MAKAU: JASKINIA HAZARDU NAD RZEKĄ PERŁOWĄ

W określeniu tym jest trochę przesady. Hazardowi w Makau (Macao) , byłej kolonii portugalskiej w Chinach, a od 1999 Specjalnego Regionu Administracyjnego ChRL, daleko jest bowiem w tej dziedzinie do skali Las Vegas w USA.
 
Bije jednak chyba na głowę zarówno np. Monte Carlo w Monaco, jak i Sun City w RPA. Faktem jest, że turystyka i hazard zarówno w kasynach gry, jak i na wyścigach konnych, samochodowych i psich, stanowi ponad 50% tutejszego PKB i przynosi 70% wszystkich dochodów rządu.
 
Maleńki obszar, niespełna 30 km², zamieszkany przez niewiele ponad pół miliona ludzi, w roku 2010 odwiedziło blisko 25 mln turystów. W 80% z Chin kontynentalnych i Hongkongu. Zostawiając za usługi turystyczne niemal 17 miliardów dolarów amerykańskich.
 
 
W gospodarce Makau poza branżą hotelarsko – turystyczną z bogatą, dodam, i różnorodną gastronomią, liczy się jeszcze tylko bankowość i usługi finansowe. W przemyśle zaś produkcja odzieży i tekstyliów nie tylko na rynek lokalny, ale przede wszystkim eksport. Do Makau najłatwiej jest dotrzeć z Hongkongu.
 
Zarówno ze względu na tylko około godzinny rejs promem lub jeszcze krótszy wodolotem, jak i ruch bezwizowy w obu specjalnych regionach dla turystów z Polski i pozostałych krajów UE. Można również wjechać lądem – tą drogą tu dotarłem, wracając przez Hongkong – z Chin kontynentalnych.
 
Od strony odległego o 150 km Kantonu, przez przejście na granicy ze specjalna strefą ekonomiczna Zhuhai. Wymaga to jednak przesiadki i przejścia z bagażami przez terminal. Są też, znacznie droższe, połączenia helikopterowe, zaś z bardziej odległych stron, lotnicze.
 
MAŁY PÓŁWYSEP I DWIE WYSEPKI
 
Makau położony jest bowiem na niewielkim – ma zaledwie 9,3 km² – półwyspie, który w przeszłości, do czasu aż mielizna przekształciła się w przesmyk, był wyspą. Z jednej strony otaczają go wody ujścia – estuarium Rzeki Perłowej, z drugiej odnogi rzeki Xi.
 
Pozostałe części regionu, połączone z półwyspem groblą i mostami wyspy Coloane (8 km²) i Taipa (6,3 km²) oraz osuszony obszar Cotai, leżą na Morzu Południowo - chińskim. To „wyrywanie lądu morzu” jest, dodam, sposobem na niewielkie chociażby powiększenie obszaru Makau, najgęściej zaludnionego na świecie.
 
Jego historia, a nazwa Makau, po portugalsku Macao, wywodzona jest od zatoki Ah Ma-Gau, co znaczy Miasto Boga lub od świątyni A-Ma wzniesionej w połowie XV w ku czci patronki rybaków i żeglarzy, bogini Mazu. Z kilku innych lokalnych nazw, współczesna chińska Aomen – Bramy Zatoki, po raz pierwszy zapisana została w 1564 roku. Dzieje tego skrawka ziemi sięgają okresu panowania dynastii Qin (221-207 r. p.n.e.).
 
Przez wieki była to tylko mała osada zmieniająca przynależność do lokalnych jednostek administracyjnych. Zmieniać się to zaczęło dopiero od przybycia w I połowie XVI w. żeglarzy portugalskich. Nie wnikając w szczegóły wspomnę tylko, że nie zajęli oni Makau siłą. Najpierw, za pomoc w oczyszczeniu okolicznych wód od piratów, otrzymali w 1535 r. prawo do kotwiczenia w tamtejszych portach i prowadzenie handlu.
 
W 1557 założyli stałą osadę płacąc czynsz dzierżawny w srebrze, a w 1887 r. podpisali układ z Chinami uzyskując do półwyspu oraz obu wspomnianych wysp prawo „wieczystego posiadania”. Z którego – to znowu długa i dosyć złożona historia – Portugalia zrezygnowała w 1999 roku, a jej była kolonia na pół wieku uzyskało obecny status.
 
FORTY, ŚWIĄTYNIE, HOTELE…
 
W okresie kolonialnym powstały więc wszystkie, nieliczne zresztą, tutejsze zabytki. Trzy forty, świątynie, gmachy publiczne, stare części miasta, hotele, kasyna itp. Najwyżej położona jest, w północnej części miasta, Fortaleza de Mong – Ha. We wschodniej – Fortaleza da Guia, fort zbudowany w 1637 r., a obok niego w 1835 r. latarnia morska.
 
Na jej szczyt można zarówno wejść jednym ze szlaków turystycznych, jak i wjechać kolejką linową. Najciekawszy jest jednak fort centralny – Fortaleza do Monte zbudowana w 1616 roku na wzgórzu pośrodku półwyspu. Z jej potężnych umocnień na murach których nadal stoją zabytkowe armaty roztaczają się piękne widoki na miasto, wyspy, ujście Rzeki Perłowej i morze. Nie była to twierdza tylko dla postrachu.
 
Istnienie portugalskiego Makau bardzo bowiem przeszkadzało w interesach innej ówczesnej potędze morskiej – Niderlandom. Wojny między nimi i Portugalią toczyły się więc tak daleko od tych niewielkich obszarowo macierzystych krajów europejskich. To dzięki tej fortecy odparty został m.in. atak wojsk holenderskich w 1622 roku. Miało to ogromne znaczenie, gdyż w jej obrębie znajdowała się pierwsza portugalska osada w Makau.
 
Obecnie w zboczu wzgórza, nad którym góruje ta forteca, znajduje się jedna z głównych tutejszych atrakcji, Muzeum Makau. Świetnie zaplanowane, nowoczesne, z windami i ruchomymi schodami wwożącymi zwiedzających na szczyt Fortaleza do Monte, prezentuje tutejsze życie Chińczyków i Portugalczyków na przestrzeni wieków.
 
Od przybycia w te strony pierwszych kupców i, oczywiście, spieszących do nawracania „pogan” jezuitów. Wspomnę, że rzymskokatolicką diecezję ustanowił tu papież Grzegorz XIII już w 1556 roku. Jeszcze przed uzyskaniem przez Portugalię prawa do założenia stałej osady.
 
ŚREDNIOWIECZNY SEJSMOGRAF, MAPY, PORCELANA I… MARIONETKI
 
W muzeum tym moją uwagę zwróciły miniatury europejskich i chińskich statków. XV- wieczny egzemplarz wynalezionego przez Chińczyków sejsmografu. Prezentacja południowego odcinka Wielkiego Jedwabnego Szlaku z Chin, przez Indie i Bliski Wschód – do Italii.
 
A także ekspozycje poświęcone religiom: buddyzmowi, konfucjanizmowi, chrześcijaństwu – z ich przedmiotami kultu i akcesoriami: figurkami, dzwonami, monstrancjami, świecznikami, szatami liturgicznymi itp. Z dużym zainteresowaniem obejrzałem również stare mapy, ilustracje, chińską porcelanę oraz teatrzyk marionetek.
 
Skoro o widokach z góry mowa, to najrozleglejsze są oczywiście ze szczytu 338 metrowej wysokości Macau Tower. Szybko wjeżdżając na nią windami, można z tarasu lub restauracji o częściowo przeźroczystych podłogach zobaczyć w pogodny dzień nawet odległy o 60 km Hongkong.
 
Wieża ta proponuje również, chociaż tylko ludziom o wyjątkowo mocnych nerwach, bez lęku przestrzeni oraz z odpowiednim przygotowaniem alpinistycznym, szczególne atrakcje. Wspinaczkę po jej zewnętrznych ścianach, spacery po górnej krawędzi na wysokości 333 m i skoki na bungee. Większość turystów wybiera jednak zabytki i inne atrakcje na dole.
 
Urocze, przypominające w wielu fragmentach portugalskie i miasta i miasteczka, chociaż także z chińskimi domieszkami, jest zabytkowe centrum Makau. Wraz z ponad 20-ma zabytkami i placami od 2005 r. znajduje się ono na Liście Dziedzictwa UNESCO. Spacer ulicami i uliczkami wśród 2-3 piętrowych domów z balkonami i zewnętrznymi galeryjkami, między palmami, to świetny relaks.
 
Chociaż ciekawe są też większe gmachy zabytkowych hoteli i kasyn – zwłaszcza duży ich kompleks „Lisboa”, jak i nowoczesna architektura użytkowa. Szczególnie warte zobaczenia, i to zarówno w dzień, jak i w nocy jest Largo do Senado – plac Senacki, a także nabrzeżna Avenida de Praia Grande.
 
RUINAS DE SÃO PAULO
 
Zabytki sakralne związane są z kilkoma religiami. Najbardziej znanym, wręcz wizytówką promującą Makau na plakatach i w wydawnictwach, jest wspaniała fasada katedry São Paulo – Świętego Pawła. Świątynię tę zbudował w latach 1620 – 1627 japoński architekt – chrześcijanin, jeden z uciekinierów z ojczyzny przed prześladowaniami religijnymi.
 
Katedrą tą opiekowali się jezuici aż do wydalenia ich z kolonii w XVIII w. Później gmach służył jako koszary. W 1835 roku, podczas tajfunu, zniszczył go pożar. Ocalała tylko ta piękna fasada pozostawiona na pamiątkę i starannie zrewaloryzowana w latach 90-tych XX w. Zamykając prowadzące do niej wysokie schody, z prześwitami dawnych drzwi i okien, robi rzeczywiście wrażenie.
 
Znajdujące się za nią ruiny fundamentów zostały utrwalone i zachowane. W pobliskim muzeum eksponowane są obrazy, rzeźby, relikwie i różne akcesoria z kościołów Macau. Warte zobaczenia są również świątynie, kaplice i inne miejsca kultu pozostałych religii. Na wyspie Taipa wiernych i turystów przyciąga stara świątyńka tajska z posągiem hinduistycznego boga Wisznu o czterech twarzach.
 
Przemienionego w takiż… posąg Oświeconego też o czterech twarzach buddyjskiej świątyni. Maleńka, rozmiarów kapliczki, otoczona jest klęcznikami do modłów. I chociaż jest wiekowa, obecnie stoi na niewielkim skwerze obok wielopiętrowych, długich bloków mieszkalnych. Współczesne wysokościowce też niemal zaglądają do innej, znacznie większej świątyni taoistycznej z XVII w.
 
WYSTARCZĄ 2 - 3 DNI 
 
Przed jej ołtarzami niemal zawsze ktoś się modli, składa kwiaty, pali trociczki. Na wewnętrznym, zasnutym dymem kadzidła i świec dziedzińcu, ludzie stawiają, podobnie jak w cerkwiach prawosławnych, cieniutkie świeczki w dużym przeznaczonym na to podwójnie zadaszonym, rodzaju kaplicy z brązu. Koniecznie trzeba też zobaczyć nowe i nowoczesne Fisherman’s Wharf – Nabrzeże Rybackie.
 
Duży kompleks wybudowany na terenie wydartym morzu, z centrum handlowym i rozrywkowym, m.in. sztucznym wulkanem wybuchającym w nocy, z… kolejką górską wewnątrz, miniaturami części świata, portem jachtowym itp. Wart uwagi jest podobno również – ale zobaczyłem go tylko z okien autobusu – dawny cmentarz protestancki. Koniecznie natomiast trzeba „zaliczyć” tutejszą gastronomię.
 
Ze słynną kuchnią łączącą m.in. elementy smakowe oraz receptury chińskie i portugalskie. Restauracje, bary, knajpki itp. są tu zresztą na każdym kroku, poczynając od chodników ulic centrum. Jeżeli jest się więc gdzieś w tej części świata, warto wpaść również do Makau. Wystarczy na krótko, 2-3 dni, aby zobaczyć wszystko co istotne, posmakować ciągle dosyć niezwykłej atmosfery tej byłej kolonii oraz tutejszej kuchni. Jest to jednak miejsce dosyć drogie, gdyż należy do grona najzamożniejszych na świecie.
 
Do grania w karty, ruletkę, na automatach w kasynach, czy korzystania z wspomnianych już wcześniej innych rodzajów głównej tutejszej specjalności – hazardu nikogo jednak nie zachęcam. Chyba, że ktoś ma zbyt dużo pieniędzy do pozbycia się. Tak jak niektórzy nagle wzbogaceni milionerzy i miliarderzy z Chin kontynentalnych, którzy przyjeżdżają tu głównie w tym celu, bo u siebie nie mają tego rodzaju legalnych możliwości.
 
Zdjęcia autora.

Stowarzyszenie Dziennikarzy Podróżników GLOBTROTER

Booking.com