BIRMA: BAŚNIOWE SANKTUARIUM

Złotą Stupę Szwe Dagon – (Shwedagon Paya) typu zedi – w kształcie odwróconego kieliszka ze szpiczastym zakończeniem wychodzącym z dużej kuli i zakończonym mniejszą, widać z odległości kilku kilometrów.
 
Nawet z obrzeży do niedawna stołecznego Rangunu. Mimo iż ma tylko 98,6 m wysokości. Wzniesiono ją jednak na niewielkim wzgórzu.
 
Pokryta jest 13.153 płytkami złota o łącznej wadze 53 ton (!!!). A kula na szczycie jej iglicy inkrustowana 4.351 diamentami ważącymi w sumie ponad 1800 karatów, z których największy ma ich 76. I niezliczonymi rubinami, szmaragdami, szafirami i topazami. W promieniach słonecznych, ale także w nocnym oświetleniu, daje więc wspaniałe odblaski.
 
 
 
Stupa ta jest największą i najstarszą budowlą ogromnego, baśniowego wręcz sanktuarium buddyjskiego. Najświętszego miejsca dla Birmańczyków, z których każdy powinien, a przynajmniej marzy o tym, chociaż raz w życiu odbyć do niej pielgrzymkę. Jest to największy czynny zespół sakralny jaki znam nie tylko z pobytów na pięciu kontynentach.
 
Składa się bowiem z 82 budowli, w tym 59 opisanych na jego planie: mniejszych stup, pagód, kaplic, sal modłów, pawilonów oraz niezliczonych posągów i rzeźb, o detalach architektonicznych nie wspominając. Wyglądają one jak powiększone niekiedy setki, nawet tysiące razy dzieła niezwykle utalentowanych jubilerów. Już tylko po to, aby móc je zobaczyć, warto przylecieć do Birmy.
 
A przecież zasadnie nazywają ją krajem 100.000 stup. W którym są także niezliczone pagody, nie mówiąc już o klasztorach, posągach Buddy i innych świętych mężów oraz miejscach kultu. Wiele z nich jest przepięknych oraz cennych z historycznego i architektonicznego punktu widzenia. Ale Szwe Dagon jest tylko jedna. Niepowtarzalna, wspaniała, wręcz oszałamiająca.
 
Jak opowieść z najpiękniejszej wschodniej baśni. Wiadomo, że to wokół tej stupy powstała osada Dagon, później miasto, które stało się dziś 5-milionowym Rangunem i na prawie 120 lat stolicą Birmy. I nadal największym jej miastem oraz ośrodkiem gospodarczym. Ale początki Szwe Dagon są przedmiotem sporów. Według legendy stupa ta ma 2,5 tys. lat.
 
Zdaniem archeologów wzniesiono ją nie wcześniej niż w VI, ale najprawdopodobniej dopiero w X wieku n.e. Przy czym obecną postać otrzymała w XV w czasach królowej Shinsanbu. Poczynając od 1769 roku, gdy jej renowację przeprowadził król Hsinbyushin. Była bowiem wielokrotnie, zarówno wcześniej jak i później, grabiona przez najeźdźców – bliższych i dalszych sąsiadów.
 
Ale również, w 1612 roku, przez portugalskiego awanturnika Philipa De Brito. Jak łakomy kąsek stanowiła może świadczyć fakt, że wspomniana królowa Shinsanbu ofiarowała na pokrycie tej stupy tyle złota, ile sama ważyła. Zaś jej zięć dorzucił jeszcze równowartość wagi jego żony Dhammazedi oraz czterokrotność własnej.
 
Rabusie nie byli w stanie zagrabić wszystkiego. Wysokie części stupy zawsze były trudno dostępne. Ponadto według legend i przekazów ogromne skarby kryją się w jej wnętrzu. Chociaż oprócz złota i drogich kamieni, najcenniejszym tutejszym skarbem jest 8 włosów samego Siddhartha Gautamy Buddy. Który według legendy miał je ofiarować za otrzymane ciasteczka ryżowe.
 
Sposób w jaki ten dar z VI w p.n.e. trafił do przyświątynnej osady nad rzeką Yangon, też osnuty jest legendami. Współcześnie Szwe Dagon Pagoda o obwodzie 460 metrów, otoczona 64 mniejszymi stupami i dużą marmurową platformą oraz cały otaczający ją zespół sanktuarium, położony jest niemal w środku miasta.
 
Chociaż blisko 2 km na północ od jego obecnego centrum i prawie 3 km od brzegu rzeki Rangum (Yangon). Zajmuje spory prostokąt otoczony murami. W jego pobliżu jest duży Park Ludowy utworzony na miejscu wyburzonych w 1985 roku slumsów. Spośród czterech wejść – po jednym z każdej strony świata – głównym jest południowe, od Shwedagon Pagoda Road.
 
Strzegą go dwa ogromne, około 8-metrowej wysokości posągi legendarnych pół lwów – pół smoków. A także siedzący Strażnicy Świątyni ciemno zielonego koloru, zdobieni złotymi detalami. Już przed wejściem na schody wiodące do wysokiej i szerokiej hali – galerii z długim ciągiem sklepów, trzeba zdjąć buty. Miejsca kultu w Birmie zwiedza się bowiem boso. I to dosłownie.
 
O skarpetkach nie może być nawet mowy. I to cały „święty” obszar, a nie tylko otoczenie stup, wnętrza pagód, sal modłów itp. Obowiązuje to nie tylko pielgrzymów, ale również turystów. W Szwe Dagon wszędzie są gładkie płyty lub stopnie schodów. Ale w innych obiektach sakralnych – nie dotyczy to chrześcijańskich, np. katedry rzymsko-katolickiej św. Marii – Saint’s Mary w Rangunie.
 
Boso trzeba chodzić także po, nierzadko, ostrym żwirze, ruinach itp. Inaczej nie da się jednak poznawać tego, co w Birmie jest najciekawsze. Z rozległego przejścia wychodzę na zespół wewnętrznych dziedzińców sanktuarium. Na wprost świątyni jednego z Buddów – Oświeconych, Konagamana Shrine. Za nią dopiero znajduje się słynna i najważniejsza Złota Stupa Szwe Dagon.
 
Otoczona, jak już wspomniałem, małymi stupami – kapliczkami z licznymi posągami buddów, figurami i zdobieniami. A w drugiej linii także prostymi, wysmukłymi okrągłymi stupami osadzonymi na sześciobocznych, wspinających się do góry jak schody podstawach. I jedne i drugie są złocone. Nagle znajduję się w otoczeniu dziesiątków baśniowych obiektów kultu.
 
Przed kapliczkami i posągami wierni zapalają świece lub kadzidełka, składają kwiaty i owoce. Z ozdobnych studni nalewają do kubków wodę i polewają nią figury. W wielu miejscach, zarówno wewnątrz hal modlitewnych z ołtarzami i rzeźbami buddów, jak i na placykach przed nim, jedni wierni modlą się żarliwie. Inni po prostu siedzą w cieniu, niektórzy jedzą, zajmują się dziećmi.
 
Przychodzą tu także matki z niemowlętami. Gdy na niezajętych modlitwą zwraca się uwagę, uśmiechają się życzliwie. Chętnie pozwalają się fotografować, z dumą pokazują swoje dzieci. Jednej z matek pary bliźniąt – osesków, robię całą serię zdjęć. W innym miejscu kilkuletnia dziewczynka z ojcem na widok obiektywu samorzutnie wstaje i zaczyna pozować jak urodzona modelka.
 
Pielgrzymów, a także turystów z różnych krajów, widzę sporo. Ale miejsca w sanktuarium jest tak dużo, że w dzień powszedni nie ma nawet śladu tłoku. W cieniu kolumn jednej z pagód medytują starzy mnisi. Młodzi, a bywają także zaledwie kilkuletni, przechadzają się, modlą, a niektórzy – jest gorące południe – nawet śpią tuż pod ołtarzami i posągami Oświeconego.
 
Wszyscy – wierni i turyści – których obserwuję, a wielu fotografuję z daleka, zachowują powagę należną temu miejscu. Ale widać, że poza aktualnie modlącymi się, są „na luzie”. Rozmawiają, coś czytają, dzieci spokojnie bawią się, piją wodę z nowoczesnego saturatora, jedzą. To ogromne pole obserwacji zachowań ludzi w najświętszym dla Birmańczyków miejscu.
 
Staram się jednak przede wszystkim jak najwięcej zobaczyć i sfotografować także tutejszych budowli i ich detali architektonicznych, figur oraz posągów. A jest ich, jak już wspomniałem, mnóstwo i to wspaniałych. Oprócz głównej, Złotej Stupy, w północno-wschodniej części kompleksu stoi znacznie mniejsza, też otoczona kaplicami, stupa Golden Elder.
 
W zachodniej zaś, niewielka Ósmego Dnia – Eight Day – buddyjski tydzień ma 8 dni. W jej sąsiedztwie, w specjalnej budowli, słynny 23–tonowy Maha Ganda Bell – XVIII-wieczny dzwon. Z ciekawą historią. Brytyjczycy próbowali go wywieźć w 1825 roku podczas pierwszej wojny angielsko-birmańskiej, ale wpadł im do rzeki Rangun.
 
Birmańczycy wydobyli go, podobno tylko za pomocą bambusowych prętów, i przywrócili na dawne miejsce. Wśród budowli sanktuarium odmienną architekturą wyróżniają się zwłaszcza dwie. Jedna to świątynia w stylu indyjskim wzorowana na Mahabodhi z Bodhgaya w Indiach. Druga – chińska sala modłów – ozdobiona jest smokami.
 
Uwagę w tym wspaniałym sanktuarium przyciąga oczywiście duży posąg Buddy z polerowanego złota. Ale również niezliczone mniejsze rzeźby, figurki. Np. lwów-smoków, lwic z kobiecymi głowami w tradycyjnych birmańskich, szpiczastych nakryciach głowy, białych słoni itp.
 
Wśród tutejszych budowli są też małe planetaria do obserwacji ruchów Słońca, Księżyca oraz planet: Jupitera, Merkurego, Marsa, Saturna i Wenus. Ciekawostkę stanowi, wciśnięty między stupy i pagody w północno-zachodniej części kompleksu, zespół warsztatów tkackich. Pracują w nich kobiety posługując się tradycyjnymi urządzeniami.
 
Jako jedne z najnowocześniejszych technicznie urządzeń, do motania przędzy wykorzystuje się ręczny napęd starych rowerów. Koniecznie trzeba zajrzeć do tutejszego muzeum w jednym z pawilonów i obejrzeć eksponowane w nim liczne dokumenty oraz zdjęcia i plakaty. Zarówno historyczne, przedstawiające ważne wydarzenia z przeszłości, jak i poszczególnych budowli oraz ich fragmentów z różnych okresów.
 
Na jednym z plakatów widzę sfotografowaną z lotu ptaka niewielką, jak wydaje się z dołu, kulę na strzelistym szczycie iglicy Złotej Stupy. Oryginał można oglądać za niewielką opłatą przez specjalny teleskop. Lub tak jak zrobiłem to ja, sfotografować teleobiektywem.
 
Dopiero w ten sposób widać jak przepięknie jest zdobiona złotymi smokami i chorągiewkami, a także setkami – jest ich podobno 1500 – małych złotych i srebrnych dzwonów. To właśnie ta kula pokryta jest największą ilością brylantów i kamieni szlachetnych, chociaż nie brak ich również na wielokrotnie większej, stanowiącej podstawę tej iglicy.
 
Ją ozdobiono 1100 diamentami o łącznej wadze 278 karatów oraz 1383 innych kamieni szlachetnych. Pagoda Szwe Dagon jest tak wspaniała, że jej replikę nazwaną Uppatasanti Pagoda zbudowano w nowej, od 2005 roku, położonej w centrum kraju, stolicy Nay Pyi Taw.
 
Oglądając ranguńskie sanktuarium oraz jego wspaniałe budowle i ich detale, w niektóre miejsca wracałem kilkakrotnie. Po to aby spojrzeć na nie i sfotografować pod innym kątem, w zmienionym oświetleniu, lub z odmiennej perspektywy. Bo zachwycać się nimi można nieskończenie. Bez przerwy odkrywając coś nowego i fascynującego.
 
Niestety nie mogłem poświęcić na to zbyt wielu godzin, gdyż w Rangunie jest jeszcze przynajmniej kilka innych obiektów i miejsc zasługujących na poznanie.
 
A i wychodząc z kompleksu trzeba przynajmniej rzucić okiem na tysiące pamiątek oraz innych artykułów oferowanych w niezliczonych sklepach w galeriach wejściowych.
 
Zdjęcia autora