INDIE: ZOBACZYĆ SIKKIM I… WRÓCIĆ !

Jeśli jest się zmęczonym zwiedzaniem brudnych, zatłoczonych chaotycznych miast Indii jak Agra, Waranasi, Delhii, najlepiej pojechać do stanu Sikkim. Tu, wysoko we wschodnich Himalajach, nie kursują pociągi.
 
Ale zadziwiające jak sprawnie zorganizowana jest komunikacja. Jeepy, małe busy i zwyczajne autobusy, podobne do tych, jakie pamiętamy z czasów PRL-u, przewożą nie tylko pasażerów.
 
 
 
BUDDYJSKIE MONASTYRY W BAJECZNYCH PEJZAŻACH
 
Sikkim to drugi po Goa najmniejszy stan Indii. Od zachodu graniczy z Nepalem, na północy i wschodzie z Chinami, na południowym wschodzie z Butanem. Tutaj jest jedyne w Indiach przejście graniczne do Chin. Stolicą jest Gangtok. Nowoczesne miasto o nieciekawej architekturze, w którym mieszkańcy ubierają się po europejsku.
 
To też jedyny stan w Indiach zamieszkany przez etniczną, nepalską większość. Sikkim ma 11 oficjalnych języków, m.in. nepalski, bhutański. Angielski jest językiem urzędowym, obowiązuje w szkołach i na uczelniach. Główną religią jest hinduizm i buddyzm. Sytuacja ekonomiczna stanu opiera się na rolnictwie i turystyce. Zważywszy na niewielką powierzchnię, w ostatnich latach osiąga dynamiczny rozwój.
 
Sytuacja polityczna jest stabilna. Stan jest podzielony na cztery regiony – Wschodni, Zachodni, Południowy i Północny. Każda część jest nadzorowana przez Centralny Rząd. Indyjska Armia ma kontrolę nad większością stanu. To z uwagi na „czułą” powierzchnię graniczną z People’s Republic of China. Wiele obszarów jest zamkniętych dla zagranicznych turystów.
 
Trekkingi w najwyższych partiach Himalajów są organizowane przez biura podróży. Wymagają zezwolenia, konieczny jest przewodnik. Najbardziej akceptowana, oryginalna teoria dotycząca nazwy Sikkim jest kombinacją dwóch słów (Limbu) su – znaczy nowy i khyim – pałac lub dom. Nazwa przypomina o pierwszym władcy stanu – Phuntsog Namgal.
 
Tybetańska nazwa Sikkim to Denjong, co znaczy dolina ryżu. By wjechać do stanu Sikkim niezbędne jest zezwolenie (permit). Trzeba mieć kopię paszportu, zdjęcie i wypełnić formularz. Zezwolenie jest czystą formalnością, można je dostać np. w Sikkim Tourist Office w malowniczym Darjeelingu, położonym w Himalajach.
 
Stąd czarterowym jeepem za 1400 rupi (1000 rupi –ok. 63 zł) można dojechać do Gangtoku. Sikkim liczy ok. 607 tys. mieszkańców. Jest najmniej zaludnionym stanem subkontynentu. Zajmuje powierzchnię 7 tys. km kw. Mimo to panuje tu różnorodny klimat - od subtropikalnego po alpejski. Tutaj, w Himalajach Wschodnich, wznosi się trzeci, najwyższy szczyt na świecie – Kangchenjunga.
 
Nie ma tłumu turystów jak w innych stanach Indii. Sikkim odwiedzają wytrwali podróżnicy, głównie fani trekkingu, by w niełatwych warunkach wspinać się po górach, delektować pięknem nieskażonej natury, podziwiać buddyjskie monastyry. Różnorodność krajobrazu, roślinności, klimatu i kulturt są wizytówką tego stanu. To jeden z najpiękniejszych rejonów Indii. Malowniczy krajobraz tworzą niezliczone górskie rzeki i strumienie, jeziora, wodospady, bujne ryżowe doliny, różnorodna flora i fauna.
 
WYSOKA KULTURA NIEWYSOKICH LUDZI
 
Tubylcy mają odmienną urodę niż mieszkańcy innych stanów Indii. Charakteryzują ich skośne, wąskie oczy, niewysoki wzrost ale i różnice charakteru i natury. Są niezwykle szczerzy, serdeczni, gościnni. Nie zdążyła ich zmanierować komercyjna turystyka, która sprowadza się do finansowego wykorzystania każdego, kto jest przybyszem z innej części świata. Nie spotyka się tu żebraków, naciągaczy.
 
Nie ma też zwyczaju zostawiania napiwków. Znaczna odległość od obleganych turystycznie regionów Indii, dziewiczość krajobrazu, ograniczone połączenia komunikacyjne nadają stanowi jedyny, niespotykany gdzie indziej, niemal kosmiczny wymiar. Droga do nieba zdaje się być bliska... Dotarcie jest tylko kwestią wyobraźni.
 
Przejrzyste szczyty Himalajów, oślepiające białym blaskiem śniegu, skąpanym w złocie wschodzącego słońca. Taki widok zagląda do okien w uroczym, klimatycznym hotelu Garuda w miejscowości Peeling. Buddyjski wystrój wnętrza, książki i przewodniki w kredensie, zdjęcia Dalajlamy opatrzone sentencjami tybetańskiego przywódcy tworzą klimat, do którego z radością się wraca.
 
Nocleg kosztuje ok. 25 zł od osoby. W pokoju jest kilka ciepłych koców i ciepła woda w łazience. To ważne, bo poranki i wieczory są tu zimne. W godzinach przedpołudniowych robi się upalnie. Po wieczornej modlitwie w jadłodajni właściciel, którego przodkowie byli Tybetańczykami, chętnie rozmawia z podróżnikami.
 
Wykształcony, inteligentny mężczyzna posiada olbrzymią wiedzę, którą dzieli się z gośćmi. Daje fachowe wskazówki jak, gdzie i za ile można dojechać, organizuje trekkingi. Wieczorem trójka jego dzieci odrabia lekcje przy małym stoliku. Piszą i czytają biegle w języku angielskim. Najstarsza, 14 –letnia córka o 6.00 rano, przed pójściem do szkoły poprawia zasłony i układa obrusy na stołach.
 
Kriszna, prawa ręka właściciela sprawia, że samotnie podróżująca kobieta ma tu szczególne poczucie bezpieczeństwa. Organizuje wycieczki po okolicy, zamawia bilety na autobus lub jeepa, błyskawicznie usuwa drobne usterki w pokoju, trafnie dobiera smakowite dania tybetańskiej kuchni. Posiłki w hotelu Garuda to prawdziwa uczta dla podniebienia.
 
Momo – rodzaj naszych pierogów z najróżniejszymi farszami, np. szpinakowo-serowym, wegetariańskim, z kurczaka – pikantne lub łagodne, jak kto lubi. Cienkie, pierogowe ciasto, wyrabiane zręcznymi rękami, gotowane jest na parze lub podsmażane. Gorące wegetariańskie zupy z różnymi rodzajami makaronu, na które trzeba czekać czasem godzinę. Smak i zapach na długo pozostaje w pamięci. Jak szczyty ośnieżonych gór, sięgających chmur, jak całodzienne wędrówki i jazda lokalnym pojazdami.
 
JEEPEM PO GÓRACH
 
Lokalne auta przewożą nie tylko pasażerów. Są jednocześnie przewoźnikami kurierskimi. Zatrzymują się w każdej wiosce, co kilka kilometrów. Średnia prędkość, nie tylko ze względu na liczne przystanki, ale z powodu ukształtowania terenu wynosi 20 km na godz. Tutaj ludzie się nie spieszą. Ich twarze są pozbawione stresu, napięcia.
 
Uśmiechają się przyjaźnie, siedząc w niebotycznie zatłoczonym jeepie, obładowani pakunkami. Trzeba tam być, jeździć lokalnymi środkami komunikacji, by uwierzyć... Ile osób, worków z kardamonem, mąką, warzywami i innych przesyłek może zmieścić się do małego busa. W końcu to Indie, tu wszystko jest możliwe.
 
Dla ostatniego pasażera zawsze znajdzie się miejsce na dachu, lub na zewnątrz, z tyłu auta, na drabince. Zmienne, kapryśne warunki atmosferyczne nie są żadną przeszkodą. I, o dziwo, nie ma opóźnień tak jak w Indiach. Sikkim ma też wiele innych obliczy, nietypowych dla subkontynentu. Wcześnie rano, kiedy zimne, świeże powietrze orzeźwia, rozbudza zmysły widokami, przystanki są barwną ilustracją tego regionu, jego kultury, tradycji, obyczajów.
 
Zachodnioeuropejskie trendy zawitały i tutaj. Pasażerami lokalnych pojazdów są zadbane, młode dziewczyny w dżinsach, ze starannym makijażem. Mężczyźni zawsze mają nieskazitelnie wyprasowane koszule, spodnie na kant i wełniane kamizelki. Starsze kobiety, ubierają się w sari, jak hinduski, na które z rana nakładają ciepłe, zapinane swetry.
 
Ubrania dzieci, chodzących do szkoły wyglądają jak z żurnala dziecięcej mody. Chłopcy mają czarne spodnie, sweterki, białe koszule i krawaty. Dziewczynki plisowane, czarne spódniczki, białe bluzki, podkolanówki, czarne buty. Tak ubrani przemierzają dziennie kilka lub kilkanaście kilometrów po górskich szlakach. Ze swoich wiosek do najbliższej szkoły, gdzie żaden jeep nie dojedzie.
 
- Kocham swój kraj, ale żyje się tu ciężko, zwłaszcza kobietom. Moja narzeczona chodzi codziennie pieszo 20 km w jedną stronę. Pracuje na polu ryżowym. Ja mieszkam w dolinie, mój jeep tam nie dojedzie. Zostawiam go przy drodze i 5 km idę do domu – mówi Indir, taksówkarz jeepa.
 
Zdjęcia autorki