W sercu świata Majów

W sercu świata Majów


Gwatemala nazywana bywa kwintesencją Ameryki Środkowej: wulkany są tu najwyższe i najbardziej aktywne, trzęsienia ziemi najbardziej niszczące, a ruiny świątyń Majów najciekawsze.

Tu też najłatwiej można spotkać potomków Majów - władców tych ziem przed przybyciem hiszpańskich konkwistadorów.
 

W woni kadzideł
Przygodę z tym krajem rozpoczęłem w Chichicastenango. To ciche, pełne sennego spokoju miasteczko wybucha
życiem w czwartki i niedziele, kiedy tysiące Indian z okolicznych górskich wiosek przybywa na targ. Na każdym kroku czuć wtedy atmosferę mistycyzmu, w której wierzenia i obrzędy pogańskie mieszają się z chrześcijańskimi.
Schody przed kościołem Indianki wykorzystują do odprawiania pogańskich obrzędów. Wszędzie można kupićgwatemala kadzidła i świece o kształcie dowolnej części ciała. Podobno pomagają wyleczyć rękę, nogę, przeganiają choroby i złe duchy...
Ale przed świątynią sprzedają także inne towary. Najpiękniejsze są ręcznie haftowane tkaniny w kolorze ochry i oryginalna ceramika. Te cuda można kupić za kilka dolarów. Najchętniej zabrałbym wszystkie -tylko jak je dowieźć do Polski. Dlatego kupiłem tylko jedną narzutę.
Gwatemala jest sercem świata Majów. Ich potomkowie stanowią prawie połowę mieszkańców kraju. W większości są katolikami, ale część nadal kultywuje stare zwyczaje. Liturgia katolicka miesza się z ceremoniałem pogańskim. Kraj wycieńczony 30-letnią, zakończoną niedawno, wojną domową jest biedny i zaniedbany. Połowa ludności to analfabeci. Dla turystów ma to swoje dobre strony -jest tam bardzo tanio. Na obiad pojechałem do miejscowości Panajachel, do restauracji nad malowniczym jeziorem Atitlan. Po jego drugiej strome wznosi się nadal czynny wulkan, noszący taką samą nazwę.
Tajemniczy Tikai
Wielu gości ze świata przyjeżdża do Gwatemali tylko po to, by zobaczyć Tikal, jeden z największych i najstarszych ośrodków kultury Majów. By do niego dotrzeć, trzeba najpierw dostać się do Flores - osady, w której przed wiekami istniała twierdza Majów, zburzona przez Hiszpanów dopiero pod koniec XVII w.
Stamtąd samochodem ruszyłem w dżunglę. Wąska ścieżka wiodła wśród tropikalnych drzew, które -wydaje się - rosną tam nie bez przyczyny. Przewodnik zatrzymywał się co chwilę, zrywał liście i owoce, przekonywał, że zaparzone, żute lub gotowane leczą wiele chorób. W Gwatemali medycyna naturalna nadal jest bardzo popularna, a leki „z bożej apteki" potrafią rzeczywiście zwalczyć wiele dolegliwości. Roślinne wywary używane są przy problemach żołądkowych, przeziębieniach, a nawet impotencji czy bezpłodności.
Nagle przed moimi oczami ukazały się pierwsze kamienne budowle, schody, grobowce, piramidy. Tikal między IV i tikalX stuleciem naszej ery przeżywał szczyt rozwoju, by potem podzielić los innych miast Majów -opustoszał po odejściu ludności. Wspaniałe budowle wchłonęła dżungla.
Na przestrzeni wieków, co pewien czas, w kronikach, dziennikach i przekazach ustnych pojawiały się wzmianki o nich, jednak dopiero w 1844 r. do Tikalu dotarła grupa podróżników, wśród których znalazł się artysta Eusebio Lara. Uwiecznił na rysunkach charakterystyczne elementy architektury Majów. Za prawdziwego pioniera w odkrywaniu tego miejsca uważa się jednak Anglika Alfreda Percivala Maudsleya, który w latach 80. poprzedniego stulecia spenetrował budowle, sporządził ich dokładne plany i wykonał wiele fotografii.
W tropikalnej dżungli, na obszarze 16 kilometrów kwadratowych, rozrzuconych jest ponad 3 tys. budowli. Można się wśród nich poczuć jak badacz odkrywający tajemnice prekolumbijskiego świata.
Piramidy wznoszą się ponad sklepienie dżungli, poniżej małpy hałasują w koronach drzew, fruwają różnokolorowe ptaki. Jednak wspinanie się w upale na potężne piramidy wymaga niezłej kondycji.antiqua
Kolonialna perła
Tikal to nie jedyny gwatemalski skarb. Innym jest bez wątpienia l
antiquaeżąca 40 km od stolicy kraju - Gwatemala City-Antigua. Każdy, kto kiedyś trafi do tego kraju, powinien poświęcić choć jeden dzień na wypad do tego miasteczka, które w 1979 r. zostało wpisane na listę światowego dziedzictwa kulturowego UNESCO.
To kulturalna stolica kraju i jego najbardziej zachwycające i interesujące kolonialne miasto. Antigua powitała mnie deszczem. Stare mury ociekające wodą przybrały brunatną barwę.
Jego historia jest ściśle związana z kościołem. Świadczy o tym wiele budowli sakralnych. Na głównym placu znajduje się pałac arcybiskupi i katedra. Kościół wybudował tam wiele świątyń, klasztorów, szkół, a nawet uniwersytet San Carlos de Borromeo. Właśnie dzięki niemu Antigua pełniła rolę kulturalnego i duchowego ośrodka Ameryki Środkowej.
Tak było do 1773 roku, kiedy potężne trzęsienie ziemi zniszczyło wiele budowli i stolicę przeniesiono do Gwatemala City. Marazm, który zapanował wtedy w Antigui, ocalił historyczny układ ulic. Miasto zachowało urok i klimat dziś najbardziej doceniany przez artystów i poetów.
W ostatnich latach odnalazło również swój indywidualny sposób na rozwój - stało się potężnym centrum nauki języka hiszpańskiego. Gdy wieczorem dotarłam na plac Centralny, podcienia i arkady, w dzień pełniące rolę handlowych pasaży, stały się sypialniami. Mimo przenikliwego zimna Indianie, nie zwracając uwagi na spacerujących turystów, całymi rodzinami układali się w nich do snu.
Taka jest Ameryka Południowa: piękno i ohyda, bogactwo i nędza splatają się ze sobą nierozerwalnie.