SZWAJCARIA: W PRZEDŚWIĄTECZNEJ ATMOSFERZE

W niespełna 60-tysięcznej Lucernie, pięknym, pełnym zabytków z kilku wieków mieście nad Jeziorem Czterech Kantonów, zaskakuje mnie tylko jeden tradycyjny Jarmark Bożonarodzeniowy. I bardzo skromne dodatkowe iluminacje w mieście.

W Małym Mieście – Kleinstadt, jak nazywana jest część tutejszej Starówki położona na południowej stronie jeziora, na placu między kościołem i starymi domami stoi kilkanaście estetycznych, głównie drewnianych pawilonów oraz straganów oferujących świąteczne upominki. Wśród nich sporo figurek aniołków i Mikołajów.

 

W DWU CZĘŚCIACH STARÓWKI

 

A także łakoci, wyrobów tradycyjnego rzemiosła i innych artykułów poszukiwanych o tej porze roku i w związku z nadchodzącymi świętami i Nowym Rokiem. Nad jednym z pawilonów swoje opiekuńcze skrzydła rozłożył wielki, biały anioł. Ozdobami innych są dzikie zwierzęta oraz ptaki, Mikołaje i bałwanki ze sztucznego śniegu.

Bo naturalnego nie ma nawet na lekarstwo. Nie brak, oczywiście, placówki gastronomicznej, w której można coś kupić i zjeść na którymś ze stołów, popijając tradycyjnym grzanym winem. Mimo temperatury oscylującej wokół zera, na sąsiednich ulicach mija nas sporo rowerzystów. To popularny tu środek transportu.

Stanowiska ich wypożyczania nadal są czynne. Również w Wielkim Mieście – Grossstadt, części Starówki leżącej na północnej stronie jeziora przedświąteczna atmosfera nie rzuca się w oczy.

Próbuje ją tworzyć trochę gwiazdek uformowanych z lampek i innych dekoracji rozciągniętych jak banery w poprzek zabytkowych uliczek na wysokości pięter.

Świątecznie udekorowane są niektóre sklepowe wystawy, wyjątkowo fragmenty ścian domów. Tu i ówdzie uwagę przyciąga choinka przybrana świecącymi lampkami. Podobnie niektóre statki cumujące przy brzegu.

 

          GOŚCIE SWITZERLAND TOURISM I WIZZ AIR

 

I to już chyba wszystko. Nieco więcej świetlnych dekoracji, które można uznać za związane z okresem świątecznym, ale mogą być też stałymi elementami wieczornej reklamy, widać z pokładu statku wycieczkowego, którym płynąc 2,5 godzinnym rejsem po jeziorze mamy kolację.

Przylecieliśmy bowiem tu, pięcioro przedstawicieli polskich mediów, na krótką podróż studyjną. Nieco przedłużony weekend: od piątku do poniedziałkowego poranku. Na zaproszenie warszawskiej placówki Switzerland Tourism i jej tutejszych partnerów, organizacji turystycznych Bazylei i Lucerny.

One zapewniły nam noclegi, wyżywienie oraz ciekawy program. Natomiast przeloty linie lotnicze Wizz Air, mające w swojej siatce połączeń także trasę z Warszawy do Bazylei. Rejsy odbywają się w piątki i poniedziałki.

I sądząc po niemal całkowicie zapełnionych dużych samolotów, są popularne. Mimo dosyć przykrej dla śpiochów godzinie odlotów z naszej stolicy. Przy okazji wspomnę, że port lotniczy w Bazylei – Euro Airport położony jest na styku trzech państw: Francji, Niemiec i Szwajcarii.

 

          NA STYKU TRZECH PAŃSTW

 

Po opuszczeniu samolotu lądującego na terytorium szwajcarskim i ew. odebraniu bagażu, można wyjść – informacja jest bardzo przejrzysta – do każdego z tych krajów. Szwajcarskiej Bazylei, francuskiego Mulhouse i niemieckiego Freiburga. Zaś w drodze powrotnej odprawy pasażerów Wizz Air odbywają się w części francuskiej lotniska.

Są, oczywiście, zaznaczone na nim granice. Nawet dojścia do placówek celnych, o ile ktoś ma coś do oclenia. Cały ten obszar jednak, podobnie jak stykających się w tym miejscu nad Renem państw, należy do strefy Schengen. Idąc zgodnie z drogowskazami, granic praktycznie nie zauważa się.

Głównym tematem i celem naszego tu przyjazdu jest zobaczenie dwu szwajcarskich miast w okresie przedświątecznym.

Gospodarze zapewnili nam jednak także dodatkowy program. Przede wszystkim zwiedzanie zabytkowych Starówek.

W Lucernie także wspomniany już wieczorny rejs z kolacją na statku wycieczkowym oraz wjazd kolejkami linowymi na popularny szczyt górski Pilatus. Natomiast w Bazylei poznanie jednego z ciekawszych muzeów – a w czasie wolnym także innych, lub najważniejszych w tym mieście zabytków.

 

         BAZYLEA: TŁUMY NA JARMARKACH

 

Ale to już osobne tematy do których wkrótce wrócę. Koncentrując się w tej pierwszej relacji na głównym i aktualnym, bo przedświątecznym temacie tej krótkiej podróży. Zwłaszcza, że 180-tysięczna Bazylea, trzecie pod względem liczby ludności miasto w ojczyźnie Wilhelma Tella, okazało się, oglądane pod kątem przedświątecznej atmosfery, absolutnym kontrastem w porównaniu z Lucerną.

Ogarniętą, przynajmniej w sobotni wieczór i przez całą niedzielę, gdy byliśmy w tym mieście nad Renem, wręcz przedświąteczną gorączką. Przez ulice i place, zwłaszcza starej części miasta położonej na południowo – zachodnim brzegu rzeki, w okolicach katedry, dawnego kościoła, a obecnie Muzeum Historii i dalej, aż do placu Ratuszowego, przewalały się nieprzebrane tłumy.

W niektórych „wąskich gardłach” z trudem przebijaliśmy się przez nie, pilnując aby nie stracić z oczu naszej przewodniczki.

Bo nikt z dziennikarskiej piątki uczestniczącej w tym wyjeździe, poza szefową grupy, a zarazem przedstawicielstwa Switzerland Tourism w Warszawie Adriany Czupryn i przedstawiciela Wizz Air Gabora Vasarhelyi nie był wcześniej w tym mieście.

 

 

           ŚWIĄTECZNY TRAMWAJ, PROM NA RENIE I INNE      ATRAKCJE

 

oznawanie go zaś po raz pierwszy, z jego krętymi i spadzistymi uliczkami Starówki położonej na nadrzecznych pagórkach, wieczorem do najłatwiejszych nie należy. Mimo przedświątecznego oświetlenia, wręcz iluminacji wielu ulic i budynków.

Z całymi ścianami pokrytymi lampkami, świecącymi gwiazdami i innymi dekoracjami rozciągniętymi, jak transparenty, między domami na wysokości pięter. Niezliczonymi choinkami, rozjarzonymi lampkami. I setkami sklepowych witryn oraz frontonów ze świątecznymi dekoracjami.

Bazylea w ten sposób wita nadchodzące Boże Narodzenie od 24 listopada do 23 grudnia. W mieście odbywają się w tym czasie dwa wielkie przedświąteczne jarmarki i dwa mniejsze oraz inne atrakcje. Jeździ np. Bożonarodzeniowy Tramwaj – Wiehnachts Drämli, po Renie pływa prom itp. O jarmarkach informują plakaty oraz bezpłatny folder z ich planami.

Prawdopodobnie wydany w kilku językach, otrzymałem angielski. Największy targ zlokalizowano na placu Barfüsserplatz przed oraz dookoła dawnego kościoła kordelierów z zakonu franciszkanów Barfüsserkirche, obecnie Muzeum Historii. Dla ułatwienia znalezienia tego, co kogoś interesuje, rodzaje stoisk zaznaczone są na planie różnymi kolorami.

 

OBEJRZEĆ, KUPIĆ, ZJEŚĆ, POPIĆ GRZANYM WINEM…

 

145 pawilonów i bud oferuje różnorodne artykuły świąteczne i tradycyjne rękodzieło. 148 natomiast catering i jedzenie. Bo imprezy te stanowią okazję nie tylko zakupów, ale również spotkań, wspólnego jedzenia oraz picia, głównie grzanego wina. W folderze są informacje o tym, kto jest sprzedawcą i co w poszczególnych stoiskach można kupić.

A wybór jest ogromny. Urządzono też placyk zabaw i rozrywek dla dzieci. Kilkoma uliczkami, wspinając się na Wzgórze Katedralne, dochodzi się na drugi duży jarmark na Münsterplatz – placu Katedralnym. Stoi na nim 40 pawilonów z artykułami świątecznymi i rękodziełem oraz 46 w których można zjeść i napić się na miejscu.

Ale jarmark ten zajmuje tylko część placu. Drugą zaś „Baśniowy Las” – Märchenwald. Z budami, w których demonstrowane są miejscowe, historyczne zawody. U kowala można np. nie tylko przyglądać się jego pracy, ale także pod jego opieką spróbować własnych sił w wykuciu czegoś z rozpalonego żelaza.

Podobnie u innych rzemieślników. Nie brak tradycyjnej strzelnicy oraz innych rozrywek. Dzieci oblegają natomiast maleńką kolejkę wąskotorową w której na wagonikach siada się okrakiem, a obwozi ono maluchów dookoła tego „lasu”.

 

Z WIZYTĄ U JOHANNA WANNERA

 

Małe przedświąteczne jarmarki są również w Rynku - Marktplatz, przed zabytkowym ratuszem oraz na Claraplatz po drugiej stronie Renu. Ale z tą formą sezonowego handlu konkurują niezliczone sklepy, zwłaszcza w historycznym centrum, chociaż nie tylko.

Wabiąc klientów udekorowanymi wystawami, niekiedy w lampkach całymi ścianami, a przynajmniej parterami domów, w których się znajdują. Mikołajami wspinającymi się na skały i zjeżdżającymi w dół oraz podobnymi atrakcjami. Eksponując przede wszystkim to, co może wpaść w oko w związku z nadchodzącymi świętami i Nowym Rokiem.

Przewodniczka zaprowadziła nas również do jednej ze szczególnie polecanych przedświątecznych atrakcji Bazylei. Dwu placówek Johanna Wannera – kawiarenki z częścią sprzedażną oraz sklepu, zajmujących się sprzedażą różnego rodzaju upominków, pamiątek oraz dekoracji do mieszkań.

Właściciel, jak można przeczytać w dwu folderach w językach niemieckim i angielskim, specjalizuje się w tym już ponad 40 lat. A to, czym jest jego firma i co oferuje, określane jest jako Weihnachtsbaumshcmuckausstattunggsspezialgeschaeft po niemiecku i Swiss quality souvenirs po angielsku.

 

TYSIĄCE OZDÓB I PAMIĄTEK, ALE…

 

Kawiarnia – sklep przy Schneidergasse (Uliczce Krawieckiej) mieści się na rozległym piętrze. Gościom oferuje kawę, herbatę oraz świąteczne ciastka i ciasta w trzech wariantach Apéro. Małe – za 18 CHF, Średnie – 28 CHF i Duże – 38 CHF od osoby.

W sali wręcz zawalonej niezliczonymi choinkami, żyrandolami, wieńcami do wieszania pod sufitem, bombkami i setkami innych ozdób choinkowych, świeczek , lampek itp. Mikołajami, aniołkami i innymi popularnymi przedmiotami, prezentami i pamiątkami. Gospodarz na wiadomość, że jesteśmy polskimi dziennikarzami, spotkał się, wraz z żoną z nami.

Opowiedział o swojej pasji i biznesie. A także pozwolił nam fotografować co chcemy. Co normalnie jest zabronione ze względu na czyhającą konkurencję. Dzięki temu mogłem utrwalić na zdjęciach sporo oferowanych ozdób, pamiątek i innych przedmiotów, aby pokazać je następnie czytelnikom.

Niech sami osądzą, czy mam rację uważając, że bardzo wiele z nich co najmniej ociera się o kicz. Chociaż nie wiem, czy popularność tych sklepów – drugi firmowy, w którym również byliśmy, mieści się w pobliżu, przy ul. Spalenberg – oraz zainteresowanie klientów tego rodzaju artykułami oraz ich produkcja, to efekt popytu, bo jest podaż.

 

O INNYCH ATRAKCJACH – WKRÓTCE

 

Czy odwrotnie – to gust nabywców decyduje o tym, co i jak redukuje się dla nich. Obejrzeć to wszystko, nawet w miarę dokładnie, na pewno warto. Znaleźć można bowiem wśród nich na pewno przedmioty niepowtarzalne, przynajmniej w innych sklepach. Czy piękne i zasługujące na kupienie.

Po przedświątecznych jarmarkach w Bazylei, a także specjalnie przygotowanych na wzmożony ruch sklepach, a przynajmniej aby obejrzeć ich wystawy, chodzić można aż do zmęczenia.

Oglądając przy okazji również inne świąteczne dekoracje, niezliczone choinki itp.Aby później, tak jak my, siąść do kolacji w którejś z miejscowych knajpek oferujących wiele dań narodowej i lokalnej kuchni oraz wina i piwa.

Nasz, tak krótki, ale bardzo udany, pobyt w dwu pięknych i zabytkowych szwajcarskich miastach nie ograniczył się, jak już wspomniałem, tylko do zapoznania się z przedświąteczną atmosferą w nich oraz degustacji miejscowych przysmaków. Bo Bazylea to także miasto 30 muzeów, wielu ciekawych zabytków i innych atrakcji. Podobnie bardziej kameralna Lucerna. Ale o nich napiszę już wkrótce w następnych relacjach z tej podróży.

                                                    *    *    *

Wizz Air oferuje 2 loty tygodniowo pomiędzy Warszawą i lotniskiem Basel - Mulhouse - Freiburg (Bazylea). Loty odbywają się poniedziałki i piątki, a taryfy zaczynają się od 59 zł (lot w jedną stronę ze wszystkimi opłatami dodatkowymi). Aby uzyskać więcej informacji na temat tras Wizz Air odwiedź wizzair.com

 

Zdjęcia autora