CYPR 2017: ATRAKCYJNY NIE TYLKO W LECIE (1)

Republika Cypryjska coraz liczniej odwiedzana jest przez turystów zagranicznych. Zaś turystyka stanowi na wyspie bardzo ważną gałąź gospodarki narodowej. Licząca 5,6 tys. km² i zamieszkana przez 838 tys. ludzi (północna część wyspy okupowana od 1974 r. przez Turcję ma 3,3 tys. km² i niespełna 300 tys. mieszkańców) gości co roku coraz więcej cudzoziemców. Już ponad 4 na jednego obywatela!

 

    Przy czym zainteresowanie wypoczynkiem, zwiedzaniem i poznawaniem Wyspy Afrodyty, jak Cypr nazywany jest popularnie, systematycznie rośnie. W roku 2014 zanotowano ich 2.440 tys., w 2015 – 2.660 tys., w 2016 – 3,2 mln, zaś w br. – do października – ponad 3,4 mln, co stanowiło wzrost w stosunku do roku poprzedniego o 14%.

    Wśród gości dominują Brytyjczycy, obywatele Federacji Rosyjskiej i Grecji. Ale dynamika zwiększania się liczby Polaków wśród odwiedzających Cypr (ponad 38% w ciągu 10 miesięcy br. w porównaniu z tym samym okresem 2016 r.) jest imponująca, mimo iż w liczbach bezwzględnych dopiero zbliżyła się do 54 tys.

    Najpopularniejsze są pobyty na wyspie w letnim sezonie, który trwa od początku kwietnia do końca października. Przybywa jednak chętnych do wyjazdowe także późną jesienią i w zimie. Zwłaszcza zainteresowanych nie tylko wypoczynkiem na plażach, ale także miejscową, liczącą już 10 tys. lat !, historią, kulturą, zabytkami, krajobrazami oraz kuchnią.

 

KRÓTKO, ALE CIEKAWIE

 

    Samoloty tanich linii lotniczych latające z Warszawy do Larnaki są, także obecnie, w połowie grudnia, zapełnione niemal do ostatniego miejsca. Cypryjczycy zainteresowani natomiast, aby gości poza głównym sezonem było jak najwięcej.

    Pokazaniu, co mają do zaoferowania o tej porze roku, służył wyjazd studyjny zorganizowany przez CTO – Cypryjską Organizację Turystyczną dla niewielkiej, bo 8-osobowej, grupy polskich dziennikarzy. Krótki, bo zaledwie czterodobowy, ale z bardzo intensywnym oraz ciekawym programem. Do udziału w nim zaproszono również przedstawiciela naszego portalu.

    W ciągu minionych 15 lat był to mój czwarty pobyt na wyspie. Co pozwoliło dokonywać porównań, bardzo korzystnych dla Cypru i Cypryjczyków, zarówno w dziedzinie rozbudowy infrastruktury turystycznej i troski o zabytki, jak i stosunku do gości itp.

    A także odwiedzić po raz kolejny kilka najsławniejszych miejsc, jak i poznać nowe. No i po raz kolejny przekonać się, że wyspa atrakcyjna jest nie tylko w lecie. Wręcz przeciwnie! Dla tych, którzy chcą zobaczyć i przeżyć coś nowego nie przebijając się przez tłumy turystów, „pozasezonowa” pora jest chyba bardziej atrakcyjna.

 

POSEZONOWE PUSTKI

 

     Pogoda jest tu bowiem, może poza okresami opadów w styczniu i lutym, znakomita także w zimie. W okresie naszego pobytu w dzień było po około 20ºC i więcej, z temperaturami wody w morzu podobnymi, a więc porównywalnymi z Bałtykiem w lecie. Oraz z chłodniejszymi zaledwie o kilka stopni wieczorami i nocami.

     Chociaż oglądaliśmy kilometry plaż „bez żywego ducha”, z jedynie od czasu do czasu pojawiającymi się amatorami morskich kąpieli, a większość sezonowych ośrodków wypoczynkowych, hoteli i lokali rozrywkowych nastawionych tylko na letnich gości była już zamknięta, to innych atrakcji nie brakowało.

     W programie tego wyjazdu znalazło się bowiem nie tylko zwiedzanie najważniejszych miejsc w kilku miastach, zabytkowych kościołów i klasztorów, górskich wiosek i oglądanie malowniczych krajobrazów nadmorskich i gór Troodos, zwiedzenie muzeów itp.

     Ale także udział z zbiorze oliwek i obserwowania wytłaczania z nich oliwy, wizyta w wytwórni win – oczywiście z degustacją, czy w Studio Ceramicznym z praktycznym poznawaniem sztuki „lepienia garnków”. Bardzo atrakcyjna okazała się wizyta w domu wiejskim, którego gospodyni specjalizuje się w nie tylko pokazywaniu, ale praktycznym „szkoleniu” turystów, jak przygotowuje się regionalne potrawy.

 

ZABYTKI, ZWYCZAJE, KUCHNIA…

 

     Czy w innym, gospodarstwie agroturystycznym, z możliwością poznania tradycyjnych cypryjskich bożonarodzeniowych wypieków. Trwa przecież, od 15 listopada do 6 stycznia, okres Dodekameronu, jeden z najważniejszych na Cyprze religijno – obyczajowych obok Paschy – Wielkanocy.

     O niektórych zabytkach, miejscach i obiektach napiszę obszerniej osobno. Przejechaliśmy bowiem całe południowe wybrzeże Cypru od jego wschodniego po zachodni kraniec, z wypadem w znajdujące się pośrodku wyspy góry Troodos. Na razie ograniczę się do ogólnej relacji z tej podróży.

Samoloty z Warszawy wylatują popołudniu i po 3 godzinach z minutami lotu lądują wieczorem w Larnace. Pierwszy nocleg mieliśmy jednak nie na miejscu, lecz w odległym o ponad 30 km na wschód, największym, wraz z położonym od niej na północ Protaras, ośrodku turystycznym na wyspie, Ayia Napa (Agia Napa).

     W dosłownym tłumaczeniu oznacza ona Święty Gaj. Przy czym nazwa ta nie pochodzi od jakiegoś pogańskiego miejsca kultu, lecz Ikony Bogurodzicy Napy, czyli właśnie Świętego Gaju, ew. Lasu. Spaliśmy, niestety tylko do rana, w doskonałym, 4* hotelu Nissi Beach Resort (www.nissi-beach.com).

 

TURYSTYCZNA KARIERA NADMORSKIEJ WIOSKI

 

     Posiada on piękną, własną plażę oraz, między nią i hotelem, teren zielony, przypominający park, z bujną roślinnością wielu gatunków, w tym rozłożystymi palmami. Gdyby nie wielka choinka w rozleglej recepcji, nic nie przypominałoby, że Boże Narodzenie jest blisko.

    Ubrana wyłącznie w białe ozdoby: tradycyjne bombki, powiększone płatki śniegu, gwiazdki, figurki aniołów i anielskie skrzydła, kontrastowała z tym, co widzieliśmy na zewnątrz. Słoneczną pogodą, ciepłym dniem, soczystą zielenią oraz mnóstwem kwitnących drzew i krzewów.

     A równocześnie dojrzałe na drzewach pomarańcze, cytryny i inne owoce. Ten region wyspy, położony na południe od głównego portu wschodniego wybrzeża – Famagusty, zrobił międzynarodową karierę turystyczną dzięki… okupowaniu północnego Cypru, w tym i tego portu, przez Turcję.

     Nieoczekiwanie istniejąca od setek lat niewielka rybacko - rolnicza wioska ze znanym klasztorem, musiała bowiem przejąć, przynajmniej częściowo, funkcje portowe tego wybrzeża. A nad pięknymi, piaszczystymi plażami poprzecinanymi skalnymi ostrogami tworzącymi zaciszne zatoczki, zaczęło wyrastać turystyczne miasteczko.

 

MIKOŁAJE W SANIACH, W CIENIU PALM

 

     Stając się z czasem dużym jak na cypryjskie warunki, ośrodkiem wypoczynku gości ze świata. Z bogatą ofertą wypoczynkowa, turystyki aktywnej oraz życia nocnego. Obecnie, po letnim sezonie, większość hoteli, pensjonatów i domów na wynajem, podobnie jak placówek gastronomicznych i usługowych jest zamknięta.

Z rzadko spotykanymi na ulicach przechodniami. Nawet na deptaku prowadzącym do portu jachtowo – rybackiego Limanaki. Z pobliską kaplicą Ayii Anargyri oraz porozstawianymi, także w innych punktach miasteczka, Świętymi Mikołajami, także w saniach ciągniętych przez, również plastikowe, czy gipsowe renifery.

     Niestety, kiczu jest też sporo. Obejrzeliśmy, utrwalając ją na zdjęciach, miejscową Syrenkę na szczycie morskiej fali – rzeźbę z 2015 roku oraz nieco dalej trzy rzeźby, z tego samego roku, Pierwszych Cypryjczyków, nazywanych też Rodziną Farmera. I, oczywiście, niewielki, ale słynny klasztor z początku XVI w.

      Oraz nowy – założono go dopiero w 2013 roku i stale jest wzbogacany o nowe dzieła sztuki – zajmujący 20 tys. m² Park Rzeźb na skalistym brzegu opadającym do morza. Ale o nich napiszę osobno. Rzeźb w miasteczku jest więcej. Jedną z bardziej interesujących m.in. impresyjna „Rural Woman” – Wiejska Kobieta na środku jednego z rond.

 

Z KRAŃCA NA KRANIEC WYSPY

 

     Poza klasztorem, najstarszym zabytkiem w Ayia Napa jest dawny akwedukt zbudowany w 1745 roku przez Abu Bektra Paszę. Dostarczano nim wodę pitną do wioski aż do 1939 roku z odległości 4 kilometrów. Nazywany jest skromnie Kamares, czyli „Łuki”, bo akwedukt składa się, tradycyjnie, z wysokich, kamiennych łuków podtrzymujących koryto wody.

     Do wspomnianego już Protaras, leżącego po drugiej stronie półwyspu, a ściślej na Cavo Greco, groty o tej nazwie, w pobliżu której rozpoczynają się trasy piesze wytyczone na skalistym nadmorskim brzegu, jest zaledwie kilka kilometrów. Przejście, przewidzianą w programie trasą Ayii Anargyrii – Konnos, zajmuje pół godziny.

     Tam, po krótkim „trekkingu”, rozpoczęliśmy nadmorską jazdę na zachodni kraniec wybrzeża. Zatrzymując się po drodze na krótko – i obiad – w 100-tysięcznym Lemesos (Limassol), mieście z liczącą kilka tysięcy lat przeszłością.

     Szybki objazd centrum i portu (New Linassol Marina) – na lepsze poznanie go trzeba będzie przyjechać osobno – i dalsza jazda do stanowiska archeologicznego Kourion. Z zachowanymi resztkami antycznej nekropolii przy drodze oraz zadaszonymi ruinami Domu Eustoliosa i częściowo zrekonstruowanym teatrem grecko – rzymskim.

 

      CORAL BEACH HOTEL I TRADYCYJNE TAWERNY

 

     Coral Beach Hotel & Resort w Pafos, nasze kolejne miejsce dwu noclegów i punkt wypadowy w zachodni region wyspy, okazał się 5* ogromnym obiektem z terenem zielonym z basenami oraz kortem tenisowym oddzielonym od własnej plaży. Położony jest 12 km od miasta, z którym łączy go linia autobusu miejskiego kursującego co 10-15 minut.

     Jest zarazem Centrum Biznesowym, działa w nim kilka restauracji, bary: w hotelowym lobby, przy głównym basenie i klub nocny, tawerna. Jest też Centrum Arts & craft, w którym organizowane są warsztaty i zajęcia twórcze dla gości w każdym wieku. Ponadto całodobowy gabinet lekarski, Heath Club i siłownia, salon fryzjerski, sklepy itp.

     Hotel oferuje świetne jedzenie, na życzenie także w formule All Incusive, o czym mogliśmy przekonać się nie tylko podczas śniadań, ale także kolacji z udziałem Demosa Chrysostomou, managera ds. grup i konferencji. Przy czym nie jakiejś specjalnej, ale w systemie samoobsługowym, wraz z innymi gośćmi hotelowymi. tyle, że przy osobnym stole i z dobrymi winami nalewanymi przez kelnerów.

     Generalnie jednak obiady (lunche) i kolacje jadaliśmy w miejscowych tawernach, aby móc poznać lokalną kuchnię i zwyczaje. Pierwsza w Pafos była w tawernie Kostas w podmiejskiej wsi Koloni, z muzyką na żywo. Inne m.in. w tawernie Roushias w Larnace, obiady zaś m.in. w restauracji Famagusta w Lemessos, Myloi w Kakopetrii, czy znakomitej rybnej Monte Carlo w Larnace.

Druga część relacji z grudniowego Cypru – wkrótce.

 

Zdjęcia autora