DROGAMI BIAŁORUSI: STAROSŁOWIAŃSKI TURÓW

Nazwa tego miasteczka mówi u nas coś najwyżej wąskiemu gronu specjalistów. Innym może kojarzyć się z zagłębiem węgla brunatnego na południowo – zachodnim krańcu Polski, chociaż nie ma z nim nic wspólnego.

 

Turów leży bowiem na białoruskim Polesiu, na południowym brzegu Prypeci, skraju Prypeckiego Parku Narodowego i w pobliżu Błot Ałmańskich.

 

Pominięty nie tylko w Nowej Encyklopedii Powszechnej PWN, był w dalekiej przeszłości jednym z najważniejszych grodów i centrów staroruskiej kultury, ustępując tylko Kijowowi, ale już nie potężnym wówczas Nowogrodowi Wielkiemu i Połockowi, o pomniejszych grodach nie wspominając.

 

 

A później znaczącym ośrodkiem gospodarczym Rzeczypospolitej Trojga Narodów. Tomasz Święcicki w „Opisie Starożytnej Polski” wydanym w roku 1828 poświęcił Turowowi tylko 4 wiersze tekstu, odnotowując, że w 1220 roku, po pokonaniu w bitwie nad rzeką Jasiołdą ruskiego księcia Mścisława Romanowicza, miasto, wraz z Pińskiem, przeszło pod władanie Litwy. Więcej informacji o nim znalazłem w międzywojennej Encyklopedii Powszechnej Gutenberga.

Warto tę notę zacytować:

 

„Turów, miasteczko na Białorusi, w okręgu Mozyr, nad rz. Prypecią, wpobliżu granicy polskiej z 5.399 mieszk. T. Jest prastarym grodem ruskim, już w pocz. XI w. był stolicą osobnej dzielnicy, którą rządził zięć Bolesława Chrobrego Świętopełk. Do początku XIV w. było księstwo turowskie, łączone często z Pińskiem, przedmiotem licznych walk między Kijowem, Wołyniem i Litwą. Wcześniej też był T. siedzibą władyków ( biskupstwa ) , którzy w 1596 przyjęli unję.”

 

 

Natomiast naprawdę sporo dowiedziałem się o Turowie i jego przeszłości ze współczesnych publikacji białoruskich, a także – już w postaci ustnych przekazów legend – na miejscu. Założony on został w roku 980, chociaż diakon w kaplicy cmentarnej zapewniał, że początek miastu dał klasztor. Najstarszy prawosławny na terenie Rusi Kijowskiej, gdyż istniał już w IX wieku, około 100 lat przed jej chrztem ( 988 r. ) w obrządku bizantyjskim.

 

Natomiast najstarsze ślady zamieszkiwania na tym obszarze ludzi archeolodzy określili na VIII – V tysiąclecie p.n.e. (!) W średniowieczu Ziemia Turowska była centrum jednoczenia się słowiańskich Dregowiczów i jednym z pierwszych księstw wschodniosłowiańskich. Zaś sam Turów – nazwa miasta pochodzi od rzeki Tur wpadającej do Prypeci 10 km. na wschód od niego – ośrodkiem kultury Rusi, drugim pod względem znaczenia po Kijowie.

 

To w nim napisano najstarszy zabytek piśmiennictwa białoruskiego – Ewangelię Turowską ( XI w.) oraz działał jeden z najwybitniejszych autorów tekstów cerkiewnych nazywany Ruskim Złotoustym, kanonizowany na przełomie XII i XIII w. św. Cyryl Turowski. Postać niezwykła. Urodzony w 1130 roku w bogatej rodzinie otrzymał dobre, chociaz tylko prywatne wykształcenie. Znał grekę, pisma Ojców Kościoła, retorykę i historię.

 

Prawdopodobnie po śmierci rodziców wstąpił do klasztoru przyjmując imię Cyryla. Prowadził tam ascetyczne życie, pisał teksty modlitewne i kazania. Przez pewien czas był ihumenem – przeorem Turowskiego klasztoru, ale zrezygnował z tej funkcji na rzecz pisania. Komentarzy do Pisma Świętego, kazań poświeconych zagadnieniom śmierci i zbawienia, wykroczeniom przeciwko etyce chrześcijańskiej, a także tekstów polemizujących z niektórymi literatury świeckiej.

 

Wybrany biskupem turowskim dbał o wykształcenie duchownych i organizację klasztorów. Ale i z tej godności zrezygnował, gdyż utrudniała mu pracę pisarską, m.in. kazań na 12 wielkich świąt prawosławnych. Jego mistrzostwo pióra porównywane było z najsłynniejszym staroruskim poematem – „Słowem o wyprawie Igora” ( Słowo o połku Igoriewie ).

 

Według tradycji zmarł w 1183 roku, ale jest prawdopodobne, że tylko dla świata i jeszcze kilkanaście lat spędził w nieistniejącym już turowskim klasztorze św. Borysa i Gleba jako zwykły zakonnik. I tam został pochowany. Przy czym natychmiast po śmierci czczony był jako święty, co potwierdziła kanonizacją cerkiew prawosławna.

 

Cyryl Turowski był najwybitniejszą postacią w dziejach miasta i Ziemi Turowskiej, która już w czasach kijowskiego księcia – chrzciciela Rusi, później świętego, Włodzimierza Wielkiego była ważnym ośrodkiem kultury i oświaty Rusi Kijowskiej. Według przekazów w Turowie na Górze Zamkowej stał wspaniały pałac książęcy, nieco niżej kamienny sobór p.w. św. Borysa i Gleba oraz siedziba biskupa.

 

Od II połowy XII w. Księstwo Turowskie, którym wcześniej władali synowie wielkich książąt kijowskich, zaczęło tracić na znaczeniu. Na początku XIV w. weszło w skład W. Ks. Litewskiego, a po wymarciu starej dynastii książąt Turowskich stało się jednym z dóbr ks. Świdrygałły. Wiek XVII i toczone wówczas wojny spowodowały znaczny upadek miasta i spadek liczby jego mieszkańców do jednej czwartej.

 

Później, w XVIII w., znaczna cześć b. Księstwa Turowskiego znalazła się w składzie majątków marszałka Trybunału Litewskiego Iwana Sołoguba. A po 2 rozbiorze Polski stała się częścią Rosji. W mieście działało kilka cerkwi: Preobrażeńska, Rożdiestwieńska, Ilińska, Mikołajewska, Michałowska i Wsieswiatska. Niestety, drewnianych. Padły one – z dwoma wyjątkami – ofiarą wielkiego pożaru w 1834 roku, który zniszczył znaczną część miasta.

 

Współczesny nam Turów, miasto typu wiejskiego, z nielicznymi wyjątkami murowanych najnowszych budynków, z parterowymi drewnianymi domkami zbudowanymi według starych wzorów, jest faktycznie wielkim skansenem o niezwykłym kolorycie. Z dawnej, sławnej przeszłości, zachowało się bowiem niewiele. Głównym magnesem przyciągającym wiernych i turystów jest cerkiew p.w. Wszystkich Świętych ( Wsieswiatskaja ), zbudowana w 1810 r. jako kaplica cmentarna.

 

I dlatego zapewne, ze względu na odległość od innych budynków, ocalała we wspomnianym już pożarze w 1834 roku. Drewniana, pomalowana na niebiesko, z babińcem i dobudowaną na początku XX w. wieżą – dzwonnicą, z zewnątrz nie odróżnia się od przeciętnych, mało ciekawych wiejskich cerkiewek. Wewnątrz ma jednak bogato rzeźbiony ikonostas z XVIII wiecznymi ikonami, z których najcenniejszy jest tryptyk przedstawiający Matkę Boską z Dzieciątkiem w środku oraz św. Natalię i Archanioła Rafaela po jej bokach.

 

Również ściany pokryte są licznymi ikonami, krzyżami i dziełami sztuki sakralnej. No i stojące pod ścianami sławne, otoczone kultem jako cudowne, Krzyże Turowskie. Kamienne, wyciosane w XII w. , wysokie na około 2 metry i o blisko metrowej rozpiętości ramion. Stały niegdyś w mieście i jego okolicach. Ich pochodzenie osnute jest legendą powtarzaną zarówno przez jednego z popów w cerkwi, jak i diakona w odległej o kilkaset metrów kaplicy cmentarnej na wzgórku nad Prypecią, gdzie są także dwa, mniejsze kamienne krzyże, w tym jeden jak gdyby wyrastający z ziemi.

 

I – jak zapewniani są wierni oraz turyści – rzeczywiście powiększającymi się w miarę upływu czasu. Krzyże te miały według starej legendy przypłynąć z Kijowa przed wiekami… pod prąd wodami Dniepru i Prypeci, aby chronić mieszkańców Turowa przed chorobami. No cóż, wiara ma to do siebie, że może całkowicie ignorować nie tylko prawa fizyki. Dodam, że jeden z tych krzyży, a także dobrze zachowany, wielki kamienny sarkofag z XII w. z Turowa, eksponowane są obecnie w Muzeum Polesia Białoruskiego w Pińsku.

 

Ludzie w to nie wierzyli – opowiadał nam legendę o Turowskich Krzyżach diakon – ale w latach 30-tych XX wieku, gdy w ramach walki z religią komuniści utopili je w Prypeci, któregoś dnia wypłynęły i znaleziono je na brzegu rzeki. Przeniesione zostały więc przez wiernych do cerkwi i na cmentarz. Który nawet podczas największych powodzi, a rzeka ta, zwłaszcza na wiosnę, potrafi rozlewać się szeroko, nigdy jeszcze nie znalazł się pod wodą.

 

To na tym wzgórku stać miał podobno najstarszy na Rusi klasztor prawosławny. W kaplicy cmentarnej jest i inny obiekt kultu też uważany za cudowny. Ikona na desce z wizerunkiem Matki Bożej z Dzieciątkiem. Też przypłynęła, jako zwykła deska i używana była przez jedną z gospodyń w gospodarstwie, bodajże w chlewie. Po pewnym czasie zauważyła ona na desce jakiś wyłaniający się z niej wizerunek, który stawał się coraz wyraźniejszy.

 

Nazwana „samopiszacą się” ikona trafiła do kaplicy, gdzie – zapewniał diakon – robiła się coraz wyraźniejsza i barwniejsza. Wisi ona obecnie na prawej ścianie kaplicy obok zabytkowego krzyża i otoczona jest wielką czcią. Wyjaśnię przy okazji, że w kościołach wschodnich ikon nie maluje się, lecz „pisze”. Chociaż… tym samym słowem określa się także malowanie o tematyce świeckiej. Na papierze, deskach, płótnie, ścianach itp. Zaś artysta malarz to żywopisiec, a malarz ikon – ikonopisiec. Natomiast słowem malar określa się tylko rzemieślników – malarzy ściennych.

 

Wrócę jednak ponownie do cerkwi Wszystkich Świętych. Trafiłem tam na niedzielne, przedpołudniowe nabożeństwo. Świątynia była wypełniona niemal po brzegi, dwaj popi w złocistych szatach liturgicznych odprawiali modły, a po nich udzielali wiernym sakramentów i błogosławieństw. Musieliśmy poczekać na ich zakończenie aby nie zakłócać obrzędu i móc spokojnie obejrzeć i sfotografować wszystko co nas zainteresowało.

 

W Turowie znajduje się również Państwowe Centrum Ekologiczno – Oświatowe Prypeckiego Parku Narodowego oraz niewielkie muzeum przyrody. I to już wszystko, co może zainteresować turystów. Ale mając okazję, warto tam pojechać chociażby tylko po to, zobaczyć sławne Krzyże Turowskie i inne obiekty sakralne. No i samo miasteczko będące niezwykłym, żywym drewnianym skansenem.

 

Zdjęcia autora.


Stowarzyszenie Dziennikarzy Podróżników GLOBTROTER

Booking.com