pogan, chociaż też wierzyli w jednego boga, rzuciła na, bardzo czczonego już Ojca Dawida fałszywe oskarżenie, że to on spowodował jej odmienny stan.

    Prowadzący ascetyczne życie i głoszący ewangelię Dawid odrzucając to pomówienie podobno powiedział, że prawda objawi się, gdy ona urodzi dziecko. Zaś kłamstwo, gdy urodzi kamień.

 

POLSKI AKCENT

 

    Co rzeczywiście nastąpiło. A kamień ten stał się węgielnym przy wznoszeniu nowego kościoła, na miejscu dawnej pogańskiej świątyni. I pod wywodzącą się od niego nazwą, używaną nadal, przeszedł on do historii, chociaż kościół ma za patrona św. Gevorga – Jerzego. Współczesny ma jednak z tamtym niewiele wspólnego, poza nazwą i miejscem, w kworum stoi.

    Tbilisi oraz jego zabytki i świątynie były bowiem w ciągu już ponad 15 wieków historii wielokrotnie niszczone przez najeźdźców oraz odbudowywane, a budowle także przebudowywane. Obecny kościół wzniósł w latach 1904-1910 architekt Leopold Bilfeldt, który wzorował się na XI–wiecznej katedrze Samtawsi.

    I jest w nim także fragment polski. Otóż ikonostas dla niego zaprojektował polski malarz i architekt Henryk Hryniewski. Freski w kopule zaś namalował w 1946 roku gruziński malarz Łado Gudiaszwili. Freski pokrywają zresztą większość ścian, stropu, a także wnękę nad i z za ikonostasem. Jego centralny i najważniejszy fragment przedstawia Matkę Bożą siedzącą z Jesusem na tronie, z aniołami po obu stronach.

    Nie brak oczywiście również ikon. Jedna, duża, wykonana z miedzianej blachy metodą czekanki, przedstawia w części centralnej patrona świątyni – św. Jerzego, a dookoła sceny z jego życia. Świątynia ta, poważnie uszkodzona podczas wojny domowej na początku lat 90-tych XX w., została odrestaurowana.

 

Zdjęcia autora