Kuala Lumpur

Kuala Lumpur

Zdj: M. Kądziela

Na pokładzie samolotu witały nas egzotyczne piękności: Selamat Detang! Stewardesy Malaysian Airlines słyną z urody i uprzejmości. Samoloty - z wygody, komfortu lotu i wyśmienitej kuchni.

Usadowiona w wygodnym fotelu czekałam na lądowanie w Kuala Lumpur, które miało nastąpić za 10 godzin.

Na ulicach spotyka się zarówno skośnookich, ciemnoskórych jak i białych. Najliczniejszą grupę stanowią Malajowie, później Chińczycy i hindusi. Ta różnorodność to spuścizna odziedziczona po kolonializmie. Anglicy sprowadzali hindusów do pracy na plantacjach kauczuku, Chińczycy przybywali do kopalni cyny, biali w poszukiwaniu łatwego zarobku i przygód. Przodkowie dzisiejszych Malajów pojawili się tu 2 tys. lat p.n.e. Utrzymywali się z połowu ryb, a często także z piractwa. Najbardziej niebezpieczne było dla statków zabagnione wybrzeże stanu Sarawak na Borneo.

Dzisiejszą Malezję okupowali Arabowie, Portugalczycy, Holendrzy. Na początku XIX wieku stała się posiadłością brytyjską, zaś w czasie II wojny światowej pozostawała pod okupacją japońską. Po klęsce państwa kwitnącej wiśni powrócili Brytyjczycy, by ostatecznie oddać kraj w ręce rodowitych mieszkańców w 1957 r., na co tereny położone na Borneo musiały poczekać jeszcze 6 lat. Od chwili uzyskania niepodległości kraj szybko się rozwija dzięki bogactwom naturalnym, przede wszystkim kauczukowi, rudzie cyny i ropie naftowej.

W stolicy kraju, Kuala Lumpur, doskonale widać trzy twarze Malezji - malajską, chińską i hinduską poprzez sąsiadujące ze sobą świątynie trzech religii. Jedną z najpiękniejszych jest położona kilka kilometrów za miastem świątynia hinduska mieszcząca się w naturalnie wyżłobionej grocie wielkości dużego polskiego kościoła mogącego pomieścić w swym wnętrzu 3 tys. wiernych. Dostać się można do niej po 276 stromych stopniach. Dowcipni twierdzą, że samo ich pokonanie odpuszcza grzesznikowi winy. Dodatkową atrakcją wspinaczki są wszędobylskie małpy, które domagają się dokarmiania w bardzo ludzki sposób. Często nie czekają na gest darczyńcy lecz same wyrywają z rąk pielgrzymów owoce, lody, kanapki.

Kto widział Kuala Lumpur, może mieć jako takie pojęcie o Azji - twierdzą znawcy kontynentu. Tak jak w każdej azjatyckiej metropolii stykają się tu dwa światy: stary i nowy, co najbardziej widoczne jest w architekturze. 

Jeszcze zanim wjedzie się do miasta, na tle błękitnego nieba pojawia się najwyższa budowla świata - Twin Towers, czyli wieżowce bliźniaki. Każdy z nich ma 452 metry wysokości i liczy 88 pięter. W połowie ich wysokości oba wieżowce spina szklany most wiszący. W Kuala Lumpur znajduje się także najwyższy na świecie maszt z powiewającą na szczycie narodową flagą. Obok rekordzistów w niebo strzelają "maluchy" 40-50 - piętrowe

Centrum miasta to dzisiaj ogromny plac budowy, gdzie praca wre dzień i noc. Mimo kryzysu walutowo - finansowego, jaki dotknął Azję Południową i Wschodnią, rząd malezyjski nie zaprzestał realizacji największych inwestycji. Kontynuowana jest budowa jednego z największych i najnowocześniejszych na świecie portów lotniczych, autostrada z Kuala Lumpur do Karak, metro, obwodnica, kompleks sportowy i wioska olimpijska na Igrzyska Commonwelthu'u. Mniej zaawansowane inwestycje trzeba było odłożyć na później. Jako ciekawostkę można podać fakt, iż rząd obniżył sobie o 10 proc zarobki, zniesiono tzw. trzynaste i czternaste pensje, znacznie ograniczono budżet. Wszystko po to, by wyjść z kryzysu już za rok.

Ogromną atrakcją jest spacer po chińskiej dzielnicy, gdzie można kupić wszystko od eleganckich zegarków po egzotyczne dla nas owoce. Chinatown to natłok chińskich znaków na szyldach i ociekających czerwienią reklam. Przepychające się hałaśliwe mrowie ludzi, zapach gotowanych na oczach klientów potraw, owoców, warzyw wymieszanych ze spalinami, unieruchomionych w korkach pojazdów. W porze deszczowej ulice ciasne od straganów pokrywają się ogromnymi kałużami, z dachów i nieba leją się strumienie. Kapryśna aura wcale nie odstrasza tłumu, który sprawia wrażenie, jakby zupełnie nie zauważał jej zmian. Zresztą, parasolkę można kupić za grosze w niemalże każdym sklepie.

Zatłoczone miasto pełne wieżowców, sklepów, hoteli i wiecznych korków ulicznych zmienia się nie do poznania po opuszczeniu jego centrum. Na obrzeżach korki także dają się we znaki, ale według mieszkańców KL zmieni się to wkrótce, gdy oddane zostanie metro, kolejka prowadząca do lotniska i podziemna autostrada.

Peryferie to przede wszystkim piękne wille, kipiące od zieleni parki, ale także wielorodzinne budynki i małe biedne domki, nie tak jednak biedne jak na przykład w Ameryce Południowej. Malezja to kraj dość bogaty, praktycznie nie znający bezrobocia, a ludzie bardzo biedni (często z własnej woli) to zaledwie 1,5-2 proc. mieszkańców.

Malezję odwiedzają co roku miliony turystów z całego świata, także Polacy. Wielu poszukuje przygód w rozległych lasach tropikalnych, inni wolą leniuchować w cieniu palm nad kryształowo czystymi wodami zatok, a jeszcze inni czerpią przyjemność w robieniu zakupów, których nieodłączną częścią jest zabawne targowanie się. Dodatkową atrakcją są często zaskakująco niskie ceny dobrych "markowych" zegarków, wyrobów bawełnianych czy egzotycznych pamiątek.