TAJWAN: SKARBY CHIŃSKICH CESARZY

Gdy kilka lat temu podczas podróży po Chinach zachwycałem się wspaniałymi zbiorami Muzeum Narodowego w Szanghaju, zwłaszcza kolekcjami brązów, ceramiki i jadeitów, a w Muzeach Regionalnych w Kunmingu i Xianie tamtejszymi figurkami z wielobarwnej ceramiki wkładanymi w VII–VIII wiekach do grobów oraz przepięknie zachowanymi, jeszcze starszymi naczyniami, także ogromnymi, z brązu, towarzyszący mi sinolog i znawca sztuki chińskiej powtarzał: to tylko drobiazgi.
 
Najcenniejsze skarby są w Tajpej na Tajwanie. A wiedział co mówi, bo skończył tam studia podyplomowe. I oto jestem w Tajpej, a zwiedzenie Narodowego Muzeum Pałacowego uważam za najważniejszy punkt programu pobytu na wyspie.
 
Otaczanie się zbytkiem, gromadzenie skarbów i pięknych przedmiotów, było czymś oczywistym dla cesarzy Chin. Równych bogom, ale przecież ważniejszym od nich, bo mającym realny wpływ na losy poddanych. A w okresie 6 tysięcy lat istnienia kultury chińskiej powstały niezliczone dzieła sztuki, rzemiosła artystycznego, o rękopisach i słynnej sztuce kaligrafii oraz księgach nie wspominając.
 
Szczególne zasługi w świadomym gromadzeniu zbiorów miał najdłużej (żył w latach 1711-1799, władzę sprawował w latach 1736-1795) panujący cesarz Qianlong. To on założył muzeum ostatniej dynastii – Qing, zbiory którego wzbogacali jego następcy. Były to prywatne kolekcje władców, których fragmenty mogli oglądać naprawdę nieliczni.
 
Przy czym trafiały do nich nie tylko rzeczy cenne ze względu na materiał, z których zostały wykonane, lub artyzm, ale także po prostu niezwykłe. Chińczycy zawsze byli i nadal są mistrzami kopiowania. Najcenniejsze były więc dla nich przedmioty nie tylko piękne według tamtejszego i ówczesnego poczucia estetyki, ale nie do skopiowania. O paru niezwykłych przykładach napiszę za chwilę.
 
Po upadku cesarstwa i powstaniu w 1911 roku Republiki Chińskiej skarby i zbiory gromadzone w pałacu cesarskim w Zakazanym Mieście w Pekinie stały się – szczegóły pomijam – własnością narodu. W 1925 roku trafiły one do utworzonego wówczas Narodowego Muzeum Pałacowego. Przechodziły różne losy podczas wojny chińsko – japońskiej, a następnie domowej między nacjonalistami z Kuomintangu dowodzonymi przez Czang Kai-szeka i komunistami Mao Tse-tunga.
 
Część zaginęła, ale ogromna większość, łącznie ponad 680 tysięcy (!!!) eksponatów została wywieziona przez wycofujących się nacjonalistów na Tajwan. Historia tego exodusu skarbów mogłaby stać się zapewne tematem nie jednego sensacyjnego filmu.
 
Wspomnę tylko, iż zbiory zostały tak znakomicie zapakowane w skrzynie, że podobno ani jedna sztuka nawet najbardziej kruchej porcelany i innych delikatnych przedmiotów nie została uszkodzona. Skarby te są eksponowane w specjalnie na ten cel wybudowanym w Tajpej, na zboczu jednego ze wzgórz i obok dwu parków: Zhide i Zhishan, dużym kompleksie Narodowego Muzeum Pałacowego.
 
Nawiasem mówiąc niedawno, w związku z jubileuszem 100-lecia powstania Republiki Chińskiej, gruntownie przez 10 lat przebudowywanym i modernizowanym. Określenie „eksponowane”, którego użyłem, jest grubo na wyrost. W ekspozycji zmienianej co 3 miesiące z wyjątkiem kilku najcenniejszych, czy raczej najsławniejszych eksponatów, równocześnie znajduje się zaledwie… 1 procent zasobów tego muzeum.
 
Stale rosnących dzięki darowiznom. Jest to największe na świecie muzeum sztuki chińskiej. Obok ekspozycji głównej, systematycznie zmienianej gruntownie, w 10 salach zorganizowano jubileuszową wystawę „Splendid Treasures” – 100 najcenniejszych muzealnych eksponatów. Jej folder reprodukuję. Zainteresowanie zarówno nią, jak i pozostałymi zbiorami jest ogromne.
 
Muzeum jeszcze przed otwarciem we wrześniu ub. roku tej wystawy odwiedzało po 3,5 mln osób rocznie. Po odliczeniu dni kiedy jest ono nieczynne, ( niedziele i święta państwowe ), wypadało średnio po około 11 tys. osób dziennie. Obecnie są to jeszcze większe tłumy.
 
Być może, chociaż nie jest to pewne, gdyż coraz liczniej przyjeżdżają na Tajwan Chińczycy z CHRL, a wiadomi ilu ich jest, tłok ten chociaż trochę rozładowany zostanie w 2015 roku, gdy otwarte zostanie drugie, budowane NPM. Eksponatów wystarczy jeszcze dla niemal stu podobnych. Na razie grupy wpuszczane są kolejno do poszczególnych sal znajdujących się na czterech poziomach tego gmachu.
 
Każdy zwiedzający otrzymuje słuchawki aby mógł słyszeć – o ile to w ogóle jest możliwe w tym gwarze – tylko własnego przewodnika dysponującego nadajnikiem z mikrofonem. Konieczność dostosowania muzeum do takiej frekwencji spowodowała… zmniejszenie liczby lub wielkości sal ekspozycyjnych na rzecz poszerzenia korytarzy i miejsc ogólnie dostępnych. Ale nie tylko.
 
Również zasadniczą, budzącą kontrowersje, bo rzeczywiście fatalną, zmianę sposobu prezentowania zbiorów oraz drastycznego ograniczenia liczby eksponatów. Uprzednio była ona historyczną: według kolejności epok i dynastii. A w ich ramach np. rękopisy, kaligrafia, jadeity, brązy, porcelana, malarstwo, rzeźba, stroje itp. Obecnie ekspozycja jest tematyczna.
 
W rezultacie tego np. wspaniałe naczynia z brązu z XIII – XII czy VIII w przed n.e. sąsiadują z wyrobami z okresu średniowiecza, czy czasów nowożytnych. Zamiast jak było jeszcze niedawno, twierdzą ci, którzy znali wcześniej ekspozycję, pełniejszej prezentacji chronologicznej pozwalającej dostrzec zachodzące zmiany stylów czy techniki wykonania dzieł, powstała monotematyczna sieczka.
 
I np. obok instrumentów muzycznych z IX w. p.n.e. (!!!), obejrzeć można niemal współczesne. Z nefrytowymi dyskami, toporkami, nożami, cesarskimi zbrojami sprzed 2,5 i więcej tysięcy lat sąsiadują figurki z tego kamienia nawet z XX wieku. To tylko przykłady. Przy czym wystawionych eksponatów poszczególnych rodzajów i z różnych epok jest zdecydowanie mniej.
 
Dzięki temu – i o to zapewne chodziło – „przepływ” zwiedzających jest szybszy. O fotografowaniu czegokolwiek, nawet replik i kopii dzieł oraz zwykłych pamiątek sprzedawanych w ogromnym muzealnym sklepienie, ma nawet mowy. Zakaz jest rygorystycznie przestrzegany. Z rozrzewnieniem wspominałem, jak w muzeach Kunmingu, Chengdu, Kantonu, Pekinu, Szanghaju, Xianu i innych chińskich miast swobodnie fotografowałem to co chciałem.
 
Ale pomimo tych krytycznych uwag na temat nowej ekspozycji Narodowego Muzeum Pałacowego w Tajpej, obejrzałem w nim skarby przyprawiające, przynajmniej mnie, o zawroty głowy. Szczególnie bowiem lubię i cenię brązy, ładną ceramikę, rzeźby, piękne dzieła rzemiosła artystycznego itp. A niekoniecznie złoto wysadzane perłami, brylantami i innymi drogocennymi kamieniami.
 
Oglądając, niestety w pośpiechu, bo takie tempo narzuca organizacja zwiedzania, podstawową ekspozycję tego muzeum, notowałem to, co najbardziej zwracało moją uwagę. Brązowe, wspaniale zachowane naczynia z IX w p.n.e. wkładane z żywnością do grobów bogatym zmarłym.
 
Tradycyjne instrumenty muzyczne też z IX w p.n.e.: drewniana konstrukcja z systemem nawet do 50 dzwonów i dzwonków, co pozwalało osiągać wspaniałe efekty muzyczne. Ewolucja chińskiego znaku oznaczającego człowieka: chodzenie, noszenie ciężarów itp. Kolekcja nefrytów. Skały, dodam, uważanej u nas za dosyć pospolitą, a niezwykle cenioną w Chinach ze względu na jej jakoby magiczne właściwości i – nie wiem na ile aktualne przekonanie, że konserwują zwłoki.
 
Np. niektórych władców chińskich chowano w pancerzach z nefrytu, których wykonanie – trzeba było przecież dobrać setki pasujących do siebie twardością i kolorystyką kamieni oraz obrobić je – trwało nawet po 50-60 lat! Przy czym cena nefrytu nadal zależy od stopnia jego rodzaju i barwy – najdroższy jest niebieski oraz zielony. I może wahać się od 1 nawet podobno do 10.000 dolarów za wykonaną z niego figurkę czy inny przedmiot.
 
Czytam w pisanych w muzeum na gorąco notatkach: dysk sprzed 2,5 tys. lat. Miecz, toporki, noże, figurki, ozdoby. Kolekcja cesarskich zbroi. Brązowe figurki religijne, zwłaszcza Buddów, bardzo trudne do określenia daty powstania. Ocenianych na X-XIII w., ale najstarsza datowana z roku 477. Ceramika z prywatnych darów dla muzeum. Głównie przedmiotów małych, n.p. kałamarzy, przyborów do kaligrafii, pieczątek.
 
W kolekcji sztuki słynny, długi na kilka metrów obraz przedstawiający obchody jakiegoś święta. Z widokiem miasta i domów, ludzi różnych zawodów w ich ówczesnych strojach, jedzenia które spożywali itp. Powstał on w XII wieku, stanowi nieocenione źródło tamtej epoki. Przy czym był wielokrotnie kopiowany, a ten zachowany, najstarszy obecnie egzemplarz, pochodzi z XVI w.
 
I inne malowidło – Gibbony na jedwabiu z roku 960, z okresu dynastii Sun. Naczynia, także do gotowania, niektóre z przykrywkami, pięknie zdobione, z uchwytami, z XII-X w p.n.e. Hełm z VIII w p.n.e. Naczynia w kształcie zwierząt z IV w p.n.e. Niezwykle rzadkie stare przedmioty datowane. Brązy – inskrypcjami, ceramika adnotacjami malowanymi lub rytymi na dnie przed jej wypaleniem.
 
Słynna chińska kaligrafia: kilkadziesiąt rodzajów pisma, najstarsze z roku 1140. Odbitki na papierze ryżowym ( to przecież Chińczycy wynaleźli papier ) inskrypcji wyrytych na kamieniu. Ciekawa informacja: przeciętny „piśmienny” Chińczyk jest w stanie odczytać poezję z XI w. Rzeźby nagrobkowe i polichromowane przedmioty z glinki wkładane do grobów.
 
M.in. słynne Panny z okresu dynastii Tang (VII-X w.). Kolekcja porcelany cesarza Qianlonga (1736-1795), głównie z XVII w, ale również z XI-XII oraz najcenniejszej z okresu dynastii Ming (1368-1644). Przy czym egzemplarze tak wspaniale zachowane, bez najmniejszej rysy, plamki, nie mówiąc już o obtłuczeniach, jak gdyby przed chwilą wyszły z pieca i trafiły tu po bardzo dokładnej kontroli jakości.
 
Wśród innych przedmiotów porcelanowa … poduszka do spania (oparcie dla szyi) w ówczesnych fryzurach z kokami. O kształcie leżącego na brzuchu dziecka, z XI-XII w. – z okresu północnej dynastii Song. Tak niezwykła, że reprodukuję ją z muzealnego folderu.
 
 
Jak już wspomniałem, 100 eksponatów uznanych za najcenniejsze zaprezentowano na wystawie 100-lecia Republiki. Niektóre powtarzają oglądane już w podstawowej ekspozycji. Oczywiście nie są to te same, gdyż to niemożliwe, ale inne, bardzo podobne egzemplarze. Np. wspomniana już porcelanowa poduszka do spania.
 
 
 
Obok niej, równie idealnie zachowany, glazurowany basenik z tego samego okresu XI-XII w. Mydelniczka z 618 roku. Glazurowany ceramiczny dzbanek z czasów dynastii Ming datowany na odwrocie dna. Wyrzeźbiona w kości słoniowej 9-piętrowa wieża. Słynne chińskie kule – po kilka jednej w drugiej – rzeźbione w jednym kawałku kamienia lub drewna bez jego rozcinania.
 
 
 
Nieprawdopodobnie wspaniale zachowane brązy z okresów dynastii: Xia (2205-1766 r. p.n.e.), Shang (1766-1122 – lub 1027 r. p.n.e.) i Zhou (1027 – lub 1122-256 r. p.n.e.), nie mówiąc już o późniejszych oraz ze znakami datującymi. Zbiór miarek do ryżu z roku… 477 n.e. Stare księgi i rękopisy, kroniki dynastyczne cesarzy, najstarszy słownik.
 
Zabytkowe chińskie mapy, wśród nich Żółtej Rzeki. Przepiękne przykłady kaligrafii, która przecież w Chinach uważana była i jest za rodzaj sztuki. Cesarskie czapki – korony wyszywane ogromnymi perłami. Biżuteria. Kolekcja cennych skrzyneczek do przechowywania skarbów cesarzy oraz ich przenośnych ołtarzyków.
 
Niezwykle oryginalne dary dla cesarzy, m.in. od będących ich wasalami dalajlamów. Ale i ciekawostki, np. maleńka łódka precyzyjnie wyrzeźbiona w cennym drewnie, którą oglądać można tylko pod lupą. Figurki ptaszków i zwierząt. A to tylko przykłady.
 
Najsmakowitsze ze względu na ewentualne skojarzenia, naprawdę uważane za najcenniejsze skarby w tych ogromnych zbiorach, trochę szokujące są dla ludzi z innych kręgów kulturalnych. Pierwszy z nich, reprodukowany wszędzie, to około 18-20 cm wysokości…kapusta pekińska z nefrytu z siedzącym na niej pasikonikiem, na jadeitowej podstawie.
 
Wyrzeźbiona precyzyjnie w tak niezwykłym kolorystycznie kamieniu. Od dołu niemal biała, w górze – tak jak to warzywo – zielona. Z również naturalnej barwy pasikonikiem. Reprodukuję ją z muzealnej ulotki, niestety jednobarwnej. Drugi podobny skarb, to również wyrzeźbiony w niezwykle wiernie dobranym nefrycie, kawałek… słoniny z grubą skórą, na złotej podstawce.
 
Rzeczywiście nikt inny takich skarbów mieć nie mógł. Znalezienie podobnych kawałków kamienia i powtórzenie tych rzeźb graniczyłoby z cudem. Cóż wobec nich znaczyły dla władców ówczesnych Chin skrzynie pełne złota, pereł czy najdroższych kamieni szlachetnych? Każdy mając odpowiednią ilość pieniędzy mógłby je posiadać.
 
Ale takiej, nefrytowej kapusty pekińskiej czy kawałka słoniny tak wiernie wykonanych, że aż proszących się o skosztowanie – nikt inny poza cesarzem! Narodowe Muzeum Pałacowe ma, poza salami ekspozycyjnymi i ogromnymi, klimatyzowanymi magazynami wykutymi w skałach przylegającej do niej góry, także zaplecze dla zwiedzających.
 
Audytorium multimedialne, odrębny duży kompleks budynków administracji, biblioteki, warsztatów. Oczywiście także restauracje, kawiarnie, wspomniany duży sklep, służbę dla niemowląt i dzieci, system ułatwień w poruszaniu się osób niepełnosprawnych.
 
Jedynym miejscem wewnątrz, w którym wolno fotografować, jest hol na paterze, z wielką rzeźbą pierwszego prezydenta Republiki Chińskiej, Sun Jat-sena. Niemal bez przerwy oblężoną przez tłumy ludzi pragnących się przy niej sfotografować. Na zewnątrz gmachu można to robić bez ograniczeń… Zbiory są rzeczywiście oszołamiające.
 
Ale już zwiedzając muzeum czułem narastający niedosyt i rozczarowanie, które po wyjściu na zewnątrz pogłębiło się. Spodziewałem się, oczekiwałem wręcz, czegoś więcej. Pełniejszej, bardziej sensownej ekspozycji. Możliwości oglądania tych skarbów w spokoju – tak jak w chińskich muzeach kontynentalnych. Nie zaś w tłumach, pośpiechu, niemal gonitwie z jednej sali do drugiej. Pomimo tego dyskomfortu, dla obejrzenia tych zbiorów warto jednak było przylecieć na Tajwan.
 
Zdjęcia autora.